Strona główna / Literatura światowa / Romans / Miłość kąsa

Aktualności

12.07.2019

Nominacja dla książki Sashy Marianny Salzmann!

Książka Sashy Marianny Salzmann "Poza siebie" znalazła się wsród 14 tytułów nominowanych do Literackiej Nagrody Europy Środkowej Angelus.

Wywiady

11.07.2019

"Mówimy o trylogii, na którą należy patrzeć całościowo"

Zapraszamy do przeczytania wywiadu z Piotrem Borlikiem, autorem książek "Boska proporcja", "Materiał ludzki" i "Białe kłamstwa".

Posłuchaj i zobacz

24.07.2019

Narodziny faszyzmu oczami zwykłych ludzi

Zapraszamy do obejrzenia nagrania zapowiadającego książkę "Wakacje w Trzeciej Rzeszy. Narodziny faszyzmu oczami zwykłych ludzi" Julii  Boyd.

Bestsellery

TOP 20

  1. Miłość '44. 44 prawdziwe historie powstańczej miłości Agnieszka Cubała
  2. Macho. Instrukcja obsługi Andrzej Gryżewski, Artur Górski
  3. Muszę wiedzieć Kasia Bulicz-Kasprzak

Fotogaleria

więcej »

Miłość kąsa

Lynsay Sands

Rozdział 1.

