Strona główna / Humanistyka / Jan Paweł II / Cuda Jana Pawła II

Aktualności

14.06.2019

Grzesiuk po niemiecku!

"Pięć lat kacetu" Stanisława Grzesiuka ukaże się (oczywiście w wersji bez cenzury) w języku niemieckim nakładem austriackiego wydawnictwa New Academic Press i tym samym będzie dostępne na całym niemieckojęzycznym rynku wydawniczym.

Wywiady

14.06.2019

"Dzieciństwo to mityczny okres w życiu większości z nas"

Zapraszamy do przeczytania wywiadu z Lucyną Olejniczak, autorką książki "Księżniczka".

Posłuchaj i zobacz

18.06.2019

Jak kochali powstańcy?

Zapraszamy do obejrzenia nagrania zapowiadającego najnowszą książkę Agnieszki Cubały "Miłość '44. 44 prawdziwe historie powstańczej miłości".

Bestsellery

TOP 20

  1. Arabski raj Tanya Valko
  2. In vitro. Rozmowy intymne Małgorzata Rozenek-Majdan
  3. Miłe Natalii początki Olga Rudnicka

Fotogaleria

więcej »

Cuda Jana Pawła II

Paweł Zuchniewicz

I

Santo subito

Tak, Chrystus nie oszczędził mu dni, a później lat cierpienia, ale nigdy - aż do ostatniego momentu - nie słyszałem słowa skargi.
W chorobie i cierpieniu, we wszystkim, co sprawiało ból - nawet w zamachu - zawsze widział wolę Boga i Jego dobroć, umiał dostrzec większe dobro, które Bóg przygotował dla niego. Pamiętam, że gdy musiał odejść od okna, nie mogąc przemówić do wiernych zgromadzonych na placu Świętego Piotra, powiedział: „Może lepiej, żebym umarł, jeśli nie mogę spełniać powierzonej mi misji”. Zaraz jednak dodał: „Niech się spełni wola Twoja. Totus tuus”.
Patrzyłem na jego życie i towarzyszyłem mu aż do chwili przejścia do domu Ojca i mogę potwierdzić, że tak było do ostatniego uderzenia serca (...).
Podczas uroczystości pogrzebowych wiatr zamknął księgę Ewangelii na papieskiej trumnie. Nie zamknął jednak tej księgi, którą Papież - niezmordowany Pielgrzym i heroicznie wierny Świadek Bożej prawdy i miłości - całym swoim życiem pisał w ludzkich sercach.

Z homilii arcybiskupa Stanisława Dziwisza
wygłoszonej w sanktuarium w Łagiewnikach
16 października 2005 roku

Pontyfikat Jana Pawła II
od początku był pontyfikatem zaskoczeń

Pierwszym była wiadomość, że Papieżem został człowiek „z dalekiego kraju”. Potem przyszły następne. Skutki decyzji kardynałów, którzy wybrali Karola Wojtyłę na Stolicę Piotrową syntetycznie podsumował następca Jana Pawła II w wywiadzie nadanym w Telewizji Polskiej dokładnie 27 lat później, 16 października 2005 roku:
„Ojciec Święty przez swe wystąpienia i swą obecność, przez swą zdolność przekonywania na nowo ożywił wrażliwość na wartości moralne, na wagę religii w świecie - mówił Benedykt XVI. - Doszło do nowego otwarcia, do nowego zainteresowania problemami religijnymi, do odkrycia konieczności religijnego wymiaru człowieka, ale przede wszystkim ogromnie wzrósł autorytet biskupa Rzymu”.
Dlatego chyba przełom marca i kwietnia 2005 roku - czas umierania Jana Pawła II - stał się tak wyjątkowy. Choć od dawna przewidywano, że odejście tego Papieża wzbudzi ogromne zainteresowanie, to jego skala, głębia i nasilenie były kolejnym zaskoczeniem. Miało się wtedy wrażenie, że czas się zatrzymał, a oczy całego świata skierowały się na Watykan. Wędrująca dzień i noc, niekończąca się kolejka ludzi pragnących choć na chwilę zatrzymać się przed katafalkiem zmarłego, transparenty Santo subito (Święty natychmiast) i powiew wiatru zamykający księgę Ewangelii na trumnie dopełniły obrazu zaskakującego pontyfikatu Papieża z Polski.
Zaskoczenia nie zakończyły się z chwilą złożenia ciała Ojca Świętego do grobu w podziemiach bazyliki Świętego Piotra. To prawda, spodziewano się, że jego proces beatyfikacyjny może rozpocząć się przed upłynięciem pięciu lat wymaganych przez prawo kanoniczne, jednak ogłoszenie decyzji Benedykta XVI już 13 maja było przykładem nadzwyczajnego przyspieszenia procedury (przypomnijmy, że sama decyzja nosi datę 9 maja, a więc zaledwie miesiąc po pogrzebie!).
W tym samym czasie z całego świata zaczęły napływać świadectwa o uzdrowieniach i innych łaskach przypisywanych wstawiennictwu Jana Pawła II.
Było to jakby echo wezwań Santo subito, które pojawiły się na placu Świętego Piotra w dniu pogrzebu.

