Strona główna / Kryminał/Sensacja/Thriller / Mam na imię Księżniczka

Aktualności

28.06.2022

Spotkanie z Zuzanną Gajewską w Elblągu

W poniedziałek 4 lipca o godz. 18:00 zapraszamy do Biblioteki Elbląskiej (Świętego Ducha 3-7, Elbląg) na spotkanie z Zuzanną Gajewską, autorką książki "Burza".

Wywiady

25.08.2021

"Tajemnica Wzgórza Trzech Dębów". Wywiad z Piotrem Borlikiem

Zapraszamy do przeczytania wyjątkowego wywiadu z Piotrem Borlikiem. Z autorem książki "Tajemnica Wzgórza Trzech Dębów" rozmawiał Marcin Waincetel z Lubimyczytac.pl.

Posłuchaj i zobacz

26.06.2022

Rozmowa z Beatą Sabałą-Zielińską

Nowy odcinek naszego podcastu to rozmowa Justyny Dżbik-Kluge z Beatą Sabałą-Zielińską, autorką książki "TOPR. Tatrzańska przygoda Zosi i Franka".

Bestsellery

TOP 20

  1. Żadanica Katarzyna Puzyńska
  2. Wyrwana z piekła talibów Marcin Margielewski
  3. Arabska zdrajczyni Tanya Valko

Mam na imię Księżniczka

Sara Blædel

Rozdział 2.

Rozległo się ciche kliknięcie, kiedy nacisnęła guzik, i moment później drzwi na oddział się otworzyły. Szła szybko ze wzrokiem wbitym w podłogę. Kątem oka widziała odwiedzających i pacjentów zajętych rozmową. Laborant pchał przed sobą wózek z probówkami wypełnionymi krwią, przewożonymi z gabinetów zabiegowych do analizy. Dosłownie w ostatniej chwili udało jej się na niego nie wpaść. Przeprosiła, nie zatrzymując się, i maszerowała dalej w stronę izby przyjęć. Skręciła za róg i weszła do przeszklonej dyżurki.

– Louise Rick, Wydział A – przedstawiła się. – Z kim mam rozmawiać?
Młoda pielęgniarka odpowiedziała jej z uśmiechem:
– Chwileczkę, zaraz zadzwonię po lekarza. Na razie proszę usiąść.
Wskazała krzesło przy owalnym białym stole, na którym widoczne były ślady po filiżankach z kawą i okruchy popołudniowego ciasta.
Louise, obserwując pielęgniarkę, która wyszła do sekretariatu zadzwonić, zdjęła z ciemnych włosów okulary przeciwsłoneczne i rzuciła je na stół. Potem założyła ręce na karku i ciężko westchnęła. Jadąc wzdłuż Kalvebod Brygge i Folehaven, z trudem przedarła się przez popołudniowe korki, a kilka razy zdarzyło jej się uderzyć w kierownicę, kiedy ruch całkiem zamarł. Pokonanie niespełna dziesięciu kilometrów z Komendy Miejskiej Policji w Kopenhadze do Szpitala Hvidovre zabrało jej wyjątkowo dużo czasu.

