Strona główna / Popularnonaukowe / Pokrzywione drzewo człowieczeństwa

Aktualności

26.11.2021

Dwie książki Prószyński i S-ka z Nagrodą KLIO!

Z przyjemnością informujemy, że Agnieszka Cubała oraz Krzysztof Mordyński otrzymali Nagrodę KLIO 2021 w kategorii Varsaviana. Gratulujemy!

Wywiady

25.08.2021

"Tajemnica Wzgórza Trzech Dębów". Wywiad z Piotrem Borlikiem

Zapraszamy do przeczytania wyjątkowego wywiadu z Piotrem Borlikiem. Z autorem książki "Tajemnica Wzgórza Trzech Dębów" rozmawiał Marcin Waincetel z Lubimyczytac.pl.

Posłuchaj i zobacz

27.11.2021

Rozmowa z Katarzyną Puzyńską

Zapraszamy do wysłuchania podcastu Katarzyną Puzyńską, autorką ksiązki "Chąśba".

Bestsellery

TOP 20

  1. Jestem córką szejka Laila Shukri
  2. TOPR 2. Nie każdy wróci Beata Sabała-Zielińska
  3. Billy Summers Stephen King

Pokrzywione drzewo człowieczeństwa

Isaiah Berlin

O DĄŻENIU DO IDEAŁU

I

W moim przekonaniu dwa przede wszystkim czynniki ukształtowały historię ludzkości w tym stuleciu. Pierwszy - to rozwój nauk przyrodniczych i technologii, z pewnością najbardziej spektakularne osiągnięcie naszych czasów, któremu na całym świecie poświęca się wiele, coraz więcej uwagi. Drugim są niewątpliwie potężne ideologiczne nawałnice, które wstrząsnęły losami dosłownie całej ludzkości: Rewolucja Październikowa wraz z jej następstwami - totalitarnymi tyraniami zarówno prawicowymi, jak i lewicowymi, oraz erupcje nacjonalizmu, rasizmu, a gdzieniegdzie i fanatyzmu religijnego, czego, co ciekawe, nie przewidział żaden spośród najbardziej przenikliwych myślicieli społecznych XIX wieku.
Gdy nasi potomkowie za lat dwieście lub trzysta (jeśli ludzkość przetrwa do tego czasu) zwrócą wzrok ku naszemu stuleciu, to, jak sądzę, właśnie te dwa zjawiska uznają za najbardziej znamienne i w pierwszym rzędzie domagające się wyjaśnienia oraz analizy. Lecz warto też sobie uprzytomnić, że owe wielkie przemiany wzięły się z idei zrodzonych w ludzkich głowach: z wyobrażeń o tym, jakie były, jakie są, jakie mogą być i jakie być powinny stosunki między ludźmi. Warto również zdawać sobie sprawę, jak dochodziło do przekształcania tych idei w imię wizji jakiegoś nadrzędnego celu, powstałej w umysłach przywódców, nade wszystko proroków wspieranych przez armie. Idee tego rodzaju stanowią istotną treść etyki. Myśl etyczna to systematyczne badanie wzajemnych stosunków między ludźmi, koncepcji, interesów i ideałów, które są źródłem tego, jak ludzie traktują innych ludzi, oraz systemów wartości, na których owe cele życiowe się opierają. Przedmiotem dociekań moralnych są przekonania dotyczące tego, jak należy przeżyć życie, jakimi ludźmi powinni być mężczyzna i kobieta i co powinni czynić; gdy zaś przekonania te odnoszą się do grup i narodów czy wręcz do całej ludzkości, określa się je mianem filozofii polityki, która jest niczym innym jak etyką zastosowaną do społeczeństwa.
Jeśli mamy żywić nadzieję na zrozumienie tego często pełnego przemocy świata, w którym żyjemy (a dopóki nie próbujemy go zrozumieć, nie możemy oczekiwać, że będziemy w stanie racjonalnie w nim działać i przekształcać go), to nie powinniśmy ograniczać naszego zainteresowania do potężnych, bezosobowych sił, które na nas oddziałują - sił przyrody i tych wytworzonych przez człowieka. Cele i motywy, które rządzą działaniem ludzkim, należy rozpatrywać w świetle tego wszystkiego, co wiemy i pojmujemy, krytycznie badać ich źródła i rozwój, ich istotę, a nade wszystko ich zasadność - przy użyciu wszelkich intelektualnych zasobów, jakimi rozporządzamy. To pilne zadanie - niezależnie od samoistnej wartości, jaką ma odkrywanie prawdy o stosunkach międzyludzkich - przesądza o tym, że etyka jest dyscypliną o podstawowym znaczeniu. Tylko barbarzyńcy nie są ciekawi, skąd przychodzą, jak stali się tym, czym są, ani dokąd zdają się zmierzać i czy pragną iść właśnie tam, a jeśli tak, to dlaczego, a jeśli nie - to dlaczego nie.
Badaniu różnorodnych wyobrażeń o tym, jak można ucieleśnić w życiu także wartości i cele, poświęciłem czterdzieści lat mojego długiego życia, usiłując rzecz wyjaśnić samemu sobie. Chciałbym opowiedzieć, jak to się stało, że pochłonęła mnie ta problematyka, a zwłaszcza o przełomowym momencie, który sprawił, że zmieniły się moje poglądy na jej istotę. Nieuchronnie będzie to więc relacja w jakiejś mierze autobiograficzna, za co przepraszam, nie wiem jednak, jak inaczej ją przedstawić.

