Strona główna / Literatura faktu, historia / Czas eksterminacji. Nazistowskie Niemcy i Żydzi 1939-1945

Aktualności

13.12.2018

Spotkanie z Beatą Sabałą-Zielińską w Warszawie

We wtorek 22 stycznia o godz. 19:00 zapraszamy do kina Wisła w Warszawie (pl. Wilsona 2) na spotkanie z Beatą Sabałą-Zielińską, autorką książki "TOPR. Żeby inni mogli przeżyć", oraz ratownikami - bohaterami jej książki.

Wywiady

01.12.2018

"Nie mówiłam ani po polsku, ani po niemiecku, po prostu się nie odzywałam"

Zapraszamy do przeczytania wywiadu z Emilią Smechowski, autorką książki "My, superimigranci".

Posłuchaj i zobacz

04.12.2018

"Pogoda dla puchaczy. Zima"

Marcin Kozioł i Bartek Jędrzejak o książce "Pogoda dla puchaczy. Zima". Zapraszamy do obejrzenia nagrania!

Bestsellery

TOP 20

  1. Dawid Kwiatkowski. Optymistyczny kalendarz 2019 Dawid Kwiatkowski
  2. Jestem żoną terrorysty Laila Shukri
  3. TOPR. Żeby inni mogli przeżyć Beata Sabała-Zielińska

Fotogaleria

więcej »

