Strona główna / Romans / Zaufaj mi

Aktualności

29.07.2022

Spotkanie z Dagmarą Andryką w Warszawie

W czwartek 25 sierpnia o godz. 19:00 zapraszamy do PROM-u Kultury Saska Kępa (ul. Brukselska 23, Warszawa) na spotkanie z Dagmarą Andryką, autorką książki "As".

Wywiady

04.07.2022

"Gdy ją odnajdą". Wywiad z Lią Middleton

Zapraszamy do przeczytania wywiadu z Lią Middleton. Z autorką książki "Gdy ją odnajdą" rozmawiał Bartosz Soczówka.

Posłuchaj i zobacz

01.08.2022

Rozmowa z Błażejem Torańskim

Nowy odcinek naszego podcastu to rozmowa Marcina Cichońskiego z Błażejem Torańskim, autorem książki "Kat polskich dzieci. Opowieść o Eugenii Pol".

Bestsellery

TOP 20

  1. Żadanica Katarzyna Puzyńska
  2. Perska wytrwałość Laila Shukri
  3. TOPR. Tatrzańska przygoda Zosi i Franka Beata Sabała-Zielińska

Zaufaj mi

Lisa Kleypas

Rozdział drugi

Ich ścieżki skrzyżowały się ponownie dopiero przy kolacji, do której zasiadła cała rodzina – siostry Leo: Amelia, Win i Poppy, oraz ich mężowie: Cam Rohan, Kev Merripen i Harry Rutledge. Catherine Marks siedziała na końcu stołu z Beatrix.
Żadna z panien Hathaway nie zdecydowała się na konwencjonalne małżeństwo. Rohan i Merripen byli z pochodzenia Cyganami, dzięki czemu doskonale pasowali do szalonej rodziny. Mąż Poppy, ekscentryczny Harry Rutledge, był bogatym hotelarzem, człowiekiem o wielkiej władzy, którego podobno bardziej lubili jego wrogowie niż przyjaciele.
Czy Catherine Marks naprawdę jest jego siostrą?
Leo przyglądał się im w czasie posiłku, doszukując się podobieństw. Jak mógł dotąd tego nie dostrzegać? Wysoko osadzone kości policzkowe, zdecydowana linia brwi, lekko skośne kąciki oczu.
- Muszę z tobą pomówić – zwrócił się do Amelii, gdy tylko kolacja dobiegła końca. – Na osobności.
Siostra spojrzała na niego z zaciekawieniem.
- Oczywiście. Może pójdziemy na spacer? Jest jeszcze jasno.
Leo skinął głową.
Jako najstarsi z rodzeństwa często się sprzeczali. Amelia jednak była jego ulubienicą, a także najbliższym powiernikiem. Miała dużo zdrowego rozsądku i nigdy nie wahała się wypowiadać na głos swojego zdania.
Nikt nie przypuszczał, że takiej kobiecie ktoś mógłby po prostu zawrócić w głowie. Cam Rohan jednak zdołał ją uwieść i poślubić, zanim w ogóle się zorientowała, co się wydarzyło. I okazało się, że właśnie jego zrównoważonego przywództwa wszyscy potrzebowali. Wprawdzie Cam, ze swoimi czarnymi, zbyt długimi włosami i diamentowym kolczykiem w uchu nie wyglądał jak tradycyjna głowa rodziny, ale to właśnie owa niekonwencjonalność pozwalała mu kierować Hathawayami po mistrzowsku. Doczekali się z Amelią syna, Rye’a, który po ojcu odziedziczył ciemne włosy, a po matce niebieskie oczy.
Leo szedł powoli drogą biegnącą po posiadłości i rozglądał się uważnie wokół. Latem w Hampshire słońce zachodziło dopiero po dziewiątej, toteż wciąż jeszcze oświetlało mozaikę lasów, wrzosowisk i zielonych łąk. Krajobraz przecinały liczne rzeczki i strumyki, podtrzymując bujne życie bagien i podmokłych dolin. Majątek Ramsay nie był może największy w hrabstwie, ale należał do najpiękniejszych ze swoim prastarym lasem i tysiącem hektarów ziemi uprawnej.
