Strona główna / Literatura światowa / Gorycz szczęścia

Aktualności

26.11.2021

Dwie książki Prószyński i S-ka z Nagrodą KLIO!

Z przyjemnością informujemy, że Agnieszka Cubała oraz Krzysztof Mordyński otrzymali Nagrodę KLIO 2021 w kategorii Varsaviana. Gratulujemy!

Wywiady

25.08.2021

"Tajemnica Wzgórza Trzech Dębów". Wywiad z Piotrem Borlikiem

Zapraszamy do przeczytania wyjątkowego wywiadu z Piotrem Borlikiem. Z autorem książki "Tajemnica Wzgórza Trzech Dębów" rozmawiał Marcin Waincetel z Lubimyczytac.pl.

Posłuchaj i zobacz

27.11.2021

Rozmowa z Katarzyną Puzyńską

Zapraszamy do wysłuchania podcastu Katarzyną Puzyńską, autorką ksiązki "Chąśba".

Bestsellery

TOP 20

  1. Jestem córką szejka Laila Shukri
  2. TOPR 2. Nie każdy wróci Beata Sabała-Zielińska
  3. Billy Summers Stephen King

Gorycz szczęścia

Susan Lewis

Rozdział pierwszy

Wybór niewłaściwego mężczyzny to jak zgubienie losu, na który padła wygrana na loterii. Najpierw są nadzieję, marzenia, perspektywa sięgnięcia do gwiazd. Potem nadchodzi druzgocąca rzeczywistość. Ktoś, kto zgubi los, miałby ochotę się zastrzelić. Gdy rzecz dotyczy mężczyzny, zastrzelić jego.
Susannah często tak do siebie mówiła, kiedy była zdenerwowana. Zaczęło się to, zanim jej mąż, który rozbłysnął i spłonął jak meteor, znalazł się w więzieniu. Teraz zdarzało się to coraz częściej, ponieważ nie bardzo miała z kim rozmawiać. „Wybór niewłaściwego mężczyzny oznacza rezygnację ze wszystkich wspaniałych okazji, które oferuje ci życie, choć wcześniej uważałaś, że to on jest tą wspaniałą okazją”. Albo: „Wybór niewłaściwego mężczyzny to pomyłka, którą popełniasz tylko raz w życiu, a przynajmniej tak ci się wydaje”. Ona nie powtórzy już takiego błędu. Było to równie oczywiste jak fakt, że siedzi w autobusie numer 44, otoczona ludźmi, z pewnością w swoim czasie również dotkniętymi przez los, tyle że nie chce nic o tym wiedzieć, a ich także nie interesuje jej położenie.
Właściwie miała udany dzień. Wprawdzie nie wydarzyło się nic szczególnie ekscytującego, a nawet w miarę ciekawego, ale też nie doszło do żadnej katastrofy. Jednak była dopiero czwarta, a ona jeszcze nie odebrała poczty.
Minął zaledwie tydzień względnego spokoju. Bez kolejnych problemów, nieszczęśliwych zbiegów okoliczności, niemożliwych do zapłacenia rachunków, co prowadziło do totalnej katastrofy. Mimo to Susannah nie ośmieliła się myśleć, że jej sytuacja się odmieniła. Nie należało kusić losu.
Byłoby cudownie, gdyby mogła po prostu powiedzieć, że ma już dość i wycofuje się z gry. Może ten boski bankier, który daje jej tak fatalne karty, dobrze się tym bawi, ale ona czuje, że wyczerpała już cały swój kredyt i chybocze się teraz nad przepaścią, i to na wysokich obcasach. Kiedy patrzy w lustro, widzi, jak wypływa z niej energia, jakby ktoś wyciągnął wtyczkę z kontaktu. Mogłaby być jedną z tych roślin pokazywanych w filmach przyrodniczych w przyspieszonym tempie, którym błyskawicznie rosną pączki, a zaraz potem pojawiają się kwiaty, by natychmiast uschnąć. Życie przeciekało jej między palcami. Miała dopiero trzydzieści sześć lat, ale czuła się, jak pięćdziesięciolatka i pewnie na tyle wyglądała. To katastrofa, ponieważ niewielki sukces, jaki kiedyś odniosła, zawdzięczała po części swojej urodzie.
Jej ciemne, choć teraz bardzo zmęczone oczy lśniły niegdyś radosnym błyskiem w reklamach kosmetyków. A uśmiech, odsłaniający olśniewająco białe zęby, stał się znakiem firmowym pewnej pasty. Jej zgrabna figura posłużyła do prezentacji kostiumów kąpielowych na targach w Brighton. Jednak nie dość, że nie osiągnęła tego, o czym marzyła, to jeszcze wszystko skończyło się źle. Zatrudniająca ją firma, a także niektórzy jej klienci doszli do wniosku, że mogą nią rozporządzać, jakby była towarem. Susannah, zamiast iść na uniwersytet, postanowiła rozpocząć studia w Akademii Teatralnej i spędziła tam trzy lata. Przekonała się wtedy, że praca w reklamie bardzo się opłaca, robiło to zresztą wiele początkujących aktorek, zanim ktoś je odkrył.
