Strona główna / / Wywiady / Kwestionariusz Lucy Dillon

Nowości

INTERSTELLAR i nauka

Kip Thorne
Cena detaliczna: 49,99 zł

Z miłością pod wiatr

Izabella Frączyk
Cena detaliczna: 42,00 zł

Tytus, Romek i A'Tomek jako warszawscy Powstańcy 1944, z wyobraźni Papcia Chmiela narysowani

Henryk Jerzy Chmielewski
Cena detaliczna: 42,00 zł

Zapowiedzi

Chłopak z drugiego planu

Mikołaj Milcke
Cena detaliczna: 45,00 zł

Walet

Dagmara Andryka
Cena detaliczna: 45,00 zł

Chłopak z drugiego planu

Mikołaj Milcke
Cena detaliczna: 45,00 zł

Bestsellery

TOP 20

  1. Cieszę się, że moja mama umarła Jennette McCurdy
  2. Zaginiony arabski książę Marcin Margielewski
  3. Furtka do piekła Eva Minge
06.08.2014

Kwestionariusz Lucy Dillon

O wszystkim, co czyni jej życie szczęśliwym, opowiada Lucy Dillon, autorka powieści "Policz do stu".

Co znalazłoby się na szczycie twojej listy stu rzeczy?
Na pewno moje psy, Violet i Bonham, które wnoszą do mojego życia mnóstwo radości, nie tylko za sprawą swoich pociesznych min i pomarszczonych łap, które pachną ciastkami, ale i dlatego, że zawsze gdy idziemy na spacer, dostrzegam coś, czego sama prawdopodobnie bym nie zauważyła – niezwykły zachód słońca, jeżyny w krzakach, zapach powietrza, który zmienia się wraz z porami roku. Są wybornymi towarzyszami i zawsze się cieszą na mój widok. Uwielbiam na nie patrzeć, gdy podążają za jakimś niewidzialnym tropem, a ich ogony układają się wtedy w znak zapytania.

Jakie jest twoje najwcześniejsze wspomnienie z dzieciństwa?
Zabawa na plaży przed domem moich rodziców w Seascale – zapach morza i kremu do opalania Ambre Solaire SPF50+, gorący piasek, szum fal w oddali. Wiem, że musiał to być 1976 rok, bo potem przez długi czas nie było równie ciepło.

Zbierasz coś?
Tak, gromadzę stare romanse – uwielbiam staromodne obwoluty z czarującymi pielęgniarkami w objęciach przystojnych lekarzy. Zbieram też buty Vivienne Westwood (rzadko pojawiają się w rozmiarze 8), stare pocztówki z miejscowości, w której się wychowałam, sztuczną biżuterię, książki kucharskie, szczególnie amerykańskie z lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych… Doskonale rozumiem Ginę i jej dom pełen pudeł.

Kiedy ostatnio napisałaś lub otrzymałaś odręcznie pisany list?
Jestem tradycjonalistką, jeśli chodzi o pocztówki: mam ich całe pudełko, które leży na biurku przy moim komputerze, staram się je wysyłać zamiast mejli i esemesów. Zawsze milej dostać pocztówkę niż esemes. Widokówki od przyjaciół trzymam w książkach kucharskich, więc od czasu do czasu jakąś znajduję i robi mi się wtedy ciepło na duszy.

Gdybyś miała okazję przeżyć jeszcze raz jeden rok swojego życia, który rok byś wybrała?
Prawdopodobnie któryś z trzech lat, które spędziłam na studiach. Ale tym razem nie przejmowałabym się egzaminami, powiedziałabym stanowcze „nie” fryzjerce, która ścięła moje długie włosy, gdy miałam dwadzieścia lat, i znalazłabym w sobie dość odwagi, żeby dołączyć do kółka teatralnego, zamiast włóczyć się po uczelni i zamartwiać się, że nigdy nie powiem nic oryginalnego o Jane Austen. Nikt już nie ma nic oryginalnego do powiedzenia o Jane Austen. Gdyby ożyła, pewnie sama miałaby z tym kłopoty. Te trzy zmiany pozwoliłyby mi cieszyć się bardziej rzeczami, którymi nie miałam czasu się cieszyć. Ale kiedy się nad tym zastanawiam… Wierzę mocno, że najlepszy rok naszego życia jeszcze nie nadszedł, więc może tak naprawdę chciałabym powtórzyć rok 2015 albo 2020.