W ciągu tego roku Leo zapoznał się z dzierżawcami, wprowadził wiele ulepszeń w systemie nawadniania pól, reperował płoty i bramy, remontował zabudowania... i dowiedział się znacznie więcej, niż kiedykolwiek zamierzał, na temat rolnictwa. Wszystko to przez nieustępliwego Keva Merripena.
Merripen, który od dzieciństwa mieszkał z Hathawayami, zdołał nauczyć się chyba wszystkiego na temat zarządzania posiadłością ziemską. I teraz zamierzał przekazać całą swoją wiedzę Leo.
- To nie będzie twoja ziemia – powiedział mu pewnego razu – dopóki nie oddasz jej swojej krwi i potu.
- Tylko tyle? – zapytał Leo z sarkazmem. – Tylko krew i pot? Jestem pewien, że mogę jej oddać jeszcze inne płyny ustrojowe, jeśli to takie istotne.
W skrytości ducha wiedział jednak, że Merripen ma rację. Poczucie posiadania, więź z majątkiem zyskuje się tylko w ten sposób.
Wcisnął teraz ręce do kieszeni i westchnął ciężko. Był niespokojny i poirytowany.
- Zapewne posprzeczałeś się z panną Marks – stwierdziła Amelia. – Przez cały czas próbujecie wbić sobie nawzajem szpilkę. A dzisiaj oboje milczeliście. Catherine chyba ani razu nie podniosła wzroku znad talerza.
- Nie posprzeczaliśmy się.
- Więc o co chodzi?
- Wyznała mi... pod przymusem... że Rutledge jest jej bratem.
Siostra spojrzała na niego podejrzliwie.
- Pod jakim przymusem?
- Nieważne. Słyszałaś, co powiedziałem? Harry Rutledge jest…
- Panna Marks i bez ciebie ma wystarczająco dużo zmartwień, Leo. Mam nadzieję, że nie byłeś wobec niej okrutny, bo jeśli tak...
- Ja miałbym być okrutny wobec Marks? To o mnie powinnaś się lękać. Wystarczy chwila rozmowy z tą kobietą, bym w popłochu uciekał. – Jego irytacja jeszcze się wzmogła, kiedy zauważył, że siostra próbuje ukryć uśmiech. – Rozumiem, że wiedziałaś o pokrewieństwie łączącym Marks i Rutledge’a?
- Od kilku dni – przyznała Amelia.
- Dlaczego nic mi nie powiedziałaś?
- Poprosiła mnie o dyskrecję.
- A dlaczego niby Marks zasługuje na dyskrecję, której nikt inny tu nie przestrzega? – Leo zatrzymał się i zmusił siostrę do tego samego, stając przed nią. – Po co ta tajemnica?
- Nie jestem pewna – przyznała Amelia z niepokojem. – Panna Marks zdradziła tylko, że chodzi o jej bezpieczeństwo.
- A co jej grozi?
Amelia bezradnie pokręciła głową.
- Może Harry wie więcej. Choć wątpię, by ci cokolwiek wyznał.
- Mój Boże, ktoś mi to wszystko wyjaśni albo wyrzucę Marks na bruk bez mrugnięcia okiem.
- Leo... nie zrobiłbyś tego...
- I to z przyjemnością.
- Pomyśl, jak zasmuciłaby się Beatrix, gdyby…
- Myślę o Beatrix. Nie pozwolę, by moją siostrą opiekowała się kobieta z niebezpieczną tajemnicą. Jeśli Harry Rutledge, który ma powiązania z największymi nikczemnikami, nie chce jej uznać... Może to kryminalistka? Nie przyszło ci to do głowy?
- Nie – odparła stanowczo Amelia i ruszyła dalej. – Leo, dramatyzujesz. Ona nie jest kryminalistką.
- Nie bądź naiwna. Nikt nie jest taki, na jakiego wygląda.
- I co zamierzasz? – zapytała Amelia ostrożnie po chwili milczenia.
