Strona główna / Literatura światowa / Prawo matki

Aktualności

08.10.2020

Ogłoszono finalistów National Book Awards

Powieść "LEAVE THE WORLD BEHIND" Rumaana Alama, która ukaże się nakładem naszego wydawnictwa w przyszłym roku, została właśnie finalistką prestiżowej nagrody literackiej National Book Awards.

Wywiady

10.09.2020

W "Postscriptum” Małgorzata spotka nadawcę listu, ale nie zdradzę..."

Zapraszamy do przeczytania wywiadu z Anną Karpińską autorką książki "Postscriptum".

Posłuchaj i zobacz

05.10.2020

Lara Gessler gościem Dzień Dobry TVN

Zapraszamy do wysłuchania wywiadu z Larą Gessler, autorką książki "Orzechy i pestki. Przewodnik mistyczno-kulinarny".

Bestsellery

TOP 20

  1. Nareszcie w Dudapeszcie Aleksander Daukszewicz, Krzysztof Daukszewicz
  2. Urodziłam dziecko szejka Marcin Margielewski
  3. To nie jest mój mąż Olga Rudnicka

Fotogaleria

więcej »

Prawo matki

Diane Chamberlain

ROZDZIAŁ 1

Andy

Wróciłem do kościoła do mojej przyjaciółki Emily, no i zaraz zobaczyłem tę ładną dziewczynę. Wcześniej uśmiechnęła się do mnie i powiedziała „cześć”. Od tej pory jej wypatrywałem. Ktoś odsunął pod ściany wszystkie kościelne ławki, żeby można było tańczyć, i ta dziewczyna wirowała na środku podłogi z moim przyjacielem Keithem, który tańczy najlepiej na świecie. Gapiłem się na tę dziewczynę jak na nikogo innego, nawet kiedy Emily podeszła do mnie i spytała:
– Gdzie byłeś? To zamknięta zabawa. To znaczy, że masz tu zostać na całą noc.
Jej jasne brwi zrobiły się podobne do tego znaczka, który się stawia przy załatwionych sprawach. To znaczyło, że Emily się gniewa.
Wskazałem ładną dziewczynę.
– Kto to?
– A skąd mam wiedzieć? – Emily poprawiła zjeżdżające okulary. – Nie znam tu każdego z osobna.
Dziewczyna miała wirującą krótką spódniczkę i długie nogi, które fruwały nad podłogą. Jej jasne włosy były splecione w te takie fajne, co noszą Afroamerykanie, nigdy nie pamiętam nazwy. Cała głowa pełna takich warkoczyków.
Minąłem grających w karty na podłodze i podszedłem prosto do tej dziewczyny. Zatrzymałem się o cztery buty od niej, bo mama mówi, że taka odległość wystarczy. Kiedyś za bardzo się zbliżałem do ludzi, którzy dostawali od tego ciarek. Mama mówi, że potrzebują przestrzeni osobistej. Ale nawet z tak daleka widziałem długie rzęsy dziewczyny. Jak piórka pisklaków. Raz widziałem pisklaka. Wypadł z gniazdka na naszym podwórku i Maggie weszła po drabinie, żeby go włożyć na miejsce. Chciałem dotknąć tych rzęs, ale to by było niegrzeczne.
Keith nagle przestał tańczyć. Spojrzał mi prosto w oczy.
– Czego chcesz, bogaty smarkaczu? – spytał.
Ja patrzyłem na dziewczynę. Jej oczy w oprawie piórek były niebieskie. Czułem, że słowa przychodzą mi do głowy, a potem spływają do ust, no a jak się tam znalazły, to już nie mogłem ich powstrzymać.
– Kocham cię – powiedziałem.
Otworzyła szeroko oczy, a jej usta przybrały kształt różowego kółeczka. Roześmiała się. Ja także się roześmiałem. Czasami ludzie śmieją się ze mnie, a czasem ze mną. Miałem nadzieję, że tym razem to jest to drugie.
