Strona główna / / Wywiady / Joanne Harris z nieoczekiwanym zwrotem akcji

Nowości

Spełniony sen

Izabella Frączyk
Cena detaliczna: 38,00 zł

Była arabską stewardesą

Marcin Margielewski
Cena detaliczna: 36,00 zł

Wieczni tułacze. Powojenna emigracja polskich Żydów

Halina Hila Marcinkowska
Cena detaliczna: 42,00 zł

Zapowiedzi

Wianek z róż

Agnieszka Olszanowska
Cena detaliczna: 37,00 zł

Chciałbym nigdy cię nie poznać

Wiktor Krajewski
Cena detaliczna: 36,00 zł

100 rzeczy, których nie wiesz o swoim ciele

Andrzej Fedorowicz
Cena detaliczna: 39,99 zł

Bestsellery

TOP 20

  1. Red, White & Royal Blue Casey McQuiston
  2. Aksamitka Grażyna Jeromin-Gałuszka
  3. Franka. W obcym domu Wioletta Sawicka

Fotogaleria

więcej »
20.08.2010

Joanne Harris z nieoczekiwanym zwrotem akcji

Zapraszamy do przeczytania wywiadu z Joanne Harris, autorką słynnej "Czekolady", w którym opowiada o swojej najnowszej książce - "Błękitnookim chłopcu".

„Błękitnooki chłopiec” to dosyć mroczny tekst, prawda? I jeśli wolno dodać, przerażający.
Joanne Harris: Doskonałe określenie, lubię właśnie takie teksty. Owszem, to bardzo mroczna opowieść, chociaż osobiście postrzegam ją raczej w kategoriach czarnej komedii, której nie należy traktować zbyt serio.

O, a więc nie jest to typowy kryminał?
Joanne Harris: Niezupełnie. Podczas pracy nad „Błękitnookim chłopcem” przez większość czasu sama nie byłam pewna, co (jeśli w ogóle cokolwiek) się wydarzyło i kto za tym stoi. Teraz postrzegam tę historię – podobnie zresztą jak pokrewnych jej „Dżentelmenów i graczy” – bardziej jako zagadkę kryminalną bez detektywa czy oczywistej zbrodni, za to z dwójką niezbyt wiarygodnych narratorów – Joanne Harris z nieoczekiwanym zwrotem akcji.

I to jakim zwrotem! Zaplanowała to pani z góry?
Joanne Harris: Szczerze mówiąc, nie. Oczywiście miałam przygotowany ogólny zarys fabuły, ale ostateczne wyjaśnienie zagadki – szokujące rozwiązanie – okazało się zaskoczeniem także i dla mnie. Musiałam wrócić do początku książki i przerobić połowę tekstu, żeby dopasować go do tego, czego się dowiedziałam…

Struktura narracji jest dosyć nietypowa. Co skłoniło panią do napisania powieści w taki właśnie sposób?
Joanne Harris: W większości moich książek występuje wielu pierwszoosobowych narratorów, w tym przypadku postanowiłam jednak pokusić się o napisanie współczesnej wersji powieści epistolarnej, z rozdziałami w formie wpisów zaczerpniętych z internetowych blogów. W każdym z nich znalazła się informacja o aktualnym nastroju autora i słuchanej przez niego muzyce, pod wpisami o statusie publicznym pojawiają się dodatkowo komentarze czytelników. Niektóre z wpisów mają status publiczny, a więc może je przeczytać praktycznie każdy użytkownik sieci, inne prywatny, z ograniczonym dostępem. Zależało mi na tym, aby dwójka moich narratorów miała całkowitą swobodę wyboru, co chcą powiedzieć, kiedy i komu; była to również doskonała okazja, by pokazać, jak odmiennie prezentujemy się przed różnym audytorium w rozmaitych okolicznościach. Ukrywanie informacji w sieci jest nie tylko akceptowalną, ale często wręcz oczekiwaną praktyką, Internet stanowi bowiem takie medium, w którym łatwo pozbyć się niewygodnych prawd, na przykład na temat naszych ułomności fizycznych czy statusu małżeńskiego, miejscem, w którym człowiek sam podejmuje decyzję, jakie informacje o sobie zechce ujawnić innym.