- Rano wyjeżdżam do Londynu.
Spojrzała na niego ze zdumieniem.
- Ale Merripen chce, żebyś doglądał sadzenia rzepy i nawożenia, i...
- Wiem, czego chce Merripen. I choć naprawdę żałuję, że przegapię jego fascynujące wykłady na temat obornika, i tak pojadę. Spotkam się z Rutledge’em i wyciągnę od niego kilka odpowiedzi.
Amelia zmarszczyła brwi.
- A czemu tutaj z nim nie porozmawiasz?
- Bo właśnie trwa jego miesiąc miodowy i zapewne nie zechce spędzić ostatniej nocy w Hampshire na pogaduszkach ze mną. Poza tym postanowiłem zaprojektować oranżerię w pewnym domu w Mayfair.
- A ja myślę, że chcesz znaleźć się jak najdalej od Ca­therine. Myślę, że coś się pomiędzy wami wydarzyło.
- Słońce zaszło – odparł Leo uprzejmym tonem. – Powinniśmy wracać.
- Nie możesz uciekać od problemów.
Wykrzywił wargi zirytowany.
- Dlaczego ludzie zawsze to mówią? Oczywiście, że mogę. Robię to przez cały czas i ta metoda jeszcze nigdy mnie nie zawiodła.
- Masz obsesję na punkcie Catherine. Wszyscy to wiedzą.
- I kto tu dramatyzuje?
- Bezustannie ją obserwujesz. Gdy tylko ktoś wymówi jej imię, cały zamieniasz się w słuch. A gdy się z nią sprzeczasz, jesteś tak ożywiony, jak byłeś kiedyś, przed... – Urwała, szukając właściwych słów.
- Przed? – prowokował ją Leo.
- Przed epidemią szkarlatyny.
Nigdy nie rozmawiali na ten temat.
Na rok przed tym, zanim Leo odziedziczył tytuł, przez wioskę, w której mieszkali Hathawayowie, przetoczyła się fatalna w skutkach epidemia szkarlatyny.
Jej pierwszą ofiarą padła Laura Dillard, narzeczona Leo.
Jej rodzina pozwoliła mu czuwać przy ukochanej. Przez trzy dni umierała w jego ramionach.
Po powrocie do domu Leo także zachorował, podobnie jak Win. Cudem przeżyli oboje, ale Win długo nie mogła odzyskać zdrowia. A Leo stał się zupełnie innym człowiekiem, tamte przeżycia zostawiły na jego duszy niezatarty ślad. Osunął się w koszmar, z którego nie mógł się wyzwolić. Nie chciał żyć. Ranił swą rodzinę i przysparzał jej niezliczonych trosk. Gdy znalazł się na krawędzi, podjęto decyzję. Win wysłano do Francji na leczenie, a Leo został zmuszony, by jej towarzyszył.
Gdy Win z wolna odzyskiwała siły w renomowanej klinice, Leo całymi godzinami spacerował po bezdrożach Prowansji. Jasne słońce, krystalicznie czyste powietrze, lenteur, czyli leniwe tempo życia, w końcu oczyściły jego umysł i przyniosły ukojenie duszy. Przestał pić, zadowalał się kieliszkiem wina do kolacji. Szkicował, malował, a w końcu przebolał swą stratę.
Gdy wrócili do Anglii, Win, nie tracąc czasu, spełniła największe marzenie swego życia – wyszła za Merripena.
Leo natomiast starał się wynagrodzić swojej rodzinie zmartwienia, jakie jej sprawił. I postanowił za wszelką cenę unikać miłości. Wiedział już, jak fatalne w skutkach może być głębokie uczucie i nikomu nie chciał dać takiej władzy nad sobą.
- Siostrzyczko – oznajmił teraz ze smutkiem – jeśli w twojej głowie pojawiła się szalona myśl o moim zainteresowaniu Marks, możesz o tym zapomnieć. Chcę tylko się dowiedzieć, co ta kobieta ukrywa. Nic więcej.