Czas eksterminacji. Nazistowskie Niemcy i Żydzi 1939-1945

Saul Friedländer

Część II. EKSTERMINACJA. Rozdział 6. Grudzień 1941 – lipiec 1942

VIII
Pierwszy transport Żydów ze Słowacji wyruszył do Auschwitz 26 marca 1942 r. Znajdowało się w nim 999 młodych kobiet. W ten sposób prezydent Tiso zapewnił Słowacji trzecie po Rzeszy i Protektoracie miejsce na liście państw dostarczających Żydów do obozów. Deportacja odbyła się na wniosek i życzenie Słowaków, którzy kierowali się prostym rachunkiem ekonomicznym. Pozbawieni praw Żydzi tracili majątki, a pozbycie się tej zubożałej części społeczeństwa wyjdzie gospodarce na dobre. Na początku 1942 r. Niemcy zażądali dostarczenia do swoich fabryk zbrojeniowych 20 000 słowackich robotników. Rząd Tuki zaproponował 20 000 zdrowych, silnych Żydów. Po krótkim wahaniu Eichmann się zgodził – żydowscy robotnicy przydadzą się do budowy Birkenau, zwłaszcza że prawie wszyscy radzieccy jeńcy wymarli. Będą mogli nawet zabrać rodziny. Słowacy zgodzili się zapłacić za każdego Żyda po 500 marek niemieckich (pokrycie kosztów strony niemieckiej), w zamian za co Rzesza pozwoliła im zatrzymać majątek deportowanych. Co więcej, otrzymali gwarancję, że deportowani Żydzi nie wrócą do kraju. Był to tzw. model słowacki, który Eichmann zamierzał z czasem wprowadzić we wszystkich państwach.
Pod koniec czerwca 1942 r. 52 000 słowackich Żydów wywieziono
– większość do Auschwitz, gdzie czekała ich śmierć. Potem jednak tempo deportacji spadło. Tuka nalegał, by kontynuować wysyłkę, ale Tiso się wahał. Interwencja Watykanu i przekupienie słowackich urzędników przez grupę Żydów przyniosły rezultaty.
Od kwietnia do lipca 1942 r. watykański sekretarz stanu Luigi Maglione dwukrotnie wzywał słowackiego ministra. Ponieważ jednak do lipca wysiedlenia trwały, a we wrześniu zostały na krótko wznowione, należy przypuszczać, że zapytanie – jak nazwał swój protest Maglione – o którym słowacka opinia publiczna nawet nie wiedziała, nie przyniosło pożądanych skutków. Co więcej, w początkowej fazie słowacki Kościół nie zajął w tej kwestii zdecydowanego stanowiska. W liście pasterskim z kwietnia 1942 r. biskupi żądali, by Żydów traktowano zgodnie z prawem państwowym i naturalnym, ale podkreślali, że synowie Jakuba muszą ponieść karę za odrzucenie Chrystusa i zgotowanie mu „hańbiącej śmierci na krzyżu”. Pojawiały się jednak głosy sprzeciwu, takie jak chociażby biskupa Pavola Jantauscha z Trnavy, a także nielicznej wspólnoty luterańskiej, która odważnie domagała się, by Żydów traktować jak „istoty ludzkie”. Kiedy jednak pobożni katolicy dowiedzieli się o brutalności gwardzistów Hlinki i Słowaków niemieckiego pochodzenia oraz o ładowaniu Żydów do bydlęcych wagonów – atmosfera zaczęła się zmieniać. Jak się przekonamy, nawet lokalne władze kościelne złagodziły swoje stanowisko.
26 czerwca 1942 r. Hans Ludin, niemiecki ambasador w Bratysławie informował swoich zwierzchników z berlińskiego MSZ: „Ewakuacja Żydów ze Słowacji utknęła w martwym punkcie. Na skutek silnych wpływów Kościoła i przekupstwa pojedynczych urzędników 35 000 Żydów dostało zgodę na pozostanie w kraju. (...) Premier Tuka pragnie jednak kontynuować wywózkę i prosi o zdecydowane dyplomatyczne wsparcie ze strony Rzeszy”. 30 czerwca sekretarz stanu MSZ Ernst von Weizsäcker tak odpowiedział na pismo Ludina: „Może pan udzielić dyplomatycznego wsparcia, o które zabiega premier, oświadczając, że zahamowanie deportacji i przyznanie 35 000 Żydów prawa do pozostania w kraju zaskoczyłoby [w oryginale widać pierwsze, przekreślone sformułowanie: „zrobiłoby wyjątkowo złe wrażenie”] Niemcy, zwłaszcza jeśli weźmiemy pod uwagę, jak bardzo docenia się tu dotychczasową współpracę Słowacji w rozwiązaniu kwestii żydowskiej”.
Pisząc o „przekupstwie pojedynczych urzędników”, Ludin prawie na pewno miał na myśli akcję łapówkarską, którą zainicjowali ortodoksyjny rabin Michael Dov Ber Weissmandel, działaczka ruchu syjonistycznego Gisi Fleischmann oraz przedstawiciele poszczególnych środowisk żydowskich. Założona przez nich Grupa Robocza, której wiele uwagi poświęcił historyk Yehuda Bauer, wypłacała też niebagatelnie kwoty Dieterowi Wisliceny’emu, przedstawicielowi Eichmanna w Bratysławie. Jest więcej niż prawdopodobne, że łapówki dawane słowackim urzędnikom na dwa lata zatrzymały deportacje. Czy miały na to wpływ także pieniądze przekazywane SS? Ta kwestia pozostaje otwarta. Jak się przekonamy, dokończenie wywózki Żydów ze Słowacji nie było dla Niemców kwestią pierwszej wagi. Być może SS wykorzystało Grupę Roboczą, która wpłacała olbrzymie sumy w obcych walutach, przekonana, że w ten sposób ratuje przed śmiercią współwyznawców ze Słowacji, a być może także z innych państw europejskich.
Decyzje dotyczące trybu wysiedleń we Francji, Holandii i Belgii zapadły po śmierci Heydricha, podczas spotkania zorganizowanego przez Eichmana 11 czerwca w siedzibie RSHA, na którym obecni byli szefowie sekcji żydowskich SD w Paryżu, Brukseli i Hadze. W protokole z narady Dannecker napisał, że Himmler domagał się zwiększenia transportów z Rumunii lub państw zachodnich, ponieważ ze względów militarnych latem nie można było organizować wywózek z Niemiec. Deportacją mieli być objęci mężczyźni i kobiety w wieku od szesnastego do czterdziestego roku życia. 10% każdej grupy mieli stanowić Żydzi niezdolni do pracy. Planowano, że z Holandii zostanie wywiezionych 15 000 Żydów, z Belgii – 10 000, a z obu francuskich stref – 100 000. Eichmann sugerował wprowadzenie we Francji przepisów na wzór XI rozporządzenia – każdy Żyd z chwilą opuszczenia Francji traciłby francuskie obywatelsko, a jego majątek przechodziłby na własność państwa. Za każdego deportowanego Rzesza miała dostawać 700 marek niemieckich.
Himmlerowi najwyraźniej zależało na tym, by w miesiącach letnich regularnie szły transporty Żydów, którzy zostaną skierowani do pracy, podczas gdy rzesze niezdolnych do pracy polskich Żydów będą trafiać do ośrodków zagłady. Instrukcje reichsführera wyprzedzały radykalną zmianę polityki wobec żydowskich robotników, która dopiero miała nastąpić. W drugiej połowie czerwca Niemcy zdali sobie sprawę z tego, że we Francji zdołają zatrzymać i skierować do obozów najwyżej 40 000 Żydów. Obowiązek dosłania brakujących 25 000 spadł na Holandię, gdzie Niemcy, ze względu na swoją obecność na terytorium kraju, mieli ułatwione zadanie.

