Strona główna / / Wywiady / Ja i Stern

Nowości

I tak nie przestanę Cię kochać

Jacek Skowroński, Maria Ulatowska
Cena detaliczna: 39,99 zł

Bug. Pejzaż nostalgiczny

Artur Tabor
Cena detaliczna: 69,90 zł

Szóste piętro

Alex Sinclair
Cena detaliczna: 38,00 zł

Zapowiedzi

12 sprytnych sposobów, jak ocalić nasz świat

Praca zbiorowa
Cena detaliczna: 38,00 zł

Amnezja

Federico Axat
Cena detaliczna: 39,99 zł

Króliki z Ravensbrück

Anna Ellory
Cena detaliczna: 39,99 zł

Bestsellery

TOP 20

  1. Pokrzyk Katarzyna Puzyńska
  2. Cukiernia Pod Amorem. Jedna z nas Małgorzata Gutowska-Adamczyk
  3. Była arabską stewardesą Marcin Margielewski

Fotogaleria

więcej »
18.01.2012

Ja i Stern

Z Pawłem Jaszczukiem, autorem powieści "Marionetki", rozmawia Robert Ostaszewski.







Najbardziej znany jesteś jako autor kryminałów, ale przecież masz na koncie sporo innego rodzaju tekstów. Mógłbyś pokrótce opowiedzieć o swoich rozmaitych pisarskich ścieżkach, bo pewnie część czytelników ma o nich blade pojęcie?


Największym życiowym doświadczeniem był kres studiów. Skończyłem Politechnikę Gdańską. Poznałem tam wspaniałych ludzi. Doznałem też wielu rozczarowań. Życie szybko zweryfikowało moje romantyczne poglądy i wciąż domagało się prawdziwej odpowiedzi o swój sens. Właśnie literatura dawała mi taką możliwość. Zacząłem próby literackie od szkiców. Intrygowały mnie związki przedmiotu z nazwą, fascynowały zagadnienia psychologii i filozofii. Pisałem opowiadania, które publikowałem w prasie krajowej, najwięcej w „Dzienniku Pojezierza”, „Odgłosach”, „Tygodniku Kulturalnym”. Wydałem je w zbiorze „Ararat”. Napisałem też kilka sztuk scenicznych, które odkryły przede mną znaczenie dialogu i dramaturgii. Poczułem, jak to jest, gdy siedzi się na widowni, a ze sceny aktorzy wygłaszają twój tekst.

Co właściwie sprawiło, że zainteresowałeś się pisaniem klasycznych kryminałów?

Napisałem powieści: „Sponsor”, ”Honolulu” i „Testament”. W każdej z nich ważnym spoiwem był wątek sensacyjny. Tylko krok dzielił mnie od napisania klasycznego kryminału.

A przy okazji – jaka kryminalna tradycja literacka jest Ci najbliższa? Jakiego rodzaju kryminały najbardziej cenisz, najchętniej czytasz?

Nie opieram się na tradycji. Czerpię inspirację z różnych źródeł. Lubię kryminały Patrycji Higsmith, Arnaldura Indriđasona i Belindy Bauer. Cenię też twórczość kolegów i koleżanek po piórze z Polski. Nie wymieniam nazwisk, lecz są autorzy i autorki, których książki czytam z wypiekami na twarzy. Poznałem twórczość Mankella, Nesbø i Thorwalda, lecz „drabinki”, cuda-wianki, epatowanie krwią, seksem i sadyzmem – jakkolwiek to zabrzmi – nie są dla mnie do końca zrozumiałe.

Akcja Twojego cyklu kryminalnego rozgrywa się w przedwojennym Lwowie. Z czego wziął się wybór akurat takiego miejsca i czasu? Wiem, że grasz na gitarze i chętnie śpiewasz rosyjskie romanse. Czy taki wybór wynika z fascynacji kulturą kresową, czy szerzej – wschodnią?

Blisko ćwierć wieku temu usłyszałem od znajomej przerażającą historię, która zdarzyła się na Kresach. Od razu przyszedł mi do głowy Lwów. Lubię wyprawy w przeszłość i dystans do opisywanych historii. Nie jest to wyprawa aż tak daleka. Młodość moich rodziców przypada na okres przedwojenny i okupację. Fascynuje mnie i zarazem przeraża nasz wielki wschodni sąsiad. W trakcie studiów czytałem Dostojewskiego w oryginale. Właśnie lektura „Zbrodni i kary” była odpaleniem lontu. Na krótko przerwałem studia. Na gwałt szukałem odpowiedzi na dołujące pytania. Były też niewyobrażalnie trudne decyzje: zamieniłem gitarę klasyczną na rosyjski kalkulator, na którym mogłem przeprowadzić wyliczenia konstrukcyjne do projektu. Dziś nastrojowe romanse rosyjskie pozwalają mi rozładować stres i prowokują do rozmyślań. Gdybym znał niemieckie romanse, pewnie spróbowałbym się ich nauczyć. W każdym razie, żeby nie łamać zasady, „Lili Marlene” śpiewam po rosyjsku.

Główny bohaterem cyklu jest dziennikarz z kroniki kryminalnej lwowskiego „Kuriera”, Jakub Stern. Czemu wybrałeś taką właśnie postać, a nie – dla przykładu – bezwzględnego glinę, albo powiązanego z półświatkiem prywatnego detektywa?