Rozdział trzeci

Do dwudziestych urodzin nawet nie wiedziałem o istnieniu Cat – oznajmił Harry Rutledge, wyciągając przed siebie długie nogi.
Razem z Leo siedzieli w pokoju klubowym hotelu Rutledge. Zaciszne luksusowe pomieszczenie z ośmiokątnymi apsydami było popularnym miejscem spotkań zagranicznej arystokracji, wytwornych podróżnych, przedstawicieli londyńskiej socjety i polityków.
Leo spojrzał na szwagra z nieskrywanym sceptycyzmem. Gdyby to on miał wybrać męża dla siostry, nie umieściłby raczej Rutledge’a na szczycie listy. Nie ufał mu. Z drugiej strony, Harry miał też swoje dobre strony, a jedną z nich było jego oczywiste oddanie Poppy.
Harry upił łyk ogrzanej brandy, starannie dobierając w głowie słowa. Był przystojnym mężczyzną, pełnym uroku, ale też bezwzględnym manipulatorem. W tym kontekście jego niewątpliwe osiągnięcia, między innymi postawienie największego i najbardziej wykwintnego hotelu w Londynie, nie mogły nikogo dziwić.
- Nie lubię rozmawiać o Cat z kilku powodów. Między innymi dlatego, że nigdy nie byłem dla niej zbyt miły i nie ochroniłem jej, gdy tego potrzebowała. Żałuję tego.
- Wszyscy mamy coś na sumieniu – odparł Leo, gdy aksamitny ogień brandy spłynął mu do gardła. – Dlatego też trzymam się złych nawyków. Zaczynasz żałować wtedy, gdy przestajesz coś robić.
Harry uśmiechnął się, ale szybko spoważniał, wpatrzony w płomień małej lampki na stoliku.
- Zanim ci cokolwiek powiem, muszę zapytać, dlaczego interesujesz się moją siostrą.
- Pytam jako jej pracodawca. Niepokoi mnie wpływ, który panna Marks może mieć na Beatrix.
- Dotąd nie podawałeś w wątpliwość jej wpływu. I z tego, co wiem, Cat doskonale sobie radzi z Beatrix.
- To prawda. Zaniepokoiła mnie jednak nowina o waszych tajemniczych koneksjach. O ile wiem, knuliście coś razem.
Harry spojrzał mu prosto w oczy.
- Niczego nie knuliśmy.
- Więc skąd te wszystkie sekrety?
- Nie wyjaśnię tego, nie zdradzając ci kilku szczegółów ze swojej przeszłości... A naprawdę nie lubię tego robić.
- Tak mi przykro – skwitował Leo bez cienia współczucia. – Słucham.
Harry zawahał się, jakby wciąż nie podjął decyzji, czy cokolwiek powiedzieć.
- Cat i ja mieliśmy jedną matkę. Nazywała się Nicolette Wigens. Była Angielką. Jej rodzice przenieśli się do Buffalo, gdy była jeszcze dzieckiem. Nicolette, ich jedynaczka, urodziła się, gdy Wigensowie byli już posunięci w latach, dlatego też gorąco pragnęli, by wyszła za mężczyznę, który się nią zaopiekuje. Mój ojciec, Arthur, był od niej dwa razy starszy i dosyć zamożny. Podejrzewam, że Wigensowie wymusili na niej to małżeństwo, gdyż na pewno nie było w nim miłości. Nicolette poślubiła Arthura, a ja przyszedłem na świat wkrótce potem. W zasadzie nieco za szybko. To wzbudziło falę domysłów na temat ojcostwa Arthura.
- A był twoim ojcem? – zapytał Leo.
Harry uśmiechnął się cynicznie.
- A któż to może wiedzieć na pewno? – Wzruszył ramionami. – W każdym razie moja matka w końcu uciekła do Anglii z jednym z kochanków. Miała potem wielu mężczyzn, jak mniemam. Nie zwykła narzucać sobie ograniczeń. Rodzice ją rozpuścili, żyła bez żadnych zasad, ale była niezwykle piękna. To po niej Cat odziedziczyła urodę. – Zamyślił się na chwilę. – Tyle że Cat jest delikatniejsza. Bardziej subtelna. I w przeciwieństwie do matki ma miłe, kochające usposobienie.
- Cóż – wtrącił kwaśno Leo – dla mnie nigdy nie była miła.
- Bo ją przerażasz.
Leo spojrzał na niego z niedowierzaniem.
- A niby czym przerażam tę małą jędzę? I nie wmawiaj mi, że denerwują ją mężczyźni w ogóle, bo dla Cama i Merripena jest bardzo serdeczna.
- Przy nich czuje się bezpiecznie.
- A przy mnie nie? – zapytał z urazą Leo.
- Podejrzewam, iż ma świadomość, że ty jesteś mężczyzną.
Ta rewelacja sprawiła, że Leo aż podskoczył. Z udaną obojętnością zaczął przyglądać się zawartości kieliszka.
- Powiedziała ci tak?
