Strona główna / Literatura światowa / Casanova

Aktualności

18.01.2023

TOPR. TATRZAŃSKA PRZYGODA ZOSI I FRANKA nominowana do Bestsellerów Empiku

Książka Beaty Sabały-Zielińskiej "TOPR. Tatrzańska przygoda Zosi i Franka" otrzymała nominację do Bestsellerów Empiku 2022 w kategorii literatura polska dla dzieci. Gratulujemy!

Wywiady

04.07.2022

"Gdy ją odnajdą". Wywiad z Lią Middleton

Zapraszamy do przeczytania wywiadu z Lią Middleton. Z autorką książki "Gdy ją odnajdą" rozmawiał Bartosz Soczówka.

Posłuchaj i zobacz

11.01.2023

Rozmowa z Arturem Górskim

Nowy odcinek naszego podcastu to rozmowa Justyny Dżbik-Kluge z Arturem Górskim, autorem książki "Za kratami".

Bestsellery

TOP 20

  1. Jestem jedną z żon Laila Shukri
  2. Ziobranoc, Europo Aleksander Daukszewicz, Krzysztof Daukszewicz
  3. Sąpierz Katarzyna Puzyńska

Casanova

Arthur Japin

Kiedy miałam już sześć lat, rodzice uznali, że jestem wystarczająco duża, żeby następnego roku z nimi pojechać. Górę porastał gęsty las, a jezioro było czarne od gnijących liści. Na jego brzegu znajdowało się malutkie gospodarstwo. Wuj i wujenka byli prostymi ludźmi. Mieli syna, Geppo, którego kochali nad życie. Miał o jakieś dziesięć lat więcej ode mnie i był niedorozwinięty. Od młodości trzymano go na łańcuchu. Kiedy rankiem wychodziliśmy do lasu, żeby zbierać te wszystkie wspaniałości, słyszeliśmy, jak kuzyn szarpie łańcuchem, chcąc z nami iść. Ilekroć ten odgłos niósł się przez las, wujenka z trudem powstrzymywała się, by nie wrócić do syna i go nie pocieszyć. Wujostwo nie mieli odwagi pozwolić mu poruszać się swobodnie, tak bardzo się bali, że coś mu się przytrafi. Po południu ustawialiśmy niedaleko niego wielki stół, przy którym siadaliśmy wszyscy, a on cieszył się naszą obecnością. Czasami siadał przy nas i pomagał przebierać orzechy.
W ciepłe dni lubił sobie popływać. Była to jego największa radość, za którą oddałby życie. Potrafił godzinami bez chwili odpoczynku szaleć w jeziorze. Był szeroki w barach, silny i wydawał się niezmordowany, gdy tam się znalazł. Mimo to za nic nie chciał wejść do wody, jeśli nie został przewiązany w pasie mocną liną. Drugi koniec liny trzymał mój wuj i jeśli poczuł jakieś nieoczekiwane szarpnięcie, gdy mój kuzyn za głęboko zanurkował, albo odpłynął zbyt daleko od brzegu, mógł natychmiast pośpieszyć synowi na ratunek, chociaż tamten był lepszym pływakiem od niego i nigdy nic mu w wodzie nie groziło.
Przez pierwsze dwa lata bałam się sama podejść do Geppa. Ale następnej jesieni poznałam go bliżej. Skręciłam sobie nogę w kostce na skalnej ścieżce i nie mogłam iść z dorosłymi do lasu. Z nudów przekuśtykałam przez całe obejście, żeby przyjrzeć się mojemu głupiemu kuzynowi. Pomachał do mnie, żebym podeszła i próbował złapać mnie za nogę. Kiedy mu wreszcie pozwoliłam to zrobić, okazało się, że ma bardzo delikatne dłonie. Chyba przez parę godzin masował mi stopy i opuchniętą kostkę. Robił to z całkowitym oddaniem, jakby na całym świecie nic poza tym nie było, a kiedy skończył, mogłam stanąć na nogach bez żadnego bólu.
W ciągu następnych dni zostaliśmy serdecznymi przyjaciółmi. Opowiadałam mu o Pasiano, o tym, jak tam żyliśmy, o pani hrabinie i panu hrabim, i o ich gościach. Pod koniec pierwszego tygodnia Geppo nagle mi przerwał. Przestraszyłam się, bo jeszcze nigdy przedtem nie słyszałam, żeby się odezwał, ale mówił zrozumiale, chociaż najczęściej nie było wiadomo, o co mu chodzi, a w dodatku na końcu każdego zdania niepowstrzymanie śmiał się z własnych słów.
Przez cały następny tydzień bawiliśmy się razem, i kiedy chciał popływać, pływałam razem z nim, dopóki się nie zmęczyłam. W pewnej chwili powiedziałam z westchnieniem, że to straszne, że rodzice trzymają go na łańcuchu. Jak zwykle nie zareagował i zdążyłam już nagadać się o mnóstwie innych rzeczy, kiedy nagle przerwał mi w pół zdania: - To prawda - powiedział głośno i wyraźnie - dlatego mnie tak lubią, że mam taką ubogą głowę. - Zaczął się z tego śmiać, aż się zakaszlał, a kiedy już doszedł do siebie, dokończył: - Bo wtedy lepiej wiedzą, jakie bogate są ich własne głowy.
Kiedy następnego roku przybyliśmy do Belluno, wuj i Geppo nie żyli. Pewnego letniego dnia utopili się obaj, gdy lina Geppa zaczepiła się o podwodny konar. Najpierw przytrzymała pod wodą chłopaka, a kiedy wuj chciał ratować syna, również został wciągnięty pod wodę. Ojciec sam chodził na polowania, a ja z matką dotrzymywałam towarzystwa wujence. W mojej obecności trzymała się jakoś. Tylko raz widziałam, jak płacze. Moja mama gotowała jagody, ja je dosładzałam, a wujenka przecierała przez stalowe sito. Mimo ogromnej rozpaczy nie wydawała z siebie żadnego dźwięku, widziałam tylko wielkie łzy kapiące do owoców.
- Tak wiele zostało mi dane - powiedziała bardziej do siebie niż do nas - Byłoby przecież niewdzięcznością, gdybym nie trzymała tego szczęścia obiema rękami.
Po tych słowach ocknęła się z rozmyślań, zobaczyła mnie przy sobie i przycisnęła mnie do piersi tak zachłannie, że całe włosy miałam w owocach. Nigdy więcej nie okazała swojej rozpaczy, ale kiedy zimą skosztowałyśmy przetworów z jagód, okazały się słone.