Strona główna / / Wywiady / Zapraszamy do przeczytania wywiadu z Anną Karpińską autorką książki "Postscriptum"

Nowości

Księżycowy królik

Jean Kim
Cena detaliczna: 29,99 zł

Kochaj albo jedź

Penny Reid
Cena detaliczna: 42,00 zł

Wymazani z pamięci

Piotr Borlik
Cena detaliczna: 39,99 zł

Zapowiedzi

Wiersze prawie wszystkie. Tom II

Agnieszka Osiecka
Cena detaliczna: 69,99 zł

Księga Drogi i Dobra

Ursula K. Le Guin
Cena detaliczna: 45,00 zł

Stewardesy. Cała prawda o lataniu

Krzysztof Pyzia
Cena detaliczna: 39,99 zł

Bestsellery

TOP 20

  1. Śreżoga Katarzyna Puzyńska
  2. Arabska wendeta Tanya Valko
  3. Uciekłam z arabskiego burdelu Laila Shukri

Fotogaleria

więcej »
10.09.2020

Zapraszamy do przeczytania wywiadu z Anną Karpińską autorką książki "Postscriptum"

Zapraszamy do przeczytania wywiadu z Anną Karpińską autorką książki "Postscriptum".


Z Anną Karpinską rozmawiał Artur Krasicki.

Wydana w lutym tego roku powieść "List", pierwszy tom cyklu "Pamiętaj o mnie", od razu zdobyła serca Czytelniczek. Gdzie według Pani tkwi sukces tej książki?

Może w tym, że sprawy, o których piszę są bliskie wielu kobietom? Każda z nich - również w moich poprzednich książkach - znajdzie bowiem odbicie własnego życia lub problem, z którym zmagają się jej najbliżsi, znajomi, przyjaciele. Ktoś może też powiedzieć, że w moich książkach sporo się dzieje. To prawda, przyzwyczaiłam Czytelniczki do częstych zmian akcji i niepewności do ostatniej strony.

Teraz na rynku pojawił się drugi tom cyklu "Postscriptum". Czym tym razem zaskoczy Pani Czytelniczki?

W pierwszej części moja bohaterka fatalny popełniła błąd, który położył się cieniem na jej dotychczasowym życiu. I pewnie do końca swoich dni posypywałaby głowę popiołem, gdyby nie tytułowy "List" od pewnego mężczyzny, którego poznamy właśnie w drugim tomie. W "Postscriptum" Małgorzata spotka nadawcę listu, ale nie zdradzę, czy ta znajomość zaowocuje czymś więcej. Na pewno jednak będzie sporo emocji, związanych nie tylko ze sprawami sercowymi.

Gdyby w kilku słowach miała Pani określić typ swoich bohaterek, jakie cechy charakteru wymieniłaby w szczególności?

Moje bohaterki są różne, zarówno pod względem wieku jak i sytuacji rodzinnej. W "Chorwackiej przystani”, "Księgarni pod Flisakiem" i "Przekonaj mnie, że to ty" mamy do czynienia z matką i córką. W "Nie zabijaj tej miłości" są to dwie kobiety, które były związane z jednym mężczyzną. W "Rodzinnych roszadach" młoda babcia musi porzucić marzenia o podróżach na rzecz wychowywania wnuczki, zaś w książce "Rozważna czy romantyczna" bohaterka pozostaje zawieszona pomiędzy sercem a rozumem.

Coś je wszystkie łączy?

Może to, że są trochę podobne do mnie? Uważają, że mimo trudności i kłód, które życie rzuca im pod nogi warto zawalczyć o siebie? Jednak - mając wzgląd na innych, na rodzinę - nie za wszelką cenę. Łączą je również pozytywne emocje i przekonanie o tym, że po burzy zawsze przychodzi słońce.

Od lat ma Pani mnóstwo wiernych Czytelniczek, a Pani książki znajdują się w czołówce wypożyczanych z bibliotek. Jaka jest według Pani recepta na sukces?

Zawsze staram się, by książka była ciekawa. Aby przenosiła nas w inny świat, pozwalała na czas czytania odpocząć od problemów i oderwać się od codziennych obowiązków. Z drugiej strony nawet jeżeli często piszę o sprawach przyziemnych, to jednak opisuję czyjeś życie, do którego możemy zachować dystans. Moje bohaterki przypominają też nas same.

A konkretnie?


Gotują, organizują święta, marzą o dalekich podróżach, boksują się z małymi lub dorastającymi dziećmi, szukają miłości. Cieszy mnie, kiedy Czytelniczki mówią: "Nie mogłam oderwać się od książki do ostatniej strony. Mąż nie zjadł obiadu, ponieważ nie miałam czasu nic ugotować. Nie mogę doczekać się drugiego tomu, dlaczego zostawiła pani bohaterkę w tak newralgicznym momencie?” Właśnie na takim przyjęciu mi zależy. By moje książki były czytane i wzbudzały emocje.

