Strona główna / Dla dzieci i młodzieży / Pomiędzy światami

Aktualności

26.11.2021

Dwie książki Prószyński i S-ka z Nagrodą KLIO!

Z przyjemnością informujemy, że Agnieszka Cubała oraz Krzysztof Mordyński otrzymali Nagrodę KLIO 2021 w kategorii Varsaviana. Gratulujemy!

Wywiady

25.08.2021

"Tajemnica Wzgórza Trzech Dębów". Wywiad z Piotrem Borlikiem

Zapraszamy do przeczytania wyjątkowego wywiadu z Piotrem Borlikiem. Z autorem książki "Tajemnica Wzgórza Trzech Dębów" rozmawiał Marcin Waincetel z Lubimyczytac.pl.

Posłuchaj i zobacz

27.11.2021

Rozmowa z Katarzyną Puzyńską

Zapraszamy do wysłuchania podcastu Katarzyną Puzyńską, autorką ksiązki "Chąśba".

Bestsellery

TOP 20

  1. Jestem córką szejka Laila Shukri
  2. TOPR 2. Nie każdy wróci Beata Sabała-Zielińska
  3. Billy Summers Stephen King

Pomiędzy światami

Jessica Warman

Rozdział 2.

Nie wiem, jak długo siedziałam na pomoście – godziny? Minuty? Trudno powiedzieć. Wpatrywałam się w siebie, zaklinowaną w wodzie, w moje ciało czekające, aż ktoś żywy obudzi się i mnie znajdzie. Nadal jest ciemno.
Płakałam. Dygotałam. Starałam się znaleźć jakiekolwiek sensowne wytłumaczenie tego, co stało się dziś wieczorem. Przez chwilę próbowałam się obudzić przekonana, że śni mi się koszmar. Kiedy to nie podziałało, wróciłam na łódź – tym razem nawet nie starając się być cicho – i próbowałam obudzić wszystkich innych. Przysuwałam usta do ich twarzy i krzyczałam. Próbowałam nimi potrząsać, uderzać, tupałam i wołałam, żeby ktoś, ktokolwiek, otworzył oczy i mnie zobaczył. Nic. Kiedy ich dotykałam, czułam, jakby moją dłoń i ich ciała dzieliła cienka warstwa niewidzialnej izolacji. Jakbym po prostu nie mogła ich dosięgnąć.
Teraz znowu jestem na zewnątrz, patrzę na moje ciało. Naprawdę zaczynam wariować.
– Elizabeth Valchar – mówię najbardziej surowym tonem, na jaki mnie stać – nie możesz być martwa. Siedzisz na pomoście. Jesteś tu. Wszystko będzie w porządku.
Jednak w moim drżącym głosie słychać zwątpienie. Czuję się taka młoda i samotna, tak niewiarygodnie bezbronna. To coś gorszego niż koszmar. To piekło. Chcę do rodziców. Chcę do przyjaciół. Do kogokolwiek.
– Właściwie nic już nie będzie w porządku.
Zaskoczona podnoszę wzrok. Obok mnie stoi chłopak. Nie może mieć więcej niż szesnaście, siedemnaście lat.
Podnoszę dłoń do ust, zrywam się na równe nogi i klaszczę w ręce.
– Widzisz mnie! Och tak! I mnie słyszysz!
– Najwidoczniej – mówi. – Skoro stoisz przede mną. – Mierzy mnie spojrzeniem od stóp do głów. – Zawsze byłaś seksowna – stwierdza, po czym patrzy na moje ciało w wodzie. – Ale już nigdy więcej – dodaje takim tonem, jakby to sprawiało mu przyjemność.
– Słucham? Poczekaj… ty też ją widzisz? – Oboje wpatrujemy się w moje ciało. Nagle czuję się wyczerpana i jest mi bardzo zimno. W świetle latarni mogę na tyle dojrzeć twarz chłopca, żeby zdać sobie sprawę, że go znam. Jednak z jakiegoś powodu nie pamiętam jego imienia. Myśli mi się plączą. Jestem taka zmęczona.
– Najwidoczniej – powtarza.
Przygryzam wargę. To nie boli. Biorę głęboki oddech i mrugam, żeby nie płakać. Robiąc to, czuję się idiotycznie, przecież wylałam już tyle łez. Dzieje się coś okropnego, więc dlaczego wstydzę się płakać przy nim? Jeżeli kiedykolwiek był odpowiedni moment na łzy, to właśnie teraz.
– No dobrze. Najwidoczniej dzieje się coś dziwnego. Tak?