Dziewczyna nic nie powiedziała, ale Keith wziął się pod boki.
– Znajdź sobie kogoś innego do kochania, bogaty smarkaczu. – Nie wiedziałem, dlaczego ciągle mnie tak nazywa zamiast „Andy”.
Pokręciłem głową.
– Kocham ją.
Keith stanął między mną a dziewczyną. Tak się zbliżył, że poczułem te ciarki, o których mówiła mama. Musiałem zadrzeć głowę, żeby na niego spojrzeć, aż rozbolała mnie szyja.
– Wiesz, że istnieje przestrzeń osobista? – spytałem.
– Słuchaj, ona ma szesnaście lat, a ty, konusie, czternaście.
– Piętnaście – poprawiłem. – Tylko nie urosłem.
– To czemu się zachowujesz, jakbyś miał czternaście lat? – Keith roześmiał się, a jego zęby wyglądały jak te duże białe gumy, które lubiła żuć Maggie. Nie lubię ich, bo mnie pieką w język.
– Zostaw go – odezwała się dziewczyna. – Nie zwracaj na niego uwagi, to odejdzie.
– Nie wkurza cię? – spytał Keith. – Że tak się na ciebie gapi?
Dziewczyna wyciągnęła rękę i odepchnęła nią Keitha jak patykiem. Potem zwróciła się do mnie.
– Lepiej sobie idź, kochanie – powiedziała. – Bo coś ci się stanie.
Dlaczego miałoby mi się coś stać? Nie byłem w niebezpiecznym miejscu ani nie robiłem nic niebezpiecznego, jak na przykład wspinaczka po skałach – na którą miałem ochotę, ale mama powiedziała, że nie wolno.
– Jak masz na imię? – spytałem.
– Wracaj do tego swojego wypasionego domu na wodzie – rzucił Keith.
– Jeśli ci powiem, odejdziesz? – spytała.
– Dobrze – zgodziłem się, bo spodobało mi się, że zawieramy układ.
– Mam na imię Layla.
Layla. Nowe imię. Spodobało mi się.
– Ładnie – powiedziałem. – Ja się nazywam Andy.
– Miło cię poznać. No, to skoro znasz moje imię, możesz już iść.
Skinąłem głową, bo musiałem dotrzymać warunków układu.
– Do widzenia – pożegnałem się i odwróciłem, żeby odejść.
– Niedorozwój.
Keith prawie to wyszeptał, ale mam bardzo dobry słuch i to słowo było, jakby ktoś wcisnął guzik.
Odwróciłem się, od razu biorąc zamach, i walnąłem go w brzuch, i walnąłem go w brodę, a on chyba też mnie walnął, bo później znalazłem bardzo dużo siniaków, ale nic nie czułem. Ciągle biłem i biłem, z głową spuszczoną jak byk, zapominając, że mam tylko metr pięćdziesiąt, a on jest o wiele wyższy. Kiedy wpadam w gniew, robię się silny jak nie wiem co. Ludzie krzyczeli, klaskali i tak dalej, ale to wszystko było jak szum. Nie rozróżniałem słów. Samo szszszsz, z każdym uderzeniem głośniejsze.
Biłem, aż ktoś wykręcił mi ręce, a jakiś mężczyzna w okularach chwycił Keitha i nas rozłączyli. Wierzgałem, żeby go trafić. Jeszcze z nim nie skończyłem.
– Co za dupek! – Keith wygiął się w chwycie mężczyzny w okularach, ale nie zdołał się do mnie zbliżyć. Twarz miał czerwoną jakby się spiekł na słońcu.
– On nie wie, jak się zachować – odezwał się mężczyzna, który mnie trzymał. – Ty powinieneś. A teraz wynoś się.
– Dlaczego ja? To on zaczął! – krzyknął Keith. – Wszyscy zawsze się z nim cackają.
– Jeśli cię puszczę, będziesz grzeczny? – spytał mnie mężczyzna cicho.