Opinie Czytelniczek są dla Pani istotne?

Oczywiście! Piszę od niemal dziesięciu lat i choć niewątpliwie ta działalność wypływa z potrzeby serca i sprawia mi radość, jeszcze większą daje dobra ocena ze strony Czytelniczek. Ich opinie w mediach społecznościowych, kontaktach osobistych - mam tutaj na myśli chwilowo zawieszone spotkania autorskie - są dla mnie ważne i stanowią motor do dalszej pracy. Nie potrafiłabym i nie chciałabym pisać dla siebie, do przysłowiowej szuflady.

W jakiej mierze utożsamia się Pani ze swoimi bohaterkami?

Tworzenie głównych bohaterów to, prócz wymyślenia fabuły, bardzo ważny moment przed napisaniem powieści. Nie można pozwolić, by kolejna postać stanowiła klon którejś poprzedniej. Na początku dość schematycznie buduję obraz bohaterki. Określam jej wiek, miejsce w rodzinie, zawód, wiem w jakim kierunku zmierza. Ale jej cechy osobowe kształtują się na kartach książki. Przeważnie mi się to udaje.

Miewa Pani twórcze kryzysy?


Muszę się przyznać, że dwukrotnie zdarzyło mi się zarzucić pisanie, ponieważ postać wymknęła się spod kontroli. Chociaż sama ją prowadziłam, nie rozumiałam jej postępowania. Nonsens? A jednak. Nie o to chodzi, żeby utożsamiać się z bohaterką. Ważne, by była ona wiarygodna. Oczywiście nigdy nie stosuję odwzorowania jeden do jednego. Moje bohaterki są postaciami fikcyjnymi, jeśli nawet noszą cechy znanej mi osoby.

Jak określiłaby Pani swoją literaturę?


Tym niech się martwią znawcy literatury (śmiech). Ja piszę książki o kobietach i dla kobiet. Ich zachowania, sposób prowadzenia rozmowy, podejmowane decyzje podsuwa mi doświadczenie, a możecie Państwo sprawdzić, że minęło już wiele lat od momentu, kiedy osiągnęłam pełnoletniość. W materii kobiecej literatury czuję się jak ryba w wodzie.

Pracuje Pani również nad drugą częścią swojej debiutanckiej powieści "Chorwacka przystań". Co Panią do tego skłoniło?

Autor nigdy nie ma wakacji. „Postscriptum” od siódmego lipca krąży po rynku, a ja już piszę kolejną książkę. Miałam szczęście, że moja pierwsza powieść, którą zaczęłam pisać dziesięć lat temu, spodobała się i nadal ma grono swoich wielbicielek. Niejednokrotnie byłam proszona o drugi tom. "Pani Aniu, co się dzieje u Any i Weroniki? Czy będzie dalszy ciąg?” - słyszałam i wreszcie dotarło do mnie, że kontynuacja nie jest złym pomysłem. Wydawca wyraził zgodę, będzie więc drugi tom "Chorwackiej przystani” na dziesięciolecie!

Czuje Pani sympatię do swoich postaci?

Tak. Kiedy skreślę sakramentalne słowo "KONIEC" nie mogę powstrzymać łez. Zawsze i po każdej. Na spotkaniach autorskich często wspominałam anegdotycznie, że po debiutanckiej "Chorwackiej przystani", w której miałam dwie bohaterki Anę i Weronikę, w okolicy świąt odczuwałam potrzebę wysłać im kartkę z życzeniami.

Pani literatura może podobać się również mężczyznom?

Oczywiście byłoby mi niezmiernie miło, gdyby któryś z panów miał ochotę przeczytać moje książki, ale niech każdy znajdzie dla siebie to, co mu najbardziej odpowiada (śmiech). Wcześniej wspomniałam o wiarygodności moich bohaterek. Dlaczego takie są? Bo ja jestem kobietą. Nie potrafiłabym stworzyć mężczyzny głównym bohaterem. Należy zdawać sobie sprawę ze swoich ułomności i nie pakować się na rafę.

A co robi Anna Karpińska, kiedy nie pracuje?

Musiałabym się zastanowić, żeby nie skłamać. Wolnego czasu nie posiadam zbyt wiele. Dwie książki rocznie wymagają sporo zachodu, bo to nie tylko pisanie, ale i obmyślanie fabuły, kreowanie bohaterów, czasochłonny research… A przy licznej rodzinie jest sporo urodzin, imienin, do tego święta, a i domem też trzeba się zająć. Z pewnością czytam, głównie w nocy, kiedy nie mogę spać. Uwielbiam spędzać czas na południu Europy, ale w tym roku odpuszczę sobie ten wyjazd. Jadę jednak wkrótce na Łotwę, gdzie odwiedzę kogoś bliskiego. I ten fakt dodaje mi sił, by zasiąść do kolejnego rozdziału "Chorwackiej przystani", którą piszę w mojej prywatnej przystani. Przy kuchennym stole.