Strona główna / Literatura polska / Akrobatki

Aktualności

28.06.2022

Spotkanie z Zuzanną Gajewską w Elblągu

W poniedziałek 4 lipca o godz. 18:00 zapraszamy do Biblioteki Elbląskiej (Świętego Ducha 3-7, Elbląg) na spotkanie z Zuzanną Gajewską, autorką książki "Burza".

Wywiady

25.08.2021

"Tajemnica Wzgórza Trzech Dębów". Wywiad z Piotrem Borlikiem

Zapraszamy do przeczytania wyjątkowego wywiadu z Piotrem Borlikiem. Z autorem książki "Tajemnica Wzgórza Trzech Dębów" rozmawiał Marcin Waincetel z Lubimyczytac.pl.

Posłuchaj i zobacz

26.06.2022

Rozmowa z Beatą Sabałą-Zielińską

Nowy odcinek naszego podcastu to rozmowa Justyny Dżbik-Kluge z Beatą Sabałą-Zielińską, autorką książki "TOPR. Tatrzańska przygoda Zosi i Franka".

Bestsellery

TOP 20

  1. Arabska zdrajczyni Tanya Valko
  2. Viktoria. Miłość zza żelaznej kurtyny Wioletta Sawicka
  3. A koń w galopie nie śpiewa Artur Andrus, Wojciech Zimiński

Akrobatki

Monika Mostowik

Japonki

Tego dnia pani w szkole powiedziała, że będziemy mieć nową koleżankę. Ja szczególnie nie mogłam się doczekać, bo wszystkie koleżanki miały już swoje koleżanki, a ja siedziałam w ławce sama i przez to wszyscy popychali mnie na korytarzu i podstawiali nogi. Tego dnia nie zjadłam nawet orzechowego batona, żeby nową koleżankę przywitać należycie, żeby koniecznie siedziała koło mnie i lubiła mnie, i stała ze mną na przerwie przy parapecie, tak jak stoją wszystkie dziewczyny. Nie mogłam się jej doczekać i nie uważałam do końca lekcji. Ale koleżanka okazała się Japonką. Miała przeraźliwie skośne oczy, spuszczoną głowę, niemożliwie spokojną twarz, wyprasowaną bielutką koszulkę i najlepsze długopisy w całej klasie. Chyba nic dziwnego, że nie chciałam z nią siedzieć, a batona zjadłam czym prędzej na najbliższej przerwie. Płakałam całą noc.

Pani trochę mnie uspokajała, mówiła, że Yuki jest Polką. Ale wszystkie dzieci śmiały się pod nosem, a potem już całkiem na głos, i jeszcze bardziej śmiały się ze mnie.
Yuki siedziała sztywno w ławce, zawsze wyprostowana. Pani kazała innym garbatym brać z niej przykład, ale prostowaliśmy się tylko, kiedy znowu przyszła nam ochota na przedrzeźnianie i wyśmiewanie się z nowej. Miała wszystko równiutkie: i grzywkę, i długopisy równo w piórniku poukładane, i paznokcie równo przycięte, i książki równo wyłożone na ławce. Ja, żeby mnie czasem z nią nie pomylili, specjalnie rozwalałam swoje rzeczy, do piórnika ołówki wrzucałam, nic a nic nie układałam, i grzywkę przypinałam motylkami na wszystkie strony, żeby tylko nie prosto.
Mało mówiła i w ogóle nie płakała, nawet jak ją ciągnęli za włosy albo kłuli cyrklem. Czasem to nawet nie drgnęła, nie patrzyła w oczy, nigdy się nie poskarżyła, nawet jak higienistka pytała, dlaczego leci jej krew.

W końcu przez ten jej smutek nie mogłam spać. Śniło mi się na przykład, że wchodzę do klasy, a Yuki wisi na tablicy. Przyniosłam jej batona orzechowego, ale jak się ukłoniła, to znowu wszyscy się śmiali, ale potem mi zazdrościli, że mam służącą, bo chodziła od tej pory za mną krok w krok. Specjalnie robiłam uniki, namawiałam się z dziewczynami, żeby ją zmyliły na schodach albo z toalety przechodziłam górą do drugiej kabiny, a ona czekała pod kiblem całą długą przerwę.
Kiedyś dała mi przymierzyć swoje czarne lakierki; najpierw się z nich śmiali, że niemodne, bo dziewczyny lubiły z kokardkami, a te były takie gołe, ale widziałam, że wszystkie takie by chciały mieć. Dała też przymierzyć Kaśce, a ta jej już nie oddała i głupia Yuki wracała na bosaka w tych swoich bieluśkich kolanówkach do domu. Odprowadzała ją cała klasa. A Kaśkę nieśli chłopcy na rękach pod samą klatkę, żeby sobie błyszczących butków nie pobrudziła.
Wtedy jakoś pierwszy raz pomyślałam sobie, że to niesprawiedliwe i że tak nie można, ale trochę za późno, bo rodzice Yuki przyszli się pożalić do szkoły i nie było jej na drugi ani na trzeci dzień. Cała klasa miała karę, trzeba było po lekcjach szorować ławki, nawet w sali chemicznej, a tam były podwójne. Kaśka musiała oddać lakierki i tym razem jej do domu na rękach nie nieśli, tylko musiała w samych skarpetkach wracać, więc teraz z niej się śmialiśmy. Przez parę dni siedziałam sama w ławce i nie miałam na kogo patrzeć. Odkładałam wszystkie batony, pomyślałam sobie, że jak Yuki wróci, to jej dam wszystkie i powiem, że mi jej brakowało. Tylko powiem tak cicho, żeby nikt z klasy nie usłyszał.

