Strona główna / / Wywiady / Moją sekretną praktyką jest rutyna - wywiad z Sarą Blædel

Nowości

Zapowiada się piękny dzień

Seweryna Szmaglewska
Cena detaliczna: 42,00 zł

Pokrzyk

Katarzyna Puzyńska
Cena detaliczna: 42,00 zł

Jak wynaleźć wszystko. Cała wiedza ludzkości w jednej książce

Ryan North
Cena detaliczna: 42,00 zł

Zapowiedzi

Spica

Tomasz Białkowski
Cena detaliczna: 38,00 zł

Księga Drogi i Dobra

Ursula K. Le Guin
Cena detaliczna: 45,00 zł

Stanisława Celińska. Niejedno przeszłam

Karolina Prewęcka
Cena detaliczna: 39,99 zł

Bestsellery

TOP 20

  1. Nareszcie w Dudapeszcie Aleksander Daukszewicz, Krzysztof Daukszewicz
  2. Urodziłam dziecko szejka Marcin Margielewski
  3. To nie jest mój mąż Olga Rudnicka

Fotogaleria

więcej »
18.10.2012

Moją sekretną praktyką jest rutyna - wywiad z Sarą Blædel

Marta Matyszczak z serwisu Zbrodnia w Bibliotece przeprowadziła wywiad z autorką powieści „Handlarz śmiercią” i „Mam na imię Księżniczka”.







Zbrodnia w Bibliotece
: Podobno, kiedy była Pani dzieckiem, mama czytała Pani na głos Agathę Christie, bo to Panią uspokajało. Co jest takiego uspokajającego w kryminałach?

Sara Blædel: Miło przewidywalna formuła, z fabułą całkowicie angażującą umysł. I pewność, że źli na końcu książki najprawdopodobniej zostaną ukarani. Muszę też się przyznać, iż od wczesnej młodości byłam zafascynowana pracą policji. Uwielbiam więc powieści z policyjnymi detektywami w rolach głównych.

W przeszłości chwytała się Pani wielu różnych zajęć. Była Pani kelnerką, grafikiem, dziennikarką, miała też Pani swoje wydawnictwo, Sara B. A dlaczego zaczęła Pani pisać powieści kryminalne?


Powód, dla którego zaczęłam tak intensywnie pracować nad powieściami kryminalnymi, nazywa się Louise Rick. Jej intrygująca historia pojawiła się w mojej głowie i wypełniła ją w stopniu, w którym po prostu już musiałam przelać moje myśli na papier!

No właśnie, Louise Rick, główna bohaterka Pani powieści, to silna, niezależna kobieta, pracująca w wydziale zabójstw. Tak Pani, jak i ona chodziłyście do szkoły w Hvalsø, wydawać by się mogło nawet, że wyglądacie podobnie. Co jeszcze macie ze sobą wspólnego?

Nie tak znowu wiele. Louise jest bardzo mądrą, niezależną i odważną kobietą. Więc może jest ona bardziej moją wizją samej siebie niż portretem własnym?

Dotąd wydała Pani siedem powieści, a nad ósmą już Pani pracuje. Jednak w Polsce ukazały się dopiero dwie części: pierwsza, Handlarz śmiercią, latem, a dziś mamy premierę drugiej - Mam na imię Księżniczka. Czy może nam Pani uchylić rąbka tajemnicy i powiedzieć coś o przyszłych losach Louise Rick?

Nie zdradzę za wiele, ponieważ nie chcę zabierać polskim czytelnikom radości z oczekiwania na ciąg dalszy. Powiem tylko, że interesujące rzeczy zdarzą się w prywatnym życiu Louise Rick. Niektóre z nich będą nawet zaskakujące!

Wszelkie badania wykazują, że Duńczycy są najszczęśliwszym narodem Europy, a Dania to najbezpieczniejszy z krajów. Ale w Pani książkach Kopenhaga jest miejscem mrocznym, nie tak pięknym, bezpiecznym i przyjaznym. Która z tych dwóch Kopenhag jest więc tą prawdziwą?

Jak większość dużych miast, Kopenhaga ma swoją drugą, mroczną stronę medalu. I to właśnie o niej piszę w Handlarzu śmiercią. Kopenhaga z całą pewnością zasługuje na swoją reputację czystego, bezpiecznego i uporządkowanego miasta. Zwykli mieszkańcy, którzy nie są narkomanami, prostytutkami albo kryminalistami, mogą zupełnie nie zauważać tego ciemnego oblicza miasta.

W swoich książkach bardzo chętnie obsadza Pani kobiety w głównych rolach. Czy sądzi Pani, że powinno być więcej bohaterek i pisarek w literaturze kryminalnej?

