Strona główna / / Wywiady / Mark Zuckerberg, patron feministek?

Nowości

Upadek milionera

Izabella Frączyk, Jagna Rolska
Cena detaliczna: 39,99 zł

Żywot człeka zmałpionego

Henryk Jerzy Chmielewski
Cena detaliczna: 39,99 zł

Potworny regiment

Terry Pratchett
Cena detaliczna: 35,00 zł

Zapowiedzi

Zamiana

Robyn Harding
Cena detaliczna: 39,99 zł

Dziewczyny są tu takie miłe

Laurie Elizabeth Flynn
Cena detaliczna: 42,00 zł

Tajemnica rzekomego małżonka

Jeff Cohen , E.J. Copperman
Cena detaliczna: 39,99 zł

Bestsellery

TOP 20

  1. Arabska Żydówka Tanya Valko
  2. Meneliki nowe, czyli wina Tuska i logika białoruska Krzysztof Daukszewicz
  3. Rączka rączkę myje Olga Rudnicka

Fotogaleria

więcej »
22.01.2015

Mark Zuckerberg, patron feministek?

Zapraszamy do lektury wywiadu z autorką „Wojny kobiet" dla portalu NaTemat.pl.







"The Lipstick Feminist" Sally Armstrong mówi, że dzięki Facebookowi feminizm żyje.

Przez kilkadziesiąt lat jeździła do najbardziej niebezpieczenych miejsc. Nigeria, Bośnia, Afganistan. Pisała o konfliktach, ale inaczej - o tym, jaką cenę płacą za nie kobiety. Pozbawione możliwości chodzenia do szkoły. Gwałcone. Zabijane. - Świat się zmienia. (...) Kobiety od Kabulu i Kairu po Kapsztad i Nowy Jork domagają się miejsca dla siebie w domu, w pracy i w przestrzeni publicznej - pisze Sally Armstrong. A nam opowiada, jak wiele ruch kobiecy zawdzięcza Markowi Zuckerbergowi i dlaczego nie obchodzi jej, czy feministki się malują.

Ile feministek potrzeba, żeby zmienić żarówkę?
?

Żadnej, bo feministki nie mogą nic zmienić. Często to słyszę - na co komu feminizm, feminizm się skończył... Swoją książką udowadnia Pani, że to nieprawda, że feminizm ma się lepiej niż kiedykolwiek. W dodatku dziś zmiany, które zmieniają na lepsze życie kobiet na całym świecie, niekoniecznie są przeprowadzane przez kobiety pod szyldem feminizmu.
Mam wrażenie, że tutaj, w Polsce, słowa są używane wbrew zmianie, postępowi. Dużo czytałam o emocjach, jakie powoduje słowo "gender". To tylko słowo, nie oznacza niczego obraźliwego! Czasami ludzie łapią się słów, atakują je, bo boją się zmiany i chcą utrzymać status quo. Wywrócenie do góry nogami status quo jest trudne - wyobraźmy sobie, że jesteśmy po drugiej stronie i nagle słyszymy, że ludzie mówią: chcę być równa, chcę szacunku, chcę być astronautą, prezydentem, nie chę być obywatelem drugiej klasy - zaczęłybyśmy się zastanawiać, co te zmiany będą oznaczać dla nas? Co nam zabiorą?

Wciąż wiele osób tak myśli.
Feminizm nie umarł, po prostu zmienił nazwę. Oczywiste jest, że młodzi ludzie patrzą na świat inaczej niż feministki w latach 60. I dobrze. Wiele osób mówi: feminizm umarł, nie nazwałabym siebie feminsitką. Ok, nie nazywaj się feministką, to tylko słowo. Słyszę często: nie jestem feministką, ale: chce zarabiać tyle, co mężczyźni, chcę być austronautką, i tak dalej.
Oczywiście, że każdy szuka równości, trzeba być szalonym, żeby jej nie szukać. Zmienia się sposób, w jaki używamy języka, dlatego więc jasne, że feminizm nie jest trupem. Wątpię, żeby dziś młode kobiety chciały się zamienić ze swoimi matkami czy babkami. Kiedy brałam ślub, oczekiwano od kobiet, że w przysiędze powiedzą, iż będą posłuszne mężowi....Nie można było otworzyć konta bankowego bez zgody męża, pójść bez jego zgody do szpitala... Trzeba było to zmienić, i zmieniłyśmy to.

