Strona główna / / Wywiady / Porusza mnie myśl, że moje powieści krążą między ludźmi

Nowości

Wieczni tułacze. Powojenna emigracja polskich Żydów

Halina Hila Marcinkowska
Cena detaliczna: 42,00 zł

Kortyzol

Przemysław Gulda
Cena detaliczna: 36,00 zł

Księżycowy królik

Jean Kim
Cena detaliczna: 29,99 zł

Zapowiedzi

Solid Gold

Jacek Bromski
Cena detaliczna: 38,00 zł

Syn pszczelarza

Kelly Irvin
Cena detaliczna: 38,00 zł

Kana

Grzegorz Janusz Ostrowski
Cena detaliczna: 34,00 zł

Bestsellery

TOP 20

  1. Pokrzyk Katarzyna Puzyńska
  2. Cukiernia Pod Amorem. Jedna z nas Małgorzata Gutowska-Adamczyk
  3. Była arabską stewardesą Marcin Margielewski

Fotogaleria

więcej »
21.03.2012

Porusza mnie myśl, że moje powieści krążą między ludźmi

Pytania do Małgorzaty Wardy, autorki książki "Dziewczynka, która widziała zbyt wiele", nadesłali uczestnicy konkursu "Zadaj pytanie i wygraj książkę".






Kto pierwszy czyta Pani książki przed opublikowaniem i z czyją opinią na ich temat najbardziej się Pani liczy? (Agata Gołda)
Pierwszym czytelnikiem jest mój mąż: z ciężkim sapnięciem siada nad plikiem powieści i nanosi redaktorskie poprawki, po których książka trafia do mamy i siostry oraz do najbliższych przyjaciół. Muszę zaznaczyć, że mąż od wielu lat redaktorem w pewnym gitarowym magazynie. Opinie ich wszystkich są dla mnie bardzo ważne, żadnej nie faworyzuję, ponieważ każdy z nich zwraca uwagę na inne kwestie: męża interesuje merytoryka, siostra jest wyczulona na wątki kryminalne, mama wskazuje, gdzie tekst przynudza, przyjaciółka zaznacza to, co ładne, a moja dyżurna pani psycholog uważnie przypatruje się postaciom. Najważniejsza jednak jest moja opinia - jeśli jestem do czegoś przekonana, nie pozwolę tego zmienić za nic w świecie.

Jakiego bohatera trudniej wykreować tak, by nie był papierową postacią: dobrego czy złego? (Agata Gołda)
W obu przypadkach łatwo o schemat, o czym przekonałam się budując postać „złej” Gabrysi w „Dziewczynce, która widziała zbyt wiele”. Gabi dopuszczała do przemocy w swoim domu, a nawet brała w niej udział, więc z założenia powinna być negatywną postacią. Jednak, żeby przestała szeleścić papierem, musiałam dostrzec jej ludzką twarz, zrozumieć ją, umotywować jej działanie i dopiero wtedy mogłam wpuścić ją na karty książki. Podobnie działam w przypadku bohaterów „dobrych”. Żeby stali się „prawdziwi” potrzebuję wiedzy o ich wadach i słabościach. Muszą być niejednoznaczni, żebym mogła zmotywować ich do zrobienia czegoś dobrego bez poczucia, że tworzę kopię Crystal z „Dynastii”.

Książki kreują pewną rzeczywistość. Proces ich tworzenia podobny jest do powstawania obrazu, kiedy to malarz pociągnięciami pędzla stwarza swoje dzieło. Gdyby miała Pani przyrównać swoje książki do jakiegoś stylu w sztuce, to jaki byłby to styl i dlaczego? (Agata Gołda)
Pisząc „Dłonie”, „Ominąć Paryż”, „Czarodziejkę” i „Nie ma powodu, by płakać” marzyłam, by stworzyć historie podobne do tych malowanych przez Mistrza Vermeera Van Delft. Malował najczęściej samotne kobiety, umieszczając je we wnętrzach mieszczańskich domów, gdzie sprawiały wrażenie zatrzaśniętych w ciasnych klatkach. Intrygowało mnie napięcie, które widziałam w obrazach, ruch, który w nich wyczuwałam, a którego malarz przecież nie mógł oddać pędzlem; tajemnicę, która pobudzała moją wyobraźnię.