- Nie, sam to zauważyłem w Hampshire. – Harry się skrzywił. – W relacjach z Cat trzeba być uważnym obserwatorem. Ona nie mówi o sobie. – Dopił resztkę trunku, odstawił kieliszek i oparł się wygodnie. – Matka nie skontaktowała się ze mną ani razu po wyjeździe z Buffalo – kontynuował, splatając palce. – Gdy jednak skończyłem dwadzieścia lat, otrzymałem list wzywający mnie do przyjazdu do Anglii. Nicolette zapadła na wyniszczającą chorobę, zapewne jakiś rodzaj raka. Pomyślałem, że chce mnie zobaczyć przed śmiercią. Natychmiast wyruszyłem, lecz zmarła tuż przed moim przybyciem.
- I wtedy poznałeś Marks.
- Nie, nie było jej tam. Cat pragnęła pozostać przy matce, ale odesłano ją do ciotki i babki ze strony ojca. A ten, nie mając zamiaru czuwać przy chorej, udał się do Londynu.
- Szlachetny jegomość.
- Opłacona miejscowa kobieta zajmowała się Nicolette w ostatnich tygodniach jej życia. To ona poinformowała mnie o Cat. Najpierw pomyślałem, że powinienem poznać to dziecko, ale po namyśle doszedłem do wniosku, że jednak lepiej nie. W moim życiu nie było miejsca dla nieślubnej przyrodniej siostry. Była ode mnie o połowę młodsza, potrzebowała kobiecej opieki. Założyłem, że lepiej jej będzie u ciotki.
- Miałeś rację?
Harry spojrzał na Leo nieodgadnionym wzrokiem.
- Nie.
W tym jednym słowie zawierała się cała historia. Leo zapragnął ją usłyszeć.
- Co się stało?
- Postanowiłem zostać w Londynie i spróbować szczęścia w hotelarstwie. Napisałem do Cat list, w którym obiecałem jej wszelką pomoc. Kilka lat później odezwała się do mnie. Odnalazłem ją w... bardzo trudnych okolicznościach. Żałuję, że nie pojechałem tam wcześniej.
Leo poczuł ukłucie niewytłumaczalnego smutku. Nie zdołał dłużej zachować pozorów obojętności.
- Co masz na myśli, mówiąc o trudnych okolicznościach?
Harry pokręcił głową.
- Nie mogę ci zdradzić nic więcej. Reszta należy do Cat.
- Do diabła, Rutledge, nie możesz tak tego zamknąć. Chcę wiedzieć, w co Hathawayowie zostali wplątani i dlaczego ostatecznie miałem nieszczęście stać się chlebodawcą najbardziej zrzędliwej i wścibskiej guwernantki w Anglii.
- Cat nie musi pracować. Dałem jej tyle pieniędzy, że mogłaby ułożyć sobie życie wedle swoich życzeń. Wyjechała do szkoły z internatem, gdzie uczyła się przez cztery lata, a kolejne dwa wykładała. W końcu przyjechała do Londynu, by poinformować mnie, że przyjęła posadę guwernantki panien Hathaway. Ty byłeś wtedy we Francji z Win, jak mniemam. Cat zgłosiła się na rozmowę i została zaakceptowana przez Cama i Amelię. Beatrix i Poppy wyraźnie potrzebowały kogoś takiego i chyba nikomu nie przeszkadzał jej brak doświadczenia.
- Oczywiście, że nie – stwierdził kwaśno Leo. – Moja rodzina z pewnością nie kłopotała się czymś tak pozbawionym znaczenia jak doświadczenie zawodowe. Rozmowę o pracę rozpoczęli zapewne od pytania o jej ulubiony kolor.
Harry z całych sił starał się nie roześmiać.
- Pewnie masz rację.
- Dlaczego zdecydowała się na taką pracę, skoro nie potrzebowała pieniędzy?
Harry wzruszył ramionami.
- Chciała się przekonać, czym jest rodzina, nawet jeśli miała być kimś z zewnątrz. Cat jest przekonana, że nigdy nie założy własnej.
Leo zmarszczył brwi, jakby nie widział w tym stwierdzeniu żadnego sensu.
- Przecież nic jej nie powstrzymuje.
- Tak sądzisz? – W zielonych oczach Harry’ego błysnęła drwina. – Wy, Hathawayowie, nie potraficie zrozumieć, co to znaczy dorastać w samotności, wśród ludzi, których w ogóle nie obchodzi los dziecka. Zakładacie, że to wina człowieka, że nie da się pokochać. A to uczucie otacza cię bez przerwy, aż staje się więzieniem i w końcu sam barykadujesz drzwi przed wszystkimi, którzy próbują się do ciebie zbliżyć.
Leo słuchał z uwagą, wyczuwając, że Harry mówi nie tylko o Catherine, lecz i o sobie. Po cichu przyznał mu rację: nawet pogrążony w najgłębszej rozpaczy wiedział przecież, że siostry go kochają.
Po raz pierwszy naprawdę dotarło do niego, co Poppy zrobiła dla Harry’ego – wyrwała go z niewidzialnego więzienia z jego opisów.
- Dziękuję – odparł w końcu cicho. – Wiem, że niełatwo ci o tym mówić.
- Nie ma za co. Muszę tylko wyjaśnić ci jedną rzecz, Ramsay – mruknął Harry z powagą – jeśli skrzywdzisz Cat, będę musiał cię zabić.