Niemcy wiedzieli, że mogą liczyć na całkowite posłuszeństwo holenderskiej policji i administracji. Wokół tamtejszych Żydów zaciskała się pętla. 31 października 1941 r. Niemcy powołali Amsterdamską Radę Żydowską, jedyny Judenrat w kraju. Wkrótce też zaczęła się deportacja żydowskich robotników do obozów pracy. 7 stycznia 1942 r. rada wysłała pierwszy kontyngent – bezrobotnych pobierających zasiłek. Ponieważ żądania Niemców z tygodnia na tydzień rosły, sięgano po coraz to nowe grupy. Rada ściśle współpracowała z urzędami pracy w Amsterdamie i Hadze, ale upomnienia dla tych, którzy uchylali się od deportacji, przychodziły przede wszystkim od niej. Historyk Jacob Presser, który niezwykle krytycznie ocenia jej działalność, zwracał uwagę zwłaszcza na rolę, jaką odegrali Asscher, Coher i Meijer de Vries. Co nimi kierowało, gdy tak gorliwie dostarczali Niemcom współwyznawców? Obawa przed rozwiązaniem rady? Tego do końca nie wyjaśniono.
Kontrolę nad obozami pracy – a właściwie obozami koncentracyjnymi, w których Żydów i nie-Żydów zmuszano do niewolniczej pracy – takimi jak Amersfoor czy Vught – oraz mniejszymi ośrodkami sprawowali holenderscy naziści, sadyści, okrucieństwem przewyższający nawet Niemców. Warto poświęcić kilka słów obozowi w Westerbork, który w lipcu 1942 r. stał się głównym obozem przejściowym na trasie do Auschwitz, Sobiboru, Bergen-Belsen i Theresienstadt. Na początku wojny umieszczono tu kilkuset żydowskich uchodźców z Niemiec, którzy w 1942 r. byli już „starymi wyjadaczami” i na dobrą sprawę rządzili obozem przy cichym błogosławieństwie komendanta. Na początku roku do Westerbork zaczęły docierać kolejne transporty z zagranicy. Holenderscy Żydzi na ogół najpierw trafiali do Amsterdamu. Policja odpowiadała za płynny transfer ludzi i broniła wstępu do opuszczonych domów. Niemcy skrupulatnie sporządzali listę mebli i pozostawionych przedmiotów, które Rosenberg wywoził do Rzeszy. W tym okresie w Holandii wprowadzono też przepisy podobne do ustaw norymberskich, m.in. zakazujące małżeństw Żydów z nie-Żydami.
Etty Hillesum wszystko to wydawało się drugorzędne wobec płomiennego romansu z niemieckim uchodźcą, Hansem Spierem, duchowym przewodnikiem, psychoterapeutą o niezwykłej wrażliwości, choć oczywiście docierały do niej realia życia codziennego. „Wczoraj Limppann i Rosenthal [musieli oddać dobytek] – zanotowała 15 kwietnia 1942 r. – Ograbieni, prześladowani”. Na wszystko jednak patrzyła przez pryzmat swoich uczuć. „Tak się cieszę, że [Spier] jest Żydem, a ja Żydówką – zapisała 29 kwietnia. – Zrobię, co w mojej mocy, by z nim pozostać; byśmy razem przebrnęli przez te trudne czasy. Dziś wieczorem powiem mu, że niczego się nie boję. Czuję się silna. Czy to jest naprawdę ważne, że musisz spać na twardej podłodze albo że wolno ci chodzić tylko określonymi ulicami? To jedynie drobne niedogodności, które nic nie znaczą w porównaniu z nieograniczonymi bogactwami i możliwościami, jakie w sobie nosimy”.
12 czerwca Etty znów odczuła skutki codziennych prześladowań: „Żydzi nie mogą już chodzić do sklepów warzywnych. Wkrótce też będą musieli oddać rowery. Nie wolno im podróżować koleją, a od godz. 22.00 obowiązuje godzina policyjna”. W sobotę 20 czerwca, niecały miesiąc przed deportacjami z Amsterdamu do Westerbork, a stamtąd do Auschwitz, Etty analizowała żydowskie postawy i zachowania: „Upokarzanie wymaga udziału dwóch stron. Musi być ten, który upokarza, i ten, który daje się upokarzać. Jeśli zabraknie drugiego elementu – to znaczy, jeśli upokarzany jest odporny na upokorzenia, upokorzenie znika, rozpływa się. (...) My, Żydzi, powinniśmy o tym pamiętać. (...) Tak naprawdę oni nic nie mogą nam zrobić. Nic. Mogą nas prześladować, mogą pozbawić nas dóbr materialnych, swobody poruszania się, ale to my, przez swoją ustępliwość, sami pozbawiamy się tego, co najważniejsze. Przez to, że uważamy się za prześladowanych, upokarzanych, uciskanych, (...) sami wyrządzamy sobie największą krzywdę”.

