Strona główna / Biografie, wspomnienia / Elizabeth Taylor. Dama, kochanka, legenda

Aktualności

29.07.2022

Spotkanie z Dagmarą Andryką w Warszawie

W czwartek 25 sierpnia o godz. 19:00 zapraszamy do PROM-u Kultury Saska Kępa (ul. Brukselska 23, Warszawa) na spotkanie z Dagmarą Andryką, autorką książki "As".

Wywiady

04.07.2022

"Gdy ją odnajdą". Wywiad z Lią Middleton

Zapraszamy do przeczytania wywiadu z Lią Middleton. Z autorką książki "Gdy ją odnajdą" rozmawiał Bartosz Soczówka.

Posłuchaj i zobacz

01.08.2022

Rozmowa z Błażejem Torańskim

Nowy odcinek naszego podcastu to rozmowa Marcina Cichońskiego z Błażejem Torańskim, autorem książki "Kat polskich dzieci. Opowieść o Eugenii Pol".

Bestsellery

TOP 20

  1. Żadanica Katarzyna Puzyńska
  2. Perska wytrwałość Laila Shukri
  3. TOPR. Tatrzańska przygoda Zosi i Franka Beata Sabała-Zielińska

Elizabeth Taylor. Dama, kochanka, legenda

David Bret

Rozdział 9. Ten nieokiełznany wamp

Richard Burton otrzymał właśnie Tony Award za rolę Króla Artura w musicalu „Camelot” wystawianym na Broadwayu. Ponieważ przedstawienie szło przy pełnej sali, Spyros Skouras musiał zapłacić producentowi pięćdziesiąt tysięcy dolarów za zwolnienie aktora z kontraktu. Jego rolę przejął Rock Hudson. Gdyby Skouras wiedział wtedy, że produkcja potrwa zaledwie kilka miesięcy, a Burton będzie musiał głównie czekać na ozdrowienie Elizabeth, pewnie rozegrałby to inaczej. Ale wytwórnia nie miała wtedy o tym pojęcia. 

Początkowo Burton nie pałał entuzjazmem do gry z Elizabeth, ale dodatkowa premia w wysokości dwustu pięćdziesięciu tysięcy dolarów oraz willa nad morzem dla niego i jego ekipy na czas trwania zdjęć sprawiły, że zmienił zdanie. Jego jedynym warunkiem było to, żeby jego przyjaciel (kochanek?) i współgwiazda z musicalu „Camelot” Roddy McDowall otrzymał rolę Oktawiana. W filmie McDowall prezentuje wszystkie swoje starsze i przyszłe wcielenia: zniewieściałego, seksualnie niepewnego i nieco niezrównoważonego psychicznie mężczyzny. Burton uparł się dodatkowo, żeby McDowall i jego aktualny kochanek mieszkali razem z nim. 

Kiedy na zorganizowanej specjalnie konferencji prasowej zapytano go o nową rolę, westchnął i oznajmił: „Cóż, chyba będziemy musieli założyć nasze napierśniki i stawić czoło pannie cycatce”. Kiedy później Hedda Hopper zwróciła mu uwagę, że to niegrzeczne, odparł: „Więc będę ją nazywał Miss Sutka MGM. Potrafi jedynie chorować i kolekcjonować mężów”. 

