Strona główna / / Wywiady / Rozmowa z Teresą Anną Aleksandrowicz, autorką powieści "Cudowne życie Staśka i innych aniołów"

Nowości

Urodziny

Carol Wyer
Cena detaliczna: 39,99 zł

Tajemnica rzekomego małżonka

Jeff Cohen , E.J. Copperman
Cena detaliczna: 39,99 zł

Rosyjskie róże

Martha Hall Kelly
Cena detaliczna: 43,00 zł

Zapowiedzi

Dubaj krwią zbudowany

Marcin Margielewski
Cena detaliczna: 39,99 zł

Dziewczyna z gór. Śniegi

Małgorzata Warda
Cena detaliczna: 39,99 zł

Do jutra

Jeffery Deaver
Cena detaliczna: 42,00 zł

Bestsellery

TOP 20

  1. Billy Summers Stephen King
  2. Martwiec Katarzyna Puzyńska
  3. Red, White & Royal Blue Casey McQuiston
13.06.2011

Rozmowa z Teresą Anną Aleksandrowicz, autorką powieści "Cudowne życie Staśka i innych aniołów"

O muzyce, książkach i ... aniołach

Skąd pomysł na napisanie powieści, w której bohaterami są głównie starsi ludzie, „niewidzialni dla innych”, jak mówi o sobie główna bohaterka Natalia?
To miały być spóźnione – niestety – przeprosiny. Natalia to moja mama. Piękna, mądra, inteligentna kobieta, która w wieku osiemdziesięciu lat zaskakiwała mnie ciągłym głodem wiedzy, ciekawością świata, młodym sercem i typową dla pięknych kobiet kokieterią. Mimo tego, wszystkie jej rady, sposób postępowania, myślenia, odbierania, przeżywania odbierałam z lekkim przymrużeniem oka. Taka stara... Co ona może na ten temat wiedzieć? A teraz ja jestem taka stara i moje dzieci bezwiednie traktują mnie z przymrużeniem oka. Ta książka to sposób na przeprosiny za moje „przymrużanie oka”. 

W książce pojawia się dużo odwołań do muzyki poważnej: główni bohaterowie – Natalia i Michał podczas pewnego wieczoru wymieniają nazwiska m.in. Schuberta, Rachmaninowa, Verdiego i Rossiniego? Sztuka często towarzyszy Pani w życiu codziennym?
Czy sztuka towarzyszy mi w życiu? Nie. To ja niezmordowanie włóczę się za nią bez przerwy. Z zachwytem, wdzięcznością i pokorą. Nie potrafię grać, ale potrafię rozkoszować się muzyką, nie potrafię malować (chociaż próbuję), ale potrafię dostrzegać piękno, nie potrafię..., ale... 

Na kim wzorowała się Pani, budując postaci trzech energicznych bohaterek w sile wieku – Natalii, Wandy i Marysi oraz melancholijnego filozofa ulicy - Staśka?
To postaci autentyczne. Zmienione oczywiście na tyle, aby nikt – nie daj Boże – nie rozpoznał w nich pierwowzorów. 

Czy wierzy Pani w anioły?
Chciałabym… 

Jakie książki czyta Pani w wolnym czasie?
Dobre książki, mądre książki, dobrze napisane książki. Jestem smakoszem i koneserem. Kiedy przerzucam w księgarni kartki nieznanej książki, już po paru minutach wiem, co kupię, a czego nie. Literatura iberoamerykańska (Fuentes, Llosa, Carpentier, Onetti, Cortazar, Mendoza, Sabato, Saramago i mój idol, bóg literatury – Javier Marias. Jorge Semprun (umarł 8 czerwca – niestety), Capote , Coetzee, Conrad, Graham Green, Tokarczuk, Pilch, Baricco, Huelle, Rylski, Bart, Dukaj, Schulz, Szymborska, Herbert (ale nie Miłosz), Konwicki, Stasiuk, Fernando Pessoa, Somerset Maughan, Boll, Grass, Handke, Ian McEwan, Ulicka, Leon de Winter, Lessing, Kertesz, Jerofiejew… Mogłabym tak całą noc albo i więcej. Książki to narkotyk. Jest się od nich uzależnionym, tak jak od papierosów. Czytam je między śniadaniem a kolacją, w oczekiwaniu na samolot, na przystanku autobusowym, w samochodzie, w trakcie oczekiwania na zwolnione miejsce na przepełnionym parkingu, w poczekalni do lekarza, kiedy najdroższy zacznie wreszcie chrapać, kiedy... Wiem, wiem. Trochę tego za dużo.

wersja do druku