Strona główna / Literatura światowa / Powrót do domu

Aktualności

21.11.2019

Spotkanie z Manulą Kalicką w Warszawie

W czwartek 12 grudnia o godz. 19:00 zapraszamy do Domu Kultury Śródmieście - Międzypokoleniowej Klubokawiarni w Warszawie (ul. Anielewicza 3/5) na spotkanie z Manulą Kalicką, autorką książki "Jej drugie życie.

Wywiady

11.07.2019

"Mówimy o trylogii, na którą należy patrzeć całościowo"

Zapraszamy do przeczytania wywiadu z Piotrem Borlikiem, autorem książek "Boska proporcja", "Materiał ludzki" i "Białe kłamstwa".

Posłuchaj i zobacz

10.10.2019

Kim jest kobieta ze spaloną twarzą?

Zapraszamy do obejrzenia nagrania zapowiadającego najnowszą książkę Katarzyny Puzyńskiej "Pokrzyk".

Bestsellery

TOP 20

  1. Pokrzyk Katarzyna Puzyńska
  2. Cukiernia Pod Amorem. Jedna z nas Małgorzata Gutowska-Adamczyk
  3. Była arabską stewardesą Marcin Margielewski

Fotogaleria

więcej »

Powrót do domu

Nancy Thayer

DWA
1996


Clare przesunęła językiem po gładkiej powierzchni zębów. Stała w kolejce do wejścia na pokład szybkiego promu Hy-Line. Chodziła do ostatniej klasy szkoły średniej i wreszcie pozbyła się ohydnego aparatu! Czuła się wzruszona, uradowana i nieco roztrzęsiona. I dziwnie samotna.
Kiedy dwa lata temu zakładała aparat, ortodonta miał jeszcze swój gabinet na Nantucket, potem jednak przeniósł się na półwysep, musiała więc opuszczać wyspę, gdy wybierała się do niego z wizytą. Niekiedy było to nawet przyjemne. Czasami jeździła z nią Lexi i po wizycie wybierały się na zakupy do Cape Cod Mall. Jednak w tę październikową sobotę Lexi musiała pomagać rodzicom w sklepie.
Clare rozejrzała się po kajucie. W ciągu dnia wzmógł się wiatr i morze było wzburzone, więc nie chciała zajmować miejsca na górnym pokładzie. Jej ulubione siedzenie na samym przedzie było już zajęte. Położyła plecak na małym okrągłym stoliku i opadła ciężko na krzesło. Zaczynało padać, na iluminatorach promu pojawiły się długie, rozwleczone krople. Kolejka pasażerów wchodzących na pokład przyspieszyła, gdy deszcz przybrał na sile.
Na samym końcu kolejki dreptała maleńka staruszka. Poruszała się w dziwnie, ruchy miała nieskoordynowane, po każdym kroku do przodu wykonywała dwa kroki do tyłu. Stara pani Gill, jedna z bardziej ekscentrycznych postaci na wyspie. Zbzikowana, podejrzliwa pustelnica od urodzenia mieszkała sama w upiornym, rozsypującym się domu, którego nigdy nie opuszczała na dłużej. Clare pamiętała, jak w siódmej klasie wraz z grupą znajomych z chóru kościelnego chodzili po wyspie i śpiewali kolędy. Gdy dotarli do domu pani Gill, stara wariatka, zamiast poczęstować ich ciastkami lub czekoladą, zapaliła światło na ganku i wrzeszczała, żeby natychmiast się wynosili, bo wezwie policję. Spotykając ją czasem w mieście, Clare właściwie szczerze współczuła kobiecie, którą starość przygina do ziemi i zamienia dłonie w szpony. Dzieciaki z podstawówki układały o niej piosenki – była wyspiarską wiedźmą. Na pomarszczonej twarzy pani Gill pojawiły się nawet delikatne wąsiki i zaczątki brody. Robiła się też coraz bardziej złośliwa. Gdy ktoś ukłonił się jej na ulicy, odpowiadała wściekłym warknięciem.
Mimo wszystko Clare zastanawiała się, czy nie powinna wstać i pomóc jej wejść na trap. Podniosła się z krzesła. Wtedy zobaczyła, jak Jesse Gray mówi coś do marynarza przy schodkach i wybiega w deszcz.
Jesse Gray, no, no. Najprzystojniejszy, najfajniejszy i najbardziej seksowny chłopak w najstarszej klasie. Spał już z połową dziewczyn ze średniej szkoły i z wieloma starszymi kobietami. Był po prostu fantastyczny. Clare niemal mdlała za każdym razem, gdy witał się z nią na korytarzu.
