Strona główna / / Piszę takie powieści, jakie sama chętnie bym przeczytała!

Nowości

Kot w stanie czystym

Terry Pratchett
Cena detaliczna: 29,99 zł

Mózg, władca czasu. Dlaczego dzień może być krótszy niż godzina, a minuta dłuższa od dnia

Dean Buonomano
Cena detaliczna: 44,90 zł

Rzeczpospolita Obojga Narodów. Dzieje agonii. Tom III

Paweł Jasienica
Cena detaliczna: 45,00 zł

Zapowiedzi

Ostateczne rozwiązanie. Losy Żydów w latach 1933-1949

David Cesarani
Cena detaliczna: 99,99 zł

Barbara Radziwiłłówna. Zmierzch Jagiellonów

Magdalena Niedźwiedzka
Cena detaliczna: 44,99 zł

17 podniebnych koszmarów (audiobook CD)

Stephen King, Bev Vincent
Cena detaliczna: 39,90 zł

Bestsellery

TOP 20

  1. Rodzanice Katarzyna Puzyńska
  2. TOPR. Żeby inni mogli przeżyć Beata Sabała-Zielińska
  3. Ile oni wiedzą o Tobie? Szpiedzy i podsłuchy w Polsce Bruno Kowalsky, Krzysztof Pyzia

Fotogaleria

więcej »
29.01.2009

Piszę takie powieści, jakie sama chętnie bym przeczytała!

Rozmowa z Jodi Picoult o najnowszej książce "Dziewiętnaście minut".

Za główny temat swojej powieści obrałaś masakrę w szkole. Biorąc pod uwagę niezwykły ładunek emocjonalny tego tematu, w jaki sposób przygotowywałaś się do napisania „Dziewiętnastu minut”?

Głęboko to przeżywałam. Rozpoczęłam od zwrócenia się o pomoc do kogoś, kto od dawna pomaga mi rozpoznawać kwestie natury prawnej. Ta osoba zna byłego agenta FBI, który z kolei skontaktował mnie z szeryfem hrabstwa Jefferson (na terenie tego hrabstwa, w stanie Colorado, znajduje się Columbine High School, liceum w którym doszło do jednej z największych w USA strzelanin – przyp. red.), bezpośrednio odpowiedzialnym za dochodzenie w sprawie słynnych tragicznych wydarzeń. Z szeryfem i wspomnianym agentem przeprowadziłam kilka długich rozmów i w rezultacie uzyskałam dostęp do dokumentów oraz materiałów filmowych – nieznanych szerokiej publiczności – które w pewnym stopniu pozwoliły mi wniknąć w umysł napastników. Następnie nawiązałam kontakt z terapeutką, prowadzącą swego czasu sesje z rodzicami dzieci zamordowanych w szkole Columbine. Szczerze mówiąc, najbardziej zależało mi na rozmowie z kimś, kto ocalał z masakry szkolnej… ale jednocześnie nie chciałam nikogo narażać na powrót do tak bolesnych, dramatycznych wspomnień. Kiedy pojechałam na spotkanie autorskie do Minneapolis, akurat doszło do strzelaniny w Red Lake. To było surrealistyczne doświadczenie: oto siedzę w hotelu i konstruuję jedną z fikcyjnych scen rozgrywających się w powieści, a tymczasem ze stojącego obok telewizora rozlegają się słowa reportera, niemal identyczne z tymi, jakie wystukuję na klawiaturze. Tego samego wieczoru, na spotkaniu z czytelnikami, opowiedziałam o tym niezwykłym zderzeniu dwóch światów… i po skończonej imprezie podeszła do mnie pewna kobieta. Znała osobę, która przeżyła strzelaninę w Rocori i zaproponowała, że mnie z nią skontaktuje. Dzięki temu nie tylko poznałam dwójkę nauczycieli będących naocznymi świadkami tamtej tragedii… ale także młodego człowieka, który stracił wówczas przyjaciela. To jego opowieści i przemyślenia wstrząsnęły mną najbardziej – jako powieściopisarką oraz matką – i stały się wyjątkowo cennym wkładem do powstającej książki.

