Strona główna / Literatura światowa / Córka Magdy

Aktualności

18.11.2019

Informacja o zmianie regulaminu

Informujemy, że z dniem 18 listopada 2019 r. ulegają zmianie niektóre postanowienia regulaminu korzystania z księgarni internetowej Prószyński i S-ka.

Wywiady

11.07.2019

"Mówimy o trylogii, na którą należy patrzeć całościowo"

Zapraszamy do przeczytania wywiadu z Piotrem Borlikiem, autorem książek "Boska proporcja", "Materiał ludzki" i "Białe kłamstwa".

Posłuchaj i zobacz

10.10.2019

Kim jest kobieta ze spaloną twarzą?

Zapraszamy do obejrzenia nagrania zapowiadającego najnowszą książkę Katarzyny Puzyńskiej "Pokrzyk".

Bestsellery

TOP 20

  1. Pokrzyk Katarzyna Puzyńska
  2. Cukiernia Pod Amorem. Jedna z nas Małgorzata Gutowska-Adamczyk
  3. Była arabską stewardesą Marcin Margielewski

Fotogaleria

więcej »

Córka Magdy

Catrin Collier

Rozdział 2.

Andrew John, który zajmował najważniejsze miejsce za ustawionym w ogrodzie stołem, rozsiadł się wygodnie na krześle. Obiegł wzrokiem nieco uszczup­lone grono członków swojej rodziny oraz przyjaciół (część biesiadników natychmiast po obiedzie zniknęła w szopie, by posłuchać zespołu popowego założonego przez młodszego syna), a potem odetchnął głęboko i uśmiechnął się.
– Czy nie jesteś zbyt zadowolony z siebie, kochanie? – dokuczyła mu żartobliwie Bethan, stawiając na stole tacę z kawą, truskawkami i śmietaną.
– Czy coś w tym złego? – Andrew nie dał się złapać na jej haczyk. – Właśnie zjadłem wyśmienity niedzielny obiad, za co chciałbym pochwalić kucharza – skinął głową w jej kierunku – i aż do jutrzejszego ranka nie muszę robić kompletnie nic. Mój ogród wygląda doskonale, róże kwitną, a Evan zamknął drzwi szopy, dzięki czemu możemy posłuchać śpiewu ptaków.
– Przykro mi, ale muszę ci przypomnieć, że obiecałeś przywieźć po południu Penny ze stadniny. – Bethan zdjęła naczynia z tacy.
– Mam jeszcze dużo czasu, a poza tym to całkiem przyjemna wycieczka.
– Dziękuję. – Magda wzięła od Bethan filiżankę z kawą. – Uwielbiam jadać latem na zewnątrz. Przypomina mi to rodzinny dom, chociaż wasz ogród wygląda ładniej niż nasze obejście. No i nie widać tu zwierząt.
– Szczególnie odkąd Andrew postawił ogrodzenie dla kurcząt.
Bethan podała Magdzie dzbanek z mlekiem, a Almie cukierniczkę.
– Każdej wiosny mój ojciec i bracia wynosili ze stodoły duży stary stół i stawiali go na ganku, gdzie korzystano z niego aż do jesieni. Gdy było ciepło, jadaliśmy tam wszystkie posiłki. My, dzieci, szczególnie lubiliśmy kolację, ponieważ rodzice pili do niej jeden czy dwa kieliszki wina albo piwo. Poprawiał im się wtedy nastrój, łagodnieli i pozwalali nam iść spać później niż zwykle. Matka zapalała lampy i stawiała je na stole, a wszyscy parobcy pracujący w gospodarstwie i sąsiedzi, którzy akurat wpadli z wizytą, przyłączali się do nas. Po posiłku dorośli grali i śpiewali… – Magda popatrzyła z zakłopotaniem na pozostałych i zarumieniła się ze wstydu. – Przepraszam. Ilekroć zaczynam mówić o domu, nie mogę się opanować.