Teraz obejmował właśnie ramieniem starą panią Gill i pomagał jej wejść na trap. Deszcz pokrył ciemnymi plamami jego dżinsy i przykleił koszulkę drużyny Red Sox do piersi. Szczęściara ze starej pani Gill!
Gdy dotarli do kajuty, pani Gill odsunęła się gwałtownie od Jessego.
– Ręce przy sobie, młody człowieku! Nie potrzebuję twojej pomocy!
Kilkanaście głów odwróciło się w ich stronę. Od razu było widać, kto mieszka na wyspie, a kto nie. Turyści wydawali się zdezorientowani, ale wyspiarze tylko przewracali oczami. Niektórzy pokazywali Jesse’owi podniesione kciuki.
Pani Gill podreptała do ławki i klapnęła na nią ciężko. Natychmiast zaczęła grzebać w ogromnej plastikowej torbie, którą wszędzie ze sobą nosiła.
Jesse upewnił się, że nic jej nie będzie, po czym rozejrzał się po kajucie.
Zatrzymał spojrzenie na Clare.
Uśmiechnął się.
Odpowiedziała uśmiechem.
– Cześć, Clare. – Jesse podszedł do niej wolnym krokiem. – Co słychać?
Przystanął i usiadł na krześle naprzeciwko.
O mój Boże, o mój Boże, zachłysnęła się w myślach Clare. Znał jej imię! Czuła się tak przytłoczona jego obecnością, że miała ochotę piszczeć. Jesse Gray przyszedł z nią porozmawiać!
Weź się w garść, dziewczyno, przykazała sobie surowo.
– Byłam właśnie zdjąć aparat.
– Pokaż. – Jesse pochylił się do niej.
Uśmiechnęła się nerwowo.
– Fantastycznie. Masz piękny uśmiech.
– Dzięki. – Serce biło jej trzy razy szybciej niż normalnie. – Po co byłeś na Cape?
– Musiałem zawieźć mojego pikapa do serwisu dżipa na przegląd.
Uśmiechnęła się mimowolnie. Pikap Jesse’a, chevrolet z tysiąc dziewięćset siedemdziesiątego piątego roku był sławny w mieście.
– Pewnie sporo cię kosztuje utrzymanie takiego staruszka.
– Nie masz nawet pojęcia. Poświęcam mu prawie każdą wolną chwilę. Po szkole i w weekendy musiałem pracować w warsztacie Dona Allena. Moje życie towarzyskie leży w gruzach.
– Słyszałam co innego – odparła Clare kokieteryjnie, zadziwiając samą siebie. Dopiero teraz zauważyła, że mimowolnie wyprostowała się na krześle i złożyła ręce za plecami, wypinając piersi do przodu. Zaczerwieniła się, szybko zmieniła pozycję i sięgnęła do plecaka po butelkę z wodą, choć wcale nie chciało jej się pić.
– Nie wierz we wszystko, co ci mówią – przestrzegł Jesse. Krople deszczu spływały mu z włosów na twarz i pierś.
Clare wyjęła z plecaka bluzę sportową.
– Jesteś przemoczony. Włóż to.
– Dzięki, mamusiu. – Jesse uśmiechnął się szelmowsko.
Potem podniósł ręce i zdjął mokrą koszulkę, odsłaniając muskularną pierś, porośniętą delikatnymi blond włosami. Wsunął przez głowę bluzę. Jesse był szczupły i niewiele wyższy od Clare, lecz bluza mocno go opinała.
Zauważył, że Clare mu się przypatruje.
– No i co myślisz?
Przełknęła z trudem.
– O czym?
Podniósł ręce i obrócił się lekko w miejscu, niczym model.
– Ostatni krzyk mody?
– Raczej wołanie o pomoc.
Parsknęli śmiechem.
– Napijesz się czekolady? – spytał.
Skinęła głową.
– Jasne.
Kiedy poszedł do barku, prom wypłynął na otwarte wody cieśniny. Jesse zamierzał spędzić z nią całą podróż! Clare – znów upomniała siebie w myślach – nie zachowuj się jak idiotka.
Wrócił z gorącą czekoladą w papierowych kubkach. Gdy zdjęli pokrywki, wypłynęły smugi pary.
– Piszesz coś do szkolnego magazynu literackiego? – spytał.
– Nie. Nie mam zdolności literackich, chociaż mój tata uczy angielskiego.
– Jesteś uzdolniona artystycznie?
Wiedział, czym zajmuje się jej rodzina. Zwracał więc na Clare uwagę.
Pokręciła głową.
– Nie umiem rysować ani malować. – Pochyliła się do przodu. – Ale wiesz co? Umiem gotować. Uwielbiam gotować.
– Będziesz mi kiedyś musiała pokazać.
Coś w jego wzroku, w ciepłym spojrzeniu oczu, które skupiało się tylko na niej, sprawiło, że powiedziała:
– Jasne. Bardzo chętnie.
I nawet się nie bała, gdy wypowiedziała te słowa. Była gotowa.