Nie mogłam się jej doczekać, więc postanowiłam ją odwiedzić. Brat obiecał mnie odprowadzić i stał na półpiętrze, żeby mnie w razie czego bronić. Jak weszłam, musiałam ściągnąć buty, więc się przeraziłam, że też będę wracać do domu boso, ale pomyślałam, że za grzechy trzeba płacić i że sama chciałam, więc trudno, po kij tam poszłam. Zasiedziałam się trochę, bo matka Yuki przygotowała owocowe jakieś danie i pachnącą strasznie pięknie herbatę, a potem Yuki uczyła mnie jeść pałeczkami, i to ryż. Na pamiątkę dała mi kimono. Takie kremowe z zielonymi gałązkami, i spałam w nim potem, i nie chciałam iść do szkoły, żeby go nie musieć ściągać.

Yuki przyszła do szkoły, ale nikt się do niej nie odzywał. Każdy się bał, że znowu przez tydzień będzie musiał szorować ławki nawet w pracowni chemicznej, wszyscy omijali ją z daleka. A tak naprawdę każdy chciał jej dotknąć, powąchać, rozczochrać jej włosy, była taka inna. Jak mówiła, wszyscy jej zazdrościli, czytała tak pięknie, że czasem przed snem otwierałam książkę i wyobrażałam sobie, że Yuki czyta mi do poduszki. W szkole nie mogłam się doczekać, kiedy ją wywołają do odpowiedzi. Miała tak pachnące gumki do mazania, że jak mi jedną taką podarowała, to zjadłam ją na drugie śniadanie. Szkoda mi było, ale nie mogłam się oprzeć.

Raz pojechaliśmy z klasą na wycieczkę i Yuki miała japonki. Wszyscy patrzyli na jej stopy, takie malutkie, drobniutkie; wtedy już wiedziałam, dlaczego robi takie małe kroczki. Miała takie kochane małe paluszki, że od tamtej pory wiedziałam, że nie pozwolę już zrobić jej krzywdy. Wszyscy patrzyli na stópki Yuki, bo to nie były sandały ani motylki, tylko zupełnie inne klapki. Zawsze chciałam mieć takie ładne stopy, ale moje palce były jakieś takie byle jakie i nie odważyłabym się włożyć japonek, przenigdy. Dzieci by się ze mnie śmiały, że mam brzydkie stopy.
Ale Yuki się podobały i mówiła, że nie rozumie, czego ja od nich chcę, że trzeba siebie zaakceptować i polubić, czasem wydawało mi się, że jest mądrzejsza od naszej pani. Ale jak powiedziałam o tym mamie, krzyczała, że Yuki ma na mnie zły wpływ i czy ja zawsze muszę sobie znaleźć jakieś dziwadło, czy nie mogę mieć jakiejś normalnej koleżanki, że ona nawet nie chodzi na religię. Płakałam całą noc.
Potem powiedziałam mamie zupełnie spokojnie i płynnie, tak jak Yuki przy tablicy, że właśnie o takiej koleżance zawsze marzyłam i że wreszcie się pojawiła, i że jestem taka szczęśliwa i poprosiłam, żeby mi tego nie psuła. Tym razem nie dostałam w twarz, bo nie pyskowałam, nie beczałam, tylko mówiłam do rzeczy i grzecznie.

Yuki umiała wróżyć z kości, potrafiła mi wszystko powiedzieć: że wyjdę za mąż, jak będę miała dwadzieścia pięć lat, i urodzę śliczną dziewczynkę, i będę mieszkać w ciepłym kraju. Przepowiedziała mi nawet, że Jarek z piątej C się we mnie zakocha i na najbliższej dyskotece poprosi mnie do tańca.
Chciałam dać jej wszystko, każdego batona orzechowego, żeby tylko nie przestała mnie lubić, nie wiem, co bym bez niej zrobiła. Ale kiedyś mi wyznała, jak grałyśmy w szczere pytania i odpowiedzi, że ona nie znosi tych orzechowych batonów i że kiedy w końcu przestanę. Śmiałam się całą noc.

Mieliśmy w szkole bal przebierańców i w tym samym dniu były jej urodziny. Poszłam do pani Stasi obciąć równiutko grzywkę, włożyłam to kremowe kimono w zielone gałązki i japonki. Siedziałam na łóżku całą noc, patrzyłam na te swoje stopy w japonkach i starałam się do nich przekonać, ale przekonała mnie do nich dopiero Yuki. Odważyłam się w nich wyjść z domu. Ja się przebrałam za Yuki, ale bałam się, że ona nie pozna, o co mi chodziło, bo mama nie pozwoliła mi zafarbować włosów na czarno. Ale Yuki wiedziała doskonale, powiedziała, że wcale nie liczy się kolor włosów, tylko to, co mam tu - i pokazała na moją klatkę piersiową. Z wrażenia zapomniałam, co mam w klatce piersiowej i nie zrozumiałam, co ma na myśli, ale w końcu sobie przypomniałam i powiedziałam, że to wszystko, co mam tu, jest dla niej. I tańczyłyśmy wtedy razem, i zupełnie nie zauważyłam, że Jarek z piątej C poprosił mnie do tańca.