Strona główna / / Wywiady / Wywiad z Anną Fryczkowską

Nowości

Nie jestem Twoją własnością

Alafair S. Burke, Mary Higgins Clark
Cena detaliczna: 38,00 zł

Chorwacka przystań

Anna Karpińska
Cena detaliczna: 39,99 zł

Perska kobiecość

Laila Shukri
Cena detaliczna: 38,00 zł

Zapowiedzi

Gdy kobiety milczały. Sceny z życia George Sand

Magdalena Niedźwiedzka
Cena detaliczna: 39,99 zł

Maskarada

Terry Pratchett
Cena detaliczna: 35,00 zł

Osadzony

Kinga Wójcik
Cena detaliczna: 42,00 zł

Bestsellery

TOP 20

  1. Pięć Stawów. Dom bez adresu Beata Sabała-Zielińska
  2. Śreżoga Katarzyna Puzyńska
  3. Uciekłam z arabskiego burdelu Laila Shukri

Fotogaleria

więcej »
24.06.2011

Wywiad z Anną Fryczkowską

Z autorką "Kobiety bez twarzy" o  literackich fascynacjach, poszukiwaniu inspiracji i pisaniu w kawiarni







Czy czytuje Pani kryminały? Jeśli tak, jaki typ kryminału najbardziej Pani odpowiada i których autorów ceni Pani najbardziej?


Oj, uwielbiam i gęstą psychologię Karin Fossum, i powszednią grozę Johana Theorina, i fantastyczny styl Marka Krajewskiego, i mieszankę chłodu ze współczuciem u Mankella, maestrię oraz dowcip Borysa Akunina, budowanie bohaterów Denise Miny, styl Joanny Jodełki, pasję Zygmunta Miłoszewskiego, Gdańsk Anny Klejzerowicz, długo bym zresztą mogła wymieniać, bo regał z kryminałami w mojej bibliotece sięga sufitu, a w księgarniach pojawiają się ciągle nowe kuszące powieści.

Pani Anno, proszę opowiedzieć, jak wygląda Pani praca nad książką. Gdzie szuka Pani inspiracji? 

Wystarczy wyjrzeć przez okno autobusu czy pogadać z kimś, i zaraz przychodzą myśli z gatunku „co by było, gdyby”. A gdyby samotna matka z dwójką dzieci wylądowała na odległej prowincji i nagle okazało się, że wbrew sielankowym pozorom wcale nie jest tam bezpiecznie? O tym opowiada moja „Kobieta bez twarzy”. A gdyby dwie rześkie siedemdziesięciolatki wzięły się za kryminalne śledztwo wykorzystując przy tym wszelkie atuty swego wieku? O tym traktuje moja następna książka.

Czy rozpoczynając pracę zna już Pani z góry całą historię i tylko przelewa ją na papier, czy też daje się Pani „ponieść pióru” i efekt końcowy bywa dla Pani samej zaskoczeniem?

Wymyślam bohaterki oraz bohaterów, daję im głos, charaktery i przeszłość. A potem rzucam im kłody pod nogi i liczę, że sobie poradzą. Wiem od początku, kto zabił i dlaczego, natomiast moje postacie muszą dojść do tego same.

Podobno najchętniej pisze Pani w kawiarniach. Czy to prawda, a jeśli tak to dlaczego akurat tam?

Rano się ubieram, pakuję komputer i wychodzę z domu. Biorę kawę, siadam, otwieram laptopa i piszę, jak to w pracy. Dlaczego kawiarnia? Bo nie ma tam prania do wyprania, telefonów do odebrania, zupy do ugotowania, psa do wyczesania, czyli wszelkich przeszkadzajek, które na człowieka wolnego zawodu czyhają w domu. Wącham kawę i croissanty, przyglądam się ludziom, wymieniam powitalne spojrzenia z innymi laptopowcami, Warszawa tętni za oknem, a ja zanurzam się w swojej historii.

Jest Pani również autorką scenariuszy do seriali telewizyjnych. Czy pisanie scenariuszy bardzo się różni od pisania powieści? Co jest dla Pani trudniejsze?

Scenariusz kroi się na cudzą miarę, najczęściej w zespole. Uwielbiam te zbiorowe burze mózgów, dyskusje, wypadkowe różnych doświadczeń. Potem do tekstu dochodzi wizja producenta, reżysera, operatora, aktorów. Powieść natomiast rządzi się moimi zasadami i z tym światem mogę zrobić wszystko. Przy scenariuszu mam satysfakcję krawcowej: udało mi się uszyć coś na miarę; oby wyglądało jak najlepiej i nosiło się jak najdłużej. Przy powieści – bawię się w boga, a właściwie boginię własnego świata.

Miejscem akcji „Kobiety bez twarzy” jest prowincjonalne miasteczko Świątkowice. Czy pisząc o Świątkowicach miała Pani na myśli jakieś istniejące w rzeczywistości, znane Pani miasto, czy też jest to przypadkowa, całkowicie fikcyjna miejscowość? Skąd u Pani – warszawianki, taka znajomość realiów prowincji?

Mój tata pochodzi ze wsi, więc przez lata, na każde wakacje, wywoził naszą rodzinę gdzieś na głęboką prowincję. Kopałam kartofle, pasałam krowy, brnęłam przez piachy, bawiłam się w stogach, żniwowałam, kiedy jeszcze nie było kombajnów. Jako dorosła kobieta przez dobrych kilka lat pracowałam jako reporterka, jeżdżąc po Polsce, spędzając dni we wsiach i miasteczkach, gadając z ludźmi, odwiedzając domy, sklepy, szkoły, urzędy. Świątkowice, inspirowane tymi wszystkimi miejscami, w których kiedyś gościłam, są jednak wytworem mojej wyobraźni. Ich mieszkańcy – również. Trupy – na szczęście też.

Ma Pani na koncie trzy powieści – każda inna gatunkowo. Czy pracuje Pani nad kolejną powieścią? Czego możemy oczekiwać?

Kręcą mnie kobiece bohaterki, historie kobiet, kobieca siła i doświadczenie, niezależnie od gatunku, w który się wpasuję. Dwie moje pierwsze książki były powieściami obyczajowymi. Forma kryminału jest dla mnie jako pisarki nowa (bo jako czytelniczka obcuję z nią często), okazała się jednak bardzo pojemna i inspirująca, na tyle, że już kończę następny. Tym razem przenoszę się na żoliborskie podwórko oraz na korytarze Uniwersytetu Trzeciego Wieku, zaglądam do świata medycyny estetycznej i na bulwary nad Wisłą, przyglądam się starości, jej lękom i jej zaletom. Pojawiły mi się dwie fantastyczne bohaterki, które przyjaźnią się ze sobą od pięćdziesięciu lat. Kiedy biorą się za śledztwo, prowadzą je po swojemu, nieoczywistymi ścieżkami, kłócąc się i wspierając. Poradzą sobie, bo bardzo im kibicuję.

wersja do druku