Pierwszego dnia zdjęć rozpętała się potworna ulewa i potem padało nieprzerwanie przez cały miesiąc. Zdjęcia zostały oczywiście przerwane, a niebotyczne już koszty produkcji wzrosły jeszcze bardziej. Walter Wanger mówił później, że ten film kosztował go sześćdziesiąt tysięcy dolarów dziennie. Potem wystąpiły kolejne opóźnienia, kiedy ekipa montująca dekoracje natknęła się na niewybuchy. Okazało się, że teren ten stanowił w czasie II wojny światowej pole minowe. Richard Burton, który w pierwszej części prawie nie występuje, spędzał czas na robieniu tego, co umiał najlepiej: pił, podrywał, urządzał awantury i ogólnie starał się być nieprzyjemny. Jego żona Sybil prawie nie opuszczała ich willi. Joe Mankiewicz, który ciągle starał się udoskonalić scenariusz, codziennie wprowadzał do niego jakieś zmiany, wzmagając jedynie panujący chaos. Kiedy wreszcie zaproponował Skourasowi, żeby przesunąć zdjęcia o kolejny miesiąc, ten oznajmił mu, że planuje teraz dwa filmy. Pierwszy pod tytułem „Cezar” i „Kleopatra”, który będzie można zacząć szybko wyświetlać. Drugi to sequel kręcony w ciągu kolejnych sześciu miesięcy. Gdy Burton usłyszał, że może iść w odstawkę, zagroził sądem. W tym czasie Elizabeth już popierała go bez ograniczeń, ponieważ Richard uznał, że właściwie lubi „pannę cycatkę”. 

Chwila prawdy nastąpiła 22 stycznia 1962 roku, kiedy oboje kręcili swoją pierwszą scenę miłosną. Po latach Elizabeth tak ją opisała: „Poczułam do niego niechęć. Nie miałam najmniejszego zamiaru stać się jego kolejną zdobyczą”. Eddie Fisher zaś stwierdził: „I tak bym go nie lubił. Nawet gdyby nie rozbił mojego małżeństwa. Od pierwszej chwili, kiedy go spotkałem, uważałem, że jest aroganckim flejtuchem”. W dwudziestą rocznicę śmierci Richarda Burtona w 2004 roku Glenys Roberts napisała w „Daily Mail” o podbojach homoseksualnych aktora: „Niektórzy twierdzą, że najpierw zaczął podrywać Eddiego. Dopiero gdy dostał od niego kosza, zajął się Elizabeth”. 

Taylor w końcu wpadła w jego sidła. Zawsze miała ciągoty do biseksualistów lub gejów. Twierdziła przy tym, że Burton buzował zmysłowością i szelmowskim urokiem, a jego „poetyczny głos” wywoływał u niej dreszcze w kręgosłupie. Najwyraźniej potrzebowała jakiegoś pretekstu, żeby się pozbyć Eddiego Fishera. A ponieważ Stephen Boyd odszedł z planu, wybrała najlepsze, co jej zostało, i pozwoliła działać naturze. 

Elizabeth twierdziła, że „wpadła” któregoś ranka, kiedy Burton miał kaca i cały się trząsł. Poprosił ją, żeby przytrzymała mu filiżankę przy ustach, żeby mógł się napić. Słowem zagrał na jej uczuciach macierzyńskich jak kiedyś Jimmy, Rock czy Monty. Chociaż Burton ewidentnie uważał ją za seksowną, to i tak wciąż lubił ją krytykować za to, co określał brakiem profesjonalizmu. Chodziło mu o brak umiejętności grania i piskliwy głos. W końcu Joe Mankiewicz poinformował go, że ścieżkę dźwiękową dorabia się osobno za pomocą specjalistycznego sprzętu i głos można dowolnie poprawiać, jak to czyniono w wypadku Marilyn Monroe czy Marlona Brando.
 
Chociaż można powiedzieć, że przyganiał kocioł garnkowi. Mimo że Burton ze swoim donośnym głosem i wpadającym w ucho akcentem wspaniale wypadał w rolach szekspirowskich, to jego kreacje filmowe były albo doskonałe, albo zwyczajnie okropne. Podobnie nie ulega wątpliwości, że wykorzystywał Elizabeth, żeby się dostać na szczyt machiny reklamowej. Niewiele jednak mu to pomagało, ponieważ prasa wciąż uważała, że jest porywczym i uciążliwym bufonem nadużywającym alkoholu. 