Kiwnąłem głową i nagle uświadomiłem sobie, że płaczę, a wszyscy na mnie patrzą, z wyjątkiem Keitha i Layli, i mężczyzny w okularach, który odszedł w głąb kościoła. Mężczyzna puścił moje ręce i podał mi białą chustkę z kieszeni. Wytarłem oczy. Miałem nadzieję, że Layla nie widziała, jak płaczę. Ten mężczyzna stanął przede mną i zobaczyłem, że jest stary i ma siwy kucyk. Wziął mnie za ramiona i obejrzał, jakbym był towarem w sklepie.
– Jesteś cały, Andy?
Nie wiedziałem, skąd zna moje imię, ale przytaknąłem.
– Wracaj do Emily, a dorośli zajmą się Keithem. – Odwrócił mnie w stronę Emily i przeszedł ze mną parę kroków, obejmując mnie za ramiona. – Załatwimy tę sprawę, dobrze?
Puścił mnie.
– Dobrze – powiedziałem i poszedłem do Emily, która stała przy tym czymś do chrztu.
– Myślałam, że go zabijesz! – zawołała.
Chodzimy na tej same specjalne lekcje czytania i matematyki. Znam ją przez prawie całe życie i jest moją najlepszą przyjaciółką. Ludzie mówią, że dziwnie wygląda, bo ma białe włosy i jedno oko, które nie patrzy wprost, i bliznę na ustach po operacji w dzieciństwie, ale mnie się podoba. Mama powiedziała, że patrzę na cały świat oczami miłości. Oprócz mamy i Maggie kocham Emily najbardziej na świecie. Ale to nie moja dziewczyna. Na pewno nie.
– Co powiedziała? – spytała Emily.
Znowu wytarłem oczy. Nie martwiło mnie, że Emily widzi moje łzy. Wiele razy widziała, jak płaczę. Schowałem chusteczkę do kieszeni i zauważyłem, że jej czerwony podkoszulek jest odwrócony na lewą stronę. Kiedyś Emily zawsze nosiła ubrania na lewą stronę, bo nie mogła znieść drapania szwów, ale potem jej się poprawiło. Nie mogła też znieść dotyku. Nasza nauczycielka nigdy jej nie dotykała, ale kiedyś przyszła jedna pani na zastępstwo i ona położyła rękę na ramieniu Emily, i Emily dostała szału. Tak się popłakała, że zwymiotowała na ławkę.
– Masz bluzkę na lewą stronę – oznajmiłem.
– Wiem. Co powiedziała ta dziewczyna?
– Że ma na imię Layla. – Obejrzałem się na Laylę, która nadal rozmawiała z panem w okularach. Keith zniknął, a ja gapiłem się na Laylę. Samo patrzenie na nią sprawiało, że z moim ciałem działy się dziwne rzeczy. Tak jak wtedy, kiedy musiałem wziąć lekarstwo na zaziębienie i nie mogłem zasnąć przez całą noc. Czułem, że w mięśniach pełzają mi robaki. Mama przysięgała, że to niemożliwe, ale ja te robaki czułem.
– Powiedziała coś jeszcze? – spytała Emily.
Zanim zdążyłem odpowiedzieć, rozległ się bardzo głośny, niski, przeciągły huk, całkiem jak grzmot. Wszyscy znieruchomieli i rozejrzeli się, jakby ktoś zawołał: „Pająk idzie!”, jak w tej zabawie. Pomyślałem, że to może tsunami, bo znajdowaliśmy się tak blisko plaży. Bardzo się bałem tsunami. Widziałem jedno w telewizji. Tsunami pożerają ludzi. Czasami wyglądam przez okno mojego pokoju i patrzę na wodę w zatoce, czekając na wielką falę, która mnie połknie. Chciałem wybiec z kościoła, ale nikt się nie poruszył.
Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki rozświetliły się witraże. Zobaczyłem Marię z małym Jezuskiem, anioły i mężczyznę z łysym czubkiem głowy, w długiej koszuli i z jakimś ptakiem na ręce. Kolory z szyb padały wszystkim na twarze, a włosy Emily wyglądały jak tęcza.
