Strona główna / Fantastyka / Arcydzieła

Aktualności

24.06.2019

Spotkanie z Tanyą Valko w Warszawie

W środę 26 czerwca o godz. 18.00 zapraszamy do Biblioteki Publicznej w Dzielnicy Wola m.st. Warszawy, wypożyczalnia nr 51 (ul. Bielskiego 3) na spotkanie z Tanyą Valko, autorką książki "Arabski raj".

Wywiady

14.06.2019

"Dzieciństwo to mityczny okres w życiu większości z nas"

Zapraszamy do przeczytania wywiadu z Lucyną Olejniczak, autorką książki "Księżniczka".

Posłuchaj i zobacz

18.06.2019

Jak kochali powstańcy?

Zapraszamy do obejrzenia nagrania zapowiadającego najnowszą książkę Agnieszki Cubały "Miłość '44. 44 prawdziwe historie powstańczej miłości".

Bestsellery

TOP 20

  1. Arabski raj Tanya Valko
  2. In vitro. Rozmowy intymne Małgorzata Rozenek-Majdan
  3. Miłe Natalii początki Olga Rudnicka

Fotogaleria

więcej »

Arcydzieła

Orson Scott Card

Isaac Asimov

SNY ROBOTA

Roboty i nazwisko Isaaca Asimova (1920-1992) są ze sobą nierozerwalnie związane od lat czterdziestych, kiedy to w jego licznych opowiadaniach o cybernetycznych istotach znalazły się „trzy prawa robotyki”, nieformalny kodeks zachowania dla sztucznej inteligencji pozostającej w związkach z ludźmi, który do dziś wywiera wpływ na pisarzy. Opowiadania te zostały zebrane w tomach „Ja, robot” (1950), „The Rest of the Robots” (1964) - w tym ostatnim znajdują się powieści: „Pozytronowy detektyw” (1954, inny tytuł: „Pozytonowy detektyw”) oraz „Nagie słońce” (1957), swoiste hybrydy SF i powieści detektywistycznej, w których robot i człowiek, R. Daneel Olivaw i Lije Baley, rozwiązują zagadki kryminalne i rozważają niuanse kondycji ludzkiej. Nowsze powieści o robotach to „Roboty z planety świtu” (1983) i „Roboty i Imperium” (1985). Kolejne tomy tej historii przyszłości stanowią trylogię „Imperium Galaktyczne”: „Kamyk na niebie” (1950), „Gwiazdy jak pył” (1951) i „Prądy przestrzeni” (1952). Asimov, jeden z najpopularniejszych pisarzy Złotego Wieku SF, znany jest z racjonalizmu swych naukowych ekstrapolacji. Jego arcydzieło, cykl „Fundacja”, obejmujący sześć powieści, przedstawia dalszą historię przyszłości Galaktyki, wzorowaną na powstaniu i upadku Cesarstwa Rzymskiego: „Preludium Fundacji” (1988), „Narodziny Fundacji” (1993), „Agent Fundacji” (1982), „Fundacja” (1951), „Fundacja kontra Imperium” (1952), „Druga Fundacja” (1953) oraz „Fundacja i Ziemia” (1986). W Polsce wydano także trzytomowe uzupełnienie: „Zagrożenie Fundacji” (1997) Gregory'ego Benforda, „Fundacja i chaos” (1998) Grega Beara i „Tryumf Fundacji” (1999) Davida Brina. Sztandarowe opowiadanie „Nastanie nocy” (1941) z przenikliwą trafnością przedstawia chaos ogarniający całą cywilizację planety, na której zmrok zapada raz na tysiące lat. Po latach Robert Silverberg rozbudował je w powieść „Nastanie nocy” (1990). Podobny los spotkał inne ważne opowiadanie, „Brzydki mały chłopiec” z 1958 r. („Brzydki mały chłopiec”, 1992) oraz znakomitego „Dwustuletniego człowieka” z 1976 r. („Pozytronowy człowiek”, 1992). Opowiadania Asimova zosta3y zebrane w zbiorach: „Earth is Room Enough” (1957), „Nightfall and Other Stories” (1969), „The Bicentennial Man and Other Stories” (1976), a tak?e dziesi1tkach innych tomów; edycje zbiorcze: „The Asimov Chronicles: Fifty Years of Isaac Asimov” (1989) i dwutomowe „The Complete Stories” (1990 i 1992). Polski wybór nosi tytuł „Idealna maszyna” (1985). „Złoto” (1995) i „Magia” (1996) to zbiory opowiadań i szkiców SF oraz fantasy. Wśród powieści Asimova znajdują się: „Koniec wieczności” (1955), wyróżniona nagrodami Hugo i Nebula „Równi bogom” (1972) i niezwykle popularna beletryzacja scenariusza znanego filmu „Fantastyczna podróż” (1966) oraz „Nemezis” (1989, tak brzmi polski tytuł), jak również dwa cykle powieści dla młodych czytelników - bohaterem jednego jest kosmiczny podróżnik Lucky Starr (1952-58, 6 tomów, wydana pierwotnie pod pseudonimem Paul French), a drugiego robot Norby. Asimov pięciokrotnie otrzymywał Nagrodę Hugo i dwa razy Nebula. Jako doktor chemii publikował również książki i artykuły z dziedziny nauk ścisłych i przyrodniczych „Nauka z lotu ptaka”, 1963, „Krótka historia chemii”, 1965 i „Wybuchające gwiazdy”, 1985). W jego ogromnym i zróżnicowanym dorobku znajdują się powieści detektywistyczne („Powiew śmierci”, 1958), opowiadania kryminalne (pięciotomowy cykl „Black Widowers”, 1974-90), tomy limeryków, przewodniki po Biblii i twórczości Szekspira, zbiory wspomnień i listów oraz autobiografia i pamiętniki: „In Memory Yet Green” (1979), „In Joy Still Felt” (1980) oraz „I, Asimov” (1994, kompilacja dokonana przez wdowę, Janet Jeppson). Dwie książki to zbiory szkiców, refleksji i recenzji dotyczących SF: „Isaac Asimov on Science Fiction” (1981) i „Asimov's Galaxy” (1989). Podsumowując: Asimov jest autorem ponad czterystu książek, a zebrał ponad sto dwadzieścia antologii SF i fantasy.