Wzrusza ramionami.
– Nie tak bardzo. Ludzie codziennie umierają.
– Więc mówisz… że ja jestem – to słowo ledwo przechodzi mi przez usta – martwa.
– Najwi…
– Okej! W porządku. O Jezu. To jakiś koszmar. To musi być koszmar. Nie dzieje się naprawdę. – Tupię z frustracji podszytej paniką. Mam przyciasne buty i ból przeszywa mi łydkę, rozchodzi się aż do uda. Ból! Boli mnie noga! Muszę być żywa, skoro to czuję, prawda?
– Nie mogę być martwa. – Kładę chłopakowi dłonie na ramionach. – Boli mnie noga. Czuję to. I dotykam ciebie. Ich nie mogłam tak naprawdę poczuć. – Mam na myśli przyjaciół na łodzi. – Czujesz mój dotyk?
– Najwidoczniej. – Wzdraga się i cofa przede mną. – Wolałbym, żebyś mnie nie dotykała, jeśli to nie sprawi ci różnicy.
– Nie chcesz, żebym cię dotykała?
– Najwi…
– Powiedz „najwidoczniej” jeszcze raz. No dalej, zrób to. – Próbuję posłać mu groźne spojrzenie, ale nie mam do tego serca. Jest jedyną osobą, która mnie widzi. Czuję się zdezorientowana: dlaczego chcę być dla niego podła? Przecież on próbuje mi pomóc. Ale nie chce, żebym go dotykała. O co mu chodzi?
On tylko wpatruje się we mnie wzrokiem pozbawionym wyrazu. Ma potargane brązowe włosy, młodzieńczą i gładką twarz, oczy w odcieniu przenikliwej szarości. Dlaczego nie pamiętam jego imienia?
– Jesteś Elizabeth Valchar – mówi.
Kiwam głową.
– Właściwie Liz. Wszyscy nazywają mnie Liz. – Kiedy mówię, doznaję przedziwnego uczucia, jakbym niczego nie była do końca pewna, nawet swojego imienia. Zdaję sobie sprawę, że prawie nic nie pamiętam z poprzedniej nocy. Jestem przekonana, że była impreza, wyraźnie na to wskazują puste butelki po piwie, porozrzucane na łodzi, i na wpół zjedzony tort urodzinowy. Ale nie pamiętam szczegółów. Czy naprawdę tak dużo wypiłam?
Zanim zdążę zadać chłopcu jakiekolwiek pytanie, on mówi:
– A tam, w wodzie, to ty. W bardzo zimnej wodzie.
Wpatruję się w topielicę. To ja. Jestem martwa. Jak? Kiedy? Przez całą noc byłam na łodzi, prawda? Jestem strasznie sfrustrowana z powodu tego, że nie pamiętam dokładnie, co się stało. Moje wspomnienia z wczorajszego wieczoru stanowią zbiór kawałeczków i fragmentów, tak małych i ulotnych, że nie potrafię ich złożyć w żadną sensowną całość. Pamiętam, jak zdmuchiwałam świeczki na torcie. Pamiętam, jak pozowałam do zdjęcia z Caro­line, Merą i Josie. Pamiętam, że stałam sama w łazience, próbując utrzymać równowagę na rozkołysanej łodzi, oddychałam głęboko, jakbym próbowała się uspokoić. Ale nie pamiętam, dlaczego byłam zdenerwowana ani czy w ogóle coś mnie zdenerwowało. Może byłam po prostu pijana.
Kiedy się odzywam, mój głos jest niewiele głośniejszy od szeptu. Czuję, że znowu zaczynam płakać.
– Na to wygląda. Tak, to ja.
– I się nie ruszasz. Nie oddychasz. – Pochyla się, żeby dokładniej obejrzeć moje ciało. – Jesteś blada. Blada jak trup.
Patrzę na moje nagie ramiona. Tu, na pomoście, nie wyglądam nawet w połowie tak upiornie, jak dziewczyna w wodzie. Wciąż jestem cała, wciąż piękna.
– Zawsze byłam tak cudownie opalona.
Ta myśl nie ma dla mnie sensu. Dlaczego pamiętam swoją opaleniznę? I kto w takiej chwili potrzebuje opalenizny?
Chłopak kiwa głową.
– Pamiętam. I masz zabójcze buty. – Milknie. – Że tak powiem.