Ją też ktoś odkrył. Pewnego dnia, jak rycerz w lśniącej zbroi, Duncan Cates wtargnął w jej życie i poniósł ją w świat jej najśmielszych marzeń. Był utalentowanym, czarującym, ambitnym młodym reżyserem, który odniósł już sukces na West Endzie. Poznał Susannah, gdy kompletował zespół do Blondynek. Ona miała długie jasne włosy, doskonale więc nadawała się do tej sztuki. Grająca główną rolę aktorka miała mieć nie tylko wdzięk, ale również talent młodej Bardotki. Po przesłuchaniu Susannah Duncan stwierdził, że nie musi już dalej szukać i że jest w niej zakochany.
Po pierwszych przedstawieniach w Bath autor Blondynek nie był zadowolony z przyjęcia swojej sztuki. Recenzenci go krytykowali, wychwalając wyłącznie reżysera, którego niezwykłe pomysły i sposób wykorzystania muzyki „całkowicie zatuszowały wady tekstu”. Wynosili również pod niebiosa Susannah, zachwycając się jej chwytającym za serce aktorstwem i urzekającym, delikatnym pięknem, „które mówiło samo za siebie”.
Po stresie związanym z wystawieniem sztuki Duncan popadł w radosne oszołomienie, które wykraczało poza granice rozsądku. Był tak upojony powodzeniem, miłością i kokainą, że uparł się, by dla uczczenia sukcesu pobrali się jeszcze w tym samym tygodniu. Twierdził, że są jak Roger i Brigitte; Greta i Mauritz; Spencer i Katharine – kochankowie znani z ekranu i sceny. Wspinali się na szczyt i nic nie mogło ich powstrzymać.
W następnym roku sprawy nie potoczyły się zgodnie z oczekiwaniami Duncana. Byli przecież najbardziej pożądaną parą w teatralnym światku, a nagle wszystko się odwróciło. Duncan był w takim szoku, że czasem winił za to Susannah. Natomiast w okresach kokainowej euforii jego życiowy zapał i wiara w ich wspólny sukces wprost elektryzowały. Jednak postępujące uzależnienie niszczyło karierę, finanse i urodę. Poddawał się zmiennym nastrojom. Gdy cierpiał głód narkotykowy, rozklejał się, był rozżalony albo wpadał w złość. Dochodziło nawet do tego, że podnosił rękę na żonę i groził jej przez telefon. Pewnego wieczoru wrócił do domu z zakrwawioną twarzą i połamanymi żebrami, ale nie chciał się przyznać, co go spotkało. I tak nie miało to znaczenia, ponieważ Duncan, uzależniony od kokainy, nie pamiętał nawet, kto na niego napadł. Nie był w stanie wykonywać żadnej pracy, nie wspominając już o pracy twórczej. Susannah nadal chodziła na castingi, pracowała jako kelnerka, zajmowała się sprzedażą przez telefon, układała towary w supermarketach – robiła wszystko, by zarobić na życie. Nie dostawała już żadnych znaczących ani dobrze płatnych ról.
I nagle wszystko się zmieniło. W dniu dwudziestych trzecich urodzin otrzymała wiadomość od swojej agentki, że znany producent telewizyjny, Michael Grafton, chce ją zatrudnić do dużego serialu.
– Nie jest to główna, ale ważna rola – powiedziała jej Dorothy – i świetnie płacą. Więc zrób na nim wrażenie. To może być zwrot w twojej karierze, a bardzo tego potrzebujesz.
Susannah włożyła w przygotowania całe serce, pragnęła tej roli bardziej niż czegokolwiek w życiu. Podczas trwającego zaledwie dziesięć minut przesłuchania, kiedy musiała pokazać, jak postrzega swoją rolę i jak ją zagra, zorientowała się, że Michael Grafton jest pod wrażeniem. Okazało się, że miała rację, ponieważ zaangażował ją do serialu. Niebawem jednak okazało się, że już od czterech miesięcy jest w ciąży i sama musiała zrezygnować, jako że termin porodu zbiegł się z terminem rozpoczęcia zdjęć.
