Strona główna / Literatura światowa / Tajemnica Noelle

Aktualności

06.08.2020

Najlepsza książka miesiąca Lipiec 2020!

Z radością informujemy, że książka "Chciałbym nigdy cię nie poznać" została uznana przez czytelników serwisu hultajliteracki.pl za najlepszą książkę miesiąca Lipiec 2020 a Wiktor Krajewski za Autora Miesiąca oraz Wydawnictwo Prószyński za Wydawcę miesiąca.

Wywiady

20.07.2020

Astrologiczne bliźniaczki – od pełni zrozumienia do nienawiści...

Zapraszamy do przeczytania wywiadu z Agatą Kołakowską, autorką książki "Uśpione pragnienia".

Posłuchaj i zobacz

20.07.2020

Rozmowa z Wiktorem Krajewskim

Zapraszamy do wysłuchania wywiadu z Wiktorem Krajewskim autorem książki "Chciałbym nigdy cię nie poznać"
Niezwykle intymna książka o relacji z babcią. Wiktor Krajewski pokazuje emocje i porusza!

Bestsellery

TOP 20

  1. Perska kobiecość Laila Shukri
  2. Postscriptum Anna Karpińska
  3. Tajemnice hoteli Dubaju Marcin Margielewski

Fotogaleria

więcej »

Tajemnica Noelle

Diane Chamberlain

ROZDZIAŁ 6.