Mając czterdzieści lat nie wyglądał najpiękniej, co mocno się kłóciło z jego ostentacyjnym narcyzmem. Jako nastolatek cierpiał na ostry trądzik, który zostawił na jego twarzy liczne blizny. Przed każdą sceną trzeba było je zakrywać mnóstwem podkładu. W późniejszych filmach jego twarz na zbliżeniach wygląda jak twarz łotrów z czasów kina niemego. Burton był również na bakier z higieną osobistą. Kiedy zaczynał pić, potrafił całymi dniami się nie myć. Nie brakowało mu za to przekonania o własnej wyższości. Podobnie jak Mike Todd szczerze wierzył, że jest darem Boga dla ludzkości. I ta wiara uodporniała go na wszelkie ataki krytyków, których w późniejszych latach było co niemiara. 

Podobnie jak Elizabeth i mimo swoich siedmiu nominacji do Oscara (chociaż nigdy go nie dostał) miał dziwny pociąg do dokonywania złych wyborów. Urodził się 10 listopada 1925 roku jako Richard Walter Jenkins. Był dwunastym z trzynaściorga dzieci górnika z Pontrhydyfen w Walii. Lubił przez to powtarzać, że wychował się w ubóstwie, co nie było prawdą. Po śmierci matki, a Burton miał wtedy dwa lata, cała rodzina została rozdzielona pomiędzy krewnych i znajomych. Richard pierwszy z rodzeństwa poszedł do szkoły i jako uzdolniony nastolatek został nieoficjalnie adoptowany przez miejscowego nauczyciela nazwiskiem Philip Burton. Przybrany ojciec zauważył, że chłopak ma talent aktorski, i zaczął go rozwijać. Dał mu również swoje nazwisko i stał się jego prawnym opiekunem. 

Philip Burton miał wiele zainteresowań. Pisał, reżyserował i sam grał w sztukach radiowych, a poza tym posiadał wiele kontaktów w Londynie. Stosunki między nim a młodym Richardem były dalekie od platonicznych. Jego poprzedni podopieczny (i kochanek?) zginął w czasie II wojny światowej. Za namową tego miłego człowieka, który najprawdopodobniej łamał prawo, młody Burton ukończył szkołę i dostał się do Korpusu Kadetów Lotnictwa, a w ramach programu nauczania odbył sześciomiesięczny staż w Oksfordzie. Tam zapisał się do klasy teatralnej i dołączył do kółka dramatycznego. W 1944 roku zaprzyjaźnił się z innym synem górnika, Emlynem Williamsem, który do dziś uważany jest za największego aktora, reżysera i pisarza walijskiego. 

Znowu należy założyć, że Burton i Williams zostali kochankami. To właśnie Williams załatwił Burtonowi jego pierwszą prawdziwą rolę w swojej sztuce „The Druid’s Rest”. Ale podobnie jak Philip Burton Williams nie potrafił zapanować nad upartym kochankiem. Richard dużo pił już w wieku czternastu lat, a teraz zaczął również zachowywać się zniewieściale i sypiać z mężczyznami, których wykorzystywał cynicznie jako szczeble w swojej karierze aktorskiej. 

Sybil Williams i Burton spotkali się w czasie kręcenia zdjęć do jego pierwszego filmu (granego po walijsku) „The Last Days of Dolwyn” w reżyserii Emlyna Williamsa. Pobrali się w 1949 roku – Sybil miała wtedy dziewiętnaście lat. W 1957 roku urodziła się ich pierwsza córka Kate, a dwa lata później druga – Jessica, która cierpiała na autyzm i Burton umieścił ją w szpitalu. 