– W porządku. Tylko że one są... takie śliczne. – I nagle mam pewność, że były bardzo drogie. – Wiesz, uczyłam się na historii, że Egipcjanie zakopywali zmarłych razem z ich osobistymi przedmiotami, żeby mogli je zabrać do następnego życia. Czy mogę wziąć je ze sobą? – pytam.
 – Czy jest jakieś życie po życiu? – Spoglądam na swoje kosztowne buty. – Już mam je na nogach – szepczę. Są takie śliczne? A kogo to obchodzi? To tylko buty, na litość boską. I strasznie uwierają mnie w palce. Nie chcę ich zatrzymać, chcę je zdjąć.
Ale tak dobrze wyglądają. Czuję się zdezorientowana, przytłoczona, zupełnie jakbym miała zemdleć. Zanim zdążę skoncentrować się na czymkolwiek innym, myśl mknie dalej. Doskonale uzupełniają ten strój.
Czuję się niepewnie, jakby to wszystko tak naprawdę nie miało miejsca. To nie może się dziać. Jakbym ledwo wiedziała, kim jestem. Czuję świeży przypływ nadziei, że pewnie to tylko zły sen, za chwilę się obudzę, leżąc w łóżku, ruszę palcami u bosych stóp, a później pójdę na kawę z przyjaciółmi i wszyscy będziemy się śmiali z szalonego koszmaru, który mi się przyśnił.
Tyle że chyba tak nie będzie. Chłopiec kręci głową.
– Zwolnij. Wyprzedzasz samą siebie. – Bierze głęboki oddech. – Nie chcę rozmawiać o butach. Przede wszystkim nie jesteś ciekawa, dlaczego cię widzę? Nie zastanawiasz się, dlaczego mogę z tobą rozmawiać?
Kiwam głową.
– Zgadnij – mówi.
Chowam twarz w dłonie. Moje ręce są chłodne i lepkie.
– Ponieważ nie umarłam. Ponieważ to się nie dzieje. – Zerkam na niego spomiędzy palców. – Zrobię wszystko. Proszę. Tylko powiedz mi, że to nie jest prawda.
Kręci głową.
– Nie mogę ci tego powiedzieć. Przykro mi.
– W takim razie co się stało? Nie umarłam. Rozumiesz? – Zbliżam się do niego o krok. Wrzeszczę tak głośno, jak tylko mogę, wystarczająco, żeby obudzić wszystkich na łodzi, wszystkich, którzy śpią na sąsiednich jachtach. – Nie umarłam! – Nagle coś przychodzi mi do głowy. – Mieliśmy narkotyki. Chyba braliśmy narkotyki. Tak, pamiętam, paliliśmy trawkę. Może wzięłam coś halucynogennego. Może odpłynęłam, i to tylko skutek uboczny.
Chłopak unosi brwi. Najwyraźniej nie kupuje tego wytłumaczenia.
– Brałaś wczoraj jakieś halucynogeny? Naprawdę?
Kręcę z rozczarowaniem głową.
– Nie. Teraz żałuję. I żałuję, że nie zjadłam więcej tortu. – Marszczę brwi. – Nie wiem, dlaczego to pamiętam. Przecież nie pamiętam prawie nic. Dlaczego?
– Widzisz mnie – kontynuuje chłopak, ignorując moje pytanie – ponieważ jestem martwy. – Po czym dodaje, jakby chciał, żeby jego słowa lepiej do mnie dotarły:
Tak jak ty.
Ogarnia mnie senność. Na chwilę dojmujący chłód opuszcza moje ciało i jest mi ciepło. Potem, równie niespodziewanie, przyjemne uczucie znika. I nagle rozpoznaję go.
– Wiem, kim jesteś – mówię. Ta świadomość mnie ożywia. Chcę się jej mocno trzymać, z każdą nową myślą czuję się coraz pewniej, jakbym odzyskiwała kontrolę. To zabawne, oczywiście, że wiem, kim on jest. Nie rozumiem, dlaczego od razu nie przypomniałam sobie jego imienia. Od zerówki chodził ze mną do szkoły. – Nazywasz się Alex Berg.
On zamyka na chwilę oczy. Kiedy je otwiera, spojrzenie ma spokojne i czyste.
– Zgadza się.
– Tak. Pamiętam cię. – Nie mogę przestać zerkać na siebie w wodzie, przenoszę wzrok z Aleksa na moje ciało i nie czuję nic poza tępym przerażeniem. Patrzę, jak mój prawy but – który był luźny, odkąd tylko siebie zobaczyłam – w końcu zsuwa się z mojej stopy. Powoli napełnia się wodą, po czym tonie z bulgotem, znika, kiedy bez przekonania wyciągam po niego dłoń. W wodzie widać teraz moją bosą stopę: spuchniętą i skurczoną jednocześnie.