Emerson

Boże jedyny, czułam się jak żywy trup. Chociaż stypę zorganizowałyśmy u mnie w domu, nie mogłam sobie znaleźć miejsca. Twarze i głosy zlewały mi się w nieczytelną plamę. Chyba wszyscy prócz mnie byli ubrani na czarno. Ja miałam na sobie ulubioną zieloną bluzkę oraz kwiecistą spódnicę w zieleniach i beżach, ostatnio trochę przyciasną w pasie. Rano po prostu wyjęłam te rzeczy z szafy, bez zastanowienia. Zresztą Noelle nie podobałaby się ta cała czerń dookoła.
Jak przez mgłę widziałam, co się dzieje: Jenny i Grace uciekły przed dorosłymi na górę, wynajęta przez Tarę obsługa cateringu sunęła przez pokoje, roznosząc tace z grzankami i krewetkami. Ted miał mnie cały czas na oku. Wiedział, że ledwie się trzymam. Dobrze przynajmniej, że matka Noelle razem z opiekunką wyjechała od razu po nabożeństwie. Chybabym dłużej nie zniosła widoku jej smutku. Tara gładko weszła w rolę osoby podtrzymującej liczne rozmowy o niczym, przez większość czasu jednak miałam ją pod ręką. Ted i Ian, każdy z talerzykiem w ręku, stali w kącie salonu, pewnie dyskutowali o jakichś rozgrywkach sportowych. Jeszcze nie przywykłam do ich widoku tylko we dwóch, bez Sama. A teraz zabrakło No­elle. Mało tego, rano zadzwoniono do mnie z domu opieki, gdzie przebywał mój dziadek, z informacją, że trzeba go przenieść do hospicjum. Traciłam wszystkich po kolei. Świat mi się walił.
Przyszło kilka ochotniczek działających w ramach programu pomocy dzieciom prowadzonego przez Noelle. W zasadzie je znałam, chociaż niezbyt dobrze. Próbowałam z każdym z obecnych zamienić kilka słów, kiwałam głową, uśmiechałam się, podawałam rękę. Wszyscy miło wspominali Noelle. Nikt nie zapytał: „Dlaczego się zabiła?”. W każdym razie mnie nikt o to nie zapytał. Pytali o kawiarnię, a ja odpowiadałam jak zwykle: „Jest fantastycznie, zajrzyj przy okazji”. Tyle że cudze głosy, podobnie jak mój własny, docierały do mnie stłumione, niczym przez gęstą mgłę. Bez przerwy szukałam wzrokiem jedynej osoby, której brakowało: Noelle. Gdy przyłapałam się na tych poszukiwaniach, gwałtownie wróciłam do rzeczywistości. Najwyraźniej zaczynałam tracić zmysły.
Mniej więcej po godzinie – ciągnącej się jak co najmniej trzy – Tara uwolniła mnie od towarzystwa jakiejś kobiety zafascynowanej robieniem na drutach ubranek dla dzieci.
– Przerwa – szepnęła mi w ucho.
Pozwoliłam się zaprowadzić do cieplarni. Dobudowaliśmy ją w zeszłym roku. Tara objęła mnie za ramiona i posadziła na sofie, po czym opadła na otomanę stojącą naprzeciwko. Głosy z salonu docierały do nas w postaci niewyraźnego pomruku. Stłumione przez drzwi, wydawały się cudownie odległe. Podniosłam wzrok na Tarę.
– Dziękuję – powiedziałam. – Mało brakowało, a bym się załamała.
– Rzeczywiście, nie jest łatwo.
– Ciągle się rozglądam za Noelle – powiedziałam. – Kompletne wariactwo. – Skrzywiłam się niemiłosiernie. – Mówię poważnie. Cały czas się spodziewam zobaczyć ją w progu.
– Ja też – przyznała Tara. – Momentami nawet mi się wydaje, że widzę Sama. Któregoś dnia byłam przekonana, że mignął mi w spożywczym. A kiedyś zobaczyłam go za kierownicą na Water Street... o mało za nim nie zawróciłam.
– Nie rozumiem, dlaczego ludzie nie przyszli na mszę – powiedziałam. – Naprawdę sądziłam, że... że przyjdą wszystkie kobiety, którym pomagała rodzić... – Pokręciłam głową. – Przecież coś je z nią łączyło. Były sobie bliskie. Myślałam, że wszystkie się zjawią.
– Rzeczywiście. – Tara pogładziła mnie po dłoni bezwładnie spoczywającej na udzie. – Ja też się ich spodziewałam. Może nie widziały nekrologu?
Tara ułożyła treść, i zrobiła to naprawdę dobrze. Co prawda nie ustrzegła się szczypty egzaltacji, lecz taka już była.
– Powinny wiedzieć, niezależnie od nekrologu – oświadczyłam.
– Pewnie były zajęte przy dzieciach.
Uderzyłam pięścią w nogę.
