Strona główna / / Wywiady / Kilkanaście lat temu to ja byłam Anią

Nowości

Kobiety z odzysku

Izabella Frączyk
Cena detaliczna: 39,99 zł

Hanka Ordonówna. Miłość jej wszystko wybaczy

Anna Mieszkowska
Cena detaliczna: 39,90 zł

Sny

Nermin Yildirim
Cena detaliczna: 39,99 zł

Zapowiedzi

Macochy

Danuta Awolusi
Cena detaliczna: 39,99 zł

Kto się śmieje ostatni

Amy Gentry
Cena detaliczna: 39,99 zł

Anna Jagiellonka. Zmierzch Jagiellonów

Magdalena Niedźwiedzka
Cena detaliczna: 39,99 zł

Bestsellery

TOP 20

  1. Miłość '44. 44 prawdziwe historie powstańczej miłości Agnieszka Cubała
  2. Macho. Instrukcja obsługi Andrzej Gryżewski, Artur Górski
  3. Muszę wiedzieć Kasia Bulicz-Kasprzak

Fotogaleria

więcej »
17.08.2012

Kilkanaście lat temu to ja byłam Anią

Wyjazd do Paryża i praca jako filles au pair dla wielu młodych kobiet wydaje się być spełnieniem marzeń. Zetknięcie z paryską rzeczywistością bywa jednak czasem bardzo bolesne – tak było w przypadku bohaterki powieści „Niania w Paryżu”. Jak naprawdę wygląda życie w stolicy Francji, jakie są blaski i cienie emigracji i kim jest tytułowa bohaterka – opowiada Agnieszka Moniak-Azzopardi, autorka książki.




Po lekturze Pani debiutanckiej książki nie da się uniknąć pytania, czy opisana przez Panią historia jest prawdziwa? Czy główna bohaterka, Ania, to Pani, czy może inspiracją były przeżycia kogoś znajomego?
Jak wiele debiutanckich powieści, i moja znajduje swój początek w autobiografii. Kilkanaście lat temu to ja byłam „Anią”, czyli młodą Polką, która opuściła rodzinną i jeszcze szarą, postkomunistyczną Polskę, by szukać lepszego startu w dorosłym życiu, ciekawszej egzystencji gdzieś dalej, na emigracji, samotnej emigracji. Jednkaże historia Ani nie jest moją osobistą historią. Została zainspirowana dziesiątkami spotkań i rozmów z różnymi młodymi Polkami i kobietami innych narodowości z Europy centralnej i wschodniej, które jak Ania pracowały i wciąż jeszcze pracują jako „operki” czyli filles au pair we Francji. Jeszcze kilka lat temu mieszkałam w Paryżu i wciąż je spotykałam na swojej drodze. Podczas rozmów z nimi miałam wrażenie, że tak niewiele się zmieniło...

Do kogo kieruje Pani książkę, kto jest „docelowym” czytelnikiem – dzisiejsze rówieśniczki Ani (dziś Ania byłaby kobietą prawie 40-letnią), które mogą mieć podobne do niej wspomnienia, czy może młode dziewczyny, studentki, które tak jak bohaterka książki, w nadziei na spełnienie marzeń, decydują się na wyjazd za granicę?
Myślę, że książka jest adresowana do dość szerokiej czytelniczej publiczności. Kobiety w moim wieku – i te żyjące w Polsce, i te na emigracji – mogą w niej odnaleźć część siebie. Młode studentki i dziewczyny, które myślą o wyjeździe i podjęciu podobnej pracy znajdą w niej z pewnością wiele interesujących wątków. Myślę też o ich rodzinach... Od dnia wejścia Polski do UE i kolejnych dość licznych fal emigracyjnych żadna polska rodzina nie może chyba powiedzieć, że nie jest dotknięta tym problemem. Decyzja o emigracji, nawet czasowej, dotyczy zazwyczaj całych rodzin, rodziców dorosłych już prawie dzieci, dziadków, kuzynów, bliskich. Jej skutki są odczuwalne nie tylko dla jednej, wyjeżdżającej osoby
.
Czy pisała Pani „ku przestrodze”?
Absolutnie nie. Emigracja nie powinna, nie może napawać strachem. W dzisiejszym, mocno zglobalizowanym świecie jest czymś coraz bardziej normalnym i powszechnym, co oczywiście nie oznacza, że jest łatwa i bezproblemowa. To wyzwanie dla odważnych, szukających czegoś innego, otwartych ludzi. Dla Polaków emigracja nie jest już czymś dramatycznym i ostatecznym. Była taka, gdy reżim represjonował wyjeżdżających i ich rodziny. Obecnie możemy podróżować bez obaw, mieszkać i pracować w innych krajach. Bez wątpienia jest to trudniejsze niż życie „u siebie”, wymaga sporej dojrzałości.
Starałam się równiej przekazać myśl o tym, że emigracja nie jest tylko zewnętrznym ruchem, opuszczeniem domu, miasta, regionu, kraju. Ona jest też wewnętrznym procesem, bardzo osobistym i intymnym. Ujawnia, kim tak naprawdę jesteśmy, do czego dążymy. Zmienia nas nie tylko zewnętrznie, ale też bardzo głęboko wewnętrznie. 