„Środek lata”, „Nikt nie widział, nikt nie słyszał” oraz „Dziewczynka, która widziała zbyt wiele” to zupełnie inna kategoria powieści, te historie zostały podyktowane przez postawiony przeze mnie problem. Nie uciekają od cierpienia i nie mają litości dla czytelnika, nie skupiają się tylko na kobietach i przynajmniej dwie ostatnie tworzą mroczny klimat. Być może więc podkradają coś z niepokoju „czarnego malarstwa” Goyi, kryjących się w kątach demonów i okrutnej wizji zła. Byłabym bardzo szczęśliwa, gdybym mogła przyrównać je do twórczości rzeźbiarza, Josepha Beuysa. Wypowiadał się na tematy kontrowersyjne lub takie, które były dla niego ważne. Chcąc zrobić coś na temat wolności w Ameryce, która była według niego tylko mitem, poddał się niezwykle wymownemu performance’owi - spędził siedem dni w jednym pomieszczeniu z dzikim kojotem. Inny jego performance polegał na tym, że artysta zagrał utwór na fortepianie, a następnie obszył instrument filcem, w ten sposób zmuszając go do „milczenia” - poruszył problem zdeformowanych dzieci, które rodziły się w wyniku podawanego w latach 60-tych leku dla kobiet w ciąży.

Na 21.12.2012 przewidywany jest kolejny:) koniec świata. Gdyby zostało Pani kilka godzin życia - w sam raz na przeczytanie książki - jaką książkę by Pani wybrała? (Małgorzata Świergiel)
Zakładając, że te kilka godzin chciałabym wykorzystać na czytanie, zamiast na żegnanie się z bliskimi i modlitewne prośby, by los nas oszczędził, sięgnęłabym po utwór Antonine Sant – Exupèry „Ziemia planeta ludzi”. Autor, jako 21-letni pilot wojenny, samotnie pokonywał pionierskie szlaki w różnych rejonach świata. Jego samolot rozbił się na pustyni, on oraz drugi pilot walczyli tam bohatersko o przetrwanie wbrew zwątpieniu, które ich ogarniało. Myślę, że ta historia pomogłaby mi walczyć o siebie i bliskich do ostatnich chwil i nie poddać się, mimo, że czas nieuchronnie zbliżałby się do końca…

Mawia się, że mężczyźni są z Marsa, a kobiety z Wenus. Czy świat widziany oczami kobiet i opisywany przez nie wygląda inaczej niż jeśli ogląda go i opisuje mężczyzna? Czy woli Pani pisarstwo męskie czy kobiece? Które jest Pani bliższe? (Marta Majdan)
Nigdy nie lubiłam bardzo kobiecych książek, tych kwiecistych i pełnych romantycznego uroku, gdzie romanse są lukrowane, a bohaterka w przewidywalny sposób osiąga szczęście absolutne. W młodości ominął mnie etap tzw. harlequinów oraz wielotomowych sag, którymi zaczytywały się moje przyjaciółki. Nie znaczy to jednak, że nie lubię powieści kobiecych. Uwielbiam je! Szczególnie jeśli są mocne, wywołują we mnie emocje i pobudzają do myślenia. Ostatnio na przykład miałam do czynienia z Emmą Donoghue, która jest między innymi autorką „Pokoju”. To niezwykła pisarka, a wspomniana przeze mnie książka jest jedną z najlepszych, jakie czytałam w ciągu ostatniego roku. Szukam w głowie przykładu męskiej literatury, która poruszyłaby mnie w równym stopniu w ciągu ostatnich miesięcy i… nie znajduję. Nie znaczy to jednak, że nie doceniam pisarstwa mężczyzn. Stare powieści Waldemara Łysiaka czy horrory Stephena Kinga są dla mnie równie dobre jak pióro Orianny Fallaci lub teksty Sarah Waters. Myślę, że nie ma znaczenia, kto napisze dobrą książkę – jeśli jest świetna, po prostu trzeba ją przeczytać!