Idę po kawę, Rachel. Masz na coś ochotę?
Rachel Garrett wyprostowała się nad stołem i nie zdejmując rękawiczki, przesunęła dłonią wzdłuż czoła. Odkąd dwie godziny temu pojawiła się w pracy, dręczyły ją na zmianę chłodne dreszcze i gorączka. W tej chwili czuła siódme poty, zarówno na czole, jak i na kręgosłupie, z którego spływał cienkim strumyczkiem. Jej organizm walczył zażarcie z jakimś wrednym wirusem.
Zerknęła na ścienny zegar; dochodziła pierwsza. Dwie godziny z głowy, zostało jeszcze sześć. Ledwie powstrzymała jęk. Sześć godzin! Jeśli to świństwo będzie rozwijało się w dotychczasowym tempie, będzie miała szczęście, jeśli przetrwa połowę zmiany.
– Rachel, dobrze się czujesz? Wyglądasz jak ostatnia cierpiętnica.
Asystent podszedł do niej i położył jej dłoń na czole, a ona skrzywiła się paskudnie. Ostatnia cierpiętnica? Mężczyźni naprawdę potrafią być nietaktowni.
– Mokre. – Zmarszczył brwi. – Masz gorączkę i dreszcze?
– Nie. Wszystko w porządku, Tony. – Rachel odepchnęła jego dłoń, zawstydzona i poirytowana jednocześnie, po czym sięgnęła do kieszeni po drobne. – Może przyniósłbyś mi jakiś sok albo coś innego do picia?
– Wszystko w porządku, akurat!
Rachel usłyszała kpinę w jego głosie i jednocześnie spostrzegła się, że nieprzytomnie sięga pod kitel i do kieszeni spodni dłonią w zakrwawionej rękawiczce. Fantastycznie.
– Może powinnaś…
– Wszystko w porządku – powtórzyła z naciskiem. – Nic mi nie jest. Idź już.
Tony spojrzał na nią pytająco i wzruszył ramionami.
– Jak chcesz. Ale może usiądź i odpocznij, dopóki nie wrócę.
Rachel zignorowała rady asystenta i jak tylko zamknęły się za nim drzwi, nachyliła się z powrotem nad zwłokami. Dobry człowiek z tego Tony’ego, chociaż miewa swoje dziwactwa. Na przykład uparcie mówi z akcentem mafiosa z Bronksu, choć nigdy nie opuścił rodzinnego Toronto. Nawet nie miał włoskich korzeni. Na dokładkę „Tony” nie było jego prawdziwym imieniem; facet przyszedł na świat jako Teodozjusz Schweinberger. Rachel doskonale rozumiała, czemu wolał posługiwać się wygodniejszym skrótem, lecz nie mogła pojąć upodobania do straszliwego akcentu.
– Dobry wieczór!
Popchnięte od zewnątrz drzwi do głównego pomieszczenia kostnicy stanęły otworem. Rachel przerwała pracę i odłożyła na bok skalpel, zsunęła lateksową rękawiczkę z prawej dłoni i ruszyła w kierunku dwóch mężczyzn, którzy pchali przed sobą nosze ze zwłokami. Dale i Fred, ratownicy i sympatyczne chłopaki. Rachel rzadko ich widywała. Najczęściej rozwozili po szpitalach ludzi ocalałych z wypadków. Niektóre ofiary przenosiły się na łono Abrahama już na ostrym dyżurze, a wtedy sanitariusze zwykle jechali do kolejnego wezwania. Najwyraźniej ten pacjent zmarł im w drodze.
– Witaj, Rachel! Ależ… eee, dobrze wyglądasz!
Przywitała się, taktownie puszczając mimo uszu wahanie w głosie Dale’a. Tony nie pozostawił jej złudzeń.
– Co my tu mamy?
Dale wręczył jej plik dokumentów.
– Rana postrzałowa. Gdy zabieraliśmy go z miejsca zbrodni, wydawało się nam, że czujemy puls, ale mogliśmy się mylić. Oficjalnie zmarł w drodze. Doktor Westin potwierdził zgon i kazał przywieźć go tutaj. Trzeba będzie zrobić sekcję zwłok, wydobyć pocisk i tak dalej.
– Hm. – Rachel odłożyła dokumenty i przeszła na drugi koniec sali, gdzie stał ruchomy stół sekcyjny ze stali nierdzewnej. Przepchnęła go do sanitariuszy.
– Przełóżcie go tutaj, proszę. W międzyczasie podpiszę protokół.
– Robi się.
– Dziękuję.