Były takie czasy, kiedy zbyt mało kobiet-pisarek działało na rynku wydawniczym. Jednak teraz jest nas już tyle, że równowaga zostaje jak najbardziej zachowana.

W Handlarzu śmiercią pisze Pani o istotnym problemie nierównego traktowania kobiet w tak zmaskulinizowanym środowisku, jakim jest komenda policji czy redakcja gazety. W Polsce wciąż można znaleźć mnóstwo kobiet, które otrzymują niższe wynagrodzenie od mężczyzn za wykonywanie tej samej pracy. Czy ten problem dotyczy też Danii?


Nierówność w zarobkach, tak samo jak w innych obszarach życia, jest bolączką całego zachodniego społeczeństwa. Ale pracujemy nad tym! Obecnie w Danii to kobiety piastują stanowiska premiera i ministra gospodarki, więc to już jest jakiś postęp!

Jak wygląda Pani dzień? Podobno ma Pani swoją "zabójczą ścianę", gdzie zapisuje sobie Pani wszystkie szkice rozwoju akcji. Czy ma Pani jakieś inne sekretne praktyki, pomagające Pani przy pisaniu?

Jedną z moich sekretnych praktyk jest rutyna. Wstać, wyprowadzić psa, pisać, pisać, pisać. W ciszy i spokoju mojego letniego domku. Poza tym pozwalam sobie na odrobinę luksusu w miejscu pracy w postaci pięknych świec czy też herbaty dobrej jakości.

Jak długo zajmuje Pani napisanie jednej powieści?

Wliczając wcześniejsze teoretyczne przygotowania, około roku. Na samo pisanie poświęcam cztery do sześciu miesięcy. Potem przychodzi czas na obszerną edycję.

Oprócz historii o Louise Rick, wydała Pani dwie inne książki. Czy myśli Pani, że łatwiej jest napisać kryminał niż każdą inną książkę?


Z pewnością nie. Moje dwie pozostałe książki były literaturą faktu, która sama w sobie nie jest prosta do napisania, ale łatwiejsza od kryminału, ponieważ wszelkie przygotowania są tu bardziej skoncentrowane. Nie trzeba myśleć o fabule, a bohaterowie nie wyprawiają tego, co tylko zechcą!

Których autorów kryminałów ceni Pani najbardziej? I jakie są Pani ulubione książki z innych gatunków literatury?

Ze Skandynawii polecam Åsę Larsson. Moimi ulubionymi amerykańskimi autorami kryminałów są Michael Connolly, Karin Slaughter i Lisa Unger. Z Wielkiej Brytanii mogę zarekomendować Marka Billinghama. Z innych gatunków literatury lubię na przykład Służące Kathryn Stockett. Ale ostatnio naprawdę nie mam czasu, żeby czytać cokolwiek. I bardzo za tym tęsknię. Kiedyś czytałam CAŁY CZAS! Pożerałam wszystko!

Skandynawski kryminał jest coraz bardziej popularny na całym świecie. Co Pani zdaniem stanowi o sukcesie literatury sensacyjnej z Północy?

Myślę, że mnie jest trudniej odpowiedzieć na to pytanie niż pani! Ludzie spoza Skandynawii mogą widzieć rzeczy, których ja nie mogę zauważyć, ponieważ są one dla mnie oczywiste. Ale zgaduję, że atrakcyjny dla czytelników może być chłód, ciemność i mrok, tak charakterystyczne dla naszej szczególnej szerokości geograficznej i zimnego klimatu. Szczególnie w połączeniu z relatywnie racjonalnym podejściem do życia, typowym dla wielu Skandynawów.

Co sądzi Pani o opisach na okładkach powieści w stylu: "Druga Camilla Läckberg", "Następna Liza Marklund"? Jak reaguje Pani na tego rodzaju porównania?

Irytuje mnie to! Ale rozumiem punkt widzenia wydawcy, który musi poinformować czytelników o miejscu nowego pisarza w literackim światku.

Została Pani okrzyknięta duńską Królową kryminału, wygrała Pani mnóstwo nagród, ale wciąż nie spoczęła Pani na laurach. Jest Pani ambasadorem Save the Children, organizacji humanitarnej, pomagającej dzieciom na całym świecie.

 Odniesienie sukcesu powinno przynieść ze sobą pewną pokorę. Ja poczułam chęć, by przekazać moje szczęście dalej. Save the Children idealnie się do tego nadawała.

Dziękujemy za rozmowę i życzymy jeszcze więcej szczęścia!

Wywiad przeprowadziła Marta Matyszczak

Źródło: www.zbrodniawbibliotece.pl

wersja do druku