II

Wojnę i pokój Tołstoja przeczytałem za młodu, stanowczo zbyt wcześnie. Istotny wpływ ta wielka powieść wywarła na mnie dopiero później, wraz z innymi rosyjskim autorami połowy XIX wieku, zarówno myślicielami, jak i powieściopisarzami. Mieli oni swój wielki udział w ukształtowaniu moich poglądów. Wydawało mi się - i nadal to podtrzymuję - że przedstawienie realistycznego obrazu życia i wzajemnych stosunków jednostek, grup społecznych czy klas nie było zasadniczym celem tych pisarzy, że nie o psychologiczną lub socjologiczną analizę dla niej samej im chodziło, choć oczywiście najlepszym z nich udało się to właśnie osiągnąć w sposób niezrównany. Mam wrażenie, że na wszystko patrzyli z punktu widzenia moralności: najbardziej zajmowało ich pytanie o to, skąd się bierze niesprawiedliwość, ucisk, fałsz w stosunkach międzyludzkich, zniewolenie - czy to w murach więzienia, czy przez konformizm, to jest przez zgodę na nakładane przez ludzi pęta - pytanie o to, co jest źródłem moralnej ślepoty, egoizmu, okrucieństwa, poniżenia, służalczości, nędzy, bezsilności, rozgoryczenia i rozpaczy doświadczanych przez tak wielu. Słowem, zajmowała ich natura tych zjawisk oraz ich korzenie tkwiące w kondycji człowieka, kondycji Rosji przede wszystkim, ale również, pośrednio, kondycji całej ludzkości. I w odwrotnym porządku - pragnęli wiedzieć, co mogłoby doprowadzić do stanu przeciwnego, to jest do panowania prawdy, miłości, uczciwości, sprawiedliwości, bezpieczeństwa, stosunków międzyludzkich opartych na poszanowaniu godności człowieka, na dobrych obyczajach, niezależności, wolności i duchowej samorealizacji.
Niektórzy z nich, na przykład Tołstoj, odnajdywali to w ludziach prostych, niezepsutych przez cywilizację. Podobnie jak Rousseau, Tołstoj chciał wierzyć, że świat moralnych wartości chłopów nie różni się od moralności dzieci, niewypaczonej przez konwencje i instytucje cywilizacji, które wzięły się z ludzkich występków - chciwości, egoizmu i duchowej ślepoty. Świat mógłby zostać zbawiony, gdyby tylko ludzie dojrzeli prawdę leżącą u ich stóp; bez trudu odnaleźliby ją w chrześcijańskiej Dobrej Nowinie, w Kazaniu na Górze. Inni myśliciele rosyjscy pokładali wiarę w naukowym racjonalizmie bądź w społecznej i politycznej rewolucji wywiedzionej z jakiejś niezawodnej teorii zmiany historycznej. Jeszcze inni poszukiwali odpowiedzi w naukach prawosławnej teologii, w liberalnej demokracji Zachodu albo też w powrocie do starodawnych wartości słowiańskich, zepchniętych w cień przez reformy Piotra Wielkiego i jego następców.
Wspólne wszystkim tym poglądom było przekonanie, że rozwiązania owych centralnych problemów istnieją, że można je odkryć i - przy wystarczająco dużym, bezinteresownym wysiłku - urzeczywistnić tu, na ziemi. Wszyscy ci myśliciele wierzyli, że istotą człowieka jest zdolność do wybierania sposobu życia: można więc przekształcać społeczeństwa w duchu prawdziwych ideałów, gdy wyznaje się je z należytym zapałem i oddaniem. Jeśli nawet uważali czasem - jak Tołstoj - że człowiek nie jest naprawdę wolny, lecz zdeterminowany przez czynniki, na które nie ma wpływu, to równie dobrze, jak on zdawali sobie sprawę, że choćby wolność była jedynie złudzeniem, bez owego złudzenia nie można by ani żyć, ani myśleć. Tego wszystkiego mój program szkolny, który był wypełniony lekturą autorów greckich i łacińskich, nie obejmował, utkwiło to jednak we mnie i pozostało.