Wymień trzy rzeczy, które zabrałabyś na bezludną wyspę.
Ekspres do kawy, moją gitarę i psy, żeby ogrzewały mnie w nocy.

Kiedy ostatnio zrobiłaś coś pierwszy raz? Co to było?
Zaczęłam właśnie biegać – właściwie nazywanie tego bieganiem jest pewną przesadą. To głównie człapanie przeplatane truchtaniem, ale wierzę, że jeśli będę trzymać się programu treningowego, zacznę biegać naprawdę! Zawsze zazdrościłam biegaczom ich długiego kroku i pogodnych min (i świetnych nóg), pomyślałam więc, że czas w końcu zdobyć się na ten wysiłek i dołączyć do nich, dopóki pozwalają mi na to kolana. Nauczyłam się też robić tego lata ciasto ptysiowe. Stąd bieganie.

Co kupiłaś za swoją pierwszą wypłatę?
Czerwoną szminkę Maca. Zaraz po studiach zaczęłam pierwszą, bardzo słabo płatną pracę w biurze naprzeciwko domu towarowego Selfridges przy Oxford Street. W czasie przerwy na lunch chodziłam tam oglądać różne towary, choć nie było mnie stać na nic prócz kanapki, a i to nie zawsze. Kiedy w końcu dostałam wypłatę, wydałam zawrotną, jak mi się wtedy wydawało, sumę na szminkę, którą makijażystka wybierała dla mnie przez pół dnia. Używałam tej pomadki codziennie i zużyłam do samego końca: czułam się dzięki niej naprawdę szykowna i „londyńska”. Od tej pory zawsze używam wyłącznie czerwonej szminki.

Co najbardziej lubisz jeść?
Pieczywo. Uwielbiam pieczywo, szczególnie coś, co nazywają chlebem beacon, który znalazłam jedynie w piekarni w Gosforth. To pyszny, gęsty chleb słodowy, prawdziwy rarytas w świecie pieczywa. Kiedy ja i siostra byłyśmy małe, mama kupowała naraz trzy bochenki, bo w drodze ze sklepu do domu w jednym wyjadałyśmy dziurę. To jedyny przepis, jakiego nie chcę znać, bo gdybym nauczyła się piec ten chleb, zamieniłabym się w gigantyczny bochenek, niczym Veruca Salt z „Charliego i fabryki czekolady”.

Masz jakiś ulubiony smakołyk, którego nie umiesz sobie odmówić?
Serek mascarpone wymieszany z cukrem pudrem. Nie radzę próbować. Śliskie zbocze prowadzące do piekła pokryte jest serkiem mascarpone, a poręcze są zrobione z mlecznej czekolady.

Masz swoją ulubioną piosenkę karaoke?
Nieudolnie naśladuję „If I Could Turn Back Time” Cher. Szczególnie niższe partie.

Jakiej piosenki słuchałaś ostatnio?
“Literally! The Vikings Song" z serialu "Horrible Histories”. Nie ma udanego dnia bez odrobiny HH.

Zdradź nam swój wyjątkowy ukryty talent.
Umiem tańczyć walca, cza-czę i fokstrota.

Z czym zawsze można cię zobaczyć?
Z filiżanką kawy.

Jak wygląda twój ideał szczęścia?
Wielka sofa, nowa książka w twardej okładce, ogień w kominku, psy po obu stronach i deszcz siekący w szyby. Albo noc szkockich tańców, która nigdy się nie kończy, z barem, w którym nigdy nie zabraknie drinków.

wersja do druku