Dochodziła już prawie piąta, kiedy Hans Suhr, naczelnik Wydziału Zabójstw, przyszedł do jej pokoju. Louise spisywała właśnie listę zakupów, które powinna zrobić w drodze do domu, ale zobaczywszy wyraz twarzy szefa, odsunęła notatnik i przygotowała się na to, że będzie musiała zadzwonić do Petera i poprosić, by to on skoczył do sklepu. Sam to zresztą zaproponował rano, kiedy odwoził ją do pracy, ale optymistycznie machnęła ręką, mówiąc, że na pewno zdąży.
– Zgłoszono gwałt. Chciałbym, żebyś tam pojechała.
Szef usiadł na twardym krześle stojącym przy krótszym boku jej biurka.
Zanim zdążył powiedzieć coś więcej, Louise sięgnęła po notes i wyrwała kartkę z listą zakupów. Suhr często angażował ją w sprawy gwałtów. Ofiary miały prawo być przesłuchiwane przez kobietę, a ponieważ w wydziale nie pracowało ich zbyt wiele, tego rodzaju śledztwa zwykle spadały na nią.
– Przewieziono ją do Hvidovre – wyjaśnił Suhr, kiedy naszykowała już długopis. – To trzydziestodwulatka z Valby. Jej matka, która mieszka piętro wyżej, zeszła do mieszkania córki w porze obiadu i znalazła ją związaną i zakneblowaną w sypialni. Leżała na zakrwawionym łóżku, prawie nieprzytomna z wycieńczenia. – Suhr przez chwilę się zastanawiał, czy powinien jeszcze coś dodać. – Matka przed wezwaniem karetki usunęła jej mocną taśmę klejącą z ust – powiedział w końcu.
Louise obserwowała szefa, żeby wiedzieć, czy powinna się przygotować na jeszcze gorsze rzeczy, ale już sam fakt związania i zakneblowania ofiary wystarczał, by Komenda Rejonowa City skontaktowała się z Wydziałem A. Stan ofiary klasyfikował gwałt w kategorii napaści popełnionej z wyjątkową brutalnością.
– Susanne Hansson mieszka sama. Kiedy policja przybyła na miejsce, jej matka powiedziała, że córka nie ma ani stałego chłopaka, ani znajomych, z którymi dobrowolnie chodziłaby do łóżka.
Louise zmarszczyła czoło.
– A co ona sama mówi? – przerwała szefowi.
Suhr wzruszył ramionami.
– Nic. Koledzy z City po przyjeździe do szpitala próbowali coś z niej wyciągnąć, ale nic z tego nie wyszło. Później zamieniła z nią kilka słów któraś z lekarek, lecz nie wiem, z jakim rezultatem. Wiemy jedynie, że pokrzywdzona chce zgłosić gwałt. Sama musisz z nią porozmawiać, a potem zawieźć do Szpitala Centralnego na badania.
Louise kiwnęła głową, zadowolona, że będzie miała możliwość nawiązania kontaktu z Susanne Hansson, zanim pojadą do ośrodka dla ofiar gwałtów. Z doświadczenia wiedziała, że jeśli dziewczyna została potraktowana tak brutalnie, jak mówił Suhr, to dalsze badania przeprowadzane przez patologów sądowych tego samego dnia będą stanowiły dla niej jeszcze większe obciążenie. Wcześniejsza rozmowa z policjantką byłaby bardzo wskazana, tak aby Susanne mogła poczuć się choć odrobinę bezpieczniej.
– W jakim jest teraz stanie?
– Pojedziesz i sama się przekonasz – odparł naczelnik. – Wyślę Larsa Jørgensena do jej mieszkania na Lyshøj Allé. Technicy kryminalistyczni już tam są. Zadzwoń, kiedy zorientujesz się w sytuacji. – Uderzył jeszcze dłonią w blat, a potem wstał i wyszedł.
Louise przerzuciła dżinsową kurtkę przez ramię i jeszcze zerknęła na stosy papierów na biurku. Po drodze do gabinetu szefowej grupy śledczej, gdzie znajdowała się książka wyjazdów, zdążyła się rozzłościć na myśl o tym, że na pewno wszystkie samochody są na mieście i przyjedzie jej błagać Svendsena o jakiś wóz. Okazało się jednak, że były nawet dwa wolne auta. Wzięła więc kluczyki i wpisała się do książki. Śmiesznie tak się złościć na wyrost, pomyślała, zbiegając ze schodów po dwa stopnie naraz.

