Strona główna / Literatura polska / Alicja w krainie konieczności

Aktualności

28.10.2021

Małgorzata Gutowska-Adamczyk w Mińsku Mazowieckim

W czwartek 28 października o godz. 18:30 zapraszamy do Miejskiej Biblioteki Publicznej w Mińsku Mazowieckim (ul. Piłsudskiego 1a) na spotkanie z Małgorzatą Gutowską-Adamczyk, autorką książki "Osiedle Sielanka. Sąsiedzi".

Wywiady

25.08.2021

"Tajemnica Wzgórza Trzech Dębów". Wywiad z Piotrem Borlikiem

Zapraszamy do przeczytania wyjątkowego wywiadu z Piotrem Borlikiem. Z autorem książki "Tajemnica Wzgórza Trzech Dębów" rozmawiał Marcin Waincetel z Lubimyczytac.pl.

Posłuchaj i zobacz

23.10.2021

Rozmowa z Kasią Bulicz-Kasprzak

Zapraszamy do wysłuchania podcastu z Kasią Bulicz-Kasprzak, autorką książki "Zielone pastwiska".

Bestsellery

TOP 20

  1. Billy Summers Stephen King
  2. Red, White & Royal Blue Casey McQuiston
  3. Dubaj krwią zbudowany Marcin Margielewski