Nie znoszę komputerów. Jak wiele z tych technicznych szczegółów powinnam znać?
Joanne Harris: Tak naprawdę to żadnych. Użycie żargonu jest w „Błękitnookim chłopcu” ograniczone do minimum, a większość słownictwa jest zrozumiała nawet dla laika. Sieć wzajemnych relacji, z jaką mamy do czynienia w każdej niewielkiej społeczności jest taka sama, niezależnie od tego, czy w grę wchodzi francuska wioska, mała wysepka, szkoła czy grupka internautów…

Proszę powiedzieć coś więcej o głównym bohaterze – to wcielenie zła, czy może wręcz przeciwnie?
Joanne Harris: Trudne pytanie. Podobnie jak w przypadku Snyde’a z „Dżentelmenów i graczy” nie sposób jednoznacznie zaszufladkować B.B. Przebiegły, cyniczny i wręcz otwarcie okrutny, stanowi głęboko niedoskonałą, można by powiedzieć wręcz pozbawioną zasad moralnych postać – a jednak go polubiłam (nawet nie chcę myśleć, jak to o mnie świadczy). Stał się właśnie taki za sprawą okropnego dzieciństwa, apodyktycznej matki i braków w edukacji. W wieku czterdziestu dwóch lat nadal mieszka w rodzinnym domu, pracuje jako sprzątacz w miejscowym szpitalu i nienawidzi samego siebie, nienawidzi swojego życia, a jednak nie traci poczucia humoru. Potrafi też stworzyć w wirtualnym świecie nową osobowość, tak różną od jego prawdziwego ja – człowieka z góry skazanego na przegraną. Żyje w świecie fantazji, która wdziera się czasem do rzeczywistości, zresztą z dosyć nieoczekiwanymi skutkami. Jednak B.B. pozostaje cały czas człowiekiem głęboko wrażliwym, podatnym na zranienie, choć nie sposób powiedzieć, czy taki właśnie jest „prawdziwy” B.B., czy też owa wrażliwość stanowi dla niego jedynie kolejny ze środków, prowadzących do celu. Moim zdaniem to najbardziej skomplikowana psychologicznie postać, jaką kiedykolwiek stworzyłam i chyba również najtrudniejsza do rozszyfrowania. Może właśnie dlatego obdarzyłam go tak wielką sympatią, a pisanie jego kwestii przychodziło mi bez trudu…

A co z drugim z narratorów, Albertyną?
Joanne Harris: Podobnie jak B.B., Albertyna to niejednoznaczna, okaleczona postać. Naznaczona tragiczną przeszłością, ukrywa się za skomplikowaną fasadą, prawdziwe emocje odsłaniając jedynie na swoim prywatnym blogu. Jej oparty na miłości i nienawiści związek z głównym bohaterem to wynik wspólnych doświadczeń, ale chociaż Albertyna zna B.B lepiej niż ktokolwiek na świecie, ta niezdrowa fascynacja nie pozwala jej nawiązać prawdziwych, szczerych relacji z nikim innym. Podobnie jak B.B. Albertyna marzy o ucieczce od swojego życia, a zamiast tego daje się wciągać coraz bardziej w tę pokrętną grę kłamstw i emocjonalnej manipulacji.