„Wonderful world” czy ”Dziwny jest ten świat”? Która teza jest Pani bliższa? (Andrzej Holubiuk)
Pierwsza nie wyklucza drugiej. Świat jest piękny, jak w piosence Louisa Armstronga, i czuję to, gdy przytulam do siebie moją córkę, albo gdy widzę coś ulotnego i niezwykle pięknego, jednak częściej zdumiewa mnie jego różnorodność, odcienie dobra i zła, z którymi nieustannie trzeba się mierzyć.

Każda kolejna Pani książka coraz mocniej oscyluje wokół problemów zamkniętych w czterech ścianach anonimowych domostw. Porwania, zaginięcia, przemoc, a w środku wydarzeń heroiczna postawa kolejnej bohaterki. Czy w jakiś sposób identyfikuje się Pani z bohaterkami swoich powieści i za pomocą ich losów rozlicza z własną przeszłością, czy jest to może czysta fikcja, a jeśli tak, co chce Pani osiągnąć za pomocą swoich bez wątpienia poruszających i wstrząsających powieści? (Katarzyna Szejna)
Bohaterowie moich książek nie należą do gatunku heroicznych, po prostu próbują poradzić sobie w ciężkich sytuacjach, jednak nie zawsze ich wybory są słuszne. Na przykład Aaron, bohater „Dziewczynki, która widziała zbyt wiele”, czy Lena z „Nikt nie widział, nikt nie słyszał” poruszają się jak we mgle, rozpaczliwie szukając wyjścia i ciągle się od niego oddalają. Muszę się z nimi identyfikować, poczuć ich emocje, ich oczami patrzeć na świat by móc nimi kierować. Czasami jednak wyrywają się spod mojej kontroli. Nigdy nie znalazłam się w sytuacjach tak trudnych jak oni, więc nie wiem, jak ja zachowałabym się na ich miejscu. Książki, które piszę, nie tylko rozliczają moją przeszłość. Często są fragmentami życia innych ludzi podpatrzonymi w telewizji, usłyszanymi z ust znajomych lub przeczytanymi w Internecie. Są tematy, od których nie mogę się uwolnić inaczej niż poprzez napisanie o nich. Tak było z „Dziewczynką, która widziała zbyt wiele” – będąc opiekunką kolonijną miałam w swojej grupie chłopca, w którego domu była przemoc. Po latach ciągle nawiedzał moje myśli, zastanawiałam się, kim dzisiaj jest i jak poradził sobie z tamtą sytuacją – w ten sposób powstał Aaron. „Środek lata” jest odpowiedzią na moją ciekawość związaną z parą rodzeństwa, którą obserwowałam, a która zachowywała się bardziej jak zakochani w sobie młodzi ludzie, niż rodzina. „Nikt nie widział, nikt nie słyszał” to próba rozliczenia się z ciemnością, którą dostrzegłam w oczach Nataschy Kampusch – dziewczynki przetrzymywanej przez wiele lat w domu porywacza. Rozliczeniem z moją przeszłością jest natomiast powieść „Nie ma powodu, by płakać”, w której opisałam dwa tygodnie z mojego życia w Warszawie, na Akademii, ubierając je w odrobinę fikcji. „Dłonie” zamknęły etap studiów nad rzeźbą, mogłam w nich pożegnać projekty rzeźbiarskie, których nie zdążyłam zrealizować oraz marzenia o „prawdziwej wielkiej sztuce”, które rozmyły się w prozie zawodowego życia. „Czarodziejka” jest odpowiedzią na naiwną i pradawną wiarę w to, że sztuka może być magią, a artysta jest magikiem przemieniającym metal w złoto. „Ominąć Paryż” żegnał wolność panny – wychodziłam za mąż i musiałam wybrać między szalonymi planami na przyszłość, a realnym życiem.