W ten sposób rozwiały się i jej, i Duncana marzenia o międzynarodowej sławie, eleganckich posiadłoś­ciach i luksusowych autach. Jako bezrobotni musieli poprzestać na biletach komunikacji miejskiej i mieszkaniu w suterenie w Battersea. Mijały miesiące i lata, a sprawy szły coraz gorzej. Jedyną radością Susannah była córka Neve, którą za wszelką cenę chciała uchronić przed tym, co z powodu nałogu męża spotkało ją. Duncan przychylił się do projektu, by posłać siedmioletnią córkę do prywatnej szkoły, i nawet przez pewien czas partycypował w kosztach edukacji. Jednak stany, w jakie popadał po kokainowej euforii, były tak przerażające, że Susannah musiała często zabierać Neve do swojej ciotki Loli, bała się bowiem, że ojciec zrobi jej krzywdę. Duncan groził, że zabije żonę lub popełni samobójstwo. Zdarzyło się, że nie mając na narkotyki, przystawił jej nóż do gardła, żądając pieniędzy odłożonych na opłacenie szkoły Neve. Wtedy Susannah wyprowadziła się razem z dziesięcioletnią córką do swojej przyjaciółki, Patsy, chrzestnej Neve.
Sześć miesięcy później Duncana aresztowano pod zarzutem dostarczenia skażonej amfetaminy piętnastolatkowi, który omal nie umarł z przedawkowania. Na szczęście, chłopak wyszedł z tego i nie doznał uszkodzenia mózgu, ale za to przestępstwo płaciła cała rodzina. Duncan już od trzech lat przebywał w więzieniu i miał przed sobą jeszcze siedem, gdyby odsiedział pełny wyrok; Susannah mieszkała z Neve w małym segmencie i z trudem zarabiała na życie, a mała prawie nigdy nie wspominała ojca. Udawała, że nie martwi się brakiem listów od niego i tym, że nigdy nie wykorzystał ani jednej z przysługujących mu rozmów telefonicznych, by spytać, jak się powodzi jego rodzinie.
Susannah wysiadła z autobusu, przeciskając się przez tłum wchodzących do środka pasażerów. Starała się nie myśleć o przytłaczających ją długach. Wmawiała sobie, że wszystko zmieni się na lepsze, musi się zmienić.
Szła szybkim krokiem Battersea Bridge Road. Było zimno i padał deszcz, typowa londyńska pogoda w lutym. Podczas weekendu szalała burza śnieżna, rynsztoki więc były pełne błota. Wiatr ucichł dopiero w niedzielę po południu; zrobiło się pięknie jak na bożonarodzeniowej pocztówce. Poszły do parku Battersea, by ulepić bałwana. Stoczyły też bitwę na śnieżki ze spotkanymi tam sąsiadami. Neve była zachwycona. Gdy inni poszli posilić się do ciepłej kawiarni na kanapki i gorącą czekoladę, one siedziały na ławce, drżąc z zimna i pijąc kakao z butelki, którą zabrały z domu.
Susannah weszła do lokalnego marketu po mleko i jabłka, potem ruszyła dalej. Szła wzdłuż ohydnych bloków komunalnych, w których ona i Patsy spędziły dzieciństwo. Mieszkała tam nadal – teraz w nowym, niższym budynku – ukochana ciotka Lola, która ją wychowała. Idąc pospiesznie, robiła w myślach listę czynności, jakie musi wykonać, zanim ponownie wyjdzie z domu o szóstej.
Nienawidziła pracy w nocy, ale bez pracy w klubie nie byłaby w stanie opłacić szkoły Neve, mimo że córka otrzymała stypendium. Dziewczynka tak wiele przeszła, gdy mieszkały z Duncanem, że Susannah chciała zapewnić jej spokój i poczucie bezpieczeństwa w szkole, którą od dawna znała i w której miała przyjaciół. Jej jedynaczka nie powinna być narażona na kolejne zmiany. Gotowa była podjąć każde zajęcie, w dowolnych godzinach, by świat Neve był w miarę stabilny i dziewczynka mogła mieć to, co rówieśniczki. Susannah nie zrezygnowała ze swoich aktorskich ambicji, ale od kiedy pojawiła się Neve, obsadzono ją tylko w kilku niskobudżetowych reklamach telewizyjnych, parę lat temu dostała rolę w operze mydlanej, którą prawie natychmiast zdjęto z ekranu. Zarobione wtedy pieniądze wydobyły ją z kolejnej zapaści finansowej.