Alicja w krainie konieczności

Magdalena Kawka

(...)
Na wieczór zaplanowała kolację w mieście i ewentualnie jakieś kino. Nie zdążyła zapytać Karola, co o tym myśli, kiedy odezwała się jej komórka.
– Cześć, kochana! – zaszczebiotało w słuchawkę. – Już wróciliśmy i zamierzamy was dzisiaj odwiedzić. Dzieciaki nie mogą się wprost doczekać, żeby pobawić się z Paszą. Słuchaj, mam ci tyle do opowiedzenia! A, zapomniałabym: mam dla ciebie niespodziankę, zobaczysz, szczęka ci opadnie – paplała dalej Zuzanna, nie pozwalając siostrze dojść do głosu.
– Ale… – próbowała zaprotestować, żegnając w myślach miły wieczór poza domem. – Właśnie zamierzaliśmy…
– No wiesz!? Rodzina wraca do domu z wygnania, a ty masz inne plany?! – Na Zuzę nie było mocnych. Kiedy coś sobie postanowiła, to tak miało być. – Będziemy po siedemnastej. Do zobaczenia! Nawet nie wiesz, jak się za tobą stęskniłam – westchnęła. – No to pa! – cmoknęła i rozłączyła się.
Alicji nie brakowało pewności siebie, nie miała problemów z asertywnością, ale przy swojej młodszej o trzy lata siostrze wszystkie te cechy brały w łeb i mogła je sobie co najwyżej w buty wsadzić. Zuzannie się nie odmawiało. Ta dziewczyna miała w sobie siłę i niewyobrażalną wprost umiejętność stawiania na swoim.
Kiedy miała cztery lata, ciężko zachorowała i rodzice przeorganizowali całe życie swoje i Alicji, żeby tylko móc opiekować się młodszą córką. Trochę przesadzali w spełnianiu wszystkich jej życzeń, nawet tych, których nie zdążyła jeszcze wypowiedzieć, i organizowaniu atrakcji. Zuza przez parę miesięcy nie chodziła i wydawało się, że zostanie przykuta do łóżka już na zawsze. Świat zaczął kręcić się wokół niej, wiodła iście królewski żywot; starsza siostra i rodzice byli na każde skinienie i kiedy po roku choroba szczęśliwie się cofnęła, Zuza nie umiała pogodzić się z gwałtowną detronizacją. Tym bardziej że jako zbyt małe dziecko nie rozumiała zagrożeń związanych z chorobą, a niedogodność w postaci jeżdżenia na wózku uważała za pomysłową zabawę. Jeszcze przez wiele lat traktowano ją jak rekonwalescentkę, chociaż była już zdrowa jak rydz i nic nie wskazywało na to, że niedomagania mogą wrócić. Mała bestia nauczyła się terroryzować otoczenie, robiła słodkie minki albo wykrzywiała usta w podkówkę i to na ogół wystarczało, żeby mama, ojciec oraz wszystkie ciotki biegły na wyścigi.
Jedna Alicja próbowała się buntować, bo miała wrażenie, że przejrzała intrygi siostry, i nie pozwalała sobą manipulować. Nie zawsze jej to wychodziło, bo w gruncie rzeczy kochała tego małego potwora. Czasem wtrącali się rodzice, apelując do jej rozsądku i wygłaszając zdanie, którego w dzieciństwie nienawidziła: „Ustąp jej, ona jest młodsza”. Nie przeszkadzało to Alicji stawać w obronie siostry, gdy tylko ktoś krzywo na nią spojrzał albo, co gorsza, gdy sama prowokowała zaczepki. Chodziły do tej samej szkoły, wychowywały się na tym samym podwórku, a Zuza niestety miała niewyparzony język i zawsze mówiła to, co myśli, niejednokrotnie pakując się w kłopoty. Biedna Ala często chodziła z poobijanymi kolanami i rozwalonym nosem, bo jak lwica rzucała się lekkomyślnej siostrze na ratunek, nie zważając na to, że często przeciwnik był większy od niej. Zuza przyjmowała to jako naturalną powinność starszej siostry, ale trzeba przyznać, że zawsze broniła jej przed rodzicami, biorąc winę na siebie.
Kiedy miały po kilkanaście lat i Zuza zakochała się na zabój w rudym Tomku z sąsiedniej klatki, z którym rodzice nie pozwalali się jej spotykać, określając go jako nieodpowiednie towarzystwo, Alicja została wtajemniczona i nieraz biegała od Zuzy do Tomka i z powrotem, klnąc w duchu, na czym świat stoi, ale pokornie roznosząc miłosną korespondencję. Pewnego razu, w samą Wigilię, małoletni zakochani postanowili uciec z domu i biedna Ala cierpiała katusze, nie chcąc powiedzieć rodzicom, gdzie jest jej młodsza siostra. Nie poddała się, nawet ostro przyparta do muru. Na szczęście uciekinierzy daleko nie zaszli, bo w nocy temperatura spadła do minus dziesięciu i zmarzły im tyłki. Wrócili po dwóch godzinach, zanim zdenerwowani rodzice zdążyli zawiadomić milicję.