– O domu? – powtórzył Ronnie Ronconi, szwagier Bethan. – Opuściłaś Polskę jakieś dwadzieścia kilka lat temu i wciąż jest to dla ciebie dom? Chcielibyśmy, żebyś zaczęła w końcu uważać za niego Pontypridd, a nas za swoją rodzinę.
Wszyscy obecni przy stole się roześmiali.
– A czy ty uważasz Pontypridd za swój dom, Ronnie? – spytała Magda poważnie.
– Magda ma rację. – Bethan podsunęła Ronniemu miseczkę truskawek oraz dzbanek ze śmietaną. – Urodziłeś się we Włoszech.
– Wyjechałem stamtąd w wieku pięciu lat – przypomniał jej Ronnie.
– Ale wróciłeś jako dwudziestolatek – powiedział Andrew bez zastanowienia. – Przepraszam – dodał natychmiast, gdyż Bethan spojrzała na niego z wyrzutem.
– Nie ma za co. To prawda, spędziłem tam kilka najszczęśliwszych lat życia.
Przy stole zapanowała cisza. Ronnie wyjechał do Włoch z Maud, młodszą siostrą Bethan, z którą ożenił się w latach trzydziestych. Gdy podczas wojny zmarła na gruźlicę, wrócił do Pontypridd.
– Sądząc z listów Maud – przerwała milczenie Bethan – były to również jej najszczęśliwsze lata.
– Ale żadne z nas nie uważało Włoch za dom, tak samo jak i ja teraz.
– Bo często je odwiedzasz. – Andrew podał dalej dzbanek z kawą.
Rodzina Ronniego nie sprzedała odziedziczonego po dziadku domu na wsi, dzięki czemu on, jego dziesięcioro rodzeństwa i dalsi krewni często wracali do Bardi na letnie wakacje. Ronnie zamyślił się na chwilę.
– Czuję, że mam dwa domy, ale Włochy są na pewno tym drugim, wakacyjnym. Ilekroć tam jestem, myślę sobie, że przynależę do Pontypridd i domu na ulicy Tyfica. To tam wychowaliśmy z Dianą Billy’ego i Catrinę. – Na wspomnienie drugiej żony, zmarłej niespodziewanie przed sześcioma miesiącami wskutek wylewu krwi do mózgu, uśmiechnął się z roztargnieniem. – Nie mogę sobie wyobrazić wyprowadzki, choć mam już serdecznie dosyć moich dzieci, które próbują kierować moim życiem i interesami. Jak myślicie, czy istnieje jakakolwiek szansa na to, że zespół Evana odniesie spektakularny sukces i nasza młodzież uda się na światowe tournée?
– Sądząc po tym jazgocie, chyba niezbyt duża – stwierdził Ned.
Ronnie spojrzał w kierunku szopy, w której fałszywe dźwięki gitar ścierały się z wokalem Catriny.
– Jak dobrze, że macie tę szopę, Bethan. W przeciwnym razie to towarzystwo mogłoby pokusić się o wykorzystanie w tym celu mojego strychu. A co ty powiesz? – zwrócił się do Petera, pasierba Almy, który jako nastolatek przybył do Pontypridd po wojnie. – Twoim domem jest Rosja czy Walia?
Peter podniósł z krzesła swoją najmłodszą córeczkę, trzylatkę, która lubiła zasypiać po każdym niemal posiłku, i posadził ją sobie na kolanach.
– Pontypridd to mój pierwszy dom. – Popatrzył na swoją żonę Lizę, najstarszą z czterech przybranych córek Bethan i Andrew. – Zanim przybyłem tutaj, życie upływało mi na pobytach w obozach, najpierw stalinowskich, potem hitlerowskich. Tak, z całą pewnością moim domem jest Pontypridd. Tu mam rodzinę i mogę decydować o swoim życiu.