Poza tym, że chodziliśmy razem do szkoły, pamiętam o Aleksie coś jeszcze. Przez ostatni rok jego twarz była we wszystkich gazetach. Zeszłego września, zaraz po tym, jak zaczęła się szkoła, jechał po ciemku na rowerze z pracy do domu – pracował w Mystic Market, koło mojego domu – kiedy zabił go samochód. Jego ciało poleciało w piaszczysty gąszcz przy drodze. Pomimo że jego rodzice natychmiast zgłosili zaginięcie syna, zwłoki zostały odrzucone tak daleko, że znaleźli go dopiero po kilku dniach, kiedy jakiś człowiek, przebiegając, poczuł dziwny zapach i postanowił sprawdzić jego źródło.
– To obrzydliwe – szepczę. I znowu ta myśl mnie zaskakuje. Co się ze mną dzieje? Poza tym, co oczywiste, czuję się, jakby między moimi myślami a ustami nie istniał żaden filtr. Bądź miła, Elizabeth. Biedny chłopak nie żyje. Próbując się poprawić, dodaję: – Cóż, nie wyglądasz, jakby cię przejechał samochód. – I to prawda. Poza potarganymi włosami jego wygląd jest nieskazitelny.
– A ty nie wyglądasz, jakbyś utonęła kilka godzin temu. – Milknie. – Utonęłaś, prawda?
Kręcę głową. Po raz pierwszy nie jestem tego taka pewna.
– Ja... nie wiem, co się stało. Nawet nie pamiętam, jak zasnęłam. Po prostu nagle się obudziłam, bo usłyszałam hałas. – Przerywam na chwilę. – Nie mogłam utonąć, Alex. Musisz to zrozumieć. To niemożliwe. Doskonale pływam. Przecież wiesz, praktycznie wychowaliśmy się na plaży.
– To co się stało? – pyta.
Patrzę na swoje ciało.
– Nie mam pojęcia. Nic nie pamiętam. Jakbym... miała amnezję czy coś. – Spoglądam na niego. – Czy to normalne? Tobie też się to przydarzyło? To znaczy, pamiętasz cokolwiek z tego, co się działo, zanim... umarłeś?
– Teraz pamiętam więcej niż zaraz po tym, kiedy... kiedy to mi się przydarzyło – mówi. – Nie jestem żadnym ekspertem, ale to chyba normalne, że przez pewien czas nie będziesz mogła pozbierać myśli. Spójrz na to w ten sposób – tłumaczy. – Ludzie zwykle dostają amnezji po traumatycznym przeżyciu, prawda?
Wzruszam ramionami.
– Chyba tak.
– Cóż, śmierć to cholernie traumatyczne przeżycie, nie sądzisz?
– Martwa. Cholera. – Przygryzam wargę i patrzę na niego. – Przepraszam, Alex. Po prostu nie mogę w to uwierzyć. To sen... prawda? Śnię, to wszystko. Tak naprawdę ciebie tu nie ma.
On wpatruje się we mnie.
– Jeśli to sen, to dlaczego się nie uszczypniesz?
Odwzajemniam jego spojrzenie. Czuję się mała i tak potwornie smutna, że ledwo mogę mówić. Ale udaje mi się potrząsnąć lekko głową i wypowiedzieć jedno, krótkie słowo.
– Nie.
Nie chcę się szczypać. Boję się, że jeśli to zrobię, to się nie obudzę. W głębi duszy wiem, że się nie obudzę.
Biorę głęboki oddech. Czuję, jak moje płuca wypełniają się powietrzem, czuję się żywa.
– Na pewno jesteś trupem. – Stwierdza to tak beztrosko, tak lekko, że mam ochotę go uderzyć.
– No dobrze. Powiedzmy, na użytek dyskusji, że to prawda. Jeżeli naprawdę jestem martwa, to dlaczego mi tego nie udowodnisz? – Patrzę na niego wyzywająco zmrużonymi oczami. – Mówię poważnie.
Jest rozbawiony.
– Widok twojego ciała dryfującego w wodzie nie jest dla ciebie wystarczającym dowodem?
– Tego nie powiedziałam. Mówię, że jest inne wytłumaczenie. Musi być.