Zuza wcześnie wyszła za mąż. To była klasyczna wpadka, którą zaliczyła na studiach i która skończyła się szybkim ślubem i jeszcze szybszym rozwodem. Młody tatuś nie udźwignął roli męża i ojca i parę miesięcy po urodzeniu Ani odpłynął w siną dal, żeby nigdy nie powrócić. Honorowa Zuza nigdy go nie szukała, a dzięki wsparciu siostry i rodziców skończyła studia i najlepiej jak umiała opiekowała się córeczką. Jako wzięta tłumaczka szybko zaczęła zarabiać wystarczająco duże pieniądze i przez parę lat nie wiązała się na stałe z żadnym mężczyzną.
Były wtedy z Alicją blisko. Mieszkały niedaleko, a ciotka traktowała siostrzenicę jak własną córkę. Zuza w dalszym ciągu miała nieznośnie apodyktyczny charakter, próbowała układać życie starszej siostrze, jakby nie dostrzegając, że własnym niekoniecznie świadczy o tym, że umie sobie z nim radzić.
Kiedy Alicja postanowiła wyjść za Karola, Zuza nie omieszkała jej poinformować, co o tym myśli. Według niej to było zdecydowanie za wcześnie i jeśli Alicja nie chciała podzielić losu siostry, powinna się trzy razy zastanowić, zanim zdecyduje się na ten desperacki krok.
Alicja miała wrażenie, że dwadzieścia osiem lat to jednak nie jest za wcześnie. Karola znała już dwa lata i od roku planowali ślub. Rozumiała, że Zuza, zniechęcona do instytucji małżeństwa, próbuje przenosić na nią swoje obawy, ale ten jeden raz postanowiła nie dać się sterroryzować. Pokłóciły się wtedy potężnie, bo Alicja nie uważała za słuszne rezygnować ze ślubu tylko dlatego, że siostrze nie podoba się jej przyszły mąż. Podejrzewała zresztą, że Zuza, samotna i rozgoryczona, jest zwyczajnie zazdrosna. Nie może pogodzić się z sytuacją, że to nie ona jest szczęśliwą panną młodą, że została porzucona, skrzywdzona i oszukana przez los, który pierwszy raz w życiu obszedł się z nią bezlitośnie i nie próbuje jej niczego rekompensować. Mogła tupać nogą, uśmiechać się przymilnie albo wygrażać mu pięścią, nie zmieniało to jednak sytuacji, że przynajmniej chwilowo, we własnym pojęciu, jest tą przegraną siostrą. Miała pretensje do całego świata, a przede wszystkim do Alicji, która zamiast pomagać jej i jednoczyć się w siostrzanej samotności, zdradziła ją i zajęła się swoim życiem. Mimo perswazji rodziców nie przyszła na ślub i zerwała kontakty na dobrych parę miesięcy.
Alicji było przykro, ale znała Zuzę i wiedziała, że złość w końcu jej przejdzie i za jakiś czas będzie uważała, że nic się nie stało. Pewne było, że nie doczeka się przeprosin, bo Zuzanna nie umiała przepraszać. Rzeczywiście, po jakimś czasie wszystko wróciło do normy, Zuza jeszcze trochę nadąsana raz czy drugi odwiedziła siostrę i szwagra i od nowa zamierzała wtrącać się w życie Alicji.
Nie wzięła jednak pod uwagę, że nowy członek rodziny ma równie mocny charakter i w przeciwieństwie do żony nie zamierza godzić się na dyktat szwagierki. Trafiła więc kosa na kamień. Na szczęście niedługo potem Zuza poznała swojego obecnego męża, urodziły się bliźniaczki i mogła na całej czwórce ćwiczyć swój osobliwy charakter, nie wychodząc nawet z domu.
W kilka miesięcy po urodzeniu dzieci wyjechali całą rodziną do Niemiec, gdzie mieli osiąść na stałe, pędząc dostatnie i przyjemne życie. Adam, mąż Zuzy, został z macierzystej firmy wysłany na kilkuletni kontrakt do Niemiec, ale oboje liczyli, że już tu nie wrócą. Życie szybko zweryfikowało oczekiwania, szczególnie Zuzy, która jakoś nie mogła odnaleźć się w nowym środowisku i z biegiem czasu zaczęła nalegać na powrót. W efekcie mieli więc dwa domy: jeden w Berlinie, który Adam, Niemiec z pochodzenia, odziedziczył po swoich przodkach, drugi w Polsce.
Zuza z dziewczynkami częściej siedziała w Polsce, bo bliźniaczki i Ania tu chodziły do szkoły, pomieszkując u dziadków podczas nieobecności rodziców.