Jakie uczucie towarzyszy, gdy pierwszy raz bierze się do ręki własną, wydrukowaną i już wydaną powieść? (Mucha_aga)
Mam ochotę wtedy rozłożyć ręce i krzyczeć z radości, albo szaleć jak na najbardziej zwariowanych filmach. Te wszystkie słowa, które oglądałam na ekranie laptopa, nagle stają się realne, ponieważ widzę je na papierze i słyszę szelest kartki. Od razu przychodzi mi na myśl, że inni ludzie, którzy być może wcale mnie nie znają, sięgną po tę powieść, otworzą ją i zagłębią się w świecie, który dla nich stworzyłam. To niesamowite! Niedawno napisała do mnie czytelniczka, która znalazła moją powieść w pociągu – ktoś zapomniał ją ze sobą zabrać. Dzięki temu ją przeczytała. Poruszająca jest dla mnie myśl, że moje powieści krążą między ludźmi, że ktoś dba o to, by zabrać je ze sobą w podróż, że czyta je, gdy za oknem pociągu oddala się miasto jego zamieszkania, że o nich rozmawia, przeżywa emocje moich bohaterów, a najpiękniejsze jest, gdy czytelnicy napiszą mi o tym. Uczucia, gdy trzymam w rękach swoją powieść i wiem, że za dzień lub dwa ona zacznie żyć swoim życiem, nie da się z niczym porównać.

Co jest Pani muzą, natchnieniem, gdy trzeba napisać tekst, a tu ból głowy, deszcz, i szczekający pies sąsiadów? (Anna Wierzańska)
Najlepsze są wtedy zatyczki do uszu:) Deszczowa aura jest dla mnie najkorzystniejsza – nie mam wówczas poczucia, że tracę piękny, słoneczny dzień siedząc przed laptopem. Uwielbiam pisać w zimne, kapiące deszczem poranki albo w mroźne wieczory. Latem tworzę najmniej: wolę pograć w kosza, zająć się ogródkiem albo spędzić czas na plaży. Natchnienia szukam jednak w ciszy i gdy akurat w mój wolny od pracy dzień jakiś sąsiad wierci dziury w ścianie, robię się strasznie nerwową zołzą.

Inspirując się filmem Lecha Majewskiego "Młyn i krzyż", w którym reżyser ożywił obraz "Droga krzyżowa" Petera Bruegla na ekranie kinowym, chciałam zadać pytanie - jaki obraz jest wart przeniesienia na ekran kinowy według Pani? (Mm81)
W historii sztuki zapisał się pewien tajemniczy malarz, którego dzisiaj nazywamy „Mistrzem półfigur kobiecych”. Pozostawił po sobie około pięćdziesięciu dzieł, ale nie biograficzne dossier. Jeden z jego obrazów szczególnie mnie intryguje. Kobiety grające na instrumentach, ubrane zgodnie z wzorem XVI- mody. Nic nie wiemy o pannach, które do niego pozowały, a z których jedna gra na flecie, druga dzierży w dłoniach partyturę, a trzecia uderza w struny lutni. Historia sztuki przypisuje im pochodzenie patrycjuszowskie, dopatruje się w ich postawach alegorii trzech pokoleń lub trzech wieków. Tymczasem ja, ilekroć patrzę na to płótno, myślę o seksualnych symbolach, za które uważa się instrumenty muzyczne. I pragnę wówczas zobaczyć te trzy panie na ekranie kina, poznać ich prawdziwe imiona, życiorysy, usłyszeć muzykę, którą wykonują, a potem zajrzeć im do głów i poznać te wszystkie nieskromne myśli, które tak pięknie namalował Mistrz.

Wiemy z Pani biografii, że skończyła Pani Akademię Sztuk Pięknych, jest Pani rzeźbiarką. Ciekawa jestem, czy łączy Pani te dwie pasje, czy porzuciła Pani rzeźbiarstwo na rzecz pisania? A jeśli nadal Pani robi obie te rzeczy, ciekawi mnie, czy tworzenie w drewnie i pisanie uruchamia te same wrażliwości artystyczne, tylko wyraz jest inny, czy ma Pani w głowie „dwa przedziały” w głowie, i „pasażerowie z jednego nie przechodzą do drugiego”? (Kasia Hordyniec)
Gdyby dzień trwał trzydzieści godzin mogłabym realizować się w każdej dziedzinie. Niestety w czasie, który mam, muszę zarobić na życie i jeszcze znaleźć okazję, by popisać, być żoną i matką, przyjaciółką, siostrą i córką. Nie udaje mi się łączyć wszystkich pasji. Porzuciłam prawdziwą, artystyczną rzeźbę na rzecz prozaicznych, zamówionych przez klienta ściennych faktur, malarstwa w pokojach dziecięcych i w sypialniach. Jeśli jednak mam trochę wolnego czasu, staram się malować też dla siebie. Wówczas powstają moje kobiety, śniące na jawie, unoszące się nad miasteczkami o krzywych murach i ciasnych oknach. Gdybym jednak miała wybierać między malowaniem a pisaniem, zawsze wybiorę pisanie. Nie tworzę w drewnie, tylko w kamieniu, ale wydaje mi się, że każda materia uruchamia te same obszary wrażliwości. Moje obrazy są odrębne od świata, który tworzę w książkach. Jednak ostatnio łapię się na tym, że aby stworzyć dobrze książkowe postacie, muszę je najpierw naszkicować. Byłoby cudownie, gdybym mogła kiedyś zobaczyć swoją powieść z dołączonymi do niej moimi rysunkami.

