Strona główna / / Wywiady / Nie potrafię zmyślać

Nowości

Króliki z Ravensbrück

Anna Ellory
Cena detaliczna: 39,99 zł

Południe wieku

Flora Bieńkowska
Cena detaliczna: 38,00 zł

Jak nauczyć teorii względności swojego psa

Chad Orzel
Cena detaliczna: 42,00 zł

Zapowiedzi

Przestrzeń kwantowa. Pętlowa grawitacja kwantowa i poszukiwanie struktury przestrzeni, czasu i Wszechświata

Jim Baggott
Cena detaliczna: 49,99 zł

Umowa

Robyn Harding
Cena detaliczna: 39,99 zł

Arabski książę

Tanya Valko
Cena detaliczna: 39,99 zł

Bestsellery

TOP 20

  1. Zaginione arabskie księżniczki Marcin Margielewski
  2. Dymy nad Birkenau Seweryna Szmaglewska
  3. Wszystko nie tak! 2 Izabella Frączyk

Fotogaleria

więcej »
25.08.2011

Nie potrafię zmyślać

Olga Paluchowska-Święcka o swojej debiutanckiej powieści "Prosektorium".







Tytuł i zarazem miejsce pracy głównej bohaterki są dość nietypowe. Jak narodził się pomysł napisania tej powieści?

Tytuł i miejsce wzięły się z moich własnych doświadczeń. Jako studentka drugiego roku odbywałam praktyki w jednym z warszawskich szpitali. Badałam czystość mikrobiologiczną kilku pomieszczeń – jednym z nich było właśnie prosektorium. Do tworzenia – czy to pisania, czy malowania – inspirują mnie własne przeżycia, wspomnienia, nastrój dnia, moi bliscy, przypadkowe spotkania, zapamiętany kadr z ulicznej sceny czy obejrzany film. Chyba każdy akt twórczy wynika z nadmiaru emocji. To eksplozja z wybuchowej mieszaniny bólu, szczęścia i marzeń.
 
Nie da się uniknąć pytania o wątki autobiograficzne. Czy oparła Pani powieść na doświadczeniach swoich lub kogoś ze swoich znajomych?
Nie potrafię zmyślać. Choć trudno w to uwierzyć, prawie wszystko, co opisałam w książce przeżyłam osobiście, ewentualnie obserwowałam z bardzo bliska. Ale nie chodzi tu o konkretne fakty, tylko o emocje.
Taki sposób pisania daje dużą swobodę, ale może też prowadzić do nieporozumień. W pierwszej wersji książki wątek Karoliny, „głupiej blondynki”, był słabo rozwinięty. I obraziły się na mnie dwie osoby, że w tak nieprzychylny sposób opisuję je w książce. Najzabawniejsze było to, że akurat żadna z nich nie była inspiracją do stworzenia tej postaci. Ale i to powinno skłonić do refleksji. Podobno książka jest tym, co autor chce samemu sobie opowiedzieć. Zdałam sobie z tego sprawę dopiero po opisaniu śmierci chłopca. Tak naprawdę opisałam emocje towarzyszące informacji o śmierci mojego Taty. Prawidłowość ta dotyczy wszystkich wątków i postaci, a ja wciąż odkrywam nowe znaczenia „Prosektorium”. Dzięki temu książka jest w stu procentach prawdziwa, choć na próżno szukać tu dosłownego opisu intymnych wydarzeń z mojego życia.

Do kogo kieruje Pani „Prosektorium”? Jak Pani myśli, kogo przede wszystkim zainteresuje Pani powieść?
Chciałabym, żeby zainteresowała przede wszystkim ludzi wrażliwych. Takich, którzy sporo w życiu przeszli, kiedyś upadli i mają odwagę się podnieść, w jakikolwiek sposób zetknęli się ze stratą, wciąż poszukują, mają odwagę przeciwstawić się – nie „złemu światu”, ale własnym słabościom, potrafią dostrzec piękno w prostych rzeczach i spojrzeć na życie z dystansem. 

Skąd pomysł na rosyjskie korzenie głównej bohaterki – Nataszy Woronowej?
Sama nie wiem skąd we mnie sentyment do Rosji. Może dlatego, że zaczytywałam się literaturą rosyjską lub związaną z Rosją: Dostojewskim, Bułhakowem, Nabokovem, Politkowską, Montefiore i innymi, może przez moje imię, które (choć podobno pochodzenia niemieckiego czy skandynawskiego) jest w mojej świadomości zakorzenione jako rosyjskie. Może dlatego mąż Igor i królik Sasza…

Opisuje Pani ludzi, którzy zewnętrznie są piękni, szczęśliwi, wiecznie uśmiechnięci – jak Karolina – a w środku są niestety poranieni i bardzo cierpiący. Czy uważa Pani, że taki sposób bycia to bolączka naszych czasów?
Uważam, że żyjemy w bardzo dobrych czasach, jeśli porównać je do realiów życia naszych rodziców i dziadków. Są to czasy spokoju i dobrobytu, a dodatkowo mnożących się możliwości rozwoju. Spotykam na swojej drodze mnóstwo wspaniałych ludzi i może dlatego patrzę na nasze społeczeństwo z optymizmem. Bolączką w moim odczuciu są nastroje ludzi niewierzących w siebie, którzy notorycznie na wszystko narzekają i potrafią wiele poświęcić, żeby przywalić innym.
I jakby w kontraście pojawia się nurt odwrotny. Proszę przejść się Nowym Światem w Warszawie, a zobaczy pani wielu silikonowo uśmiechniętych, bogatych, ślicznych i bardzo modnie ubranych ludzi. Niby pozytyw, ale to raczej plastikowa makieta szczęścia. Ten problem mnie zaciekawił, bo w niektórych środowiskach łatwiej skupić się na idealnym wyglądzie, pokazaniu się z torebką z najnowszej kolekcji, zrobieniu liposukcji niż przyznać się przed samym sobą, że coś w środku nas boli, że jesteśmy samotni czy czegoś się boimy. I często dajemy się tym pozorom zwieść. Chyba każdy przynajmniej raz w życiu patrzył z nutką zazdrości na osobę, której życie zdawało się być usłane różami, a potem, poznając jej prawdziwą historię i problemy, łapał się za głowę zawstydzony własnym stereotypowym myśleniem. 

Natasza jest kolekcjonerką „perfekcyjnych momentów”. Które chwile dla Pani są na tyle perfekcyjne, że warto je zapamiętać?
Wszystkie przyjemne momenty z bliskimi: mężem, mamą, siostrą, babcią, przyjaciółmi, ale czasem też momenty zupełnie bez znaczenia: ciepły uśmiech bezdomnego, promienie słońca pomiędzy liśćmi drzew, dotyk króliczego noska czy zapach starej książki. 

Jak zachęciłaby Pani do przeczytania „Prosektorium”?
Nie potrafię chyba odpowiedzieć na to pytanie. Nie zachęcam, bo często w życiu jest tak, że w nasze ręce trafiają książki, których akurat teraz nasze wnętrze potrzebuje. 

Czy ma Pani już pomysł na kolejną książkę?
Jeszcze nie. Ale dla czytelników, których poruszyło „Prosektorium” mam dobrą wiadomość – pierwszej książki też nie planowałam. Ona po prostu we mnie powstała i została przelana na papier, choć działo się to w okresie trudnym, bo pisałam „Prosektorium” równolegle z pracą doktorską. Na razie odpoczywam od pisania, ale kolejna ksiązka jest tylko kwestią czasu.

wersja do druku