– Już idzie – poinformowała pielęgniarka, odkładając słuchawkę.
Louise podziękowała i wstała. Schowała okulary do kieszeni, w której już miała pomadkę do ust.
– Mam na imię Anne-Birgitte – przedstawiła się młoda lekarka w złotych lennonkach.
Dłoń miała chłodną, uścisk mocny, długie włosy upięte na karku. Louise w porównaniu z nią poczuła się spocona i napuchnięta, co zrekompensowała sobie, mówiąc tonem ostrzejszym i zimniejszym, niż miała ku temu powód.
– Długo pani z nią rozmawiała? – spytała, zamiast się przedstawić, i zauważyła, jak życzliwe spojrzenie lekarki się zmienia, ale było już za późno.
– Wystarczająco długo, by stwierdzić, że chyba mimo wszystko za wcześnie jest na przesłuchiwanie jej przez policję.
Popatrzyły sobie w oczy. Louise poczuła, że rośnie w niej szacunek. Pozwoliła, by był widoczny w jej spojrzeniu dostatecznie długo, aby lekarka zorientowała się, że policjantka się poddaje.
– Dobrze, że skłoniła ją pani do zgłoszenia tego przestępstwa – powiedziała i uśmiechnęła się, czując, że atmosfera nieco się rozluźnia.
– Jeśli ma pani czas, to mogę z panią omówić to, co napisałam w karcie.
Usiadły obok siebie. Anne-Birgitte zaczęła przeglądać kartki formatu A4.
– Ręce i nogi miała skrępowane mocnymi plastikowymi zaciskami. – Podniosła wzrok znad kartek i wyjaśniła, że chodzi o zaciski służące do wiązania kabli, stosowane również przez policję jako jednorazowe kajdanki. – Personel z karetki przeciął je, zanim ją tu przywieziono. A matka usunęła jej z ust taśmę klejącą typu gaffa. Pokrzywdzona miała bardzo niskie ciśnienie, poza tym stwierdziliśmy, że jest odwodniona, dostała więc glukozę w kroplówce. Obserwujemy zdecydowaną poprawę. Powoli dochodzi do siebie – zakończyła, odsunęła kartki i przyjęła pozycję wyczekującą, gotowa udzielić odpowiedzi na pytania asystent kryminalnej.
Louise kiwnęła głową, przypominając sobie, co mówił jej Suhr przed wyjazdem i jakich odpowiedzi potrzebuje.
– Słyszałam, że była krew... – zaczęła. – Jak poważnych obrażeń doznała?
– Susanne Hansson otrzymała kilka mocnych ciosów w twarz, w których wyniku sporo krwawiła. Wygląda też na to, że był krwotok z podbrzusza, ale ustał. Nie badałam jej ginekologicznie. To nastąpi dopiero w Szpitalu Centralnym.
– Ile ona pani wyjawiła?
Anne-Birgitte zwlekała z odpowiedzią.
– Niedużo. Jest głęboko nieszczęśliwa i albo nie chce nic mówić, albo też nie pamięta, co się stało. Początkowo nie chciała nawet potwierdzić, że mamy do czynienia z przestępstwem, ale co do tego raczej nie ma żadnych wątpliwości.
Louise zarejestrowała napięcie wokół ust lekarki i uznała, że stwierdzenie to należy przypisać wyłącznie jej. „Przestępstwo?” – zapisała, zasłaniając notatkę ręką.
– Nie wie pani, czy znała sprawcę?
– Mówi zbyt nieskładnie, żeby dało się z tego wyciągnąć jakiś wniosek. Ale kiwnęła głową, kiedy spytałam, czy chce zgłosić na policję napaść. Przekazałam więc tę informację dwóm funkcjonariuszom, którzy ją przywieźli.
Louise schowała notes do torebki. Od lekarki już niczego więcej nie mogła się dowiedzieć, przyszedł zatem czas, by poznać Susanne Hansson.
Wstała i czekała, aż Anne-Birgitte pójdzie w jej ślady, ale lekarka dalej siedziała wpatrzona w okruchy ciastek na stole.
– Pacjentka jest w głębokim szoku – stwierdziła, unosząc wzrok. – Żadną miarą nie sprawia wrażenia kobiety, która dobrowolnie bierze udział w erotycznych zabawach łączących się z kneblowaniem, wiązaniem rąk i nóg czy biciem.
Louise chciała jej przerwać, ale lekarka ją uprzedziła.
– Została skrzywdzona i fizycznie, i psychicznie. Liczę, że pani to uszanuje.
– Oczywiście – odparła Louise zirytowana.
Nie po raz pierwszy była strofowana, policja bowiem z racji swoich obowiązków zazwyczaj okazywała niedowierzanie, gdy chodziło o zgłoszenie gwałtu.
– Zakładam, że nie będzie problemów z przetransportowaniem jej do Szpitala Centralnego.
– Nie. To nie powinno pogorszyć jej stanu. Idziemy?