– Pali się! – krzyknął ktoś i od razu wszyscy zaczęli wrzeszczeć: – Pożar! Pożar!
Przebiegali obok mnie i Emily, potrącając nas, aż się zataczaliśmy.
Nie widziałem ognia, więc staliśmy i dawaliśmy się potrącać, czekając, aż jakiś dorosły powie nam, co robić. Byłem już prawie zupełnie pewien, że to nie tsunami. Od razu się lepiej poczułem, choć ktoś wbił mi łokieć w żebra, a ktoś inny przydepnął mi stopę. Emily przytuliła się do ściany, żeby nikt jej nie dotykał. Spojrzałem w miejsce, w którym stała Layla, ale już jej nie było.
– Ogień blokuje wyjście! – krzyknął ktoś.
Spojrzałem na Emily.
– Gdzie twoja mama? – Musiałem wrzeszczeć, bo zrobiło się bardzo głośno. Mama Emily była jedną z opiekunek i tylko dlatego moja mama pozwoliła mi tu przyjść.
– Nie wiem. – Emily skubnęła zębami palec, jak zawsze, kiedy się denerwuje.
– Nie gryź się. – Odciągnąłem jej rękę, a ona łypnęła na mnie zdrowym okiem.
Nagle poczułem swąd. I usłyszałem trzaskanie, jak wtedy, kiedy na plaży płonie ognisko. Emily wskazała sufit, pod którym wśród belek snuły się zawijasy dymu.
– Musimy się ukryć! – powiedziała.
Pokręciłem głową. Mama mówiła, że przed ogniem nie można się schować. Trzeba uciekać. Pod łóżkiem miałem specjalną drabinę, żeby wystawić ją za okno i zejść na dół, ale w kościele nie widziałem żadnych specjalnych drabin.
Wszystko działo się bardzo szybko. Paru chłopców podniosło długie kościelne ławki. Policzyli raz, dwa, trzy i pobiegli do wielkiego okna z panem z łysym czubkiem głowy. Długa ławka uderzyła w niego, rozbijając szkło na milion milionów kawałeczków, a wtedy zobaczyłem ogień na dworze. Jeszcze nigdy nie widziałem takiego wielkiego. Wpadł przez okno jak potwór i połknął chłopców z ławką jednym haustem. Chłopcy wrzasnęli i zaczęli biegać, ciągnąc za sobą ogniste języki.
– Stać! – krzyknąłem najgłośniej, jak umiałem. – Na ziemię! Tarzać się!
Emily bardzo się zdziwiła, że pouczam chłopców, co robić. Chyba mnie nie usłyszeli, ale może jednak usłyszeli, bo paru naprawdę zatrzymało się i zaczęło się tarzać po podłodze. Ubranie nadal im się paliło, a w kościele zrobiło się tyle dymu, że już nie widziałem ołtarza.
Emily się rozkaszlała.
– Mamo! – wychrypiała.
Ja też kaszlałem i zrozumiałem, że mamy kłopoty. Nigdzie nie widziałem mamy Emily, a inni dorośli wrzeszczeli, tak samo jak dzieci. Myślałem, myślałem, myślałem. Mama zawsze mówiła: w sytuacji alarmowej trzeba myśleć. To była moja pierwsza sytuacja alarmowa w życiu.
Emily nagle chwyciła mnie za ramię.
– Musimy się ukryć! – powtórzyła. Chyba się solidnie przestraszyła, bo jeszcze nigdy mnie nie dotknęła z własnej woli.
Wiedziałem, że z tym chowaniem to nie za dobry pomysł, ale podłoga już się paliła, płomienie szły do nas.
– Myśl! – powiedziałem głośno, choć tylko do siebie. Uderzyłem się ręką w głowę. – Mózgu, pracuj!
Emily przytuliła twarz do mojego ramienia, piszcząc jak szczeniaczek. Płomienie wznosiły się wokół nas jak las złotych drzew.