Strona główna / / Wywiady / Tanya Valko ostrzega, naucza, poucza

Nowości

999. Nadzwyczajne dziewczyny z pierwszego transportu kobiecego do Auschwitz

Heather Dune Macadam
Cena detaliczna: 44,00 zł

Upadek milionera

Izabella Frączyk, Jagna Rolska
Cena detaliczna: 39,99 zł

Gdy kobiety milczały. Sceny z życia George Sand

Magdalena Niedźwiedzka
Cena detaliczna: 39,99 zł

Zapowiedzi

Perska niepewność

Laila Shukri
Cena detaliczna: 39,99 zł

Tajemnica Wzgórza Trzech Dębów

Piotr Borlik
Cena detaliczna: 42,00 zł

Skazane na poniewierkę

Diney Costeloe
Cena detaliczna: 43,00 zł

Bestsellery

TOP 20

  1. Arabska Żydówka Tanya Valko
  2. Meneliki nowe, czyli wina Tuska i logika białoruska Krzysztof Daukszewicz
  3. Rączka rączkę myje Olga Rudnicka

Fotogaleria

więcej »
16.07.2015

Tanya Valko ostrzega, naucza, poucza

O tym, co denerwuje, o ciemnych stronach, relacji z bohaterami oraz o przemycaniu wiedzy o egzotycznych rejonach.






Z Tanyą Valko, autorką powieści „Miłość na Bali" rozmawiał Marcin Wilk.

Tanya_Valko_019.jpg

Marcin Wilk: Ponoć zaczęła Pani pisać o Azji, bo bardzo dużo rzeczy Panią denerwowało. Co konkretnie?

Tanya Valko: Rzeczywiście, jest kilka rzeczy, które mogą razić osobę, która przyjeżdża tu z innej kultury, innej rzeczywistości.
Po pierwsze: Na ulicach panują wieczne korki, Indonezyjczycy jeżdżą bez prawa jazdy na motor, są to nawet 10- czy 14-letnie dzieci, rodzice wożą też na motorze dzieci, często niemowlęta, nawet dwójkami. Irytuje korupcja drogówki, która za pieniądze na wiele rzeczy przymknie oko. Korupcja w ogóle jest tu zjawiskiem dość powszechnym, także np. w sądownictwie;
Po drugie: Obsługa klienta w rozmaitych branżach jest powolna i raczej nieudolna. Często mamy do dyspozycji pięć lub sześć osób, z których żadna, naszym zdaniem, nie jest odpowiednio kompetentna. Kiedy z ich winy dochodzi do tragedii, po prostu rozkładają ręce. Obcokrajowiec może odbierać to jako ignorancję czy wręcz bezmyślność, ale taka jest mentalność Indonezyjczyków — uważają, że szczęśliwe życie można wieść tylko w Azji, w innych krajach odbywa się nieustanny wyścig szczurów. Indonezyjczycy pozornie niczym się nie przejmują, są wiecznie uśmiechnięci i wręcz służalczo usłużni, co nie znaczy, że nie odczuwają złości czy innych negatywnych emocji, po prostu rzadko je okazują;
Po trzecie: W Indonezji wszędzie leżą śmieci, są wyrzucane prosto na ulicę, zalegają w rzekach, kanałach i w morzu. Nieraz zdarza się, że sąsiad sąsiadowi przerzuca za ogrodzenie swoje odpadki.

Solidna lista. To teraz skonfrontujmy to z mottem w Pani książce - z Deana Koontza. Gdybym mógł je przewrotnie odczytać, uciekamy daleko po to, by zmierzyć się ze swoim bólem.

Taka interpretacja nie leżała w moim zamiarze. Chodziło mi raczej o to, że możemy być szczęśliwi wszędzie, w najgorszym miejscu pod słońcem, a szukanie szczęścia na siłę w odległych, niezwykłych i pięknych krajach nic nam nie da, jeśli nasze serce będzie pełne bólu i cierpienia.

Właśnie. Bo Bali kojarzy się w obiegowej opinii z rajem. Tymczasem Pani niemal od razu odsłania ciemne strony wyspy. Prostytucja, narkotyki...

Nie jestem biurem podróży ani też nie reklamuję tego czy innego miejsca. Staram się ukazać prawdę o świecie, który dla zwykłego zjadacza chleba jest odległy i nieznany. W moich książkach bardzo często przedstawiam ekstremalne sytuacje, żeby ostrzec czytelników przed nieodpowiedzialnym zachowaniem i łatwowiernością. Należy być czujnym, nie dać się zwieść pozorom.

