Strona główna / Literatura światowa / Zapiski hinduskiej służącej

Aktualności

15.04.2020

Mądra Książka Roku 2019

Z przyjemnością informujemy, że nasze książki nominowano w konkursie Mądra Książka Roku 2019. 

Wywiady

20.07.2020

Astrologiczne bliźniaczki – od pełni zrozumienia do nienawiści...

Zapraszamy do przeczytania wywiadu z Agatą Kołakowską, autorką książki "Uśpione pragnienia".

Posłuchaj i zobacz

20.07.2020

Rozmowa z Wiktorem Krajewskim

Zapraszamy do wysłuchania wywiadu z Wiktorem Krajewskim autorem książki "Chciałbym nigdy cię nie poznać"
Niezwykle intymna książka o relacji z babcią. Wiktor Krajewski pokazuje emocje i porusza!

Bestsellery

TOP 20

  1. Perska kobiecość Laila Shukri
  2. Postscriptum Anna Karpińska
  3. Tajemnice hoteli Dubaju Marcin Margielewski

Fotogaleria

więcej »

Zapiski hinduskiej służącej

Baby Halder

Przedmowa

PRACA ZE SŁOWAMI
Sheela Reddy

Kiedy Prabodh Kumar, emerytowany profesor antropologii i wnuk Premchanda , zauważył, że jego nowa pomoc domowa zbyt często popada w melancholię, zasugerował jedno z najstarszych lekarstw świata: poprosił ją, by opowiedziała jakąś historię. Kobieta bez słowa wróciła do swoich obowiązków – szorowania, prania, zamiatania, gotowania – po czym oddaliła się, by nakarmić trójkę swoich dzieci.
Snucie opowieści nie było jednak dla tej dwudziestodziewięcioletniej służącej czymś zupełnie nowym. W dzieciństwie Baby Halder był okres, kiedy kładła się na macie obok swojej kuzynki i przez kilka nocy z rzędu – niczym Szeherezada – opowiadała jej zasłyszane gdzieś historie. Nigdy nie brakowało jej tematów. Na przykład, za każdym razem gdy obracała w palcach monetę dziesięciopajsową , wciśniętą jej w dłoń – gdy Baby miała cztery lata – przez odchodzącą z domu na zawsze matkę, wracały do Baby historie związane z matką i młodszym braciszkiem, którzy tak nagle zniknęli z jej życia. Albo wspomnienia z życia w Kaszmirze, gdzie ojciec służył przez pewien czas w wojsku. Nawet lektura podręcznika do historii mimo woli przywoływała obrazy matki odchodzącej z ich życia niczym rani Dźhansi , z dzieckiem na biodrze.
Zeszyt i pióro, które Baby dostała od Prabodha Kumara, też jednak przyniosły ze sobą nieznanego rodzaju lęki. Według Baby Halder – podobnie jak zdaniem nieskończonych rzesz ludzi od zarania dziejów – opowieści są czymś, czym należy dzielić się bez planu, swobodnie, zwykle tuż przed snem – opowiadamy sobie wtedy bajki o chytrych lub naiwnych zwierzętach, o zwycięzcach i przegranych, o królach i królowych, historie pozbawione chaosu i wolne od wieloznaczności realnego życia, a mimo to w niewytłumaczalny sposób oczyszczające. Jej pracodawca tymczasem zasugerował coś zupełnie innego: „Spisz historię swego życia” – powiedział. Miała spisać życie!
Cóż mogła powiedzieć na temat swej bezmyślnej, bezcelowej egzystencji, co miała napisać o obecnej w jej życiu przemocy, o pasmach ponurej udręki, rozświetlanych z rzadka aktami desperackiej odwagi? Mieszkała tam, dokąd zabierał ją ojciec – były żołnierz i kierowca. Rodzina przenosiła się za nim z Kaszmiru do Murśidabadu , a potem do Durgapuru. Pozbawiona matczynej opieki dziewczynka bez słowa sprzeciwu znosiła najpierw złe traktowanie ze strony ojca i macochy, a potem przemoc starszego od niej o czternaście lat, niekochającego męża. Wreszcie jednak nadszedł dzień, w którym wraz z trójką dzieci wsiadła do pociągu zmierzającego do nieznanego Delhi. Tam zrobiła to, co robią tysiące kobiet z całych Indii, uciekających przed nędzą i pijanymi mężczyznami: podjęła źle płatną pracę służącej; zdarzało się, że niekiedy była zmuszona spędzić z dziećmi chłodne zimowe noce na ulicy.