Jakie fakty, które poznałaś w trakcie gromadzenia materiałów, mogą być – według ciebie – najbardziej zaskakujące dla czytelników, którzy wiedzę o strzelaninach w szkołach czerpią wyłącznie z mediów?

Chociaż media ochoczo i jednym tchem recytują listę „aberracyjnych” zachowań, charakteryzujących sprawcę szkolnej strzelaniny, prawda wygląda inaczej: podobne zachowania są typowe dla większości nastolatków na pewnym etapie ich dorastania! Innymi słowy: te dzieciaki, które odwołują się do ekstremalnej przemocy niewiele się różnią od pociech egzystujących w naszym domu – jakkolwiek zatrważająco to brzmi. Osobiście zdumiały mnie jeszcze dwa inne fakty. Po pierwsze – samobójstwo od zabójstwa dzieli bardzo cienka linia. Sprawcy masakr jadą do szkoły, by spektakularnie zabić siebie, a w ostatniej chwili decydują się pozabijać także innych. Po drugie – z psychologicznego punktu widzenia akt upokorzenia przeżytego w szkole jest równie traumatyczny jak doświadczenie przemocy seksualnej. Byłam również zaszokowana wypowiedziami młodego człowieka ocalałego ze strzelaniny: kiedy po dramatycznych przeżyciach rodzice otoczyli go troskliwą opieką, on ich odrzucił… poczuł gniew, że nie traktowali go w taki sposób zaledwie dzień wcześniej, „PRZEDTEM”. Natomiast najbardziej przygnębiającym faktem, który poznałam, było informowanie niemal wszystkich rodziców ofiar z Columbine, że ich dziecko zginęło pierwsze. Teoretycznie miało to przynosić ulgę zrozpaczonym („dziecko nie wiedziało, co się dzieje, nie cierpiało”), ale odniosło efekt odwrotny do zamierzonego, gdy rodzice zorientowali się, że wszyscy słyszą to samo.

Dlaczego wprowadziłaś postaci znane z poprzednich powieści: adwokata Jordana McAfee’ego i detektywa Patricka Ducharme’a? I czemu tym razem Patrick odnajduje miłość?

Okay, wreszcie wyznam to całemu światu: kocham się w Patricku Duchermie. Oczywiście, w książce „W imię miłości” nie mógł zdobyć kobiety swojego serca. Tym razem chciałam, żeby został jedną z gwiazd opowieści. (Uwaga dla szczególnie wnikliwych czytelników, którzy lubią się torturować detalami - powróćcie do rozdz. 1 i dokonajcie szybkich obliczeń: ile lat ma córeczka Niny? Ile lat upłynęło od wydarzeń przedstawionych w „W imię miłości”? Hmm…) Gdy zaś chodzi o Jordana – jak tylko dotarło do mnie, że rozprawa będzie się toczyć w New Hampshire, zaczęłam się zastanawiać, kto mógłby zostać obrońcą Petera. I tak się cudownie złożyło, że Jordan akurat był wolny…! To doskonała zabawa dla autora, gdy może powrócić do postaci z poprzednich powieści, sprawdzić, co nowego wydarzyło się w ich życiu… No i nie trzeba wszystkiego budować od podstaw – już wiadomo, jak dana postać myśli, mówi, jak się zachowuje.

W powieści „Dziewiętnaście minut” Lewis Houghton jest uniwersyteckim profesorem, ekspertem w dziedzinie ekonomii szczęścia. Czy taka dziedzina nauki rzeczywiście istnieje?

Tak! Podobna gałąź wiedzy istnieje naprawdę. Zajmuje się badaniem wpływu różnych elementów ludzkiego życia (małżeństwa, orientacji seksualnej, dochodów, itd.) na poziom dobrostanu i przypisywaniem tym elementom wymiernych wartości monetarnych. Równanie Lewisa – szczęście = realia/oczekiwania – jest jedną z zależności autentycznie funkcjonujących w tej dziedzinie. Niemniej, puściłam wodze fantazji, gdy przedstawiałam drugą stworzoną przez Lewisa zależność – oczekiwania/realia = nadzieja. Gdy zaś chodzi o związek pracy Lewisa z głównym wątkiem opowieści – czyż to nie jest ironia losu, że facet, który zawodowo zajmuje się szczęściem, jest kompletnie nieświadomy nieszczęścia i frustracji płynących podskórnym nurtem w jego własnym domu?