– Połóż mi rękę na ramieniu – nakazuje.
– Myślałam, że nie chcesz, żebym cię dotykała.
– Nie chcę. Ale zrobię wyjątek.
– Dlaczego nie chcesz, żebym cię dotykała?
– Czy mogłabyś po prostu...
– Nie. Chcę wiedzieć, Alex. Dlaczego nie chcesz, żebym cię dotykała? – I już nie potrafię się powstrzymać. Słowa wypływają mi z ust, zanim zdążę się nad nimi zastanowić. – Taki chłopak jak ty? Jesteś nikim. Ja jestem Elizabeth Valchar. Każdy chłopak oddałby mały palec za to, żebym położyła na nim rękę.
Dlaczego traktuję go w ten sposób? Jesteśmy tu razem, na całym świecie nie mamy nikogo innego, z kim moglibyśmy porozmawiać, a ja jestem dla niego podła.
Alex wpatruje się we mnie przez długą chwilę, ale nic nie mówi. Wiem, że jestem zarozumiała, ale dociera do mnie, że to, co powiedziałam, jest prawdą. To prawda, jestem ładna. Właściwie piękna.
Alex przenosi wzrok na wodę.
– Powiedziałaś, że czujesz się, jakbyś miała amnezję. Ale to interesujące, co pamiętasz. Wiesz, że byłem nikim. Wiesz, że ty byłaś popularna. – Znowu patrzy na mnie. – Co jeszcze pamiętasz?
Kręcę głową.
– Nie wiem.
Wzrusza ramionami.
– Nieważne. W końcu sobie przypomnisz.
– Co masz na myśli? – dopytuję się.
Ale on nie odpowiada, tylko mówi:
– Po prostu to zrób, Liz. Połóż rękę na moim ramieniu.
I tak robię. On zamyka oczy, więc ja też opuszczam powieki. Czuję się tak, jakby całe moje ciało wciągał galaretowaty odkurzacz. Już mam oderwać dłoń od jego ramienia, ale nagle uczucie znika i jesteśmy – o Boże – w kafeterii w moim liceum.
Pełno tu uczniów, ale od razu zauważam mój stary stolik: tuż obok lady z ziemniakami i frytkami, na samym końcu pomieszczenia, przy podwójnych drzwiach prowadzących na parking.
– Tam jesteś – mówi Alex, wskazując mnie palcem. – Ty i ta cała twoja fajna paczka.
Widzę siebie, zupełnie jakbym tam rzeczywiście była. Jestem i tam, i tu jednocześnie. Siedzę z najbliższymi przyjaciółmi: Richiem, Josie, Caroline, Merą i Topherem. Wczoraj wieczorem wszyscy byli ze mną na łodzi. Wciąż tam są, śpią.
– O Boże – szepczę – spójrz na moje włosy. – Już kiedy wypowiadam te słowa wiem, że są niedorzeczne.
– Twoje włosy są w porządku. – Alex wzdycha. – Wszystkie takie macie.
To prawda. Moje przyjaciółki i ja, wszystkie mamy długie blond włosy, odgarnięte za uszy, lekko podniesione na czubku – efekt dobrych dwudziestu minut pracowitego tapirowania i lakierowania o poranku. Pamiętam, że ta fryzura nazywała się „wałek” i była popularna kilka lat temu. Inaczej wygląda tylko Caroline, która ma we włosach czerwone i białe wstążki w identycznych odcieniach jak jej kostium cheerleaderki.
– Która to klasa? – pytam. – Nie możemy być starsi niż...
– Szesnaście lat. Wiesz, po czym poznaję?
– Po czym? – Trudno mi się do tego przyznać, ale pomimo że być może jesteśmy duchami i wiem, że nikt nas nie może zobaczyć, czuję się nieswojo, stojąc tu z Aleksem. Jakbym się bała, że moi przyjaciele w każdej chwili mogą spojrzeć w naszą stronę, zobaczyć mnie z nim i natychmiast wykluczyć ze swojego grona. Mój Boże, co by powiedziała Josie?
Dlaczego tak się czuję? I jakim byłam człowiekiem? Wiem, że cieszyłam się popularnością, ale nie pamiętam dokładnie dlaczego ani jak wyglądało moje codzienne życie. I nagle jakaś część mnie naprawdę, naprawdę nie chce tego wiedzieć. (…)