Co zostało do zmiany?
Dziś ludzie mówią: już nie ma co zmieniać, wszystkie zmiany zaszły. To nieprawda: wciąż nie zarabiamy tyle, co mężczyźni, nie jesteśmy traktowane tak samo i tak długo, jak kobiety będą ofiarami przemocy, musimy o tym rozmawiać i to zmieniać. Używając słów, których tak się boją ci obawiający się zmiany. Zapytałam pewnego mężczyznę w Afganistanie, dlaczego tak bardzo boi się zmian. Czy sądzi, że kiedy kobiety będą miały więcej praw, on straci swoje? Tak!, odpowiedział.

Zastój wynika ze strachu?
Równość płci opłaca się wszystkim, także w zakresie ekonomii - ekonomiści jak Jeffrey Sachs mówią wprost, że jest bezpośredni związek między statusem kobiet w społeczeństwie a ekonomią. Spada ubóstwo, spada liczba konfliktów. Dlaczego, nie włącząjąc kobiet, pozbywać się połowy pomysłów, rozwiązań?

Zmiana jest widoczna, światowi liderzy mówią o kobietach, niedawno poświęcona im była sesja ONZ, Malala stała się symbolem. To tylko ostatnie lata - jak to możliwe, że w tak krótkim czasie zmieniło się tak wiele?
Nastąpiło ogromne przesunięcie. W ciągu ostatnich trzech lat. Zmiany dzieją się tak szybko, że ledwo nadążałam o nich pisać, kiedy pracowałam nad książką.Ruch kobiecy, jaki znamy, to ruch zachodni. Jednak rozkwit islamistycznego ekstremizmu w krajach Bliskiego Wschodu i Afryki spowodował, że tamtejsze kobiety zaczęły o siebie walczyć. Zdały sobie sprawę, że są celem, dlatego zaczęły tworzyć grupy, które w krótkim czasie stały się bardzo aktywne. Kobiety w Afryce też wzięły swoje sprawy w swoje ręcę kiedy wybuchła pandemia HIV. Mówiły mi, że nie mają prawa odmówić mężczyźnie seksu. Zaczęły działać. Myślałam, że to są powody - ajzatyckie, afrykańskie i zachodnie kobiety razem. Ale był inny powód.

Zmiany w sposobie komunikacji?
Facebook. To Facebook sprawił, że kobiety z Bliskiego Wschodu, Europy, Afryki stworzyły jeden ruch. Zaczęły czytać stastusy innych kobiet i nagle te z Bliskiego Wschodu zrozumiały, że mieszkanki Zachodu nie są dziwkami tylko dlatego, że noszą dżinsy, a my zrozumiałyśmy, że hidżab nie oznacza poddaństwa. Zaczęły zadawać pytania. Myślę, że dzień, w którym zaczęły ze sobą rozmawiać, był najgorszym dniem w życiu fundamentalistów i mizoginów. Spójrzmy na Malalę, której dedykuję książkę - trzy czy cztery lata temu pewnie nawet nie usłyszelibyśy jej historii. Dziś Malala jest córką świata. Byliśmy gotowi, by usłyszeć jej historię. Historia porwanych w Nigerii dziewczynek nie miała szczęśliwego zakończenia, ale to własnie wtedy Barack Obama wysłał tam swoich najważniejszych doradców. To przejdzie do historii, bo nigdy do tej pory wojsko nie ruszyło na akcję ratunkową, by ocalić kobiety. Przesłanie jest jasne: kobiety są ważne. Liczą się. W Kenii ponad sto dziewczyn pozwało swój rząd, bo zostały zgwałcone. Dziesięć lat temu coś takiego nie miałoby szansy się stać.