***

W sobotę po spotkaniu z Jessem na promie zaprosiła go do swojego domu na kolację i wspólne oglądanie telewizji. Powiedziała o tym rodzicom, którzy wyrazili zgodę w typowy dla siebie, oględny sposób. Nie informowała o niczym Lexi, bo nawet sama nie wiedziała, czy to randka. Tak czy inaczej, było to ekscytujące i przerażające i należało tylko do niej.
Prawdopodobnie i tak nic się nie wydarzy. Pewnie jutro powie o wszystkim Lexi i obie będą się śmiać z jej głupoty.
Mimo to, gdy przyszło do wyboru ubrania, zachowywała się jak wariatka. Przymierzyła ładny sweterek, po czym odrzuciła go na bok – za elegancki. Zdecydowała się na czerwoną koszulkę z długimi rękawami, która podkreślała jej ciemne włosy i oczy.
Przygotowała potrawkę dzień wcześniej, by smaki przemieszały się przez noc. Później gratulowała sobie tej przezorności, bo gdy zobaczyła Jessego, straciła na moment dech w piersiach. W dżinsach i białej, eleganckiej koszuli wyglądał naprawdę męsko. Była kompletnie oszołomiona.
– Cześć, Jesse, wejdź, kolacja gotowa, pomyślałam, że zjemy w salonie, chcesz pooglądać MTV? – Wiedziała, że papla jak nakręcona, ale nie mogła się powstrzymać.
– Jasne. – Wszedł do jej domu, spokojny i wyluzowany.
Gdy przeszli do kuchni, nałożyła potrawkę i wręczyła mu talerz.
– Nie zrobiłam sałatki, faceci zwykle nienawidzą sałatek, poza tym w potrawce jest sporo warzyw… – Boże, czy naprawdę musiała się zachowywać jak sześćdziesięcioletnia dietetyczka? Miała ochotę zatkać sobie usta ręką.
– Pachnie fantastycznie. – Palce Jessego dotknęły na moment jej dłoni, gdy brał talerz.
O mało nie zemdlała.
– Coś do picia? – spytała piskliwym głosem.
– Chętnie. Mleko albo wodę.
Zaprowadziła go do pokoju i nagle poczuła się zakłopotana, że są tam zupełnie sami.
– Mój tata wyjechał na konferencję – wyjaśniła. Wcześniej przygotowała już rozkładane tacki do jedzenia przy telewizji, na które wyłożyła teraz drżącymi dłońmi sztućce i przyprawy. – A mama jest w swojej sypialni. Zawsze kładzie się wcześnie do łóżka… – A niech to, do łóżka. – Bierze ze sobą kubek herbaty rumiankowej i książkę. Od malowania bolą ją plecy.
– Moi rodzice też wyjechali z wyspy. – Jesse usiadł na sofie i przysunął sobie tacę.
Sofa! – pomyślała Clare, czerwieniąc się. Dlaczego postawiła tacki obok siebie? Dlaczego od razu nie napisała sobie na czole: Mam nadzieję, że dotkniemy się udami! Usiadła, odsuwając się od niego najdalej, jak to było możliwe.
– Przepyszne, Clare – powiedział Jesse.
– Dzięki.
Zobaczyła, jak oblizuje wargi i na moment straciła dech w piersiach.
– Lubię ten kawałek. – Wskazał głową na telewizor.
– Ja też. – Musiała jeść, nie mogła tak siedzieć i gapić się na niego.
Jakoś udało im się przebrnąć przez posiłek. Gdy skończyli jeść, odłożyli tacki na bok. Jesse pomógł jej zanieść naczynia do kuchni.
– Może lody? – Wcześniej zastanawiała się, czy nie upiec ciasta, ale doszła do wniosku, że to byłoby obciachowe.
– Jasne.
Gdy przemieszczała się po kuchni, każdy jej ruch był na tyle znaczący, na ile zbliżał ją do Jessego. Jakoś udało jej się donieść i wręczyć mu pucharek z lodami, po czym oboje przeszli z powrotem do salonu, gdzie w przytłumionym blasku lamp migotał kolorowy ekran telewizora.
Usiadła na sofie. Jesse usiadł obok niej, ale bliżej niż poprzednim razem. Zjadł deser i odstawił pucharek na tacę. Odwrócił się, by spojrzeć prosto na nią.
– Chciałbyś pooglądać coś innego? – spytała nerwowo.
– Raczej nie. A ty?
Pokręciła głową. Siedział zbyt blisko. To wszystko było przytłaczające, miała ochotę się rozpłakać.
– Hej. – Jesse uśmiechnął się. – Nie miej takiej poważnej miny. Pokaż mi swój boski uśmiech.
Clare zamrugała i rozciągnęła usta w niepewnym uśmiechu.
Jesse delikatnie przesunął czubkami palców po jej zębach.
– Bardzo ładnie. – Musnął palcami jej usta. – Tu też bardzo ładnie.
Pochylił się i pocałował ją.
Bała się, że zrobi coś niewłaściwego. Nie umiała się całować. Wiedziała, że Jesse jest doświadczony, a nie chciała wyjść w jego oczach na naiwną, żałosną niezdarę.
Pocałunek był jednak zdumiewająco naturalny, ciep­ły i przyjemny. Odsunęła się nieco do tyłu i spojrzała w niebieskie oczy Jessego.
– Jesse. Nie chcę być dla ciebie tylko kolejną… dziewczyną.
Uśmiechnął się jak anioł.
– Wiem o tym, Clare. Jesteś wyjątkowa. Zaufaj mi.
Zaufała mu.