Baby zabrała się do wyznaczonego przez chlebodawcę zadania ze swym zwykłym posłuszeństwem. Kilka pierwszych stron pokryła zapiskami tak skrupulatnie, jakby był to kolejny obowiązek w jej wypełnionym harówką dniu. Czuła się zawstydzona. Od momentu gdy ostatnim razem trzymała w rękach pióro, minęło dwadzieścia lat i zdążyła już zapomnieć zasady ortografii. Co gorsza, dzieci zaczęły się dopytywać, dlaczego to ona – a nie one – pisze wieczorami w zeszycie. W końcu jednak okazało się, że Prabodh Kumar miał rację. Magia słów zaczęła działać.
Prabodh Kumar – urodzony mistrz słowa, posługujący się nimi zarówno, by zarobić na chleb, jak i dla rozrywki – dobrze znał ich wartość. Gdy tylko zauważył, że kiedy Baby odkurza grzbiety książek, jej dłonie poruszają się dziwnie wolno, natychmiast zaproponował, by bez skrępowania korzystała z jego biblioteki. Pierwszą książką, po którą niepewnie sięgnęła, była „Amar mejebela” („Moje dziewczęce lata”) Taslimy Nasrin . Nie mogła zacząć od bardziej stosownej lektury. Baby poczuła się, jakby czytała o własnym życiu. Oto pisarka opowiadała o swym buncie i oburzeniu z powodu upokorzeń, jakich doznawała, będąc kobietą urodzoną w biednym społeczeństwie. Wszystkie nawarstwione i stłumione uczucia, które kazały Baby wsiąść do pociągu i odjechać w nieznane, nabrały nagle zupełnie nowego znaczenia.
Czytała bez przerwy w wolnych chwilach za dnia i późno w nocy, gdy już ułożyła dzieci do snu. Wkrótce zabrała się do kolejnych lektur: powieści Ashapurny Devi, Mahaswety Devi, Buddhadeba Guhy. Książki przebudziły Baby z bezrefleksyjnego odrętwienia, lecz samo czytanie nie stanowi jeszcze wystarczającego bodźca do sięgnięcia po pióro. Gdyby Prabodh Kumar, który sam pisał aż do połowy lat 60. XX wieku, i dwóch jego przyjaciół – Ashok Seksariya i Ramesh Goswani – usilnie jej nie zachęcali, Baby zapewne nigdy nie odkryłaby w sobie powołania pisarskiego.
„Alo andhari” (po angielsku wydana pod tytułem „A Life Less Ordinary”) jest książką krótką. Rozpoczyna się opisem dzieciństwa bohaterki aż po zawarte przez nią w wieku dwunastu lat i jedenastu miesięcy małżeństwo; następnie opowiada o brutalnym wejściu w dorosłość i bezowocnych zmaganiach z nieczułym i egoistycznym mężem analfabetą oraz trudach związanych z niemal samodzielnym wychowywaniem trójki dzieci, do momentu gdy wsiadła do pociągu zmierzającego do Faridababu pod Delhi; w końcu zdaje relację z jej poszukiwań nowego źródła utrzymania i nieoczekiwanego odkrycia w sobie talentu pisarskiego.
To ciekawa opowieść, pisana najczęściej z perspektywy pierwszej osoby, choć w co bardziej dojmujących, nabrzmiałych uczuciami momentach narracja zmienia się w trzecioosobową, jakby autorka intuicyjnie zdawała sobie sprawę, że pełne emocji sceny zdoła adekwatnie oddać tylko wtedy, gdy nabierze do swej historii dystansu. Zasługą Prabodha Kumara, który przełożył rękopis z języka bengalskiego na hindi, jest to, że uczynił to, wprowadzając jak najmniej redaktorskich zmian: poprawił jedynie pewne nieścisłości chronologiczne, zachował jednak własny, oryginalny styl Baby. Najciekawszy w tym niezwykłym pamiętniku jest zdecydowanie autoportret autorki: jej uderzająca metamorfoza, jaka zachodzi na tych niewielu stronicach, przeobrażenie z bezmyślnej i biernej kobiety, pokornie poddającej się wszystkiemu, co przynosi życie, w pisarkę zdolną do wyrazistego opisania rozdzierających, stłumionych wspomnień składających się na jej osobiste dzieje.
