Strona główna / / Wywiady / Mogłabym zaufać swojej bohaterce

Nowości

Anioły z Lovely Lane

Nadine Dorries
Cena detaliczna: 38,00 zł

Tajemnica eksplodujących zębów oraz inne ciekawostki z historii medycyny

Thomas Morris
Cena detaliczna: 43,00 zł

Jak wytresować lorda. O elitarnych szkołach z internatem

Alex Renton
Cena detaliczna: 44,00 zł

Zapowiedzi

Śreżoga

Katarzyna Puzyńska
Cena detaliczna: 44,90 zł

Księga Drogi i Dobra

Ursula K. Le Guin
Cena detaliczna: 45,00 zł

Córka diabła

Lisa Kleypas
Cena detaliczna: 38,00 zł

Bestsellery

TOP 20

  1. Nareszcie w Dudapeszcie Aleksander Daukszewicz, Krzysztof Daukszewicz
  2. Urodziłam dziecko szejka Marcin Margielewski
  3. To nie jest mój mąż Olga Rudnicka

Fotogaleria

więcej »
02.04.2014

Mogłabym zaufać swojej bohaterce

Kryminalne historie z Fredriką Bergman w roli głównej podbiły wyobraźnię czytelników. W Polsce do księgarń trafia właśnie kolejny tom, „Wyścig z czasem”. Zapraszamy do lektury wywiadu z autorką cyklu, Kristiną Ohlsson.






Gdy zobaczycie Kristinę Ohlsson na żywo, nie uwierzycie, że ta niepozorna, sympatyczna blondynka miała do czynienia z tak poważnymi sprawami. A jednak. Urodzona w 1979 roku i mieszkająca w Szwecji autorka pracowała między innymi w tamtejszym Ministerstwie Spraw Zagranicznych i zajmowała się konfliktem na Bliskim Wschodzie. Ostatecznie zwyciężyła pasja: pisanie książek. Kryminalne historie z Fredriką Bergman w roli głównej podbiły wyobraźnię czytelników. W Polsce do księgarń trafia właśnie kolejny tom, „Wyścig z czasem”.

– Zanim porozmawiamy o książkach, przyznaj się, co robiłaś przed rokiem 2012?

– To żadna tajemnica. Pracowałam dla szwedzkich służb bezpieczeństwa. Przez pewien czas przebywałam także w Bagdadzie, potem w Wiedniu.

– I jeśli cię spytam, co robiłaś...

– ...to nie odpowiem ci. Bo to już jest tajemnica.

– Spodziewałem się tego.

– Sam rozumiesz. Służby bezpieczeństwa. Obowiązuje poufność. W Bagdadzie natomiast byłam attaché, a w stolicy Austrii pracowałam nad terroryzmem.

– O, to ciekawe.
– Średnio. Bo pracowałam dla OBWE. Na pierwszy rzut oka to jest potężna organizacja, zajmująca się bezpieczeństwem, skupiająca 57 państw. Zajmuje się ona różnorodnymi sprawami i dość prężnie działa. Przynajmniej tego się dowiesz z ich strony.

– A w rzeczywistości?

– W rzeczywistości współpraca w obrębie organizacji jest słaba. I gdy pracowałam nad tak trudnym tematem jak terroryzm, okazywało się, że problemy zaczynały się na poziomie definicji czy strategii, nie mówiąc już o samym działaniu.

– Żadnych niebezpiecznych akcji?

– No co ty?! Jeździło się na konferencje, spotykało, ale to do niczego nie prowadziło. Byłam w pewnym momencie bardzo sfrustrowana.

– Wierzę.

– Tu nie chodziło o to, że chciałam nie wiadomo jakich akcji. Ale pragnęłam, żeby dyskusje miały jakieś solidniejsze ugruntowanie. No cóż, byłam młoda i naiwna...

– Oj tam, oj tam.

– Nie, nie narzekam. Przydało mi się to doświadczenie do pisania. Wiem, jakie są plusy i minusy działania w takich strukturach.

Skoro weszliśmy już na ten temat: ile w twoich powieściach jest prawdy, a ile zmyślenia?

– Nic nie jest prawdą.

– Nic?

– Nic.

– I myślisz, że ci uwierzę?