Jesteś matką trójki dzieci. Czy w związku z tym było ci jakoś szczególnie trudno zgłębiać problemy szkolnych klik towarzyskich i okrucieństwa w szkole?

Zawsze bardzo ciężko mi pisać powieści, których bohaterami są młodzi ludzie w wieku moich własnych dzieci – jak to miało miejsce w przypadku „Dziewiętnastu minut”. Za-pewne każdy rodzic zetknął się w życiu z problemami prześladowania wśród rówieśni-ków – miał okazję spojrzeć na to z punktu widzenia „ofiary” lub „oprawcy” – więc to temat dość uniwersalny. Pilnie się przyglądałam, jak moje własne dzieci walczyły o swoją pozycję w hierarchii szkolnej, więc w trakcie pisania tej książki były one dla mnie czymś w rodzaju królików doświadczalnych. Zdaję sobie sprawę, że duża grupa moich czytelników jest w wieku młodych bohaterów „Dziewiętnastu minut” – w minio-nych latach otrzymywałam od nich listy z pytaniem, czy nie zdecydowałabym się pod-jąć tematu przemocy w szkole. Jednak do konstruowania tej powieści zabrałam się dopiero wtedy, gdy uprzytomniłam sobie, jak dorośli traktują innych dorosłych, któ-rych uważają za swoistych „odmieńców”. Dyskryminacja w liceach nigdy się nie skoń-czy, o ile pedagodzy pracujący z młodzieżą nie przestaną oceniać innych ludzi, kierując się ich rasą, wyznaniem, orientacją seksualną, itd. Jakże to absurdalne: Ameryka szczyci się, że jest tyglem kulturowym, a tymczasem – jak zauważa Peter – jeżeli jest tyglem, znaczy to, że ma przetapiać wszystkich na jednorodną substancję.

Czy od początku planowałaś takie zakończenie „Dziewiętnastu minut”? Czy pojawiło się ono później, w miarę rozwoju opowieści?

Tak jak w przypadku każdej z moich książek znałam zakończenie, zanim jeszcze napisałam pierwsze zdanie.

Jesteś autorką 14 powieści. Czy w miarę tworzenia każdej kolejnej nie zaczyna brakować ci tematów? I co sprawia, że dany problem uznajesz za odpowiedni na książkę?

Problem odpowiedni na książkę to taki, o którym nie możesz przestać myśleć; który cię nurtuje od chwili, gdy rano otworzysz oczy. W istocie to nie ja wybieram tematy, to one wybierają mnie. Gdy zaś chodzi o ich niedobór (odpukać w niemalowane drewno), mogłabym ci w tej chwili powiedzieć, jakie problemy poruszę w czterech kolejnych powieściach.

Wiele twoich powieści koncentruje się wokół tematów królujących w nagłówkach gazet i w telewizyjnych newsach. Czy uważasz, że powinnaś zmuszać swoich czytelników do rozmyślań nad bieżącymi, często kontrowersyjnymi problemami, zamiast zachwycać ich porywającą fikcją? Dlaczego właściwie skłaniasz się ku tego typu pisarstwu?

W mojej opinii łatwiej nam spojrzeć na trudne, często kontrowersyjne kwestie przez pryzmat beletrystyki. Ostatecznie nikt nie wchodzi do księgarni i nie pyta: „Czy macie jakieś opracowanie naukowe dotyczące seksualnego molestowania nieletnich?”, ale gdy sięgnie się po książkę, w której ten problem jest głównym wątkiem, wciąga nas fabuła i charakterystyka bohaterów, a trudne dylematy zaczynamy zgłębiać niejako „po drodze”, nie do końca zdając sobie z tego sprawę. Osobiście lubię książki prowokujące do myślenia – książki, które wręczasz przyjaciółce, mówiąc: „Przeczytaj, to potem o tym pogadamy”. Myślę, że piszę takie powieści, jakie sama chętnie bym przeczytała!

wersja do druku