– Nie rozumiem, dlaczego się zabiła! – Powtarzałam się niczym zarysowana płyta. – Co przegapiłyśmy? Czego nie zauważyłam? W czym ją zawiodłyśmy?
Tara pokręciła głową.
– Nie mam pojęcia. – Potarła czoło. – Chyba nie chodziło o kłopoty finansowe? Przecież miała pieniądze.
– A poza tym w ogóle jej one nie obchodziły – dorzuciłam. – Obie wiemy o tym doskonale.
– Ciągle podejrzewam, że była chora. Nie miała ubezpieczenia i może w tej sytuacji samobójstwo wydało jej się jedynym wyjściem. Czy są już wyniki sekcji?
– Jeszcze nie. Ale nie wydaje mi się, żeby była chora. Nie przypuszczam. Na pewno sekcja wykaże dużą ilość środków nasennych i uspokajających w organizmie.
Tara osunęła się na oparcie.
– Nie umiała prosić o pomoc.
– I nie okazywała słabości – dodałam. – Zawsze musiała być najsilniejsza.
Ktoś uchylił drzwi cieplarni, przez szparę zajrzała jakaś kobieta.
– Czy któraś z pań ma na imię Emerson?
– Ja.
Chciałam wstać, jednak ciało nie zamierzało mnie słuchać, więc zostałam, przyrośnięta do sofy.
Kobieta wmaszerowała do wnętrza niczym sierżant służbista – energiczna, kanciasta w ruchach, ekspansywna. Wyciągnęła do mnie rękę. Przyznaję, nie drgnęłam. Czułam się przy niej jak balon w rękach dziecka ze szpilką.
– Nazywam się Gloria Massey – obwieściła.
Była po sześćdziesiątce, miała krótko przycięte siwe włosy, spodnie khaki i granatowy blezer.
Tara wstała, podała jej rękę i zaprosiła gestem na otomanę. Tamta usiadła, celując we mnie kościstymi kolanami.
Gloria Massey. Coś dzwoniło, ale nie wiedziałam, w którym kościele. Zerknęłam na Tarę, ściągnęłam brwi. Zorientowałam się, że przyjaciółka także nie wie kto to taki. Obie miałyśmy w głowie sieczkę.
Przybyła najwyraźniej zorientowała się w sytuacji.
– Jestem lekarzem położnikiem w Centrum Położnic­twa w Forest Glen – wyjaśniła. – Noelle pracowała u nas jako położna.
– A, tak. – Wskazałam Tarę. – To jest Tara Vincent. Byłyśmy najbliższymi przyjaciółkami Noelle.
– Tak, pamiętam. Studiowałyście razem. University of North Carolina, prawda?
– Była trochę wyżej od nas – uściśliła Tara.
– Przykro mi, że dotarłam tak późno – powiedziała Gloria. – Rano musiałam zaczekać na dostawę i dlatego nie zdążyłam na mszę, ale bardzo mi zależało na spotkaniu z wami dwiema. Chciałam wam złożyć najserdeczniejsze kondolencje z powodu śmierci Noelle. Była wyjątkową osobą.
– Dziękujemy – wydukałam.
– Nie widziałam jej... pewnie już z dziesięć lat, jednak takiego człowieka się nie zapomina.
Dziesięć lat?
– Chyba z kimś panią pomyliłam – wyznałam zaskoczona. – Sądziłam, że Noelle zrezygnowała z pracy w Centrum Położnictwa nieco ponad rok temu.
Gloria Massey uniosła brwi.
– Ależ skąd. Szczerze powiedziawszy, zdziwił mnie nekrolog, bo wynikało z niego, że dwa lata temu Noelle jeszcze była u nas zatrudniona, a w rzeczywistości od jej odejścia minęło co najmniej dziesięć lat. Może nawet dwanaście, musiałabym chwilę pomyśleć. W każdym razie mniej więcej w tym czasie zaczęła rozkręcać swój projekt „Dzieci w potrzebie”.
Ściągnęłam brwi, szperając w pamięci.
– Byłam przekonana – odezwałam się w końcu – że cały czas dla was pracowała. – Spojrzałam na Tarę. – Czy jestem aż tak nieprzytomna? Nie była związana z Forest Glen tak długo, jak długo wykonywała swój zawód?
– Nie dalej niż dwa lata temu posłałam tam do niej kobietę szukającą położnej.
– Prawdą jest – zgodziła się Gloria – że od czasu do czasu ktoś jej u nas szukał, ale kierowaliśmy takie osoby do innych położnych.
– W takim razie gdzie Noelle pracowała? – spytałam ze zdziwieniem. – Nic nie rozumiem.
– Sądziłam... – Gloria przeniosła spojrzenie na Tarę. – Byłam całkowicie przekonana, że odchodząc od nas, zrezygnowała z wykonywania zawodu. Wiedziałabym, gdyby podjęła praktykę gdzie indziej.