Dziennikarz daje mi większe możliwości twórcze. W młodości chciałem zostać dziennikarzem. Chyba dobrze się stało, że poprzestałem na marzeniach. Zaletą mojej postaci jest to, że może być na miejscu zbrodni przed policją.

Interesuje mnie techniczna strona pisania cyklu kryminalnego. Wiem, że na przykład Marek Krajewski przed przystąpieniem do pisania sporządza drobiazgowy plan tekstu. Też tak robisz, czy idziesz na żywioł, pozwalając nieść się fabule?

Pisanie powieści to równanie z wieloma niewiadomymi. Czasem „mam” zakończenie i akcja powieści nieuchronnie zmierza do zakodowanej sceny. Niekiedy znam tylko sen bohatera, lecz co to za bohater, tego nie wiem. Na szczęście życia i powieści nie da się precyzyjnie zaplanować.

A losy Sterna rozpisałeś sobie na samym początku pracy nad cyklem, czy po prostu ewoluują one powoli z powieści na powieść?

Razem ze Sternem wyciągamy lekcje z życia.

Jak już jesteśmy przy sprawach techniki pisarskiej – jak pracujesz nad stworzeniem obrazu przedwojennego Lwowa? Wertujesz opracowania historyczne, stare mapy? Robisz dokumentację na miejscu, bo wiem, że jeździsz za naszą wschodnią granicę?

Nazwałem swoją pisarską technikę – patchworkiem. Tkam, wycinam, zszywam, fastryguję, łatam, obrębiam i doklejam. Plan Lwowa od ciągłego używania jest już podklejony taśmą. Czytam stare gazety, które leżą na wyciągniecie ręki. Boże, czego tam nie ma? Poznaję relacje świadków, ciekawią mnie wspomnienia. Mistrzowie? To Janicki, Michotek, Szolginia. Przy ich erudycji czuję się karłem. Przeglądam zdjęcia, które zrobiłem w trakcie wyjazdów. W maju zeszłego roku (kiedy kończyłem „Marionetki”) wspiąłem się ponownie na Wysoki Zamek. Zaszyłem się w krzakach, dotykałem kamieni i włożyłem głowę w otwór strzelniczy. W poszukiwaniu detali zaglądałem do domów w okolicy rynku. Uwielbiam lwowskie bruki. Mogę się na nie gapić godzinami! Odwiedziłem Pohulankę, gdzie mieszka mój bohater z żoną i dziećmi. Lecz nie skłamię, gdy powiem, że największe możliwości daje dziś Internet.

W Twoich kryminałach zwykle pojawiają się inteligentni, ale psychopatyczni mordercy, mordujący w wyrafinowany sposób. Dlaczego akurat tacy? To po prostu wykorzystanie kryminalnej konwencje czy sprawa fascynacji Złem? Choć nie, słowo „fascynacja”, jest tu chyba nie na miejscu, więc może raczej: próba zrozumienia fenomenu ekstremalnego Zła?

Konwencja? – Nie daj Bóg! Fascynacja złem? – Brzydzę się nim i staramy się je ze Sternem przechytrzyć.

Pytam o to wszystkich autorów kryminałów retro, wiec i Ciebie też spytam: co jest ważniejsze w tej odmianie kryminał – historia czy intryga kryminalna?

Intryga kryminalna osadzona w historycznych realiach.

Dobrze, zostawmy Twoje kryminały… Ostatnio coraz częściej spotykam się z twierdzeniami, że formuła polskiego kryminału retro już się wyczerpała. Zgadzasz się z tym?

W moim przypadku pisanie kryminału retro, to za każdym razem nowa kreacja. To nowi bohaterowi, nowe sytuacje, nowe odkrycia. Ja chcę tego, o czym marzy czytelnik, zaskakiwać siebie i odkrywać. Chcę być tam, gdzie padnie światło mojej latarki, w piwnicy, którą sam odkopię. Nie wiem nic o formule polskiego kryminału retro.

Z drugiej strony, kryminały z roku na rok stają się coraz popularniejsze, zyskują nowych czytelników. Jakie są, Twoim zdaniem, przyczyny boomu kryminalnego?

To rzeczywiście dające do myślenia zjawisko. Zapewne działa tu mechanizm śnieżnej kuli. Nie chcę być złym prorokiem, lecz kiedyś przyjdzie odwilż.

Oby przyszła jak najpóźniej… Mieszkasz w Olsztynie, w którym jest wielu ciekawych prozaików, ale właściwie tylko Ty piszesz klasyczne kryminały. Nie korciło Cię, żeby akcję kryminalnej historii umieścić gdzieś na Warmii czy Mazurach?

Korciło i to jak! Napisałem „Sponsora”, który został nieźle oceniony przez Zygmunta Kałużyńskiego. Jego akcja toczy się zarówno w Olsztynie, jak i w scenerii, o której mogą tylko pomarzyć zmęczeni życiem warszawiacy. Napisałem nawet według tej powieści scenariusz filmowy. Nie chcę być identyfikowany tylko z moim miastem. Boję się zaszufladkowania i tego, że stracę z oczu uniwersalia. Dlatego wybrałem Lwów.

O czym będzie Twój następny kryminał, też o Lwowie i Sternie?

Stern nie upoważnił mnie, bym zdradzał jego nowe sekrety.

Niech więc pozostanie to tajemnicą Sterna. Dziękuję za rozmowę. 


Źródło: 
robertostaszewski.bloog.pl

wersja do druku