Mam pytanie dotyczące tekściarstwa. Wiem, że pisała Pani teksty dla zespołu Farba, najbardziej romantyczne teksty jakie znałem w podstawówce. Czy ma Pani w swoim dorobku współpracę z innymi zespołami? Czy planuje Pani takową? (Kamil Kucharczyk)
Nie jestem autorką najpopularniejszych piosenek zespołu, czyli „Chcę tu zostać” ani „Zagubionego księcia”. Na swoim kącie mam pięć czy sześć utworów z drugiej płyty „Ślady”. Wśród nich moimi ulubionymi są: „Papierowy sen” „Piosenka bez słów” oraz „Zostań”. Był to jednak tylko incydent w moim życiu wynikający z tego, że Asia Kozak, wokalistka zespołu, miała zbyt wiele zajęć w pracy, a trzeba było nagrać płytę i czas naglił. Zwróciła się więc do mnie z prośbą o pomoc, a mi sprawiło ogromną przyjemność, że mogłam podłożyć słowa pod muzykę wokalu. Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś będę miała okazję pisać teksty jakiemuś wykonawcy.

Malarstwo, rzeźba, projektowanie, pisarstwo. Chociaż to bardzo szerokie spektrum Pani działalności, ma wspólny mianownik - twórczość! Pani Małgorzato, kiedy padło pierwsze postanowienie - napiszę powieść? I czy namalowane obrazy i stworzone rzeźby, a więc doświadczenie w twórczości, miały wpływ na wybór tematów powieści? (Rafał Grafender)
Pisanie pojawiło się najpierw. Pisałam już jako dziecko, najpierw krótkie teksty, później nieco dłuższe. W szkole podstawowej napisałam pierwszą w swoim życiu powieść „Ewa”, która była pożyczana z rąk do rąk przez koleżanki i kolegów, a w ósmej klasie spod mojej ręki wyszło dziewięć tomów straszliwej historii o wojnie… francusko- brazylijskiej. Dopiero jednak na studiach dojrzałam do tego, by posłać w świat jedną z moich powieści. Były nią „Dłonie”. Fantastycznie, że od razu się udało!

Czy Pani najnowsza książka jest adresowana tylko do kobiet? (Adam Skrzyński-Paszkowicz)
Oczywiście, że zachęcam panów do zapoznania się z moją powieścią! A znajomych w szczególności:) Absolutnie nie adresuję jej tylko do kobiet, zresztą jej głównym bohaterem jest przecież chłopak. Z mojej wiedzy wynika zresztą, że panowie po nią sięgają, a jeśli wierzyć mojemu mężowi, to książka nie jest jedynie „czytadłem” dla pań.

Ostatnio czytałam wywiad ze znaną piosenkarką, która powiedziała, że najważniejsza w muzyce jest prawda. A co według Pani jest najważniejsze w literaturze? (Anial1991)
Dokładnie to samo: prawda. To pytanie przypomina mi o Stephenie Kingu, którego już raz tutaj wspomniałam oraz faworytce mojej młodości, Anne Rice. Oboje autorzy, pisząc kompletnie nieprawdopodobne i wydawać by się mogło naiwne historie o wampirach, wilkołakach czy żądnych zemsty samochodach, potrafią stworzyć iluzję prawdy. Robią to w prosty sposób: ich bohaterowie są prawdopodobni, a emocje, które nimi kierują są tak autentyczne, jakby faktycznie autorzy ich doświadczyli. Dzięki temu czytając ich powieści, czytelnik może się identyfikować i przeżywać nawet najbardziej niewiarygodne historie.