W poniedziałek w porze lunchu Clare weszła tanecznym krokiem do szkolnego bufetu. Nie była wcale głodna. Szczęście wypełniało ją do tego stopnia, że nie miała już ochoty na cokolwiek innego. Dofrunęła do stołu, przy którym zwykle siadała z Lexi i grupką innych dziewczyn, które nie były co prawda cheerleaderkami, ale poza tym nic im nie brakowało. Uśmiechnęła się, gdy wyobraziła sobie, jak wspomni od niechcenia, że chodzi z Jessem Grayem.
Ktoś pochwycił ją mocno za łokieć. Clare obróciła się w miejscu.
– Cześć, Lexi.
Lexi wyglądała, jakby miała eksplodować.
– Spotykasz się z Jessem Grayem?
Clare skrzywiła się lekko.
– Lex, to było tylko jedno spotkanie. Nie wiedziałam, że on traktuje to poważnie.
– Poważnie? – powtórzyła Lexi, zszokowana. – Nie mogę uwierzyć, że mi o tym nie powiedziałaś.
– Lex. – Ujęła przyjaciółkę pod ramię i poprowadziła ją w stronę kolejki do bufetu. – Uspokój się. Patrzą na nas. Posłuchaj, zadzwonię do ciebie, opowiem ci o wszystkim.
Lexi skinęła głową.
– Przyjdź do mnie po szkole.
Clare znów się skrzywiła.
– Hm… po szkole robię coś z Jessem.
(…)