Wszechświat, w którym człowiek żyje, nie zamyka się w obrębie tego tylko porządku, dostępnego zmysłom i samemu rozumowi uwarunkowanemu poznaniem zmysłowym. Cud jest „znakiem”, iż porządek ten zostaje przewyższony „Mocą z wysokości”, a więc, że jest tej Mocy również poddany. Owa „Moc z wysokości” (por. Łk 24,49), to znaczy sam Bóg, jest ponad całym porządkiem natury. Kieruje nim, a równocześnie daje poznać, że poprzez ten porządek i ponad nim przeznaczeniem człowieka jest królestwo Boże.

Jan Paweł II
„Cuda jako znaki porządku nadprzyrodzonego”
audiencja generalna, 13.01.1988

Lawina cudów

Pierwszego lipca 2004 roku Jan Paweł II przyjął na audiencji szesnastoletniego Rafała z Lubaczowa koło Przemyśla. Chłopiec miał raka węzłów chłonnych. Kilka miesięcy po audiencji wyzdrowiał.
Tuż po pogrzebie Ojca Świętego historię Rafała opowiedział Polskiej Agencji Prasowej Piotr Piwowarczyk, prezes fundacji „Mam marzenie”, która spełnia marzenia ciężko chorych dzieci. To właśnie jego Rafał poprosił o załatwienie prywatnej audiencji u Jana Pawła II.
„Wydawało się to prawie niemożliwe i to także wtedy, kiedy Rafał z rodzicami i rodzeństwem przyjechał już do Rzymu - mówił Piwowarczyk. - Mimo wcześniejszych obietnic, że audiencja dojdzie do skutku, nagle okazało się, że chłopiec nie ma żadnych szans na spotkanie z Ojcem Świętym. Nie pozwolono mu nawet na to, by dał Papieżowi list, napisany przez chore na raka dzieci z Krakowa. Kiedy zawiedziony i załamany pakował swoje rzeczy i jechał z rodziną na lotnisko, zadzwoniłem do arcybiskupa Dziwisza i poprosiłem go o pomoc; opowiedziałem mu też historię Rafała. Sekretarz Papieża powiedział, żeby chłopiec z rodziną przyjechał do Watykanu. Prywatna audiencja pierwszego lipca zeszłego roku trwała kilka minut, a Rafał nigdy nie zdradził, o czym rozmawiał z Papieżem”.
Szef fundacji nie podaje personaliów chłopca, mówi jednak, że choroba cofnęła się, a Rafał uważa, że zawdzięcza to Papieżowi.

Czternastego września 2003 Jan Paweł II odprawił w Bratysławie mszę kończącą jego trzydniowy pobyt na Słowacji. Jedną z kilkunastu osób, która przyjęła komunię z jego rąk, była dwunastoletnia dziewczynka. Jej ojciec, Tibor Uljacki, powiedział Katolickiej Agencji Informacyjnej, że w poprzednim roku podczas audiencji u Papieża w Rzymie prosił go o modlitwę w intencji chorej na białaczkę córki. Po pewnym czasie dziecko wyzdrowiało. „Teraz Papież osobiście chciał ją poznać - wyznał młody mężczyzna. - Kiedy podzieliłem się tą radosną wiadomością z arcybiskupem Henrykiem Nowackim, nuncjuszem apostolskim na Słowacji, powiedział mi, że z całym przekonaniem możemy mówić o prawdziwym cudzie uzdrowienia”.