Na deskach teatralnych Burton sprawdzał się doskonale ze swoją władczą postawą, nienaganną dykcją i donośnym głosem. Bardzo szybko zaczęto go porównywać do sir Laurence’a Oliviera. Jego największym sukcesem była rola Hamleta w przedstawieniu wystawianym w teatrze Old Vic. Może dlatego, że w tym gejowskim gnieździe rządzonym przez Johna Gielguda czuł się jak ryba w wodzie. Jego pierwszym filmem była „Moja kuzynka Rachela” (My Cousin Rachel, 1952), a po „Tunice” jego kariera powinna rozkwitnąć. Próbował jednak chyba powtórzyć wyczyn legendarnego duetu filmowego Alfreda Lunta i Lynn Fontanne, lecz z żałosnym skutkiem i krytycy uznali, że popadł w śmieszność. 

W momencie spotkania z Elizabeth swoje największe role miał już za sobą. Właściwie to ona uczyła go w trakcie zdjęć, jak mógłby zostać lepszym aktorem. Widać to zresztą w filmie. Początkowo nudny jak flaki z olejem Burton zaczyna powoli mówić bardziej kontrolowanym głosem i rezygnuje z teatralnej histerii, mile widzianej jedynie na deskach teatru. Niestety po zakończeniu produkcji wrócił do starych nawyków. Jego następne filmy, zwłaszcza z udziałem przyszłej żony, są już okropne. Harry i Michael Medfordowie w swojej słynnej książce o najgorszych filmach świata „The Golden Turkey Awards” (Angus & Robertson, 1980) wymienili z tuzin filmów, w których występowali Burton i Taylor. Napisali wręcz, że Burton świadomie i ciężko pracował, żeby zepsuć każdy obraz.

Kiedy był dobry, to był naprawdę bardzo, ale to bardzo dobry. Kiedy jednak coś mu nie wychodziło, zamieniało się to w tragedię. Każdemu może się przytrafić zły film, jeżeli reżyser nic nie umie albo scenariusz jest do niczego. Ale tylko prawdziwy geniusz jak Burton potrafi stworzyć kicz, występując z takimi artystami, jak Vincente Minnelli, Peter Ustinov, Vittorio de Sica czy Joseph Losey. Królowi Richardowi udała się sztuka akurat odwrotna do przypadłości króla Midasa. Wszystko, czego się tknął, zamieniało się w śmiecie. W całym Hollywood nikt nie może się z nim równać w dziedzinie zaprzepaszczonych możliwości i wspaniałych projektów na własne życzenie doprowadzonych do ruiny.

Pierwsze wzmianki o romansie Liz i Burtona pojawiły się we włoskiej prasie pod koniec stycznia 1962 roku i wywołały wielką konsternację w Twentieth Century Fox. Jest to o tyle dziwne, że Burton zdążył już pochwalić się Joe Mankiewiczowi, że przespał się ze wszystkimi jego aktorkami za wyjątkiem Julie Andrews, ponieważ żadna nie potrafiła się oprzeć jego walijskiemu wdziękowi. Zauroczenie nie trwało zwykle długo z uwagi na jego grubiaństwo i ciągłe upijanie się. Ale w tym akurat czasie był związany z chórzystką z zespołu Copacabana, której obiecał małą rólkę w filmie „Kleopatra” w zamian za zwyczajowe usługi. Zaraz jednak odesłał ją z kwitkiem.
Eddie Fisher poznał go od najgorszej strony. Kiedyś siedzieli wszyscy razem w salonie i Burton bezczelnie zawołał Elizabeth i skrzyczał ją za to, że jest nie fair w stosunku do swojego męża. „Nie mam pojęcia, co mu powiedziała” – pisze Fisher w pamiętnikach – „ale wydarł się na nią: «Ty pieprzona cycata hollywoodzka cipo bez talentu! Ten facet cię kocha nad życie! (…) Elizabeth, jeżeli nie będziesz uważać, to wezmę go na górę i po prostu zerżnę!»”. To wyznanie potwierdza cytowany już przez Glenys Roberts domysł, że Burton najpierw próbował podrywać Fishera. 