Zostawiła mężczyzn i poszła po długopis do biurka ustawionego w rogu pomieszczenia. Podpisała dokumenty, a tymczasem sanitariusze uporali się z ciałem. Zdjęli z niego prześcieradło, którym było okryte podczas transportu przez szpitalne korytarze. Rachel stanęła nad denatem i przyjrzała mu się uważnie.
Najświeższe zwłoki w kostnicy okazały się należeć do przystojnego ciemnego blondyna, na oko poniżej trzydziestki. Przyglądając się jego rzeźbionej, bladej twarzy, Rachel pożałowała, że nie poznała nieboszczyka za jego życia. Była ciekawa, jakie miał spojrzenie. Rzadko zdarzało jej się myśleć o ciałach, nad którymi pracowała, jak o niegdyś żywych i oddychających istotach. Gdyby zbyt często widziała w zwłokach dawne matki, braci, siostry czy dziadków, nie byłaby w stanie wykonywać zawodu, tych tutaj jednak nie potrafiła potraktować bezosobowo. Wyobraziła sobie mężczyznę roześmianego. Miał srebrne oczy. Nigdy takich nie widziała.
– Rachel?
Zamrugała i spojrzała nieprzytomnym wzrokiem na Dale’a. Z zamyślenia ocknęła się w pozycji siedzącej, co zdziwiło ją nieco. Najwyraźniej sanitariusze przysunęli fotel od biurka i posadzili ją na nim wygodnie, a teraz stali nad nią, wyraźnie zaniepokojeni.
– Zląkłem się, że zaraz zemdlejesz – powiedział Dale. – Jesteś blada jak ściana i ledwo się trzymasz na nogach. Jak się czujesz?
– Och. – Rachel zaśmiała się nerwowo i zamachała dłonią. – Dobrze. Naprawdę. Ale macie rację, coś mnie chyba bierze. Mam na zmianę dreszcze i gorączkę. – Wzruszyła ramionami.
Dale przyłożył grzbiet dłoni do jej czoła i zmarszczył brwi.
– Może powinnaś pójść do domu? Jesteś cała rozpalona.
Ponownie przesunęła dłonią wzdłuż czoła i niechętnie przyznała mu rację. W duchu miała nadzieję, że wirus okaże się równie szybki, co niegroźny, a przebieg choroby – wbrew wszelkim symptomom – łagodny. Nie znosiła być chora.
– Rachel?
– Tak? – Spojrzała na przejętych ratowników i siłą woli podniosła się z fotela. – Och, przepraszam. Chyba faktycznie pójdę wcześniej do domu. Zaczekam tylko na Tony’ego. Tu macie wszystko podpisane – oznajmiła, wręczając im plik papierów.
Dale sięgnął po teczkę i wymienił z Fredem porozumiewawcze spojrzenie. Czuli, że nie powinni zostawiać Rachel samej.
– Naprawdę nic mi nie jest – mitygowała ich. – Tony wyszedł tylko na chwilę, po kawę. Zaraz wróci. Jedźcie już.
– No, dobrze. – Niechętnie zgodził się Dale. – Tylko wyświadcz nam tę przysługę i do jego powrotu nie wstawaj z fotela. Jeśli zemdlejesz i upadniesz…
Rachel skinęła głową.
– Umowa stoi. Sio. Dopóki Tony nie wróci, nigdzie się nie ruszam.
Choć Dale wyraźnie jej nie dowierzał, nie miał wyboru. Ruszyli z Fredem w stronę drzwi.
– Pora na nas.
– Do zobaczenia – dodał Fred.
Rachel odprowadziła ich wzrokiem i przez chwilę, zgodnie z obietnicą, posłusznie siedziała na fotelu, szybko jednak ogarnęło ją zniecierpliwienie. Bezczynność nie leżała w jej naturze. Zerknęła na świeżo dostarczone zwłoki. Ofiara postrzału snajpera, rzadki przypadek. Powinna potraktować ofiarę priorytetowo. Policja na pewno będzie chciała jak najszybciej przebadać pocisk, a to oznacza, że powrót Tony’ego z kawą wcale nie zwolni Rachel z posterunku. O powrocie do domu pomyśli najwcześniej, gdy wydobędzie nabój z piersi ofiary. Sekcja zwłok może zaczekać do rana, lecz przygotowanie pocisku do oględzin należy do obowiązków koronera na nocnej zmianie.
Rachel się wyprostowała, wstała i podeszła do stołu operacyjnego. Spojrzała na denata.
– Wybrałeś sobie pechową noc na postrzał, mój drogi – mruknęła.