– No i widzisz, Magdo. – Ronnie polał swoje truskawki śmietaną. – Peter i ja sądzimy, że to miejsce zamieszkania, a nie urodzenia, liczy się najbardziej, kiedy się myśli o domu.
Peter pogłaskał po głowie wtuloną w niego córkę.
– Nie myślisz chyba o powrocie do Polski, prawda, Magdo? W każdym razie nie teraz, gdy rządzą tam komuniści.
– Nie. Ale dla mnie domem pozostanie zawsze miejsce, w którym się wychowałam.
– Mamo, żyjemy szczęśliwie w Pontypridd już od siedemnastu lat. – Helena żartobliwie uderzyła w dłoń Neda kradnącego truskawkę z jej pucharka.
– I jesteśmy tu bardzo, bardzo szczęśliwe – zgodziła się Magda. – Ale myślę po polsku, a w snach zamiast po tutejszych wzgórzach wędruję po polach otaczających gospodarstwo ojca. A w najpiękniejszych snach mój ojciec znów mi towarzyszy. Dlatego moim domem jest Polska, a nie Pontypridd.
– Najpiękniejsze sny to te, w których nasi zmarli ożywają. – Ronnie podał Bethan swoją filiżankę, by ponownie napełniła ją kawą.
– Myślę, że każdy nasz rówieśnik przyznałby ci rację. – Alma spojrzała na Petera.
Choć był jej pasierbem, łączyła ich silna więź. Jednym z powodów, dla których Alma tak bardzo go kochała, było jego wyraźne podobieństwo do jej nieżyjącego męża.
Magda zerknęła na zegarek.
– Ale teraz jestem bez dwóch zdań w Pontypridd i jeśli mam pomóc ojcu O’Brienowi przy przyjęciu, muszę się z wami pożegnać.
Ned podniósł się z krzesła.
– Pojedziemy z tobą do sklepu, zabierzemy rzeczy potrzebne na przyjęcie i zawieziemy cię do kościoła.
– Nie będziecie musieli jechać do kościoła. Ojciec O’Brien za pół godziny przyjedzie do sklepu. Tace z pasztecikami są już przygotowane, wystarczy je załadować do samochodu. Powiedział, że mam ci podziękować za sprzedanie ich kościołowi po niższej cenie – zwróciła się Magda do Almy.
– Zawsze mi dziękuje. I jestem pewna, że tak samo będzie przy okazji następnego przyjęcia.
Magda uściskała i ucałowała wszystkich.
– Bethan, Andrew, dziękuję za pyszny obiad.
– Pamiętajcie, że spotykamy się wszystkie we czwartek, żeby kupić bieliznę dla Heleny. – Alma odwzajemniła uścisk.
– Nie zapomnimy – zapewniła ją Magda.
– Lepiej przyznaj – skrzywił się Andrew, słysząc nieludzkie wycie dolatujące z szopy – że nie masz w planach żadnej herbatki dla szkółki niedzielnej, a wy dwoje wcale nie musicie mierzyć podłóg i ścian. Chcecie po prostu uciec przed tym wrzaskiem.
– Powiem córce, jak się wyrażałeś o jej śpiewie. – Ronnie posłał Magdzie całusa. – Magdo, jeśli tylko przyjdzie ci ochota wybrać się w jakiś sobotni wieczór do Regent Ballroom, zadzwoń do mnie, dobrze? My, ludzie w kwiecie wieku, nie możemy pozwolić, żeby młodzież spijała nam całą śmietankę, nie uważasz?
– Zastanowię się nad tym, Ronnie. Ale wtedy nie będziesz mógł pójść spać zaraz po dobranocce – zażartowała.
– Dla ciebie zrobię wyjątek! – zawołał za nią Ronnie, gdy wsiadała do samochodu Neda.