Zachód przez długi czas sądził, że to nie jego sprawa. Że obrzezanie kobiet, honorowe zabójstwa i kamieniowanie to "elementy kultury". Teraz to się zmieniło.
To tabu trzymało się długo - nawet dla nas, kobiet Zachodu, to wciąż trudne. Nie mówimy o gwałcie, nie mówimy o przemocy w małżeństwie. Dla nas to wciąż tabu, tak jak dla kobiet w Afryce czy na Bliskim Wschodzie. Teraz to się zmieniło. I wciąż zmienia, zaczynamy mówić. A jeśli możemy o tym mówić, możemy to zmienić. Przez wiele lat pisałam z Afganistanu, byłam koszmarem talibów. Mówili mi: to nie twoja sprawa, dlaczego piszesz o naszych kobietach? Nie jesteś stąd, nic nie rozumiesz. To, co im robicie, to nie kwestia kulturowa, tylko kryminalna - odpowiadałam. I to moja sprawa. I będę o tym pisała. Tak samo jak o honorowych zabójstwach. To żaden honor, to cholerne zabójstwo! Dziś wszyscy to wiemy. Mówimy o tym, dlatego to zaczyna się zmieniać.

Mam wrażenie, że owszem, zmiany się dzieją, ale na Zachodzie energia nie koncentruje się tam, gdzie powinna - kilka miesięcy temu tygodniami dyskutowano o tym, że Beyonce zasługuje na miano feministki. Półnaga, wyzywająca piosenkarka wyświetliła podczas koncertu wielki napis "Feminist" na scenie. Europejskie i amerykańskie feministki długo o tym dyskutowały.
To nieistotne. Beyonce jest dobra w tym, co robi, a jej celem jest sprzedawanie płyt. Nie przeszkada mi, nie zatrzymuje mnie w tym co robię - przeciwnie, może nawet pomóc. Nie naprawię tego. Czasem ludzie pytają mnie: chcesz wysyłać do szkoły dziewczynki, a co z chłopcami? Wtedy odpowiadam: ty się martw o chłopców, ja się będę martwiła o dziewczynki. Jeśli Beyonce mówi o sobie, że jest feministką - dla mnie ok. Właściwie od początku jestem związana z ruchem femministycznym i zawsze uderzało mnie, że feministki bardzo chętnie o szybko oceniają się nawzajem. W Kanadzie nazywają mnie "The Lipstick Feminist". Wiesz czemu? Bo farbuję włosy, maluję usta, lubię krótkie spódnice i mężczyzn. Ne dbam o zasady, których rzekomo musisz przestrzegać, żeby być feministką. Dbam o równość mężczyzn i kobiet, bo to wszystkim dobrze robi.

"Pewnego dnia armia siwowłosych kobiet po cichu przejmie władzę nad światem" pisała Gloria Steinem, którą Pani cytuje. To się już dzieje?
Tak. Spójrzmy na Polskę. Premierem jest kobieta, burmistrzem Warszawy jest kobieta...

Obydwie budzą wiele kontrowersji i głosów krytyki.
To nic. Przyjdą lepsze, chodzi o to, że ta bariera padła. Może nie od razu przyjdą najlepsze, najbardziej światłe kobiety, ale dzięki temu, że kobieta jest u władzy, ma odpowiedzialne stanowsko, może jakaś inna pomyśli: ja tez tak mogę. Czy armia siwowłosych kobiet przejmie władzę? Wątpię, i nawet bym tego nie chciała, bo nie chciałabym wykluczać mężczyzn. Tu nie chodzi o walkę kobiet przeciw mężczyznom, jednej religii przeciw drugiej czy Zachodu przeciw Wschodowi. Chodzi o równość.

Źródło: NaTemat.pl

wersja do druku