 ...i ubezpieczać. Na wielu czytających zrobi pewnie wrażenie wątek kruchości życia - u Pani widziany przez pryzmat przykrej i z pozoru błahej sytuacji, gdy ktoś zaczyna chorować podczas dalekiej podróży.

No właśnie. Należy się ubezpieczyć i to w dobrej, sprawdzonej międzynarodowej firmie.

Co najmniej dwa razy w swojej książce podkreśla Pani, że podobieństwo postaci do osób rzeczywistych jest przypadkowe.

Tak. Taka informacja znajduje się zawsze na początku książki. Nie chciałabym, żeby ktoś się identyfikował z postacią i potem miał pretensje, że przeinaczyłam jego losy. Ja nie piszę niczyjej biografii - czerpię z różnych życiorysów, lecz oczywiście zmieniam je i umiejscawiam w kokonie literackiej fikcji.

A czy czasem nie jest tak, że się Pani czegoś boi?

Poruszam niezbyt łatwe i optymistyczne tematy, takie jak przemoc, terroryzm czy wykorzystywanie prawa szariatu do dominacji nad kobietami. Moja opinia bywa negatywna i jawnie krytykuję takie postępowanie. Teraz juz piszę o wszystkim, lecz kiedyś, mieszkając jeszcze w Libii, musiałam zrezygnować z napisania książki o bułgarskich pielęgniarkach oskarżonych o zainfekowanie wirusem HIV libijskich dzieci. Zostałam zastraszona i grożono moim dzieciom. Chcąc je chronić, musiałam odpuścić bardzo drażliwy dla Libijczyków temat.

Chyba nie nudzą się Pani bohaterowie, skoro do najnowszej książki wprowadza Pani postaci znane z Arabskiej sagi? Zresztą sama Pani pisze: „Moje ulubione bohaterki”.

Jakżebym mogła się nudzić z moimi bohaterami? Oznaczałoby to, że kreuję nudne postaci, a raczej tak nie jest. Czytelnicy przywiązali się do moich bohaterów, pytają o nich, żyją ich życiem, to co dopiero ja, kiedy przebywam z nimi dużo dłużej niż dwa czy trzy dni, które zwykle zajmuje przeczytanie mojej książki.

Jaka relacja łączy Panią z postaciami?

Relacja pomiędzy mną a stworzonymi przeze mnie bohaterami musi być bliska, jeśli mają być wiarygodni. Poza tym każdą postać z moich powieści wyobrażam sobie, widzę ją, znam jej psychikę, przeżywam z nią rozterki i radości.

Ma Pani bardzo precyzyjny plan wobec swoich bohaterek i realizuje go w stu procentach. Czy zdarza się jednak, że losy postaci układają się inaczej, niż zostały wymyślone?

Oczywiście, to samo życie. Nigdy nie wiadomo, do jakiego punktu nas zaprowadzi, co nieoczekiwanego stanie się po drodze. Staram się jednak realizować plan, jaki wymyśliłam. Czasami w trakcie pisania coś się zmieni, lecz ostateczne zakończenie przeważnie pozostaje takie, jakie miało być.

Mam wrażenie, że los w Pani książce jest pod Pani ścisłą kontrolą.

A kto buduje świat przedstawiony w moich powieściach? Tylko ja, choć niejednokrotnie opieram się na historii i prawdziwych wydarzeniach, w których umieszczam moich bohaterów, przez co są oni osadzeni w konkretnej, realnej rzeczywistości. Cała otoczka to jednak fikcja zależna od mojej wyobraźni.

Kiedy czytałem „Miłość na Bali", często myślałem o tym, że ma Pani - dzięki swoim fabułom - rzadką szansę edukowania niewtajemniczonych w tematykę islamską czy indonezyjską. Pojawiają się wyjaśnienia obcych słów, specyficznych obyczajów...

Chcę ukazać moim czytelnikom inny, obcy świat i prawdę o nim. Dlatego często akcję powieści opieram na faktach. Dzięki temu „przemycam” w moich książkach sporo informacji historycznych, o regionie czy społeczeństwie, które dla większej jasności poszerzam w przypisach lub w dodatkach. Czytelnicy na spotkaniach autorskich dziękują mi za rzetelność i fachowość i nieraz mówią, że ukazuję im dalekie strony, o których do tej pory nic nie wiedzieli. Oni nie muszą już sięgać po książki historyczne - mają swoją Tanyę Valko, która ostrzega, naucza i poucza.

wersja do druku