Miesiąc temu Zuza pojechała do męża. Korzystając z tego, że zbliżał się koniec roku, zabrała bliźniaczki. Jak się właśnie okazało – wrócili kilka dni temu. Alicji myliły się już kolejne wyjazdy i powroty siostry. Czasem, rozmawiając z nią przez telefon, nie wiedziała, czy dzwoni na drugi koniec miasta, czy do Niemiec, bo za Zuzą trudno było nadążyć. Jednego dnia jadły razem obiad w mieście, umawiając się na następny dzień, po czym okazywało się, że Zuza nie może się spotkać, bo właśnie robi zakupy na Kudammie.
Alicja postanowiła uprzedzić Karola o odwiedzinach, więc westchnęła i wyszła do ogrodu. Obawiała się, że nie będzie zachwycony, dlatego postanowiła podejść go dyplomatycznie. Tak jak podejrzewała, rozbebeszona skrzynka z narzędziami leżała koło płotu, a obok stała otwarta puszka z bejcą do konserwowania drewna. Sprawcy bałaganu nie było w pobliżu, więc ruszyła na poszukiwania. Znalazła go z drugiej strony domu. Stał oparty o ogrodzenie, w ręku trzymał puszkę piwa i najwyraźniej doskonale się bawił. Po drugiej stronie płotu, z podobnym zestawem, stał Paweł, sąsiad Mareckich. Panowie zajęci byli rozmową i nawet nie zauważyli, kiedy podeszła i klepnęła męża w plecy.
– Nie przepracuj się przypadkiem. Cześć, Paweł! – zawołała do sąsiada.
– Cześć, sąsiadko! Nie besztaj męża, bo właśnie omawiamy bardzo ważny projekt.
– Nie wątpię, jak zawsze – mruknęła z sarkazmem. – Czego tym razem nie możesz znaleźć? – zwróciła się do Karola. – Pędzla?
– Skąd wiesz? – zdziwił się. – Chciałem zabezpieczyć drewno, ale oczywiście w tym domu nic nie leży na swoim miejscu.
Paweł pokiwał głową ze zrozumieniem.
– U mnie tak samo. Magda ciągle sprząta w garażu, a im bardziej ona sprząta, tym bardziej ja niczego nie mogę znaleźć. Czy te baby nie mogą ograniczyć się do sprzątania w kuchni? – Zaśmiał się, łypiąc niepewnie na Alicję. – Żartowałem, żartowałem! – krzyknął, widząc jej reakcję.
– Gdyby ci Magda nie sprzątała w garażu, to po jakimś czasie nawet samochodu byś nie znalazł. – Alicja zrobiła się czerwona. – Niewdzięczne, głupie chłopy – pomamrotała pod nosem i odwróciła się na pięcie, zostawiając zaskoczonych mężczyzn.
Wcale nie była zła na Pawła, lubiła go i lubiła jego poczucie humoru. Nastrój zepsuła jej Zuza i na kimś musiała się wyładować. Tyle razy obiecywała sobie, że nie pozwoli się tak traktować, i znowu nic z tego nie wyszło. Nawet nie zdołała powiedzieć, że ma inne plany… Może nie było nic niestosownego w niezapowiedzianych odwiedzinach, w końcu to jednak siostra, ale dla Alicji znaczyło to coś więcej.
Chyba powinnam pójść na jakiś trening asertywności czy coś podobnego.
– Cholera jasna! – zaklęła głośno.
– Co cię znowu ugryzło? – Karol stanął z tyłu. – Już się biorę za ten płot. – Wzruszył niechętnie ramionami. – Pogadać chwilę nie można?
– Daj mi spokój z płotem.
– No to co się stało?
– Zuza dzwoniła, wpadną po południu – powiedziała niechętnie. – Może to i dobrze, Adam ci z płotem pomoże…
– A, rozumiem. – Objął ją. – Miałaś inne plany, a kochana siostra znowu postawiła cię przed faktem dokonanym. – Karol dobrze znał bolączki żony. – Przestań tak się tym zadręczać. Jak chcesz, to zadzwonię do nich i powiem, że wychodzimy. Chcesz? – Wziął ją pod brodę i zajrzał w oczy. Alicja lubiła, kiedy tak całkowicie się na niej skupiał. Przylgnęła do niego i pomyślała, że jest kochany, ale niestety niczego nie rozumie, jak zwykle zresztą.
– Nie, daj spokój. – Wyswobodziła się z jego objęć. – Przecież nie chodzi o to, że nie chcę się z nią spotkać. Wkurza mnie tylko, że robi to w taki sposób.
– Bo jej na to pozwalasz. Kręci tobą, jak chce, i jeszcze mówi, że to dla twojego dobra. – Karol powiedział to w dobrej wierze, lecz Alicja znowu zaczynała być zła.
– Wiesz co? Bardzo ci dziękuję – żachnęła się. – Nie ma to jak konstruktywne wsparcie własnego męża.
– A co ja takiego powiedziałem? – Zrobił duże oczy. – Ona cię wkurza, a na mnie się wyżywasz! Chodź, Pasza, idziemy stąd. Poczekamy, aż pani wyfruną muchy z nosa.
(...)