Strona główna / / Wywiady / Poleciałam do Wietnamu, by napisać tę książkę

Nowości

Dziadek Władek. O Broniewskim, Ance i rodzinie

Ewa Zawistowska
Cena detaliczna: 49,99 zł

Panny i wdowy. Tom 4. Ewelina

Maria Nurowska
Cena detaliczna: 42,00 zł

Rak trzustki, czyli jak wygrać z cichym zabójcą

Paweł Lampe, Magdalena Żakowska
Cena detaliczna: 39,99 zł

Zapowiedzi

Króliki z Ravensbrück

Anna Ellory
Cena detaliczna: 39,99 zł

Solid Gold

Jacek Bromski
Cena detaliczna: 38,00 zł

Jak wynaleźć wszystko. Poradnik przetrwania dla zagubionego podróżnika w czasie

Ryan North
Cena detaliczna: 42,00 zł

Bestsellery

TOP 20

  1. Pokrzyk Katarzyna Puzyńska
  2. Cukiernia Pod Amorem. Jedna z nas Małgorzata Gutowska-Adamczyk
  3. Była arabską stewardesą Marcin Margielewski

Fotogaleria

więcej »
20.06.2012

Poleciałam do Wietnamu, by napisać tę książkę

Zapraszamy do lektury wywiadu z Zofią Mossakowską, autorką powieści "Żegnaj, kochanku".








Akcja powieści rozgrywa się w egzotycznym Wietnamie. Skąd ten pomysł? Czy miała Pani okazję podróżować po Azji?

Poleciałam do Wietnamu, by napisać tę książkę. Tak rzeczywiście było i dość prosto to brzmi, jednak zdarzyło się znacznie więcej. Zaczynając od tego, że Azja jest jedną z moich fascynacji, wartą wszelkich poświęceń, w tym niewygody czy wielogodzinnych lotów. Oczywiście, Orient znajdziemy, nie wyjeżdżając z własnego miasta: w zapachach, w roślinach, w jedzeniu. Tak też powstał pomysł tej powieści, gdzieś między jaśminowym ryżem, a kardamonem. Aby jednak go uwiarygodnić, musiałam przemierzyć trasę bohaterów. Jak oni płynęłam łodzią po Mekongu, jechałam rykszą, marzłam w nocnym pociągu. 

To powieść o miłości, czy też wręcz przeciwnie – o wyzwalaniu się z więzów uczucia?
O jednym i drugim, jednocześnie. Gdyby nie było miłości, czy trzeba by było się z niej wyzwalać? Jest to problem mojej głównej bohaterki – kocha i bardzo wiele dla tej miłości poświęca, jednak w rewanżu dostaje tylko jakieś strzępy, żeby nie powiedzieć ochłapy… Matylda początkowo zgadza się na kompromisy, potem dociera do ściany. To mądra dziewczyna, jest świadoma, że miłość generalnie nie jest idealna, a to, że boli, wynika tylko z tęsknoty za owym ideałem. Cierpimy, bo nasza miłość nie przybrała takiej formy, jaką sobie dla niej wymarzyliśmy. Czasami jednak uczucie przekracza granicę bólu, a wówczas – nadal kochając – usiłujemy się z niej wyzwolić. Uratować. 

W nocie do książki czytamy o „złej miłości”. Jaka jest Pani definicja „złej miłości” i jak – jeśli w ogóle – można się przed nią obronić?
„Zła miłość” to pojęcie więcej niż przewrotne. Oksymoron. Bo jakże to: miłość, wartość najwyższa, początek i zarazem najważniejsze dążenie człowieka – ma być zła? Ale jak nazwać ją inaczej, kiedy boli, rani, krzywdzi, kłamie, odbiera sen i siły… Jest jak choroba. Tyle tylko, że także choroba nie jest czymś jednoznacznie złym, przeciwnie, ostrzega przed poważniejszym niebezpieczeństwem, sygnalizuje, że coś należy przerwać czy zmienić… Miłość nie musi być balem na złotej chmurze.
 
Kiedyś – oczywiście z racji młodzieńczej arogancji – odpowiedziałabym, że owszem, przed niedobrą miłością można się obronić. Nawet trzeba. I że jest na to tysiące sposobów. Dziś powiem raczej: tysiące przypadków dowodzi czegoś wręcz przeciwnego. Nie, od żadnej miłości nie można uciec. Niestety. Ale czy na pewno? Może zła miłość jest lepsza niż żadna.  

