Strona główna / / Wywiady / "Dzieciństwo to mityczny okres w życiu większości z nas"

Nowości

Nuselski punk

Green Scum
Cena detaliczna: 39,99 zł

Białe kłamstwa

Piotr Borlik
Cena detaliczna: 39,99 zł

Przez dziurkę od klucza. Najważniejsza książka o naszych najbliższych krewnych

Jane Goodall
Cena detaliczna: 39,99 zł

Zapowiedzi

Syn pszczelarza

Kelly Irvin
Cena detaliczna: 38,00 zł

Kana

Grzegorz Janusz Ostrowski
Cena detaliczna: 34,00 zł

Anioły z Lovely Lane

Nadine Dorries
Cena detaliczna: 38,00 zł

Bestsellery

TOP 20

  1. Pokrzyk Katarzyna Puzyńska
  2. Cukiernia Pod Amorem. Jedna z nas Małgorzata Gutowska-Adamczyk
  3. Była arabską stewardesą Marcin Margielewski

Fotogaleria

więcej »
14.06.2019

"Dzieciństwo to mityczny okres w życiu większości z nas"

Zapraszamy do przeczytania wywiadu z Lucyną Olejniczak, autorką książki "Księżniczka".

Z Lucyną Olejniczak rozmawiała Dorota Kieras (PAP Life)


Co zainspirowało panią do napisania książki "Księżniczka"?

Zawsze chciałam opisać swoje dzieciństwo w powstającej na moich oczach Nowej Hucie (ona rosła wraz ze mną), ale wciąż brakowało mi klucza do tej opowieści. Nie chciałam, żeby to były zwykłe wspomnienia, jakich wiele. Dopiero, kiedy kilka lat temu poznałam historię mojej rówieśniczki, która dorastała na tym samym osiedlu, wszystko mi się w głowie ułożyło. Zniewolenie narodu przez Związek Radziecki znalazło jakby swoje pomniejszone odbicie w wydarzeniach, które działy się za zamkniętymi drzwiami mieszkania szanowanego inżyniera. Te dwa wątki - jeden historyczny, a drugi prywatny - toczą się równolegle. Proszę zauważyć, że kiedy dorosła bohaterka postanawia uwolnić się od ojca, jesteśmy już w przededniu powstania Solidarności. Zresztą książka zaczyna się w 1979 roku, od zamachu na pomnik Lenina, ówczesnego symbolu zniewolenia. To miała być opowieść o brutalnej sile, poczuciu bezradności, ale i o rodzącym się buncie.
 
Udowadnia pani, że tak trudny temat można jednak potraktować delikatnie i z wyczuciem...
 
Muszę przyznać, że początkowo to właśnie stanowiło dla mnie największy problem. Nie chciałam wchodzić w dosłowność, ani robić z tego suchego reportażu. Od tego są dziennikarze. Wzorem była mi literatura czeska, w której nawet najtrudniejsze tematy pokazane są z pewnym dystansem i ciepłem. Dlatego realistyczne sceny przeplatane są baśniowymi wizjami Lenki, która w ten sposób ucieka przed ohydą codziennego życia.
 
Widziane oczami dziecka miasto czasów PRL-u jest krainą wyidealizowaną, piękną, traktowaną z sentymentem. Opisuje pani swoją wizję miasta dzieciństwa?
 
Dzieciństwo to mityczny okres w życiu większości z nas, zatem nic dziwnego, że przedstawiamy je często właśnie w taki wyidealizowany, podkoloryzowany sposób. Zresztą zawsze lubiłam i lubię nadal swoje miasto, wbrew mrocznej legendzie, która mu od początku towarzyszy. Dla mnie, jako dziecka, był to jeden wielki plac zabaw. Do dzisiaj uważam, że jest to piękne i spokojne miejsce do życia. Znakomicie rozplanowane i pełne zieleni.
 
"Księżniczka" to także książka o pewnej społeczności. Pokazuje pani ludzkie fascynacje, zachowania, nawet egzaltacje i religijne uniesienia... Dlaczego?
 
Bo to był czas wielkich uniesień. Optymizm towarzyszący budowie nowego socjalistycznego miasta okazał się tak wielki, że aż nierealistyczny. Snuto plany, które można teraz uznać za czystą fantazję. Z drugiej strony, w końcu nastąpił wybuch długo tłumionej religijności. Nowa Huta miała być z założenia miastem bez kościołów, ale "projektantom dusz" to się nie udało, ponieważ większość pierwszych mieszkańców pochodziła ze wsi, gdzie Kościół miał zawsze silną pozycję. Dlatego wiece partyjne i pochody pierwszomajowe mieszają się w książce z masowym udziałem w wielkich wydarzeniach religijnych.
 
Jakie jest przesłanie pani książki, co pani chce przekazać czytelnikom?
 
Ta książka nie ma żadnego z góry ustalonego przesłania. To nie jest powieść dydaktyczna, tylko opowieść o dziewczynce i jej dysfunkcyjnej rodzinie. Jak wiem już z sygnałów, które docierają do mnie od czytelniczek, niektóre z nich ta historia poruszyła tym mocniej, że same zmagały się z podobną traumą. Jak napisała mi jedna z nich, ona też była "księżniczką", ale nigdy nie odważyła się nikomu o tym opowiedzieć. Więc jeśli miałabym szukać jakiegoś przesłania, to ujęłabym to tak: "Nie bójmy się o tym głośno mówić i nie zamykajmy oczu, kiedy dostrzegamy takie zachowania u naszych sąsiadów, na plebanii czy nawet w najbliższej rodzinie." Niby oczywiste, ale jak widać, wciąż trzeba to powtarzać.

Obecnie w Polsce dużo się mówi o molestowaniu, wykorzystywaniu dzieci. Pani książka też dotyka tego tematu. To potrzeba chwili?
 
Pomysł na książkę pojawił się kilka lat temu, nawet przed słynną akcją "metoo". Powstała ona w momencie, kiedy nic jeszcze nie wiedziałam o zamiarach braci Sekielskich, a ukazała się miesiąc przed premierą ich filmu. Tak więc zbieżność jest zupełnie przypadkowa. Coś widocznie od dawna wisiało w powietrzu, no a teraz rozpętała się burza. Nie chciałabym jednak, żeby problem pedofilii w Kościele przykrył ogromny, a przemilczany od lat przez wszystkich problem molestowania w rodzinie.

Nad czym pani obecnie pracuje?
 
Kończę teraz szósty i ostatni tom krakowskiej sagi "Kobiety z ulicy Grodzkiej", ale mam oczywiście jeszcze mnóstwo pomysłów i planów, które, mam nadzieję, uda mi się zrealizować.

wersja do druku