Kiedy zostałem studentem Uniwersytetu Oksfordzkiego, zacząłem czytać dzieła wielkich filozofów i przekonałem się, że najwięksi z nich, zwłaszcza twórcy myśli etycznej i politycznej, także w to wierzyli. Sokrates sądził, że gdyby w naszym poznaniu świata zewnętrznego dało się uzyskać pewność, posługując się metodami racjonalnymi - czyż Anaksagoras nie doszedł do prawdy, że Księżyc jest wielekroć większy niż cały Peloponez, choć na niebie wydawał się tak mały? - to te same metody przyniosłyby niechybnie równie pewne poznanie ludzkiego postępowania. Do tego, jak żyć i kim być, można by dojść drogą racjonalnego rozumowania. Według Platona, elita mędrców, którzy by taką pewność osiągnęli, winna otrzymać władzę nad mniej hojnie obdarzoną rozumem resztą i rządzić wedle reguł dyktowanych prawidłowymi rozwiązaniami problemów jednostkowych i społecznych. Stoicy twierdzili, że każdy, kto odda się życiu zgodnemu z rozumem, jest w stanie dojść do owych rozwiązań. Żydzi, chrześcijanie i muzułmanie (zbyt mało wiedziałem o buddyzmie) wierzyli, że właściwe odpowiedzi Bóg objawił swoim prorokom i świętym, i przyjmowali interpretacje tych praw objawionych przekazywane przez uprawnionych nauczycieli i tradycje, do których należeli. XVII-wieczni racjonaliści sądzili, że owe odpowiedzi można odkryć dzięki czemuś w rodzaju metafizycznego wglądu, a mianowicie - szczególnemu zastosowaniu przyrodzonego wszystkim ludziom światła rozumu.
Empiryści XVIII wieku, urzeczeni nowymi, rozległymi obszarami poznania otwartymi przez zmatematyzowane nauki przyrodnicze, które rozproszyły tak wiele błędów, przesądów i dogmatycznych nonsensów, zadawali sobie - jak Sokrates - pytanie: dlaczego te same metody nie miałyby okazać się skuteczne w ustalaniu podobnie niepodważalnych praw dla sfery spraw ludzkich? Dzięki nowym metodom odkrytym przez nauki przyrodnicze również do dziedziny społecznej można byłoby wprowadzić porządek - obserwować powtarzalność zjawisk, stawiać hipotezy, sprawdzać je eksperymentalnie, na ich podstawie formułować prawa i stwierdzać, że owe prawa dotyczące pewnych określonych obszarów doświadczenia wynikają z praw ogólniejszych, a te z kolei - z jeszcze ogólniejszych, i tak dalej, coraz wyżej, aż będzie można ustanowić wspaniały, harmonijny system połączony nierozerwalnymi więzami logiki i możliwy do opisania w ścisłych, to jest matematycznych terminach.
Racjonalna reorganizacja społeczeństwa miała położyć kres intelektualnemu i duchowemu zamętowi, panowaniu przesądu i zabobonu, ślepemu posłuszeństwu wobec bezkrytycznie przyjętych dogmatów oraz idiotyzmom i okrucieństwom ciemiężycielskich rządów, które owa umysłowa ciemnota żywiła i podtrzymywała. Trzeba było tylko rozpoznać zasadnicze potrzeby człowieka i odkryć sposoby ich zaspokajania, aby dać początek szczęśliwemu, wolnemu, sprawiedliwemu, cnotliwemu i harmonijnemu światu, który w tak przejmujący sposób wieszczył Condorcet ze swej więziennej celi w roku 1794. Ten pogląd legł u podstaw wszelkiej XIX-wiecznej myśli postępowej i był też rdzeniem znacznej części doktryny krytycznego empiryzmu, którą chłonąłem jako student Oksfordu.