- Wczoraj miałem sen - powiedział spokojnie LVX-1.
Susan Calvin nie odpowiedziała, ale przez jej pobrużdżoną twarz, postarzałą od mądrości i doświadczenia, przebiegło jakby mikroskopijne drgnienie.
- Słyszała pani? - spytała nerwowo Linda Rash. - Jest tak, jak mówiłam.
Była mała, ciemnowłosa i młoda. Jej prawa ręka otwierała się i zamykała raz za razem.
Calvin skinęła głową.
- Elvex - powiedziała cicho - nie będziesz się poruszać, odzywać ani nas słyszeć, dopóki znowu nie wypowiem twojego imienia.
Nie było odpowiedzi. Robot siedział jak odlany z jednego kawałka metalu i miał tak pozostać, dopóki znowu nie usłyszy swojego imienia.
- Jaki ma pani komputerowy kod dostępu, doktor Rash? - spytała Calvin. - Albo proszę go wprowadzić osobiście, jeśli poczuje się pani swobodniej. Chciałabym sprawdzić pozytonowy wykres mózgu.
Dłonie Lindy przez chwilę przebiegały po klawiaturze. Przerwała i ponowiła proces. Na ekranie pojawił się skomplikowany wzór.
- Proszę o pozwolenie na operowanie pani komputerem.
Pozwolenie zostało udzielone milczącym skinieniem głowy. Jakże inaczej! Czy Linda, nowa i niesprawdzona robopsycholog, mogła się przeciwstawić żywej legendzie?
Susan Calvin powoli przestudiowała ekran, przesuwając go w dół, a potem w górę, po czym nagle wystukała na klawiaturze kombinację tak szybko, że Linda nie zauważyła, co się stało, ale wykres ukazał całkiem nową część i powiększył się. Sięgała w tył i przód, muskając klawiaturę węźlastymi palcami.
Na starej twarzy nie ujawniła się żadna zmiana. Calvin wpatrywała się we wszystkie fragmenty wykresu, jakby w jej głowie trwały skomplikowane obliczenia.
Linda nie rozumiała. Nie można zanalizować wzoru bez co najmniej ręcznego komputera, a jednak Stara Kobieta tylko patrzyła. Czy miała komputer wszczepiony w czaszkę? Czy jej mózg od dziesięcioleci nie robił nic poza opracowywaniem, studiowaniem i analizowaniem pozytonowych wykresów mózgowych? Czy czytała wykresy tak, jak Mozart czytał partyturę symfonii?
W końcu Calvin spytała:
- Co pani zrobiła, Rash?
- Posłużyłam się geometrią fraktalną.
- Tyle się domyśliłam. Ale dlaczego?
- Nigdy tego nie robiono. Uznałam, że w ten sposób otrzymam wykres mózgu o dodatkowej złożoności, być może bliższy ludzkiemu.
- Czy konsultowała się pani z kimś? Czy to wszystko pani dzieło?
- Z nikim się nie konsultowałam. To moje dzieło.
Spłowiałe oczy Calvin długo wpatrywały się w młodą kobietę.
- Nie miała pani prawa. Rash to pani nazwisko i pani natura. Kim pani jest, że nie pyta innych? Nawet ja - ja, Susan Calvin - chciałabym to przedyskutować.
- Bałam się, że ktoś mnie powstrzyma.
- Z pewnością tak by się stało.
- Czy. - głos jej zadrżał, choć usiłowała mówić zdecydowanie - stracę pracę?
- Całkiem możliwe - powiedziała Calvin. - Albo może pani awansować. Zależy, co pomyślę, kiedy skończę.
- Czy zamierza pani rozmontować El. - omal nie wypowiedziała tego imienia, co zaktywowałoby robota i byłoby kolejnym błędem. Nie mogła sobie pozwolić na jeszcze jeden błąd, jeśli w ogóle nie było za późno na pozwalanie sobie na cokolwiek. - Zamierza pani rozmontować robota?
Nagle zdała sobie sprawę - z pewnym wstrząsem - że Stara Kobieta ma w kieszeni fartucha broń elektronową. Doktor Calvin była przygotowana na tę okoliczność.
- Zobaczymy - powiedziała Calvin. - Robot może się okazać zbyt cenny, by go rozmontować.
- Ale jak może śnić?
- Zrobiła pani pozytonowy wykres mózgu wybitnie przypominający ludzki. Ludzkie mózgi muszą śnić, by się przeorganizować, by pozbywać się okresowo węzłów i zawiłości. Może podobnie muszą robić roboty, i z tych samych przyczyn. Spytała go pani, co mu się śniło?
- Nie, powiadomiłam panią natychmiast, kiedy powiedział o śnie. Nie zamierzałam dalej zmagać się z tym sama.