Teraz jej agentka nie dawała znaku, a nawet gdyby Susannah dostała jakąś wiadomość, nie miałaby ani czasu, ani energii na przesłuchania, nie mówiąc już o zagraniu roli. W chwilach przygnębienia, gdy myślała o karierze, jaką mogłaby zrobić, gdyby wszystko się tak fatalnie nie potoczyło, ogarniał ją żal jak po śmierci kogoś bliskiego. Miało to sens, umarła bowiem radosna, energiczna młoda kobieta, jaką Susannah niegdyś była, pełna optymizmu i gotowa na wszystko. Jej miejsce zajął ktoś inny, ktoś, kto już wkrótce nie będzie nawet w stanie utrzymać się na powierzchni.
Kiedy wchodziła w uliczkę ciasno upakowanych, jednakowych segmentów, które różniły się jedynie kolorem, zadzwoniła jej komórka. Zaczęła szukać telefonu w torbie. Chociaż ich dom, od dawna nieodnawiany, wymagał natychmiastowego odświeżenia, nadal wyglądał lepiej niż okoliczne. To był ich dom, ciepły i przytulny, i mimo że miał tylko jedną łazienkę na dole przy kuchni, a frontowe drzwi otwierały się wprost na niewielki salon, miały nad głową dach, który nie ciekł i się nie zapadał.
Telefon przestał dzwonić, a Susannah zauważyła przed swoim domem coś dziwnego, czego rano jeszcze nie było. Poczuła ucisk w gardle. To na pewno pomyłka, tablica Na sprzedaż wisi przy sąsiednim budynku, musiała spojrzeć na nią pod niewłaściwym kątem.
Jednak z każdym krokiem ogarniał ją coraz większy strach. Tablica stała rzeczywiście przed jej frontowymi drzwiami, ale chyba znalazła się tam przez przypadek. Co prawda, zalegała z dwumiesięczną spłatą kredytu, ale deweloper nie wystawiłby tak szybko budynku na sprzedaż, i w dodatku bez uprzedzenia.
Wygrzebała wreszcie komórkę i zadzwoniła. Rozległ się radosny głos z prośbą, by poczekała na połączenie z operatorem lub wcisnęła numer wewnętrzny. Gdy znalazła się już w swoim ciepłym domu, usłyszała w komórce dźwięki pierwszej symfonii Czajkowskiego. Dobrze, że zapłaciła rachunek za gaz i światło, choć zabrakło jej pieniędzy na podatek, wodę i na spłacenie kart kredytowych.
Rzuciła torbę na nieco zniszczoną, lecz wygodną kanapę zajmującą prawie pół pokoju, powiesiła płaszcz w szafie pod schodami i weszła do kuchni, gdzie stał duży okrągły stół sosnowy, a charakterystyczna dla tego typu domów szklana przybudówka zapewniała mnóstwo światła.
– Halo, czy mogę w czymś pomóc? – Usłyszała w telefonie niski głos.
– Mam nadzieję, że tak – odparła zajęta już rozładowywaniem pralki. – Postawiliście przed moim domem tablicę „Na sprzedaż”, niewątpliwie przez pomyłkę i...
– Proszę mi podać nazwisko i adres.
Po podaniu swoich danych Susannah nadal przekonywała rozmówczynię, że popełniono błąd, ale kobieta kazała jej zaczekać.
– Proszę się nie rozłączać – powiedziała. – Sprawdzę, o co chodzi.
Susannah czekała z coraz cięższym sercem. Przekonywała siebie, że raty niespłaconego kredytu nie są tak wielkie, żeby firma chciała odzyskać dom, ogarnął ją jednak irracjonalny strach, że może go stracić. Po chwili strach zamienił się w panikę. Wyobrażała sobie teraz, co będzie, kiedy ona i Neve zostaną wyrzucone na bruk. Oczywiście, Lola wzięłaby je do siebie, ale nie na długo. Ciotka gnieździła się w małym mieszkanku, a Neve miała już prawie czternaście lat. Powinna mieć własny pokój, który zresztą Lola już jej przygotowała, ale wtedy Susannah musiałaby zamieszkać gdzie indziej. Może któraś przyjaciółka lub koleżanka zaprosiłaby ją na krótko, ale co potem? Pats przyjęłaby je obie z otwartymi ramionami, ale przed dwoma laty przeprowadziła się do Australii. Wtedy w życiu Susannah powstała pustka, której nikt nie był w stanie wypełnić. Wiedziała, że w razie katastrofy może liczyć jedynie na przerażające schronisko pomocy społecznej, zanim znów stanie na własnych nogach, co może się okazać niemożliwe. Ale nawet gdyby się udało, Neve musiałaby zmienić szkołę. Nadzieja na własne mieszkanie jest zaś równie nierealna, jak na otrzymanie poważnej propozycji aktorskiej; pod tym względem zresztą dzieliła los większości aktorów.