Uważnie przyjrzała się jego twarzy. Cóż, kawał przystojniaka i naprawdę szkoda, że przyszło mu zginąć… Choć z drugiej strony, żal towarzyszy śmierci każdego człowieka. Rachel odgoniła ponure myśli wzruszeniem ramion, sięgnęła po stolik z instrumentami i przysunęła go bliżej. Zerknęła ostatni raz i wzięła się do pracy.
Ratownicy rozerwali koszulę denata na wysokości rany, lecz pomijając to pojedyncze rozdarcie, ubranie było w jak najlepszym porządku. Mężczyzna miał na sobie bardzo elegancki, markowy garnitur, ewidentnie z górnej półki.
– Ciekawy człowiek… Wyrafinowany i zamożny – rzekła pod nosem Rachel, podziwiając krój i ukryte pod tkaniną pięknie rzeźbione ciało. – Niestety, muszę pana pozbawić tych pięknych ubrań, drogi panie – dodała.
Wzięła nożyce ze stolika z instrumentami i zdecydowanym ruchem rozcięła najpierw marynarkę, a potem koszulę. Gdy materiał opadł na podłogę, Rachel zatrzymała się w pół gestu i przyjrzała uważniej odsłoniętym fragmentom zwłok. Zazwyczaj w tym momencie przechodziła bez ceregieli do usunięcia spodni i bielizny, lecz gorączka pozbawiła ją sił. Ręce miała jak z waty i ledwie była w stanie utrzymać narzędzie w drżących dłoniach. Uznała, że odmiana w rutynie nie zaszkodzi. Zamiast walczyć z odzieniem zasłaniającym dolną połowę ciała ofiary, zarejestruje obserwacje dotyczące obrażeń w części górnej. Przy odrobinie szczęścia wkrótce zjawi się Tony i pomoże rozebrać mężczyznę do końca.
Rachel odłożyła nożyce, ustawiła lampkę oraz mikrofon nad klatką piersiową denata i włączyła nagrywanie.
– Zwłoki ofiary zidentyfikowanej jako… A niech to! – Wyłączyła mikrofon i zaczęła nerwowo przeglądać dostarczony przez ratowników protokół. Zmarszczyła brwi. Na żadnym dokumencie nie było nazwiska! Niezidentyfikowane zwłoki doskonale ubranej ofiary strzelaniny. Przez głowę przeleciało jej, że być może zabójca zwyczajnie rąbnął ofierze portfel. Spojrzała smutno na mężczyznę. Naprawdę szkoda, że zginął z tak trywialnego powodu. Przyszło nam żyć w chorym świecie, pomyślała.
Pani koroner odłożyła plik dokumentów i ponownie włączyła mikrofon.
– Sekcję niezidentyfikowanych zwłok przeprowadza doktor Garrett. Denat to biały mężczyzna, wzrost około 190 centymetrów. – Oszacowała ostrożnie, odkładając dokładne pomiary na później. – Wygląda na sprawnego i zdrowego.
Wyłączyła mikrofon i pokręciła głową. Określenie „sprawny i zdrowy” w tym przypadku było dość zachowawcze. Mężczyzna miał posturę atlety. Płaski brzuch, szeroka klatka piersiowa i umięśnione ramiona. I jeszcze te szlachetne rysy! Rachel podniosła jedno, a następnie drugie ramię denata w poszukiwaniu ewentualnych obrażeń na ich spodniej stronie. Odsunęła się z nachmurzoną miną. Na skórze nie było żadnych blizn i znamion, żadnych znaków szczególnych. Poza raną postrzałową tuż nad sercem, ciało ofiary było bez skazy. Nawet palce miał doskonałe.
– Dziwne – mruknęła pod nosem. Zazwyczaj podczas oględzin odkrywała co najmniej kilka uszkodzeń, choćby ślad po wycięciu wyrostka robaczkowego. Ten mężczyzna był jednak bez skazy. Nie miał nawet odcisków ani odgniotków na dłoniach. Bogaty arystokrata? Rachel w zamyśleniu przeniosła wzrok na jego twarz. Bardzo klasyczna uroda, lecz bez śladu opalenizny. A tacy eleganccy milionerzy zazwyczaj z dumą obnosili przywiezioną z dalekich podróży opaleniznę lub regularnie bywali w solarium.
Rachel postanowiła nie marnować dłużej czasu na domysły. Pokręciła głową i włączyła z powrotem mikrofon.