Zarówno Eddie, jak i wielu innych ich znajomych wspomina, że Elizabeth odczuwała sadystyczną przyjemność z takich wulgaryzmów, podobnie jak uwielbiała, kiedy faceci ją bili. Poza tym potrafiła być w tym względzie jeszcze gorsza od nich. Dość precyzyjnie zobrazowano to w scenie po klęsce Marka Antoniusza pod Akcjum. W czasie kłótni trzykrotnie go policzkuje, a on oddaje jej (podobno naprawdę) tak silnie, że aż przewraca się na podłogę. Ale potem tylko jeszcze bardziej go pożąda. 

Zmienny i całkowicie otwarty związek Elizabeth z Burtonem sprawił, że z femme fatale Liz zamieniła się w ikonę gejów. Podobnie jak wielu jej współczesnych i dawnych gwiazdorów uważała, że cierpienie i samozniszczenie są drogą prowadzącą do szczęścia, którego nigdy nie zaznała. Właściwie gdyby przypadkiem je napotkała, to tym samym zniszczyłaby cały sens swojego życia. Podobnie zachowywały się Judy Garland, Édith Piaf, Joan Crawford czy Billie Holiday. Szczerze wierzyły, że prawdziwa miłość jest wybrukowana bólem i że żaden mężczyzna, który ich wcześniej nie uderzył, nie jest wart ich uczucia. Piaf i Crawford obnosiły się dumnie ze swoimi sińcami pod oczami i guzami na głowie i szokowały świat, opowiadając o wszystkich wstydliwych szczegółach z bezkompromisową szczerością. Nicky Hilton ciągle bił Elizabeth – co wyglądało już na patologię – Michael Wilding i Eddie Fisher byli mniej podniecający, ponieważ byli zbyt dobrze wychowani, by to robić, i zbyt delikatni. Richard Burton był jak Mike Todd. Atakował Liz słownie i fizycznie, traktując to jako grę wstępną. „Uwielbiam z nim walczyć” – wyznała Elizabeth magazynowi „Life” w grudniu 1964 roku. „To jest jak wybuch minibomby atomowej. Wszędzie lecą iskry. Ściany się trzęsą. Podłoga drży!”. 

Prawda na temat rozpadu małżeństwa Fisherów została przekazana publiczności dzięki jak zawsze czujnej Louelli Parsons, która przedstawiła ją w artykule z 14 stycznia 1964 roku w „Los Angeles Herald-Examiner”. Louella nie ujawniała źródeł swoich informacji, ale było tajemnicą poliszynela, że Twentieth Century Fox często płaciło jej za publikowanie wiadomości mających podtrzymać ciekawość publiczności. Tekst Louelli został przedrukowany przez agencje prasowe w Europie, powodując zwiększone zainteresowanie paparazzich „podejrzaną parą”. 

Ponieważ koszty produkcji „Kleopatry” stały się już niebotyczne, wytwórnia nie miała najmniejszego zamiaru borykać się z kolejnym skandalem wywołanym przez swoją gwiazdę. Walter Wanger wyraził szczery żal, że jego pierwszy Marek Antoniusz musiał zrezygnować. Przynajmniej Elizabeth nie spotkałaby Burtona. Prasa włoska zaś donosiła o kolejnej próbie samobójczej Taylor, która wzięła zbyt dużą dawkę środków uspokajających, popijając je sporą ilością alkoholu, ponieważ pokłóciła się z Fisherem. Kiedy Sybil Burton przyjechała niespodziewanie do Nowego Jorku, żeby odwiedzić chorego Philipa Burtona, plotki przybrały na sile.
 
