Strona główna / / Wywiady / Możliwość pisania

Nowości

Okropne opowieści dziadka

James Flora
Cena detaliczna: 26,00 zł

Nareszcie w Dudapeszcie

Aleksander Daukszewicz, Krzysztof Daukszewicz
Cena detaliczna: 39,99 zł

Solid Gold

Jacek Bromski
Cena detaliczna: 38,00 zł

Zapowiedzi

Dziennik Reni Spiegel. Życie młodej dziewczyny w cieniu Holocaustu

Renia Spiegel
Cena detaliczna: 39,99 zł

Śreżoga

Katarzyna Puzyńska
Cena detaliczna: 44,90 zł

Spica

Tomasz Białkowski
Cena detaliczna: 38,00 zł

Bestsellery

TOP 20

  1. Nareszcie w Dudapeszcie Aleksander Daukszewicz, Krzysztof Daukszewicz
  2. Urodziłam dziecko szejka Marcin Margielewski
  3. To nie jest mój mąż Olga Rudnicka

Fotogaleria

więcej »
20.06.2013

Możliwość pisania

Rozmowa z Iwoną Żytkowiak, autorką powieści "Kobiety z sąsiedztwa".







Jak zaczęła się Pani przygoda z pisaniem?

Pisałam od zawsze, na wszystkim i gdzie bądź, stąd uzbierało mi się ileś kilogramów kalendarzy, zeszytów, brulionów. Uwielbiałam bruliony, notesy. Wyszukiwałam takie, które wyróżniały się: grube okładki wytłaczane, jakieś fantastyczne rysunki. Kiedyś zewidencjonowałam zapiski i chciałam popalić wszystkie te papierzyska, ale mąż mnie powstrzymał. Myślę, że przyszło mu do głowy podobnie ja mnie, że nie należy tak do końca ufać technice. Chowałam więc znowu wszystko do pudeł po butach i wrzuciłam na dół do szafy.

Próbowała Pani pisać wiersze?
Pisałam wiersze. I nawet byłam dość bliska wydania ich. Był to rok bodajże 87, coś tam powysyłałam, coś zawiozłam – było to dawno, więc i przekaz nieostry. W każdym razie pojechałam na spotkanie z redaktorem i wręczyłam mu maszynopis (tak maszynopis). Wyszliśmy. Zapaliłam papierosa, jednego drugiego. Trudno było mi oddalić się spod redakcji. Na murku w parku stwierdziłam, że ja tego absolutnie nie chcę upubliczniać, że to taka straszna forma ekshibicjonizmu, na którą ja w żaden sposób nie byłam przygotowana. Wróciłam, zabrałam wiązany skoroszyt i przeprosiłam.
I popisywałam sobie dalej. Na karteluszkach, karteczkach, notesikach. I to wszystko też przeniosłam do folderu, opatrzonego tytułem. I mam.

A proza?
Prozy nie pisałam odręcznie. Nigdy. Zbyt wiele słów naraz trzeba było zapisać, by się wyrazić, a ja nienawidzę pisać, mówię oczywiście o czynności: trzymanie pióra, nacisk, kąt, kształt liter…. A obrazy tłoczyły się do głowy. Zanim więc napisałam, część zacierała się lub umykała. Trudno było mi odtworzyć tok myślenia. Ale nie to zgoła było najgorsze w tym. Najgorsze bowiem było przeczytanie tego, właściwie rozczytanie. Nie mogłam odnaleźć sensu, nie pamiętałam, o co mi chodzi… A w końcu nastały czasy komputerów. Bardzo szybko opanowałam umiejętność pisania ( inne funkcje są dla mnie marginalne, choć nie jest źle) . I wtedy zaczęłam pisać, krótkie felietony dla siebie, eseje i do folderu, do folderu. Niekiedy listy do przyjaciół albo do mojego męża. Potem były opowiadania. Zostało mi jedno, które lubię i być może rozwinę w dłuższą formę „Inaczej nie będzie”. A potem w 2005/6 zaczęłam pisać "Tonię".

Co Panią szczególnie interesuje?
Kobiety. Fascynują mnie kobiety. Jako temat. Wszystko, co jest ważne, interesujące, niebezpieczne, czy w jakikolwiek inny sposób pobudzające emocje, cały ich arsenał – od miłości, po nienawiść, wiąże się ze światem kobiet i tylko one umieją je ukazać. Mężczyźni kryją się, zaskorupieni w sobie niewiele pokazują, choć to oni są owymi prowokatorami i pod ich wpływem wyzwalane są owe emocje. Tak więc świat kobiet jest niewyczerpanym źródłem tematów. Wprawdzie powiadają, że Szekspir napisał już wszystko i tak w istocie pewnie jest, bowiem jestem przekonana, że już nic ponadto co jest nie istnieje, cokolwiek pomyślimy, zdrada, miłość – taka, siaka, z różnymi zakończeniami, w różnymi zwrotami akcji, między różnymi osobami, czy też nie tylko osobami, wszystko! – zapewne znajdziemy tego literacki, filmowy, malarski przekaz. Bo inaczej być nie może, skoro człowiek rodzi się z takim samym garniturem emocji. I to gdzie żyjemy, z kim, jak i tak dalej wyzwala poszczególne z nich. W różnym czasie, w różnym natężeniu, różnie długo. Jesteśmy więc kombinacją tych emocji. Skład ich zapewne jest stały, a tylko to że posiadamy ich różne ilości, decydują o różnorodności, konstytuują nasze życie.

Czy stwarzane przez Panią bohaterki mają swoje pierwowzory?
Na pewno tak. Myślę, że w każdej kobiecie jest jakaś cząstka. Którejkolwiek z nich. To jest to, co powiedziałam wcześniej. Moje bohaterki mają swoje kośćce w rzeczywistych postaciach. Owe postaci są pomysłem, niekiedy pretekstem do opowiedzenia jakiejś historii, która sama w sobie już niewiele ma wspólnego z daną osobą. To jest potwierdzenie tego co powiedziałam – nie da się nic nowego wymyślić, bo wszystko już było! Nawet jeśli jestem osobą piszącą baśnie, fantasy, tworzę jakieś surrealistyczne obrazy, abstrakcyjne na pozór, bo nie widać na nich konkretnego kształtu, to i tak to wszystko jest w kontekście rzeczywistości, choćby było najbardziej posuniętym jej zaprzeczeniem.

Bywa Pani bohaterką swoich książek?
Oczywiście nie! Choć nie ulega wątpliwości, że świat, który stwarzam siłą rzeczy przepuszczam przez swój filtr, piszę swoim językiem, wymyślam własne reguły. W takim sensie mogę mówić, że w moich książkach jestem ja sama. Jeśli piszę na przykład o muzyce i jej wykonawcach, o relacjach między twórcą a jego dziełem i o odbiorcy, zarówno jednego jak i drugiego, czyli odbiorcy dzieła, ale też odbiorcy artysty jako artysty, to wypowiadam siebie, swoje zdanie. I to pozwala mi np. słuchać Janis Joplin, ale nie wpadam w zachwyt na jej fantastycznym życiem i tragicznie piękną śmiercią. To kwestia wyboru. Pięknie śpiewa i ok.! Dany jej był dar – głos, ale i rozumu też jej nie pozbawiono. Czy lepiej by brzmiała? Nie wiem. Cieszę się, że zostałam obdarowana możliwością pisania. Nie mówię o zdolnościach, talencie. Wolę słowo „możliwość”, nie jest takie ciężkie i zobowiązujące.

wersja do druku