W trzech Pani książkach pojawia się temat dzieci, związany z traumatycznymi dla nich samych lub dla rodziców wydarzeniami. Powieści „Środek lata” i „Nikt nie widział, nikt nie słyszał…” poruszają problem porwań i zaginięć dzieci, z kolei „Dziewczynka, która widziała zbyt wiele” - problem przemocy psychicznej i fizycznej wobec nich. Skąd czerpała Pani informację pisząc te książki? (Nikolina Hołda)
W trakcie pisania powieści wędruję po forach i stronach internetowych, zagłębiam się naprawdę mocno w faktografię, prowadzę rozmowy z ludźmi, którzy są częścią poruszanego przeze mnie problemu. Ten etap przygotowań przypomina pisanie pracy doktorskiej – od tego, jak daleko uda mi się poznać problem, o którym chcę napisać, zależy to, czy przedstawię go dość głęboko i prawdziwie. Wielu przydatnych informacji udziela mi także przyjaciółka – psycholog Ilona Poćwierz – Marciniak, oraz zaprzyjaźniony policjant, Jarosław Zych. To ogromna, ale też niezwykle inspirująca praca, której owoce zbieram w postaci późniejszych recenzji książek. Za każdym razem, gdy czytelnik doceni moje starania, nabieram pewności, że było warto.

Co Pani przynosi w życiu największą przyjemność? I czy pisanie to raczej przyjemność czy harówka? (Robert Bogucki)
Pisanie jest przyjemnością, której nie umiałabym chyba niczym zastąpić. W okresach między jedną książką a drugą, odczuwam ogromny brak, jakby z mojego życia zniknął ktoś bardzo bliski. Dlatego jak najszybciej staram się rzucić w wir dalszej pisarskiej pracy. Jasne, że są momenty, gdy mam dosyć. Tak było w przypadku „Dziewczynki, która widziała zbyt wiele” – podczas pisania tej książki przeżywałam w życiu osobistym ogromne radości, a mroczny świat związany z przemocą i lękiem bohaterów czekał w laptopie, dopraszając się o głos. Jednak nigdy nie brałam pod uwagę, że mogłabym ją zarzucić. Przecież pod fikcją, której nadałam imiona Ani i Aarona kryły się prawdziwe dzieci z ich ogromnymi problemami, te, z którymi zetknęłam się na forach internetowych, w opowieściach Ilony oraz w statystycznych danych, które można znaleźć w Internecie.

Skąd czerpie Pani inspirację do swoich książek i czy podjęłaby się Pani dla napisania prawdziwej historii, podobnie jak inna pisarka, wejść np. do zakładu karnego? (Bogumiła Gebler)
Oczywiście, że chciałabym wejść do zakładu karnego i zazdroszczę autorce, która miała taką okazję. Tematów do powieści szukam wszędzie, więc w więzieniu na pewno też znalazłabym prawdziwą ich skarbnicę. Zresztą nie jest powiedziane, że kiedyś tak nie zrobię… Na razie jednak mam już wybrane tematy dwóch kolejnych powieści (nad pierwszą już pracuję) i żadna z nich nie wiedzie mnie akurat do zakładu karnego. Ta, którą obecnie piszę, zaprowadziła mnie do instytutu badań parapsychologicznych oraz na rozmowę z księdzem egzorcystą.

Czy uważa Pani, że po tragicznym dzieciństwie można być jeszcze szczęśliwym? (Katarzyna Zych)
Oczywiście, że tak. Nie mogę jednak być na tyle naiwna, by uważać, że ciężkie doświadczenia z dzieciństwa nie będą rzutowały na dorosłe życie. Nie jestem ekspertem w tej dziedzinie, ale historie, z którymi zapoznałam się podczas pracy nad powieściami o porwaniach dzieci oraz o przemocy wobec nich, otworzyły mi oczy na to, jak ważny jest okres dzieciństwa. To, co da się dziecku podczas pierwszych lat, będzie procentowało przez resztę jego życia. Dlatego tak ważne jest danie dziecku poczucia bezpieczeństwa i obdarzenie go jak największą dawką miłości.

wersja do druku