Poppy siedziała w łóżku w koszuli nocnej i czytała książkę. Słysząc, że ktoś wchodzi do apartamentu, podniosła głowę i uśmiechnęła się do męża, który stanął na progu sypialni. Jej puls przyspieszył rozkosznie na jego widok. Harry był tajemniczym, niebezpiecznym mężczyzną, nawet zdaniem tych, którzy twierdzili, że dobrze go znają. Przy Poppy jednak ujawniał swe łagodniejsze wrażliwe oblicze.
- Rozmawiałeś z Leo?
- Tak, najdroższa. – Zdjął surdut, rzucił go na oparcie krzesła i podszedł do łóżka. – Chciał porozmawiać o Cat, tak jak podejrzewałem. Powiedziałem mu tyle, ile mogłem.
- I co o tym sądzisz? – Poppy wiedziała, że mąż bezbłędnie potrafi odczytać myśli i motywacje innych.
Harry rozluźnił krawat.
- Ramsay niepokoi się o Cat znacznie bardziej, niż jest skłonny przyznać, to jasne. I absolutnie mi się to nie podoba. Ale nie będę się wtrącał, dopóki Cat nie poprosi mnie o pomoc. – Dotknął odsłoniętej szyi żony z czułością, od której oddech Poppy przyspieszył. Czubki jego palców spoczęły na gwałtownie pulsującym miejscu i pogładziły je czule. Na policzki Poppy wystąpił rumieniec.
- Odłóż książkę – poprosił niskim głosem.
Poppy zacisnęła palce na kołdrze.
- Ale właśnie dotarłam do bardzo interesującego fragmentu – odparła, drażniąc się z mężem.
- Na pewno nie jest nawet w połowie tak interesujący, jak to, co zaraz przydarzy się tobie. – Harry zdecydowanym ruchem odsunął pościel i pochylił się nad żoną... Książka upadła na podłogę, całkiem zapomniana.
(…)