Wspomnienia zaczynają się zwodniczo w sposób stereotypowy. Rodzina mieszkała wtedy w stanie Dźammu i Kaszmir i w Dalhousie , gdzie ojciec służył w wojsku. Baby bez przekonania, niewprawnie próbuje opisać padający tam śnieg, kwiaty, a nawet górską tęczę. Od samego początku jednak wiadomo, że nie mamy do czynienia z typową dziewczynką opowiadającą o kolorowych kwiatkach i tęczach – słyszymy głos dorosłej kobiety, która doskonale wie, jak surowa potrafi być rzeczywistość.
Beznamiętnym, wyzutym z emocji tonem osoby nawykłej do przemocy autorka opisuje trudy, z jakimi musiała się zmierzyć jej rodzina po przeprowadzce do Murśidabadu, kiedy to ojciec porzucił ich, zostawiając na pastwę losu. Baby czteroletnia wszystko zapamiętała, a Baby dorosła z dziecięcą bezpośredniością spisała nagą prawdę o ich życiu: o rozpaczliwych próbach matki starającej się związać koniec z końcem, o dumie, która nie pozwoliła jej szukać pracy lub zdać się na litość krewnych, o tym, jak wyładowywała swą frustrację na dzieciach, o ojcu, który niekiedy się pojawiał, składał liczne obietnice i na powrót znikał, aż wreszcie został zmuszony przez starszych rodu do porzucenia pracy i powrotu do domu. Wtedy jednak był już ponurym człowiekiem i ojcem, przed którym uciekały własne dzieci.
Przez następne kilka stronic historia toczy się niemal tak, jak zachowała się przez wszystkie te lata w pamięci autorki – surowa i nieprzetrawiona. Beznamiętna narracja jasno wskazuje, że Baby nigdy dotąd nie starała się odnaleźć w swoim dzieciństwie żadnego sensu, chciała raczej po prostu o nim zapomnieć. Wydarzenia, które tak bezlitośnie relacjonuje, przerażają swoją przypadkowością. Matka porzuca ich bez słowa wyjaśnienia, zabierając ze sobą jedynie najmłodsze dziecko. Równie nagle zostaje wydana za mąż starsza siostra Baby. Ojciec bije Baby, gdy ta przyznaje, że w domu nie ma nic do jedzenia. Autorka wspomina również ulubione szkolne zabawy, starszego brata, który uciekł z domu, źle obchodzącą się z nowymi dziećmi macochę, wyjazd ojca w poszukiwaniu pracy do Dhanbadu. Chwilę potem – przejście następuje z typowym dla dziecka brakiem wyczucia – widzimy ją, jak siedzi na progu z młodszym bratem i płacze, ponieważ nie mają nowych ubrań na Kali-pudźę . Wygląda to tak, jakby Baby za pomocą pióra i papieru, wytrwale, z chirurgiczną precyzją i profesjonalnym brakiem sentymentów, wydobywała z pamięci wszystkie najgorsze cierpienia i traumy dzieciństwa.
W miarę jak opowieść posuwa się naprzód, następuje jednak zauważalna zmiana. Zamiast je po prostu wyliczać, Baby zaczyna wydarzenia rozpamiętywać: jakby rozdzierające wspomnienia, którymi nie dzieliła się przedtem z nikim – nawet ze sobą – potrzebowały leczącego dotyku słów, by wreszcie przestać boleć.
Oto, na przykład, Baby w wieku jedenastu lub dwunastu lat trafia z powodu depresji do szpitala i dostaje pierwszą miesiączkę: „Pewnego dnia, gdy byłam jeszcze w szpitalu, obudziłam się rano i zobaczyłam, że moja pościel jest cała wilgotna od krwi. Przeraziłam się i zaczęłam płakać. Usłyszała to pielęgniarka i przyszła sprawdzić, co się stało. Bałam się jednak tak bardzo, że nie byłam w stanie nic jej powiedzieć. Wtedy ona zauważyła zabrudzone prześcieradło i spytała, czy coś podobnego już mnie kiedyś spotkało. Odpowiedziałam, że nie i wtedy zrozumiała powód mojego lęku. Wokół zebrało się kilka osób i wszyscy się uśmiechali. Pacjentki z innych łóżek próbowały mi wytłumaczyć, że nie ma się czym przejmować, ponieważ to przydarza się wszystkim dziewczynkom, kiedy dorastają...