Patrzyłyśmy na nią, nic nie rozumiejąc. Miałam wrażenie, że osuwam się w długi, ciemny tunel. Miałam serdecznie dosyć tajemnic związanych z Noelle. Głowa mnie bolała, nie mogłam myśleć. Najchętniej wrzasnęłabym na cały głos: „Noelle nie była tajemnicza! Dosyć tych pozornych sekretów!”.
– Może z jakichś względów – odezwała się Gloria – nie chciała wam zdradzać, że zmieniła miejsce pracy?
Zdecydowanymi ruchami, przywodzącymi na myśl robota, Gloria wyjęła z torebki przewieszonej przez ramię telefon komórkowy.
– Chwileczkę. – Szybko wybrała numer. – Laurie, to ja – rzuciła w słuchawkę. – Pamiętasz może, kiedy odeszła od nas Noelle? – Pokiwała głową, podniosła na mnie wzrok. – Pierwszego grudnia będzie dwanaście lat – przekazała. – Laurie pracuje u nas w biurze. Mówi, że dokładnie pamięta datę, bo tego samego dnia jej mąż zażądał rozwodu. Do rozwodu nie doszło i wszystko się jakoś ułożyło, prawda? – powiedziała w słuchawkę z uśmiechem.
Usiłowałam się oswoić z niezrozumiałą informacją.
– Dokąd się przeniosła? – spytała Tara.
– Czy wiesz – spytała Gloria koleżankę – dokąd przeszła? – Znowu pokiwała głową. – Hm. Tak myślałam. Dzięki. Zajrzę później. – Wrzuciła telefon do torebki. – Po odejściu od nas Noelle nie odnawiała certyfikatu. Dopuściła do jego wygaśnięcia.
– Co takiego? – zdumiałam się. – Niemożliwe!
– To kompletnie bez sensu. – Tara opadła obok mnie na sofę.
– Może Laurie pomyliła ją z jakąś inną waszą położną? – podsunęłam.
Gloria pokręciła głową.
– Nie przypuszczam. – Spojrzała mi prosto w oczy, miałam wrażenie, że słyszę jej krytyczne myśli. Jaką byłam przyjaciółką, skoro tak mało wiedziałam o Noelle? – Pamiętam, jak się o tym mówiło w firmie. Wszyscy wiedzieli, że chce się skupić na programie pomocy dzieciom. Cierpiała na bóle pleców. To też dobrze pamiętam. Dostała propozycję zatrudnienia z jednego z konkurencyjnych ośrodków, lecz odpowiedziała, że wycofuje się z zawodu.
– A przecież cały czas pomagała przy porodach! – wyrwało mi się.
– Cały czas! – poparła mnie Tara. – Bez żadnej przerwy praktykowała jako położna.
– Naprawdę? – Gloria spojrzała na nas z ukosa. – Pod czyim nadzorem?
Spojrzałam na Tarę, ona pokręciła głową.
– Nie wiem – powiedziała.
– Czasami wspominała, że była u pacjentki. – Starannie dobierałam słowa, nagle nie do końca pewna, co właściwie mówię. W zasadzie pozbawiona wszelkiej pewności. Czy rzeczywiście mi to mówiła? Przycisnęłam dłonie do skroni. – Dwanaście lat? Bez sensu.
O ile mi było wiadomo, Noelle miała przez ostatnie dwanaście lat trzy pasje: pracę w roli położnej, program pomocy dzieciom oraz to, co nazywała pracą w terenie. Co dwa lata spędzała kilka miesięcy w jakichś zubożałych wiejskich zakątkach, pomagając przy porodach. Pochodziła z takiej okolicy i w ten sposób wyrażała swoje przywiązanie do korzeni. Czyżbyśmy przez dwanaście lat nie miały pojęcia, co właściwie się z nią dzieje?
– Jestem pewna, że wspominała o pacjentkach – potwierdziła Tara.
Wobec tego, jeśli zwariowałam, to przynajmniej nie samotnie.
– Bardzo przepraszam – zreflektowała się Gloria. – Zdenerwowałam was, a absolutnie nie po to przyszłam. – Pochyliła się, uściskała mnie szybko i bezdusznie, tak samo potraktowała Tarę. – Muszę uciekać – oznajmiła. – Jeszcze raz proszę: przyjmijcie moje kondolencje. Śmierć Noelle jest ogromną stratą.
Wyszła, a Tara i ja zostałyśmy kompletnie skołowane. Utkwiłam niewidzące spojrzenie w drzwiach cieplarni.
W końcu Tara otrząsnęła się z osłupienia. Pogładziła mnie po plecach.
– Istnieje pewne wytłumaczenie – powiedziała.
– Aha, wiem – przytaknęłam. – Wiem, znam je i choć bardzo nie chcę, będziemy musiały je zaakceptować.
– Nie rozumiem.
– Wyjaśnienie jest takie, że w ogóle nie znałyśmy No­elle. – Popatrzyłam na Tarę, nagle oprzytomniała. – Musimy się dowiedzieć, dlaczego umarła. Koniecznie musimy poznać ją teraz.