Louise ruszyła za lekarką, ale zatrzymała się na korytarzu, kiedy Anne-Birgitte weszła do sali, aby zawiadomić o jej przybyciu. Chwilę później drzwi otworzyły się gwałtownie i wybiegła z nich pięćdziesięciokilkuletnia kobieta, która mocno złapała ją za ramię. Policjantka szybko się domyśliła, że to zapewne matka ofiary.
– Musi pani zrozumieć, że stało się coś strasznego!
Louise lekko się cofnęła, ale to sprowokowało kobietę do jeszcze mocniejszego zaciśnięcia ręki na jej ramieniu.
– Porozmawiam z pani córką. – Louise odsunęła jej dłoń i wskazała rząd krzeseł pod ścianą. – Może pani zaczekać tutaj, gdy u niej będę. – Podprowadziła kobietę do krzesła i zanim ta zdążyła zaprotestować, delikatnie pchnęła ją na siedzenie. – Po rozmowie z Susanne zawiozę ją do Szpitala Centralnego. Najlepiej więc by było, gdyby pani pojechała do domu i tam czekała. Jeśli poda mi pani swój numer telefonu, zadzwonię, kiedy skończą się badania i przesłuchanie na komendzie.
Znów wyjęła notes i podsunęła matce czystą stronę.
– Jadę z wami! – oświadczyła matka, ignorując notatnik.
Louise przykucnęła przy krześle.
– Nie mogę pani tego zabronić, ale wobec tego musi być pani przygotowana na kilkugodzinne czekanie i na to, że nikt nie będzie miał czasu na rozmowę z panią. Akurat teraz najważniejsza jest pani córka. To oczywiste, że chce pani być przy niej, lecz jeśli mamy mieć szansę na dowiedzenie się, kto ją doprowadził do takiego stanu, musimy spokojnie z nią porozmawiać. Poza tym natychmiast zostaną przeprowadzone badania.
Do kobiety chyba coś zaczynało docierać.
– No to pojadę do domu i posprzątam trochę w jej mieszkaniu – powiedziała głównie do siebie.
Louise położyła jej dłoń na ramieniu.
– W tej chwili w jej mieszkaniu jest policja. Minie trochę czasu, zanim będzie pani mogła tam wejść. Proponuję, żeby pojechała pani do siebie. Znalezienie córki w takich okolicznościach musiało być dla pani wielkim szokiem.
Matka pokiwała głową, ale Louise widziała, że znów zamierza protestować, postanowiła więc czym prędzej zakończyć rozmowę.
– Skontaktuję się z panią wieczorem – zapewniła i pospieszyła do sali.
Wielokrotnie odbywała podobne rozmowy i niewiele czasu potrzebowała, by ocenić, czy obecność matki podczas badań i przesłuchań Susanne Hansson to problem, czy pomoc. Wszystko przemawiało na niekorzyść matki.