Sam Richard Burton na razie unikał mediów. Poleciał do Paryża zagrać niewielką rólkę w „Najdłuższym dniu” (The Longest Day, 1962), a kiedy 18 lutego 1962 roku prasa doniosła o kolejnej niedyspozycji Elizabeth, wciąż był we Francji. Tym razem zastanawiano się, czy aktorka zatruła się jedzeniem, dostała ataku nerwowego, cierpiała na nawrót zapalenia opon mózgowych, znowu pokłóciła się z Eddiem czy próbowała samobójstwa. Tę ostatnią wersję potwierdza Fisher w pamiętnikach: „Złapała buteleczkę z secondalem, którą trzymała na nocnym stoliku, i łyknęła z pół garści naraz”. Gdy potem próbował wsadzić jej palce do gardła, by wymusić wymioty, Elizabeth uderzyła go i pobiegła do łazienki, żeby łyknąć kolejne lekarstwo. Kiedy zaczynała toczyć pianę z ust, zamiast zbrać ją do szpitala, sprowadzono jakiegoś starszego niemieckiego lekarza, który dał jej jakieś zastrzyki. Wręczono mu za to tysiąc dolarów w nadziei, że zatrzyma tę historię dla siebie. 

Elizabeth stale próbowała wzbudzić u Fishera wyrzuty sumienia za własne wariackie zachowanie. Mąż tak to podsumowuje w pamiętnikach: „Ufała mi na tyle, żeby próbować przy mnie samobójstwa. Wiedziała, że tylko ja mogę ją uratować”. 

Tym razem skandal był o wiele większy niż w wypadku rozbicia małżeństwa Fishera i Debbie. Studio Cinecittà zostało oblężone przez dziennikarzy z całego świata, podczas gdy Burton schował się w swojej dziurze w Paryżu, gdzie chwalił się kolegom: „Właśnie zerżnąłem Elizabeth Taylor na tylnym siedzeniu w samochodzie”. We wszystkich wywiadach prasowych jednak stanowczo temu zaprzeczał, chociaż nikt mu nie wierzył. Większość reporterów mała swoje źródła, które zgodnie potwierdzały, że Elizabeth i Burton są parą. 

Kiedy Burton wygłosił na jakiejś konferencji prasowej płomienną przemowę, godną teatru Old Vic, że w tych plotkach nie ma ani źdźbła prawdy, prasa już zupełnie przestała mu wierzyć. Z wyjątkiem jednej gazety włoskiej, która kupiła historyjkę Joe Mankiewicza o jego romansie z Elizabeth w czasie zdjęć do „Nagle, ostatniego lata”. Potem Mankiewicz jeszcze bardziej rozpalił wyobraźnię dziennikarzy, kiedy złapał Burtona i pocałował go w usta, mówiąc: „Tu jesteś! To przecież ja mam romans z Richardem Burtonem”. 

Eddie Fisher tymczasem, idąc w ślady swoich najlepszych poprzedników, podjął desperacką próbę ratowania małżeństwa, kupując uczucia Elizabeth. Zapłacił trzysta tysięcy dolarów za Chateau Ariel – luksusowy domek w szwajcarskiej miejscowości Gstaad, która wkrótce miała się stać jednym z najmodniejszych miejsc na świecie. Obok miała posiadłość również Aga Khan. Elizabeth zatrzymała ten domek po rozwodzie, a jej sąsiadami zostali Julie Andrews, Peter Sellers i Robert Wagners. 

Trzydzieste urodziny Elizabeth obchodziła 27 lutego 1962 roku w Hostaria dell’Orso, ekskluzywnym hotelu Borgia, na przyjęciu, które wydał na jej cześć Eddie Fisher. Zaproszono wszystkich aktorów z planu „Kleopatry” z wyjątkiem Richarda Burtona oraz przedstawicieli głównych dzienników i magazynów z Europy. Kiedy bąbelki zaczęły już dobrze szumieć w głowach, Elizabeth rozpakowała, piszcząc z zachwytu, „drobny prezent” od udręczonego męża: pierścień z dziesięciokaratowym diamentem i warte sto tysięcy dolarów lustro zamówione u Bulgariego, w którego ramie osadzono żmiję wykonaną ze szmaragdów. Richard Burton skomentował to później na swój sposób, twierdząc, że ofiarował jej lepszy prezent w postaci wysadzanego rubinami węża, którego miał w spodniach.