– Poważnie. Nie było takich zbrodni. Nie było takich zbrodniarzy. Nie było takich świadków. Owszem, w niektórych przypadkach rozpoznasz elementy znanej ci rzeczywistości, ale nic, absolutnie nic nie jest prawdziwe. Wszystko jest zmyśleniem. Dlatego zresztą piszę te książki. Czytelnicy chcą poznać moją wyobraźnię. Chyba większość pisze z tego powodu.

– Niby tak. Ale z drugiej strony, czytelnicy lubią też rozpoznawać w książkach dobrze znaną sobie rzeczywistość.

– No, nie wiem. Gdy czytam książki beletrystyczne, których akcja rozgrywa się w Hiszpanii albo chociażby w Polsce, nie myślę o tym, że one mówią wszystko o rzeczywistości, w jakiej się rozgrywają. Owszem, w pewnym sensie książki mogą coś powiedzieć o społeczeństwie. Ale czy bardzo dużo? Osobiście w to wątpię.

– No dobrze. Ale obróćmy sytuację: gdy piszesz książkę, tworzysz jakąś kryminalną sytuację, nie czujesz się odpowiedzialna? Być może będziesz dla kogoś inspiracją.

– O mój Boże...

– Przeraziła cię wizja, którą naszkicowałaś w „Wyścigu z czasem”, gdzie terroryści wykorzystują lot Boeinga 747 ze Sztokholmu do Nowego Jorku, by zaszantażować władze?

– Oby nie! Absolutnie nie chciałabym tego...

– Robiłaś do „Wyścigu...” osobny research?

– Rozmawiałam z dwoma pilotami. Wcześniej chciałam poznać wszystko: wejść do środka, zbadać szczegóły. Ostatecznie jednak uznałam, że chodzi mi o pewne fakty, nie o detale. Dlatego tym pilotom powiedziałam, że chcę wiedzieć „to” i „to”. I oni udzielili mi odpowiednich wskazówek.

– Dużo podpowiedzieli?
– Byli przerażeni tym, co wymyśliłam. Jeden z pilotów stwierdził, że ma nadzieję, że to, co sobie wymyśliłam, nie wydarzy się w rzeczywistości. Ja zresztą też mam taką nadzieję. Ale właśnie na tym rzecz polega, by wymyślić coś prawdopodobnego, co się nie zdarzyło naprawdę, ale co mogło mieć miejsce. To jest właśnie wyobraźnia! I tego szukamy w książkach.

– Fantastyki, która niepokojąco przypomina rzeczywistość?

– Tak, właśnie. Jeden z autorów powiedział kiedyś, że gdyby pisać książkę, która byłaby odzwierciedleniem tego, co się naprawdę stało lub dzieje w rzeczywistości, być może nikt by jej nie przeczytał. Byłaby przecież taka nudna. W każdym razie ja wybaczam wszystkie merytoryczne błędy – pod warunkiem, że historia mnie wciągnie.

– Sama chyba lubisz odkrywać przed czytelnikami intrygę i rozwiązanie bardzo powoli?

– Najważniejsza jest jednak akcja. Musi mieć swoje tempo. Chodzi o to, byś był prowadzony przez opowieść. Na drugim miejscu są bohaterowie. To nie mogą być byle jakie postaci. Muszą mieć swój charakter. Czytelnicy powinni też coś czuć podczas czytania moich książek: smutek, rozpacz, przerażenie czy podniecenie. Nie mogą być obojętni.

– Na przykład Fredrikę niektórzy od razu polubią, a inni nie.

– To nie była specjalnie przemyślana postać. Wiedziałam jedynie, że bohaterką ma być kobieta z doświadczeniem policyjnym. W tym jesteśmy podobne. Poza tym różnimy się diametralnie. Ona mieszka ze swoim starszym mężem, ma dzieci, nie jest towarzyska, najchętniej rozmawia sama ze sobą albo z rodziną. Nie dlatego, że nie lubi innych, po prostu szanuje swoją prywatność.

– Mówisz, że różnicie się pod wieloma względami, ale czy zaprzyjaźniłabyś się z kimś takim jak Fredrika?

– Tak sądzę. Lubię ludzi, którzy są bystrzakami. A Fredrika jest bardzo inteligentną osobą. Do tego jest małomówna. Tak, z całą pewnością sądzę, że mogłabym jej zaufać.

Rozmawiał Marcin Wilk

wersja do druku