– Poza raną postrzałową ofiara nie ma znaków szczególnych ani blizn na przedzie górnej części ciała. Zgon najprawdopodobniej nastąpił wskutek utraty krwi spowodowanej wcześniej wspomnianą raną.
Nie zawracając sobie głowy wyłączaniem mikrofonu, sięgnęła po szczypce. W końcu dyktafon włączał się i wyłączał automatycznie. Reagował na dźwięk i zapisywał wyłącznie głos pracującego przy zwłokach koronera. Na podstawie nagrania spisze się później protokół i usunie z niego wszelkie zbędne i przypadkowe komentarze.
Rachel zmierzyła ranę postrzałową i zapisała na kartce wynik oraz jej umiejscowienie na ciele ofiary. Następnie ostrożnie wsunęła szczypce w otwór i penetrowała go powoli i delikatnie, tak aby nie naruszyć sąsiednich tkanek. Zacisnęła kleszcze na pocisku i wyciągnęła go przez szczelinę w skórze.
Z triumfalnym „Aha!” wyprostowała się, z dumą obejrzała nabój i odwróciła się, by wrzucić go do rynienki. Naczynia nie było pod ręką. Poirytowana, wyrzucając sobie w duchu złą organizację pracy, odeszła od stołu i rozpoczęła przeszukiwanie szafek i szuflad.
W trakcie poszukiwań przemknęła jej przez głowę myśl, że nieobecność Tony’ego podejrzanie się przeciąga. Z szybkiego wyjścia po kawę zrobiło się już prawie dwadzieścia minut. Najbardziej prawdopodobnym sprawcą opóźnienia była pewna miła pielęgniarka z piątego piętra. Przypadła Tony’emu do gustu na tyle, że znał już na pamięć plan jej dyżurów. Starał się organizować sobie przerwy tak, by pokrywały się z jej grafikiem, a jeśli natknął się na dziewczynę pod automatem z kawą, to zapewne zarządził czas wolny. Rachel nie miała nic przeciwko temu. Ona wkrótce pójdzie do domu, a Tony pozostanie sam na placu boju do końca nocnej zmiany.
Znalazła wreszcie rynienkę i nabój zagrzechotał metalicznie. Następnie podeszła z naczyniem do biurka, aby przygotować etykietkę; w dowodach rzeczowych musi panować porządek. Zajęło jej to kilka dobrych minut i zdążyła się dwa razy pomylić, zanim wreszcie wszystko było jak należy. To już kolejny znak, że nie jestem w najlepszej formie, pomyślała, i że opuszczenie zmiany przed czasem wcale nie jest złym pomysłem. Przy wrodzonym perfekcjonizmie Rachel nawet drobne pomyłki skutkowały u niej irytacją, a nierzadko zawstydzeniem.
Osłabiona i zła na siebie, przyklejała właśnie etykietkę do rynienki, gdy kątem oka zarejestrowała ruch. Zastygła na chwilę, po czym odwróciła się w kierunku drzwi, spodziewając się ujrzeć w nich Tony’ego, ale kostnica była kompletnie pusta. W pomieszczeniu znajdowała się tylko ona i niezidentyfikowany mężczyzna na stole sekcyjnym. Najwyraźniej gorączka spowodowała przywidzenia.
Rachel pokręciła głową i wstała zza biurka, choć ledwie była w stanie utrzymać się na drżących nogach. Na jej rozpalone czoło wystąpiły kropelki potu, a zamiast żołądka i wątroby miała dwa rozgrzane do czerwoności piece. W mgnieniu oka zimne dreszcze zmieniły się w uderzenia gorąca.
Usłyszała tajemniczy szelest i ponownie spojrzała na stół. Czy prawa dłoń denata nie przesunęła się przypadkiem? Rachel mogłaby przysiąc, że po badaniu położyła ją grzbietem do góry, a teraz opuszki palców wskazywały sufit.
Wzrok Rachel powędrował z dłoni na twarz ofiary. Gdy mężczyzna został przywieziony do kostnicy, jego twarz była niemal zupełnie pozbawiona wyrazu – zastygła jak maska – i zdradzała jedynie łagodne zaskoczenie, teraz zaś malował się na niej grymas bólu. Może to początek halucynacji?, pomyślała Rachel. Mam zwidy, jak nic, przecież ten człowiek jest martwy. A martwi ludzie nie ruszają rękami i nie robią min.