Mieszka Pani we Francji. Obraz Francuzów przedstawiony w powieści jest daleki od ideału. Czy spotkała się Pani z zarzutami ze strony francuskich przyjaciół, że w swej powieści mija się Pani z prawdą? Czy byli tacy, którzy poczuli się Pani książką urażeni?
Powiem szczerze, że z takimi zarzutami się nie spotkałam. W mojej powieści ani obraz Francuzów, ani Polaków nie jest idealny. To nie narodowość stanowi o człowieku. Francuzi bywają szownistyczni. Wystarczy popatrzeć na wyniki wyborcze partii Marine Le Pen i szerzej sympatyzującej z nią francuskiej prawicy. W kręgu moich przyjaciół nie ma jednak takich osób. Rodzin podobnych do rodziny H. są we Francji z pewnością tysiące i sami Francuzi są tego świadomi.
Czy uważa Pani, że ludziom dzisiaj decydującym się na emigrację jest łatwiej niż Ani na początku lat dziewięćdziesiątych?
Z pewnością – tak. Młodzi Polacy, którzy urodzili się już w wolnej Polsce, z pewnością niewiele pamiętają z poprzedniego ustroju. Syndrom zamknięcia, poczucia niższości, jakiegoś takiego ogólnego niedopasowania i inności jest im, tak myślę, obcy. Jesteśmy społeczeństwem bardziej otwartym, zasobniejszym, podróżującym (trochę) po Europie. To wszystko sprawia, że dzisiejsza studentka nie wyrusza całkiem w nieznane. Należy też wspomnieć o współczesnych środkach komunikacji, dzięki którym dom jest blisko... Bohaterka książki nie miała nawet tego. 

Ania i jej koleżanki niejednokrotnie poczuły, że jako przybyszki zza byłej „żelaznej kurtyny” są we Francji obywatelami drugiej kategorii. Pani mieszka we Francji od lat. Czy czuje się tam Pani jak pełnoprawny obywatel, czy też odczuwa Pani ciągle swoją obcość?
Bardzo trudne pytanie... Od wielu lat mam francuskie obywatelstwo. Mój mąż jest Francuzem i synek też, zresztą tutaj się urodził. Powinnam więc czuć się pełnoprawną obywatelką. I tak przez większość roku się czuję. Ale... ale są momenty, sytuacje, gdy tak nie jest. Na przykład, gdy opublikowałam w formie książki mój doktorat, robiony we Francji, to wielokrotnie zdarzło mi się po spotkaniach autorskich rozmawiać z Francuzami, którzy zaczynali rozmowę od: „Wie Pani, a moja sprzątaczka jest/była Polką...”. Zazwyczaj nie wiedziałam, jak dalej taką rozmowę prowadzić. Francuskie społeczeństwo jest niezwykle silnie sklasyfikowane, by nie powiedzieć kastowe. Elita odnawia się we własnym kręgu. Bardzo trudno się do niej dostać bez nazwiska, taty bądź dziadka na odpowiednim stanowisku. Następnie jest ogromna klasa średnia, wewnętrznie podzielona i tzw: margines... ludzie mieszkający w cité, czyli w blokowiskach, w większości obcego pochodzenia. Wszystko tutaj determinuje jednostkę: dzielnica, w jakiej mieszka, szkoła, do jakiej uczęszcza bądź posyła swoje dzieci, sporty, jakie uprawia, nawet parafia... 

Jak Polacy są postrzegani przez Francuzów?
Trudno odpowiedzieć jednoznacznie na to pytani, nie popadając w stereotypy. Myślę, że są postrzegani różnie. Zależy kto postrzega... jeśli będzie to mieszkaniec domku na przedmieściach, to z pewnością usłyszymy: „Polska, tam daleko, koło Rosji... a mówicie po rosyjsku? I że jest bieda... z pewnością gorzej niż nad Sekwaną”. Jeśli będzie to reprezentant elit, czyli np. jakiś uniwersytecki wykładowca, to spojrzenie będzie inne, dogłębniejsze, może nawet nieco historyczne bądź kompletnie „z góry”. Przyznam, że w swojej pracy często spotykam się ze zdziwieniem: „to Pani jest z Polski?”. 

Proszę sobie wyobrazić, że pisze Pani dalszy ciąg swojej powieści, jej akcja przenosi się do czasów współczesnych. Kim jest teraz Ania? Czy nadal mieszka we Francji, czy jej przeżycia związane z pracą u państwa H. na tyle zniechęciły ją do tego kraju, że postanowiła wrócić do Polski? 
Ciąg dalszy? Dlaczego nie! Ania mieszka nadal we Francji. Wróciła przecież do Michela. Wydoroślała, jest prawie Francuzką, ale polskość w dalszym ciągu przeszkadza jej w pełnej integracji. Może znów jest nianią, tylko już w nieco inny sposób? 

Dziękujemy za rozmowę.

O KSIĄŻCE "Niania w Paryżu"

wersja do druku