III

W pewnym momencie zdałem sobie sprawę, że wszystkim tym poglądom wspólny jest ideał Platoński. Po pierwsze, tak jak w naukach przyrodniczych, na wszystkie właściwie postawione pytania musi być tylko jedna prawdziwa odpowiedź - pozostałe są z konieczności błędne. Po drugie, musi istnieć niezawodna droga wiodąca ku odkryciu tych prawd. Po trzecie, znalezione prawdziwe odpowiedzi muszą być wzajemnie ze sobą zgodne i tworzyć pewną całość - wszak wiedzieliśmy już a priori, że jedna prawda nie może być niezgodna z inną. Tego rodzaju wszechnauka stanowiła rozwiązanie kosmicznej układanki. Co się tyczy moralności, to mogliśmy wreszcie wyobrazić sobie, jak winno wyglądać życie doskonałe, to znaczy oparte na właściwym zrozumieniu zasad rządzących wszechświatem.
Co prawda do owej wiedzy doskonałej moglibyśmy nigdy nie dojść - może jesteśmy nie dość rozgarnięci, zbyt słabi, grzeszni i zepsuci, by ją posiąść. Przeszkody - zarówno intelektualne, jak i natury zewnętrznej - mogą się okazać nazbyt liczne. Poza tym, jak wspomniałem, opinie co do właściwej drogi postępowania znacznie się różniły - niektórzy znajdowali ją w kościołach, inni w laboratoriach; jedni wierzyli w intuicję, inni znów w eksperyment, jeszcze inni ufali mistycznym wizjom czy matematycznym obliczeniom. Lecz jeśli nawet my sami nie zdołalibyśmy dojść do owych prawdziwych odpowiedzi czy wreszcie do systemu, który splata je w jeden wzór, one same istnieć muszą - albo pytania były źle postawione. Ktoś te odpowiedzi musi znać; może znał je Adam w raju, może poznamy je u kresu dni? Jeżeli nie mogą znać ich ludzie, to może znają je aniołowie, jeśli zaś nie aniołowie - to zna je Bóg. Owe wieczne prawdy muszą być z zasady poznawalne.