W czerwcu 2002 roku pewien włoski chłopiec uczestniczył z rodzicami w prywatnej mszy odprawianej przez Papieża w jego kaplicy. Miał niesprawny układ odpornościowy, wcześniej leczono go w szpitalu na zapalenie nerek, jelit i oskrzeli. Jak relacjonuje tygodnik „OZON”, po mszy świętej Jan Paweł II krótko rozmawiał z chłopcem i pogładził go po policzku. Dziecko poczuło ciepło. Później okazało się, że chłopiec całkowicie wyzdrowiał. Ojcze Święty, dziękuję Ci, że otrzymałem sposobność poznania świętego - napisał, dziękując za uzdrowienie. Chłopiec dodał, że sam codziennie odmawia różaniec o zdrowie dla Jana Pawła II. Ten zaś odpisał: Podziękujmy Panu, Pan jest dobry!

Szesnastoletnia Kanadyjka Angela Baronni spotkała się z Janem Pawłem II podczas Światowego Dnia Młodzieży w Toronto w 2002 roku. Angela była chora na raka szpiku kostnego. Papież modlił się nad nią, położył ręce na jej głowie i zrobił znak krzyża.
Wkrótce Angela zaczęła zdrowieć. Wstała z wózka, a jej lekarz stwierdził, że jest całkowicie wyleczona. W chwili śmierci Papieża studiowała na uniwersytecie w Toronto.
Audycję o Angeli telewizja kanadyjska nadała niedługo po odejściu Jana Pawła II. W czasie programu dziewczyna pokazała zdjęcia z Ojcem Świętym, opowiedziała o zdarzeniu, jej lekarz zaś oświadczył, że stało się coś, czego nie umie wytłumaczyć.
„Czy możesz nam powiedzieć, co takiego wtedy powiedział ci Ojciec Święty?” - zapytał prezenter.
„Tak - odpowiedziała - to nie jest już żadna tajemnica. Powiedział mi kilka słów: że Pan Jezus bardzo mnie kocha i chce, żebym była zdrowa. Ja mu uwierzyłam i wiem, że to on uprosił mi łaskę zdrowia u Pana Jezusa, i dlatego on zawsze zostanie tu, w sercu”.

John Paul Lieo w chwili śmierci Jana Pawła II miał sześć lat. Zbieżność imion Papieża z Polski i małego Kanadyjczyka chińskiego pochodzenia nie jest przypadkowa. Rodzice Johna Paula mieszkają w Vancouver (zachodnia Kanada) i są katolikami. Przez wiele lat nie mogli mieć dziecka. Pani Lieo trzykrotnie poroniła. Wybrali się na pielgrzymkę do Rzymu. Podczas audiencji znaleźli się blisko Papieża. „Słyszałam, jak ludzie mówią mu o swoich problemach, a on z uśmiechem (tego uśmiechu nigdy nie zapomnę), każdemu coś odpowiadał i błogosławił - wspominała pani Lieo w telewizji kanadyjskiej. - Ja też po angielsku w kilku słowach powiedziałam o swoim problemie. Wtedy Papież odpowiedział mi, że będę mieć syna i zrobił znak krzyża nad moją głową. Kiedy jechaliśmy do Rzymu, nie wiedziałam, że znów jestem w ciąży. Tym razem ku naszej radości wszystko było w porządku i urodziłam syna, któremu daliśmy imiona Papieża”.

W 1999 roku Jan Paweł II po raz siódmy pielgrzymował po Polsce. W niedzielę 13 czerwca przewodniczył liturgii słowa przed katedrą Świętych Michała Archanioła i Floriana Męczennika na warszawskiej Pradze.
„Ojca Świętego witało wówczas dwoje dzieci - mówił ksiądz Henryk Zieliński, wówczas szef lokalnej edycji tygodnika „Niedziela”. - Jednym z nich był pięcioletni Piotruś. Dwa lata wcześniej chłopiec ciężko zachorował. Lekarze stwierdzili złośliwego guza mózgu. Przypadek uznano za beznadziejny. Wówczas matka i babcia postanowiły napisać list do Papieża z prośbą, aby modlił się w intencji uzdrowienia chłopca. Po jakimś czasie z Watykanu przyszedł list z informacją, że Ojciec Święty modli się za Piotra. Wkrótce potem chłopczyk poczuł się lepiej, a badania tomograficzne wykazały, że guz zniknął”.