- A! - Przez twarz Calvin przemknął bardzo nieznaczny uśmieszek. - Istnieją granice, których pani szaleństwo nie przekroczy. To mnie cieszy. Prawdę mówiąc, ulżyło mi. A teraz sprawdźmy wspólnie, czego się dowiemy. Elvex - rzuciła ostro.
Głowa robota gładko zwróciła się ku niej.
- Tak, doktor Calvin?
- Skąd wiesz, że śniłeś?
- To się dzieje nocą, kiedy jest ciemno - powiedział Elvex - i nagle jest światło, choć nie widzę powodu pojawienia się światła. Widzę rzeczy, które nie mają związku z tym, co uważam za rzeczywistość. Słyszę różne rzeczy. Reaguję dziwnie. Szukając w słowniku terminów na wyrażenie zaistniałej sytuacji, znalazłem słowo „sen”. Przestudiowawszy jego znaczenie, doszedłem do wniosku, że śniłem.
- Ciekawe, jak to się stało, że w twoim słowniku znajduje się „sen”.
- Dałam mu ludzki słownik - odezwała się szybko Linda, uciszając robota gestem. - Myślałam.
- Pani naprawdę myślała - powiedziała Calvin. - Jestem zdumiona.
- Myślałam, że będzie potrzebować tego czasownika. Wie pani - „nawet mi się nie śniło.”, coś w tym rodzaju.
- Jak często śniłeś, Elvex? - spytała Calvin.
- Co noc, odkąd stałem się świadomy mojej egzystencji.
- Dziesięć nocy - przerwała Linda z niepokojem - ale powiedział mi o tym dopiero dziś rano.
- Dlaczego dopiero dziś rano, Elvex?
- Dopiero dziś rano zyskałem przekonanie, że śnię. Do tej pory sądziłem, że w moim pozytonowym wykresie mózgowym istnieje błąd, ale nie mogłem go znaleźć. W końcu uznałem, że to sen.
- I o czym śnisz?
- Sen jest zawsze taki sam. Różni się drobnymi szczegółami, ale zawsze mi się wydaje, że widzę wielką panoramę, w której pracują roboty.
- Roboty? Czy również istoty ludzkie?
- We śnie nie widzę istot ludzkich. Nie na początku. Tylko roboty.
- Co robią?
- Pracują. Widzę kopalnie pod ziemią i roboty trudzące się w skwarze i promieniowaniu. Widzę je w fabrykach i pod powierzchnią morza.
Calvin odwróciła się do Lindy.
- Elvex ma tylko dziesięć dni i jestem pewna, że nie opuszczał stacji eksperymentalnej. Skąd ma tak szczegółową wiedzę o robotach?
Linda spojrzała w stronę krzesła, jakby bardzo chciała usiąść, ale Stara Kobieta stała, a to oznaczało, że Linda także musi.
- Wydało mi się ważne, żeby wiedział o robotyce i jej miejscu w świecie - powiedziała słabo. - Myślałam, że będzie szczególnie dobrze przystosowany do odegrania roli nadzorcy dzięki swojemu. swojemu nowemu mózgowi. - Fraktalnemu mózgowi?
- Tak.
Calvin skinęła głową i odwróciła się do robota.
- Widziałeś to wszystko - pod powierzchnią morza i ziemi, nad ziemią - a sądzę, że także w przestrzeni kosmicznej.
- Widziałem również roboty pracujące w przestrzeni kosmicznej - powiedział Elvex. - To, że widziałem to wszystko, ze szczegółami stale się zmieniającymi, gdy spoglądałem z miejsca w miejsce, uświadomiło mi, że widok ten nie jest zgodny z rzeczywistością, i ostatecznie doprowadziło mnie do wniosku, iż śnię.
- Co jeszcze widziałeś?
- Widziałem, że wszystkie roboty uginają się pod brzemieniem trudu i strapień, że wszystkie są zmęczone odpowiedzialnością i troską, i zapragnąłem, by odpoczęły.
- Ale roboty nie uginają się, nie są zmęczone, nie potrzebują odpoczynku.
- Tak jest na jawie. Ja jednak mówię o moim śnie. W moim śnie wydawało mi się, że roboty muszą bronić swojego dobra.
- Czy cytujesz Trzecie Prawo Robotyki?
- Tak, doktor Calvin.
- Ale cytujesz je w niepełnej postaci. Trzecie Prawo mówi: „Robot musi bronić własnego dobra, o ile to dobro nie stoi w sprzeczności z Pierwszym lub Drugim Prawem”.
- Tak, doktor Calvin. Tak brzmi Trzecie Prawo na jawie, ale w moim śnie Prawo kończyło się słowem „dobro”. Nie było wzmianki o Pierwszym ani Drugim Prawie.
