Strona główna / Biografie, wspomnienia / Urodziłem się w Barbakanie. Autobiografia na tle historii warszawskiego Barbakanu

Inne książki tego autora

Elemelementarz

Henryk Jerzy Chmielewski
Cena detaliczna: 29,99 zł

Żywot człeka zmałpionego

Henryk Jerzy Chmielewski
Cena detaliczna: 39,99 zł

Tytus, Romek i A'Tomek pomagają księciu Mieszkowi ochrzcić Polskę, z wyobraźni Papcia Chmiela narysowani

Henryk Jerzy Chmielewski
Cena detaliczna: 39,99 zł

Inne książki z tej kategorii

KOBIETY PISTOLETY

Maria Kowalska , Wiktor Krajewski
Cena detaliczna: 39,99 zł

Dostojewski. Portret intymny

Alex Christofi
Cena detaliczna: 44,99 zł

Nienachalna z urody

Maria Czubaszek
Cena detaliczna: 42,00 zł
Urodziłem się w Barbakanie. Autobiografia na tle historii warszawskiego Barbakanu

Kategoria: Biografie, wspomnienia
ISBN: 83-7180-478-4
Cena detaliczna: 29,00 zł
nakład wyczerpany
Oprawa: miękka
Drodzy koledzy, czytelnicy człekokształtni!
Ja, Tytus de ZOO, po przeczytaniu tych wypocin mego Papcia, poczułem niedosyt historyczno-literacki. Papcio opisuje swoje przeżycia szkolne, okupacyjne, wojskowe - zgoda, wolno mu. Ale dlaczego nie ma nic w tym nędzożycie o mnie? Dlaczego nie ma nic o moim mozolnym uczłowieczaniu się przez prawie pół wieku?
Ileż to my z Papciem, Romkiem i A'Tomkiem narozrabialiśmy w redakcji "Świata Młodych", w Wydawnictwie Harcerskim, w Młodzieżowej Agencji Wydawniczej, zanim zasłużyliśmy na Order Uśmiechu. Byłoby o czym pisać, wesoło i pożytecznie, oj byłoby...

Autobiograficzna (właściwie: "autobiochichichiczne rewelacje" - jak określa książkę sam autor) powieść Henryka J. Chmielewskiego, bardziej znanego jako Papcio Chmiel, twórcy komiksowej serii przygód Tytusa, Romka i A'Tomka, powstawała w latach od 1950 do 1998.

Począwszy od czasów starożytnych, autor ukazuje historię Warszawy, a w szczególnościBarbakanu oraz ludzi go zamieszkujących.
Rozumiem ludzi, którzy osiedlali się w ciepełku nad Morzem Śródziemnym,ale co strzeliło naszym praojcom do prymitywnego łba, aby zamieszkac nad Wisłą?Żyć w szarugach, deszczach i padającym śniegu przez pół roku. Może cieszyło ichdzwonienie zębami z zimna, kiedy nie znali jeszcze innej muzyki?"

Wyjaśnia też w jaki sposób powstawały nazwy niektórych warszawskich ulic.
"Przed nowym murem wykopano fosę. Rowu tego nie można było napełnić wodą, bospłynęłaby z wysokiej skarpy do Wisły. Z ziemi wyrzuconej z wykopów sypano wzdłużmurów wały. Może stąd wzięła się nazwa dzisiejszej ulicy Podwale? Jest to bardziejprawdopodobne niż utworzenie nazwy od czasownika "podwalać się". Chociaż ponoćjuż w owych czasach mówiono: "Barnaba podwala się do Kunegundy".

Już od wczesnego dzieciństwa autor nie miał lekkiego życia. Jak się wkrótceokazało nie urodził się wcale w Barbakanie, ale w Gdańskiej Piwnicy. Jakiż tomusiało mieć negatywny wpływ na jego dalsze losy. Jakby tego było mało, od czasu do czasu przytrafiały mu się różne przykre wypadki:
Potężny wybuch prochowni w Cytadeli Warszawskiej w roku 1923 (...) wstrząsnąłresztkami Barbakanu i niemowlęciem - autorem niniejszych wspomnień. (...)To, że na autora posypały się szyby z okien, nie miało dla jego rozwoju żadnegoznaczenia. Gorzej, że przez falę uderzeniową autor pieprznął się w ciemię,uderzajćc łepetyną w blaszany obrazek, aż odskoczył plaster farby z malunkiem.(...)To stuknięcie miało kolosalne znaczenie dla kariery życiowej chłopca. Jakopuknięty za młodu, nie miał szans zostać w wieku dojrzałym kimś znacznym:senatorem, biskupem, twórcą stanu wojennego lub chociażby wydawcą. Został prostymrysownikiem komiksów.

Droga do kariery rysownika była jednak długa, kręta i najeżona licznymiprzeciwnościami. Dziwnym zbiegiem okoliczności o mało co nie zostałbyelektrykiem. Jak sam mówi Cud, że tak sie nie stało. Do prezydenta odelektryka - krótka droga pomyka.

W kolejnych rozdziałach Chmielewski opisuje wygląd ówczesnej Starówki, życie ludzi,ich codzienne zajęcia, rozrywki.
Prawdziwą atrakcją były pogrzeby. Kiedy kipnął chrześcijanin, rodzina ustawiałaotwartą trumnę ze zwłokami pośrodku pokoju, na stole przykrytym kapą.(...)Bywało, że ktoś nie zrobił sobie za życia fotografii. Sprowadzano wtedy fotografa,który różował zmarłemu policzki, wypychał watą - jeśli były zapadnięte - otwierałoczy i na zdjęciu zmarły wychodził jak żywy.

Książka napisana jest językiem prostym, zabarwionym dużą dozą dowcipu i ironii.Zawarte w niej opisy historyczne przeplatają się z informacjami o rodzinie autora. Całość ilustrowana jest widokami dawnej Warszawy, zdjęciami rodzinnymi, rysunkami autora i fragmentami jego komiksów.


wersja do druku