– Za dużo nocek bierzesz – mruknęła do siebie pod nosem. Powoli podeszła do stołu operacyjnego. Trzeba jeszcze pozbyć się reszty ubrania i przebadać to, co poniżej pasa.
Bez pomocy Tony’ego nie zdoła przewrócić nieboszczyka na brzuch i obejrzeć jego pleców. Z dolną częścią ciała od frontu też mogłaby zaczekać na powrót asystenta, lecz postanowiła zacząć bez niego. Im szybciej wyjdzie z kostnicy i wróci do domu, tym lepiej. Najrozsądniej będzie, jeśli teraz zrobię tyle, ile jestem w stanie, pomyślała, sięgając po nożyce, by rozciąć spodnie. I zorientowała się, że nie dokonała jeszcze oględzin głowy.
Prawdopodobnie nie znajdzie tam drugiej rany postrzałowej, a przynajmniej nic na to nie wskazuje. Zresztą Fred i Dale nie omieszkaliby wspomnieć o czymś takim, w końcu twierdzili, że w ambulansie wyczuli u mężczyzny puls, który później ustał. Było to o tyle mało wiarygodne, że ofiara najpewniej zginęła w chwili, gdy pocisk przeszył jej serce.
Rachel odłożyła nożyce i przystąpiła do badania czaszki, a zobaczywszy piękne i silne blond włosy mężczyzny, pożałowała, że jej rude loki nie są nawet w połowie tak zdrowe. Na głowie denata nie odnalazła żadnych skaleczeń ani otarć. Delikatnie ułożyła ją z powrotem na stole i ponownie sięgnęła po instrument.
Dwukrotnie ciachnęła w powietrzu, przymierzając się dokładnie do rozkrojenia spodni ofiary na wysokości pasa. Co ciekawe, wcale jej się nie śpieszyło. Dziwne. Studia medyczne skutecznie wyprały ją ze wstydu oraz pozbawiły wszelkich oporów w obcowaniu z męską nagością i nie miała pojęcia, co ją teraz speszyło.
Ponownie łypnęła na klatkę piersiową denata. Rety, on naprawdę ma fantastyczną sylwetkę! I nogi pewnie tak samo wysportowane, pomyślała i stwierdziła z zakłopotaniem, że odczuwa coś więcej niż zwykłą ciekawość. Może stąd właśnie wynika jej wahanie? Nigdy wcześniej nie miała podobnych myśli podczas badania zwłok. Co też ta gorączka wyczynia z jej głową!
Tajemniczy mężczyzna, choć martwy i blady, wydawał jej się całkiem atrakcyjny. Poza tym nawet nieżywy wyglądał całkiem zdrowo w porównaniu z ciałami, które zwykle trafiały na jej stół. Sprawiał wrażenie pogrążonego w głębokim śnie.
Oczy pani koroner zabłąkały się w okolice jego twarzy. Naprawdę się jej podobał, a to już było wysoce niepokojące. Pociąg fizyczny do nieboszczyka sugerował poważne zaburzenie, ale Rachel szybko znalazła wymówkę, że świadczy to wyłącznie o jej ubogim życiu towarzyskim. Praca na nocną zmianę skutecznie eliminowała wszelkie możliwości schadzek. Czas, który większość ludzi przeznaczała na spotkania i rozrywkę, ona spędzała w kostnicy. Nocki nie sprzyjały randkowaniu.
Prawdę mówiąc, Rachel nigdy nie miała szczególnie bujnego życia uczuciowego. Jeszcze przed okresem dojrzewania przybyło jej kilka centymetrów wzrostu i przez całe liceum była wyższa od rówieśników. Z natury nieśmiała i niepewna siebie, jako nastolatka najczęściej podpierała ściany na imprezach. Teraz praca dodatkowo utrudniała jej kontakty towarzyskie, ale jednocześnie stanowiła doskonałe wytłumaczenie, gdy znajomi dopytywali się o jej nieistniejące miłostki. Bez trudu mogła się zasłaniać obowiązkami.
Musi być z nią naprawdę niedobrze, skoro zdradza nekrofilskie skłonności. Całe szczęście, że niedawno zaczęła starać się o zmianę grafiku, bo samotne godziny w kostnicy i w domu zdawały się mieć na nią zgubny wpływ.
Zmusiła się do oderwania wzroku od niepokojąco przystojnej twarzy i zerknęła na przygotowane instrumenty. (…)