Dwudziestodziewięcioletni dziś Australijczyk Emil Barbar urodził się z paraliżem mózgowym - relacjonuje tygodnik „OZON”. Lekarze zapowiedzieli rodzicom, że do końca życia będzie jeździł na wózku inwalidzkim. Gdy dziecko podrosło, okazało się, że nie artykułuje wyrazów, a jego mowa przypomina bełkot. W 1980 roku jego matka, Rosemary, zabrała go do Rzymu. W Poniedziałek Wielkanocny znaleźli się w grupie niepełnosprawnych na placu Świętego Piotra. Widząc Jana Pawła II, Emil zaczął krzyczeć: „Papieżu, podejdź tutaj, podejdź tutaj!”. Papież przygarnął go za głowę i pocałował. Matka rozpłakała się. „Czemu płaczesz?” - zapytał Ojciec Święty. „Mój syn nie może chodzić” - odpowiedziała. „Zabierz go do Lourdes. Zobaczysz, będzie chodził!” - poradził Jan Paweł II i podał jej krzyżyk oraz różaniec. Pojechali do francuskiego sanktuarium. Matka zanurzyła chłopca w źródle, które po jednym z objawień Maryi wytrysnęło w Grocie Masabielskiej. „Mamo, nie płacz, Matka Boża powiedziała mi, że będę chodził” - oświadczył Emil. Wrócili do Australii. Emil nadal uczęszczał do przedszkola dla niepełnosprawnych. Po sześciu tygodniach wstał z wózka. Wyzdrowiał. Ćwierć wieku po tamtym wydarzeniu Emil jest absolwentem studiów prawniczych i chce zostać adwokatem.

Osobisty sekretarz Jana Pawła II, arcybiskup Stanisław Dziwisz, powiedział polskiemu dziennikarzowi Krzysztofowi Tadejowi, że kiedyś do Watykanu przyszedł tele-gram od rodziców ciężko chorego chłopca z Wielkiej Brytanii. Jak informuje publikacja „Santo subito”, Papież modlił się za chłopczyka w swojej kaplicy. Chłopiec wyzdrowiał dokładnie o godzinie, w której Jan Paweł II modlił się za niego.
W tym samym numerze „Santo subito” przytoczono historię Mariusza Drapikowskiego, znanego bursztynnika z Gdańska. W 2002 roku u Drapikowskiego rozpoznano pierwsze symptomy stwardnienia rozsianego. W następnym roku stracił władzę w nogach, potem w rękach, zaczął tracić wzrok. Pod koniec 2003 roku pojechał do Rzymu na audiencję u Jana Pawła II. Obecny przy rozmowie ówczesny przeor Jasnej Góry powiedział, że chciałby, aby artysta wykonał suknię z bursztynu dla jasnogórskiego obrazu Matki Bożej. Po powrocie Drapikowskiego do Polski choroba się cofnęła.
26 sierpnia 2005 roku arcybiskup Stanisław Dziwisz poświęcił sukienkę na Jasnej Górze. Drapikowski złożył wówczas świadectwo: „Gdy - dzięki paulinom z Jasnej Góry - w grudniu 2003 roku dostąpiłem zaszczytu osobistej audiencji u Ojca Świętego Jana Pawła II i gdy położył dłoń na mojej głowie, błogosławiąc mi, poczułem, że napełniają mnie nowe, nieznane mi siły. Kolejne miesiące przyniosły poprawę stanu zdrowia. Wierzę, Jasnogórska Pani, że za pośrednictwem Ojca Świętego przywróciłaś wzrok moim oczom i władzę moim nogom”.

Po śmierci Jana Pawła II włoska prasa przypomniała historię opowiedzianą trzy lata wcześniej przez arcybiskupa Stanisława Dziwisza dziennikarzom Andrei Torniellemu („Il Giornale”) i Marco Tossatiemu („La Stampa”). Wydarzenie miało miejsce w 1998 roku. Pewien znajomy sekretarza Ojca Świętego zwrócił się do niego w imieniu swojego przyjaciela. Był to chory na raka mózgu bardzo zamożny Amerykanin, który miał trzy pragnienia: zobaczyć Papieża, pojechać do Jerozolimy i wrócić do USA, by tam umrzeć. Człowiek ten był na papieskiej mszy w Castel Gandolfo i przyjął komunię z rąk Jana Pawła II. Arcybiskup Dziwisz dowiedział się później, że nie był on chrześcijaninem, lecz żydem. Zwrócił uwagę swojemu znajomemu, że osoba spoza Kościoła nie może przyjmować komunii. Kilka tygodni później znajomy sekretarza Ojca Świętego zadzwonił do niego informując, że guz mózgu jego przyjaciela zniknął.