Usiadła przy stole, wmawiając sobie, że jeszcze nic złego się nie wydarzyło i na pewno się nie wydarzy. Jednak im głośniejszy był koncert Czajkowskiego w telefonie, tym bardziej ponure stawały się jej myśli. Jej życie rozpadało się i bez względu na podejmowane wysiłki nie mogła go ponownie złożyć. Musi nastąpić jakaś radykalna zmiana, inaczej ona i Neve całkowicie się pogrążą. Nawet, jeśli tablica Na sprzedaż została postawiona przez omyłkę, a na pewno tak było, to stała się dzwonkiem alarmowym, przypomnieniem o fatalnej sytuacji.
– Pani Cates? – odezwała się kolejna kobieta. – Mówi Heidi Jameson. Mam dobrą wiadomość. Mamy tu młodą parę, która jutro chciałaby obejrzeć dom, jeśli to możliwe. Dysponują gotówką, więc moglibyśmy szybko zawrzeć transakcję.
Susannah poczuła, jak ziemia usuwa się jej spod nóg.
– Przykro mi – powiedziała – ale nastąpiło jakieś nieporozumienie. Mój dom nie jest na sprzedaż. Może chodzi o któregoś z sąsiadów...
– Czy rozmawiam z panią Cates?
– Tak, ale ja nigdy nie kontaktowałam się z waszym biurem, nie rozumiem więc, skąd znacie moje nazwisko i dlaczego wasza tablica stoi przed moim domem.
Przez chwilę panowała cisza, potem w głosie agentki dało się wyczuć pewne skrępowanie.
– Rozumiem, nie chcemy mieszać się do takich spraw, może pani jeszcze omówi tę kwestię z mężem i zwrócicie się do nas, kiedy oboje zdecydujecie się na sprzedaż.
– Czy... – Susannah nie mogła wydobyć głosu z gardła. – Czy chce pani przez to powiedzieć, że mój mąż się z wami skontaktował?
– Tak, przed kilkoma dniami. Proszę posłuchać. Widzę, że to dla pani zaskoczenie, więc...
– Czy sam przyszedł do waszego biura? – przerwała jej Susannah.
– Nie jestem pewna. To nie ja z nim nie rozmawiałam.
– Czy mogłaby pani to sprawdzić? To bardzo ważne. Muszę wiedzieć, czy był u was osobiście.
– Proszę zaczekać.
Susannah zmartwiała. Jeśli Duncan wyszedł już z więzienia, a ona o niczym nie wie, to znalazła się w koszmarnej sytuacji. Dom był na jego nazwisko, mimo że kilkakrotnie, choć bezskutecznie, próbowała przepisać go na siebie. On figurował w dokumentach jako oficjalny właściciel, ale kim w takim razie jest ona? Dziką lokatorką? Nie! Jest również właścicielką, ponieważ przez ostatnie trzy lata spłacała kredyt, poza tym jest jego żoną, a Neve jego córką. To też miało znaczenie. On nie może sprzedać domu bez ich wiedzy, szczególnie że zbankrutował i porzucił je trzy lata temu.
– Jak się wydaje – usłyszała głos agentki w telefonie – decyzję o sprzedaży zakomunikowano nam przez telefon, ale jeden z moich kolegów był u państwa w domu z panem Catesem, by dokonać pomiarów i zrobić zdjęcia.
Susannah usiłowała nie wpaść w panikę. Duncan tu był? Wszedł do domu i pozwolił agentowi robić pomiary, wiedząc, że skazuje swoją córkę na bezdomność.
– Chwileczkę – wtrąciła Heidi Jameson. – Właśnie się dowiedziałam, że to brat właściciela był z agentem w pani domu.
Panika Susannah ustąpiła miejsca wściekłości. Już zrozumiała. Duncan nie wyszedł z więzienia, ale z jakiegoś powodu postanowił dochodzić swoich praw do domu, a Hugh, ta przewrotna gadzina, występował w jego imieniu.
– Czy jest pani na linii? – spytała agentka.
– Tak. Byłabym wdzięczna za szybkie usunięcie tablicy i odwołanie wszystkich wizyt. Dom nie jest na sprzedaż.
(…)