Tożsamość, zarówno ta prawdziwa, jak i przybrana, wydaje się być tematem często powracającym w pani powieściach. Jak to wygląda w najnowszej książce?
Joanne Harris: Wielu bohaterów moich książek ma problemy z tożsamością. Czasami, jak w przypadku Vianne i Anouk Rocher, mamy do czynienia z ludźmi rozpaczliwie próbującymi ją odnaleźć w świecie, który odmawia im do tego prawa. W innych powieściach widzimy kogoś, kto przejmuje cudzą tożsamość, jak czyni to Snyde z „Dżentelmenów i graczy”, LeMerle w „Duchu z przeszłości” czy Zozie z „Rubinowych czółenek”. B.B. posuwa się jeszcze dalej, bo decyduje się stworzyć nie tylko nową tożsamość, ale też całe alternatywne życie, przeszłe i teraźniejsze, zaplanowane tak, aby zwieść nie tylko innych ludzi, ale i siebie samego. Właściwie w „Błękitnookim chłopcu” nikt nie jest taki, jak się wydaje, tożsamości pozostają w ciągłym ruchu, przyjmowane i odrzucane dowolnie w razie potrzeby. To chyba odzwierciedlenie współczesnego świata, komentarz na temat natury postrzegania i otaczającej rzeczywistości. W mojej najnowszej powieści, podobnie zresztą jak w życiu, najtrudniej jest bowiem udzielić szczerej odpowiedzi na pytanie: „Kim jestem?”

W „Błękitnookim chłopcu” ważną rolę odgrywa synestezja. Czy jest to coś, czego sama pani doświadczyła?
Joanne Harris: W moim przypadku pewne kolory zawsze były powiązane z zapachami i smakami. Nie wiem, czy czyni mnie to synestetką, ale z pewnością dzięki tej umiejętności łatwiej przychodziło mi utożsamienie się z bohaterami, którzy synestetami rzeczywiście są. Poza tym chciałam uważniej się przyjrzeć pomysłowi, że odczucia osób, bombardowanych rozmaitymi bodźcami, mogą się tak drastycznie różnić.

W powieści pojawia się sporo motywów muzycznych. Czy to odzwierciedlenie pani osobistych upodobań?
Joanne Harris: Oczywiście. Sporo mnie łączy z B.B., zwłaszcza jeśli chodzi o muzyczne wpływy. Ponieważ jedna z bohaterek jest niewidoma, w porównaniu z moimi poprzednimi powieściami chciałam ograniczyć element wizualny i skupić się na innych sposobach postrzegania świata: jak człowiek odbiera rzeczywistość za pośrednictwem dotyku, smaku i węchu. Okazało się to znacznie trudniejsze, niż przypuszczałam! Aby zrekompensować brak wizualnych odwołań, w niektórych częściach powieści skoncentrowałam się bardziej na dźwiękach – wliczając w to głosy głównych bohaterów oraz „armii myszy” złożonej z internetowych przyjaciół B.B. Podczas pisania słuchałam też sporo muzyki – jak B.B., prawie nie wyjmowałam słuchawek iPoda z uszu! W rezultacie utwory muzyczne zostały starannie dobrane, tak, aby jak najlepiej oddawały nastrój każdego wpisu, ale też podsuwały czytelnikowi nowe wskazówki (niektóre bardziej oczywiste od innych), natomiast wszystkie razem składają się na sześć odrębnych „ścieżek dźwiękowych” (po jednej na każdą część powieści), pełniących też rolę skrótowego podsumowania całego wątku.

Chwileczkę, to już koniec? Chciałabym usłyszeć, co było dalej!
Joanne Harris: Tego się właśnie obawiałam. Zupełnie jak w prawdziwym życiu ostatni rozdział wcale nie podsuwa tak zgrabnego rozwiązania, jak można by sobie tego życzyć. Ale aby naprawdę docenić tę powieść, czytelnik nie może jedynie oczekiwać, że coś z tej lektury wyniesie, musi też dać coś od siebie. Każdy powinien sam odpowiedzieć sobie na pytanie, jak kończy się ta historia (łatwo zorientować się też, że nasza opinia na ten temat będzie się różnić w zależności od naszego aktualnego nastroju). Innymi słowy chciałam po prostu powiedzieć: proszę nie pytać mnie, co było dalej. Zwykle to właśnie ja dowiaduję się tego ostatnia…

Źródło: www.joanne-harris.co.uk

wersja do druku