Ned otworzył drzwi i wszedł do środka.
– Spójrz tylko, co za miejsce! Po prostu idealne. Nic, tylko je zagracić.
– Coś takiego nazywasz idealnym miejscem? – Helena weszła za nim do salonu. Uwzględniając fakt, że ich nowy dom posiadał tylko jedną małą sypialnię na piętrze i jedną dużą na parterze, można go było uznać za daczę. – Ale tu brudno. Nie widzisz kurzu na półce nad kominkiem i na listwach? I śladów gipsu oraz farby na podłodze? Ten dom kosztował nas ponad dwa tysiące funtów. Choćby z tego powodu robotnicy powinni byli bardziej się postarać. A okna? Jak mawia moja matka, na szybach można sadzić kartofle.
– Porządne sprzątanie wszystkiemu zaradzi. Pomogę ci pod warunkiem, że zgodzisz się wprowadzić tu razem ze mną, teraz, natychmiast.
Odłożył na bok pudło z książkami, po czym odebrał z rąk Heleny karton z pościelą oraz ręcznikami i rzucił go na podłogę. Następnie chwycił Helenę w ramiona, okrążył z nią tanecznym krokiem cały pokój i zaczął ją całować, długo i powoli.
– Pomijając kwestię brudu, wolę prawdziwe meble od wyimaginowanych – mruknęła, gdy w końcu wypuścił ją z objęć.
– Po co komu meble?
– Zapomniałeś już, jak spaliśmy kiedyś na podłodze? W Londynie, w mieszkaniu twojej siostry. Przez cały miesiąc narzekałeś na ból pleców. – Helena popatrzyła uważnie na parkiet. Oprócz drobnych rys zauważyła na nim głębokie ślady, których, jak się obawiała, nie usunie nawet najdokładniejsze pastowanie.
– Zrobimy użytek z naszej wyobraźni i coś zaimprowizujemy.
– Mówisz o łóżku?
– Zacznijmy od drobiazgów. To będzie nasz stolik do kawy. – Ned wskazał na pudło z książkami. – A tu widzę telefon. – Przyniósł z kąta pokoju biały plastikowy aparat i umieścił go na pudle.
– Działa?
Podniósł słuchawkę.
– Sygnał jest.
– Szybko to załatwili.
– Jeśli chodzi o telefon, lekarze mają pierwszeństwo przed zwykłymi śmiertelnikami. Powiedziałem ojcu, że być może wprowadzę się tu przed ślubem. Chociaż po moich przeżyciach tej nocy „być może” zmienia się w pewność. Szkoda, że nie słyszałaś, jak Evan tłukł się o drugiej w nocy po powrocie z klubu. Ojciec zaczął na niego krzyczeć, ale wszyscy w promieniu pięciu mil od Penycoedcae i tak już zdążyli się dowiedzieć, że jest pijany.
– Biedny Evan.
– Raczej bezmyślny – sprostował Ned. – Do wykończenia tego pokoju brakuje nam już tylko telewizora.
– A co z sofą, krzesłami, dywanem, zasłonami, lampami i półkami na książki? – spytała z rozbawieniem Helena.
– Przez ostatnie sześć lat pilnie studiowałem. Teraz mogę zaznajomić się z tymi wszystkimi bzdurami, które co wieczór puszczają w telewizji. Przynajmniej będę wiedział, na co narzeka klientela pubu.
– Więc to tam zamierzasz spędzać każdy wieczór po ślubie. – Helena złapała go i zaczęła łaskotać.
– Litości! – zawołał.
– Jestem bezlitosna.
W odpowiedzi chwycił jedną ręką jej obie dłonie i mocno je ścisnął.
– Jeśli przyjdzie mi ochota spędzać każdy wieczór po ślubie w pubie, to tak właśnie zrobię, kobieto. I spodziewam się, że będziesz czekać na mnie z kolacją na stole i kapciami grzejącymi się przy kominku.
– Zacząłeś marzyć o czasach wiktoriańskich? – odparowała Helena, wiedząc, że Ned się z nią droczy.
– Może powrócą jeszcze kiedyś dobre, stare czasy, kiedy kobiety znały swoje miejsce. Ot, co ci powiem.
– Puść mnie, to pokażę ci, gdzie jest miejsce kobiety – zapiszczała Helena, gdy Ned w odpowiedzi zaczął ją łaskotać wolną ręką.
– Najpierw musisz obiecać, że po ślubie nie będziesz ciosać mi kołków na głowie.
– To zależy jedynie od tego, jakim okażesz się mężem.
– W Bristolu byłem dla ciebie dobry, nie sądzisz?
– W Bristolu nie byliśmy małżeństwem.
– A może wprowadzisz się do mnie teraz? Zaczniemy udawać, że już się pobraliśmy. – Ned porzucił żartobliwy ton.
(…)