Arturo Mari w książce „Do zobaczenia w raju” wspomina o siostrze swojej żony, która zachorowała na raka. Według lekarzy miała przed sobą najwyżej miesiąc życia. Żona Mariego poleciała do niej do Ekwadoru. Wcześniej poprosiła męża o jakiś przedmiot należący do Papieża. Otrzymała różaniec i chusteczkę. Mari polecił jej położyć chusteczkę na chorym miejscu i odmawiać różaniec. Choroba cofnęła się.

Kardynał Francesco Marchisano, archiprezbiter bazyliki Świętego Piotra wyznał, że niegdyś stracił głos, by potem odzyskać go - jak twierdził - za sprawą Papieża. Kardynał odprawiał drugą z dziewięciu mszy (tzw. novendiali), tradycyjnie sprawowanych po pochówku papieży. „Pięć lat temu miałem operację tętnicy szyjnej - mówił Marchisano podczas homilii 9 kwietnia 2005 roku w bazylice Świętego Piotra. - Po przebudzeniu się z narkozy stwierdziłem, że nie mogę wydobyć z siebie głosu. To był błąd lekarzy. Kilka dni później Papież zaprosił mnie na obiad. Słuchał z wielką uwagą, a ja z trudem usiłowałem coś powiedzieć. Na koniec wstał. Zbliżył się do mnie, dotknął miejsca, w którym byłem operowany, i powiedział: «Nie martw się, szybko wyzdrowiejesz, Pan pomoże ci, abyś na nowo mógł mówić». Byłem bardzo wzruszony, mocno go objąłem, tak jak obejmuje się ojca. Z kolei on wzruszył się i powiedział: «Dziękuję»”.
Po tym spotkaniu kardynał poddał się terapii i odzyskał głos. Zapytany, czy to był cud, odpowiedział: „Możliwe. Święci mają moc”.

Marek Skwarnicki, poeta, pisarz i przyjaciel Jana Pawła II, wspomina, że w listopadzie 1987 roku w Rzymie ciężko zachorował na serce. Wiem od uczestników kolacji z Papieżem w dniu mojej diagnostycznej koronarografii w rzymskim Ospedale Aurelia - pisze Skwarnicki w książce „Pozdrawiam i błogosławię” - że kiedy Ojca Świętego zawiadomiono o moim prawie krytycznym stanie, wstał i poszedł do kaplicy pomodlić się. Poniekąd temu przypisuję, że się uratowałem. Dwadzieścia cztery godziny później w Klinice Jana Pawła II w Krakowie założono mu bajpasy i kryzys został zażegnany.
Po piętnastu latach u pisarza wykryto raka jelita grubego. Operowano go. Dzisiaj myślę, że znów uratowały mi życie modlitwy Jana Pawła II - pisze Skwarnicki. - Lekarze byli i nadal są zdumieni brakiem przerzutów, ponieważ choroba była zaawansowana.

W 1979 roku podczas wizyty Ojca Świętego w Irlandii Bernhard i Mary Mulliganowie podali mu swoją córeczkę. Była chora na nerki, a lekarze twierdzili, że umrze w ciągu kilku miesięcy. Rodzice ustawili się w tłumie i widząc przechodzącego Papieża, pokazali mu dziewczynkę. On ją pogładził. Córka Mulliganów w krótkim czasie wyzdrowiała.

W wywiadzie dla włoskiej telewizji Canale 5 sekretarz Ojca Świętego arcybiskup Stanisław Dziwisz oświadczył, że nie prowadził zapisków na temat tego typu wydarzeń. „Mogę tylko powiedzieć, że Ojciec Święty nie chciał o tym słyszeć, mówił, że «cuda czyni Bóg, nie ja. Ja modlę się, to tajemnice, nie wracajmy już do tego tematu»”.