Szpitalne łóżko stało przy oknie. Poruszane przez wiatr zasłonki lekko falowały. Susanne leżała wpatrzona w okno i odwróciła głowę dopiero, gdy Louise stanęła tuż przy łóżku.
– Nazywam się Louise Rick, jestem asystent kryminalną – przedstawiła się. – Możemy chwilę porozmawiać?
Susanne zmieniła pozycję, ale patrzyła tak, jakby jej nie widziała. Całkiem się wycofała do własnego świata. Jakie to smutne, pomyślała Louise. Ta dziewczyna czuje większy ból w środku niż na zewnątrz.
– Strasznie cię potraktowano – powiedziała, patrząc na zmaltretowaną twarz. – Wiem, że przeszłaś już jakieś badania, i rozumiem, że najbardziej byś chciała, żeby zostawiono cię w spokoju. Ale wolałabym zabrać cię do Szpitala Centralnego. Tam mieści się ośrodek dla ofiar gwałtów. Właśnie tam wykonują właściwe badania, konieczne przy złożeniu zawiadomienia
o gwałcie.
Z łóżka nie było żadnej reakcji, Louise więc ciągnęła:
– Jeżeli możesz iść o własnych siłach, proponuję, żebyśmy pojechały tam moim samochodem, ale mogę też poprosić, żeby przewieziono cię karetką.
Susanne nareszcie zareagowała, przesuwając nieco wzrok w pobliże twarzy policjantki. Louise musiała szybko podjąć decyzję, czy większą korzyść odniesie, jeśli usiądzie i będzie udawała, że mają mnóstwo czasu, zanim Susanne Hansson poczuje się gotowa do rozmowy, czy też jeśli będzie naciskać, by sprowokować ją do reakcji. Zdecydowała się na rozwiązanie pośrednie.
– W ośrodku czeka już patolog sądowy. Zbada cię, a potem zostaniesz przesłuchana. Prawdę mówiąc, miałam też nadzieję, że będziemy mogły chwilę porozmawiać jeszcze przed badaniem.
Tym razem Susanne Hansson jej przerwała. Głos miała zachrypnięty, a wymawiając słowa, prawie nie otwierała poranionych ust. Najwyraźniej czuła się tak, jakby wciąż była zakneblowana taśmą.
– Patolog sądowy bada zwłoki. Dlaczego ma badać mnie?
Louise musiała się nachylić, żeby usłyszeć, co dziewczyna mówi. Przyciągnęła sobie krzesło i usiadła tuż przy łóżku.
– Rzeczywiście patolodzy badają zwłoki, ale przeprowadzają również obdukcje u żywych – wyjaśniła spokojnie. – Zawsze któryś z nich jest wzywany, kiedy trzeba zbadać ofiarę gwałtu w ośrodku.
Po policzkach Susanne popłynęły łzy. Louise wzięła ją za rękę, starając się nie poruszyć kroplówki. Uspokajająco pogładziła ją po ramieniu.
– Chodzi o zabezpieczenie śladów, które bez wątpienia zostawił na tobie sprawca...
Ciche łzy zmieniły się w głęboki szloch, wydobywający się z ciała dziewczyny gwałtownie niczym wiadro wyciągane z głębokiej studni. Louise zmieniła taktykę. Musiała teraz dać Susanne tyle czasu, ile ta go potrzebowała. Coś w niej odpuszczało i warto było na to poczekać.
W końcu płacz ucichł.
– Mogę pojechać z tobą – zdecydowała Susanne, wycierając oczy. – Ale nie mam się w co ubrać.
Powiedziała to takim tonem, jakby się tłumaczyła, jakby się wstydziła, że do szpitala przywieziono ją nagą. Louise się uśmiechnęła.
– Poprosimy pielęgniarkę, żeby przygotowała dla ciebie szlafrok i kapcie.
Susanne kiwnęła głową. Louise, wychodząc z pokoju, żeby poszukać kogoś, kto mógłby znaleźć coś do ubrania dla dziewczyny, czuła na sobie jej wzrok.
(…)