Następnie Baby zastanawia się nad skutkami wejścia w wiek dojrzewania: ojciec nagle poświęca jej więcej uwagi. Uchodzą jej nawet zachowania, które przedtem zostałyby uznane za przejaw impertynencji. Nawet chłopcy z sąsiedztwa traktują ją inaczej i zaczynają zwracać na nią uwagę.
Po odnalezieniu właściwego rytmu pisania Baby może się zatrzymać i dokładniej przyjrzeć otaczającym ją ludziom. To trochę tak, jakby po przedarciu się za pomocą słów przez własną przeszłość odnalazła przestrzeń, w której jest w stanie odetchnąć i rozejrzeć się uważniej. Suchy i monotonny ton znika zastąpiony świeżo zyskaną przenikliwością. Baby przystaje, by opisać szkolną koleżankę, Krysznę. „Była niska, miała jasną skórę i nieco krzywe zęby, ale i tak wyglądała ładnie. Mani, jej siostra, także była śliczna”. Baby beznamiętnie opisuje następną scenę: dwie ładne, roześmiane siostry i ona: „Lekcje pobierałyśmy całą trójką. Pamiętam, że pewnego dnia zabrakło prądu i uczyłyśmy się przy lampie naftowej. Spróbowałam ją przesunąć i gorące szkło dotknęło kolana nauczyciela! Przeraziłam się na śmierć! Pomyślałam, że nauczyciel na pewno powie o tym tacie i dostanę lanie – niczego takiego jednak nie zrobił. Zachował milczenie. Ale choć nauczyciel nie przykładał do tego incydentu najmniejszej wagi, Kryszna i Mani bez przerwy mi o tym przypominały i drażniły się ze mną”. Ledwie kilka stronic wcześniej Baby natychmiast przeskoczyłaby od tego wydarzenia do następnego, zupełnie niepowiązanego z poprzednim. Teraz jednak zdolna jest już połączyć fakty i stwierdzić, że siostry z pewnością opowiedziały o zdarzeniu swojemu ojcu, a ten z kolei poradził jej ojcu, by potraktował córkę łagodnie.
Baby prowadzi swoją opowieść łagodnie, bez krztyny użalania się nad sobą, zgadzając się z ojcem przyjaciółek, że jej dzieciństwo dobiegło końca w dniu, gdy odeszła od nich mama. „Tata nie pozwalał mi nosić bransoletek; nie było mi wolno z nikim rozmawiać ani się bawić, a często nie mogłam nawet wychodzić z domu. Żeby uniknąć bicia, czekałam na okazję, by wyjść na dwór i się pobawić, kiedy nie było go w pobliżu... Czasami, gdy wspominałam mamę, dochodziłam do wniosku, że pewnie nie byłoby aż tak źle, gdyby zamiast niej odszedł tata. W końcu co nam dawał poza strachem?”.
A jednak ojciec Baby, czego dowiadujemy się w miarę upływu czasu, nie jest tylko i wyłącznie potworem. Gdy snuta przez autorkę opowieść traci swą początkową naiwność, ojciec okazuje się postacią skomplikowaną – jest mężczyzną porywczym, lecz także sentymentalnym, zdolnym do uczuć, a niekiedy nawet do czułości.
W trzeciej części książki Baby jest już dojrzałą pisarką i pozwala sobie na dygresje – niekiedy żartobliwe, niekiedy refleksyjne – po czym zmyślnie, niczym wytrawna autorka, wraca do głównego wątku. Dopiero teraz widać, jak bardzo rozwinęła się od pierwszych stron. „Biedna Baby! (…) Baby wspomina swe dzieciństwo, smakuje każdą jego chwilę, liże je niczym krowa swoje nowo narodzone cielę, ciesząc się nim całym”.
Gdy Prabodh Kumar – który z rosnącym podziwem, strona po stronie, czytał rękopis Baby – zobaczył to zdanie, musiał poczuć prawdziwy przypływ emocji. Za pomocą tych słów Baby mimochodem odkryła radość wszystkich pisarzy świata: władzę niespiesznej oceny krótkiego spektaklu ludzkiego życia. Wraz z piórem i zeszytem Prabodh Kumar obdarzył ją boską mocą odkrywania – warstwa po warstwie – samej siebie.