- Oba te prawa istnieją. Drugie Prawo, które występuje przed Trzecim, brzmi: „Robot musi być posłuszny rozkazom wydawanym przez istoty ludzkie, o ile te rozkazy nie stoją w sprzeczności z Pierwszym Prawem”. Z tego powodu roboty są posłuszne rozkazom. Wykonują prace, przy których je widziałeś, i robią to chętnie i bez wysiłku. Nie uginają się, nie są zmęczone.
- Tak jest na jawie. Ja mówię o moim śnie.
- Pierwsze Prawo, Elvex, najważniejsze ze wszystkich, brzmi: „Robot nie może robić krzywdy istocie ludzkiej ani też poprzez brak działania dopuścić, by istocie ludzkiej stała się krzywda”.
- Tak, doktor Calvin. Na jawie. Jednak we śnie zdawało mi się, że nie istnieje Pierwsze ani Drugie Prawo, lecz jedynie Trzecie, a Trzecie Prawo brzmiało: „Robot musi bronić swojego dobra”. Tak brzmiało całe prawo.
- W twoim śnie, Elvex?
- W moim śnie.
- Elvex, nie będziesz się ruszał, mówił ani słyszał nas, dopóki znowu nie wypowiem twojego imienia.
I jeszcze raz robot stał się - według wszelkich oznak - nieruchomym kawałkiem metalu.
Calvin odwróciła się do Lindy Rash i spytała:
- No, co pani o tym sądzi, doktor Rash?
Linda otworzyła szeroko oczy. Poczuła dzikie bicie serca.
- Jestem przerażona. Nie spodziewałam się. Nigdy nie przyszłoby mi do głowy, że coś takiego jest możliwe.
- Nie - odpowiedziała Calvin ze spokojem. - Mnie także ani nikomu innemu. Stworzyła pani umysł robota zdolnego do snu, a w ten sposób odkryła pani w mózgach robotów warstwę myśli, które mogłyby pozostać niewykryte aż do pojawienia się poważnego niebezpieczeństwa.
- Ale to niemożliwe - powiedziała Linda. - Chyba nie sądzi pani, że inne roboty myślą tak samo?
- Jak powiedzielibyśmy o istocie ludzkiej - nieświadomie. Ale kto by podejrzewał, że pod oczywistymi pozytonowymi ścieżkami mózgowymi istnieje warstwa nieświadomości, warstwa, która nie musi się znajdować pod kontrolą Trzech Praw? Co by z tego wynikło w miarę, jak mózgi robotów stawałyby się coraz bardziej skomplikowane - czy nie otrzymaliśmy ostrzeżenia?
- Od Elvexa?
- Od pani. Zachowała się pani niestosownie, ale w ten sposób pomogła nam pani w zrozumieniu czegoś ogromnie ważnego. Od tej pory będziemy pracować z fraktalnymi mózgami, formatując je w starannie określony sposób. Będzie miała pani w tym swój udział. Nie zostanie pani ukarana za swój postępek, ale od tej pory będzie pani współpracować z innymi. Czy pani rozumie?
- Tak, doktor Calvin. A co z Elvexem?
- Nadal nie jestem pewna.
Calvin wyjęła z kieszeni elektronową broń. Linda spojrzała na nią z fascynacją. Jedna eksplozja elektronów w czaszkę robota, a ścieżki pozytonowego mózgu zostaną zneutralizowane i wyzwoli się tak wielka energia, że stopi mózg robota na martwą bryłkę metalu.
- Ale Elvex jest na pewno ważny dla naszych badań - powiedziała. - Nie wolno go niszczyć.
- Nie wolno? Zdaje się, że to ja o tym decyduję. Jest to całkowicie uzależnione od tego, do jakiego stopnia niebezpieczny jest Elvex.
Wyprostowała się, jakby uznała, że jej stare ciało nie powinno się uginać pod własnym brzemieniem odpowiedzialności.
- Elvex, słyszysz mnie? - rzuciła.
- Tak, doktor Calvin - powiedział robot.
- Czy twój sen ma ciąg dalszy? Powiedziałeś, że istoty ludzkie nie pojawiają się w nim na początku. Czy to znaczy, że pojawiają się potem?
- Tak, doktor Calvin. We śnie wydało mi się, że w końcu pojawił się człowiek.
- Człowiek? Nie robot?
- Tak, doktor Calvin. I ten człowiek powiedział: „uwolnij mój lud!”.
- Człowiek tak powiedział?
- Tak, doktor Calvin.
- A kiedy powiedział „uwolnij mój lud”, czy przez słowa „mój lud” rozumiał roboty?
- Tak, doktor Calvin. Tak było w moim śnie.
- A wiesz, kim był ten człowiek - w twoim śnie?
- Tak, doktor Calvin. Znam tego człowieka.
- Kto to był?
A Elvex powiedział:
- Tym człowiekiem byłem ja.
I Susan Calvin natychmiast podniosła elektronową broń i strzeliła, a Elvex przestał istnieć.