Każdy z bohaterów „Żegnaj, kochanku” przed czymś ucieka – Matylda przed destrukcyjnym uczuciem, Bianka przed uwagą mediów, Kamil od wspomnień. Zdawać by się mogło, że ucieczka to najprostsze rozwiązanie. Czego doświadczyli Pani bohaterowie, że pozostało im już tylko to wyjście?
Ucieczka rzadko okazuje się dobrym rozwiązaniem. Moi bohaterowie to wiedzą. Nie palą za sobą mostów. Podróż daje im okazję do odroczenia problemów. Korzystają więc z szansy, wiedząc, że zyskują czas na zregenerowanie sił. W egzotycznej scenerii grają na czas. Nie jest to ich świadoma kalkulacja, raczej rozpaczliwa obrona kogoś, kto czuje, że życie go przerasta. 

„Żegnaj, kochanku” to już Pani siódma powieść. Którą z nich darzy Pani największym sentymentem, a praca nad którą była najcięższa?
Podobno najbardziej kocha się najmłodsze dziecko… O czym jako matka jedynaczki nie mogłam się niestety przekonać. Lubię wszystkie moje książki - każda jest związana z innym czasem w życiu, inną pasją, inną wrażliwością. Także z innym rodzajem pracy – jednak nigdy z trudem. Pisanie to przyjemność, nawet jeśli bywa zaborcze czy niewdzięczne. Doświadczanie tworzenia się opowieści i późniejsze nadawanie jej ostatecznego kształtu są najczystszą formą radości. 

Czy czuje się już Pani doświadczoną, „zaprawioną w bojach” pisarką, czy też zaczynając każdą kolejną książkę, czuje Pani stres nie mniejszy niż ten, który zapewne towarzyszy każdemu debiutantowi?
A może debiutanci mają mniej stresu? Żartuję. Niepokój zaczyna się dopiero po zakończeniu książki. Powstawanie jej to podniecenie i fascynacja, radosne malowanie farbami. Gorzej, kiedy wypieszczone malowidło trzeba wystawić na uważne spojrzenia innych. 

Z myślą o jakim czytelniku pisała Pani powieść „Żegnaj, kochanku”?
Oczywiście o każdym, a uściślając – każdym wrażliwym [:)]. Moim ulubionym czytelnikiem jest ktoś, kto wraz ze mną rozmyśla nad odwiecznym fenomenem ludzkich uczuć. Lubi, kiedy opowiada mu się historie. Ktoś, kto nie pędzi, ale z przyjemnością smakosza zatrzymuje się nad obrazem.
 
Jak zachęciłaby Pani czytelników do lektury swojej najnowszej książki?
„Żegnaj, kochanku” jest zaproszeniem do emocjonalnej podróży. Liczy się w niej zarówno cel – daleki, fascynujący kraj - jak i interesujący towarzysze drogi. Z każdym z nich warto się zaprzyjaźnić, każdemu warto przyjrzeć się bliżej. Bo kto choć raz nie miał ochoty spakować plecaka i uciec, gdzie ryż rośnie? Powieść podrzuca nam kilka wariantów takiego uciekania. I wcale się na nim nie kończy. Ale by poznać inne wątki i historie, trzeba do niej zajrzeć. 

Zofia Mossakowska – pisarka, tłumaczka, z wykształcenia filolog. Jej proza odzwierciedla fascynację podróżami oraz szeroko pojętymi spotkaniami z ludźmi. Debiutowała głośno komentowaną powieścią o przesiedleńcach do Niemiec pt. „Tęsknoty wasze bez granic”; w następnych („Że cię nie opuszczę aż do śmierci”, „Portrety na porcelanie”, „Ich dwoje i Julia”) skupiła się na odwiecznych tematach miłości, zdrady i doniosłości życia. Akcja jej dwóch ostatnich książek („Dziesięć kroków od Calehm”, „Kobiety z Ptasich Wysp”) umiejscowiona jest w zaskakującej, wyimaginowanej rzeczywistości, w której lepiej uwypuklają się skomplikowane ludzkie losy.

O książce "Zegnaj, kochanku"

wersja do druku