IX
Następnego dnia po wysłaniu pierwszego transportu ze Słowacji do Auschwitz, z Francji na Górny Śląsk wyruszył transport 1000 Żydów zatrzymanych w Compiègne. 1 marca Eichmann otrzymał z Wilhelmstrasse pozwolenie na rozpoczęcie deportacji z Francji. 12 marca szef Wydziału IVB4 poinformował Danneckera, że w odpowiedzi na prośbę władz francuskich wyraża zgodę na ewakuację kolejnych 5000 Żydów.
Pierwsze wywózki z Francji przebiegały gładko – zarówno w strefie okupowanej, jak w Vichy. Francuskie władze w strefie okupowanej znacznie bardziej przejmowały się coraz liczniejszymi atakami na personel Wehrmachtu. Egzekucje zakładników nie przynosiły pożądanych skutków (w grudniu 1941 r. rozstrzelano 95 zakładników, z tego 58 Żydów). Na początku 1942 r. zbyt opieszałego i wyrozumiałego komendanta Ottona von Stülpnagela zastąpił jego kuzyn, Karl-Heinrich von Stülpnagel, który na froncie wschodnim dał się poznać jako brutal i zapiekły antysemita. 1 czerwca stanowisko wyższego dowódcy SS i policji we Francji objął Karl Oberg, stacjonujący przedtem w Radomiu.
Wcześniej jednak, 7 maja, Oberg w towarzystwie Heydricha złożył wizytę w stolicy Francji. Ponieważ pod koniec kwietnia Laval wrócił na stanowisko premiera rządu Vichy, atmosfera znowu sprzyjała zacieśnieniu współpracy między Francją a Rzeszą. Vallat stracił stanowisko komisarza ds. ludności żydowskiej, a zastąpił go Louis Darquier de Pellepoix, nieprzejednany wróg Żydów. Policją w strefie okupowanej dowodził młody, ambitny René Bousquet, który wprost marzył o tym, by odegrać ważną rolę w zbliżeniu niemiecko-francuskim.
W czasie pobytu Heydricha Bousquet zażądał wysiedlenia kolejnych Żydów z Drancy. Heydrich uzależnił zgodę od możliwości transportowych, a w czerwcu do Auschwitz wyruszyły cztery pociągi, każdy po 1000 Żydów.
Wiosna nie przyniosła rozwiązania dwóch kwestii spornych: objęcia deportacjami francuskich Żydów oraz udziału francuskiej policji w łapankach. W tych dwóch sprawach rząd Vichy nie zamierzał ustąpić, więc pod koniec czerwca w stosunkach z Niemcami zapachniało poważnym kryzysem. 30 czerwca Eichmann przyjechał do Paryża, by rozwiązać problem. Dopiero 2 lipca, na spotkaniu z Obergiem i jego świtą, Bousquet wreszcie przystał na żądania Niemców, a 4 lipca przekazał oficjalne stanowisko rządu Vichy. Jak zaprotokołował Dannecker: „Bousquet oświadczył, że podczas ostatnich obrad gabinetu przywódca państwa marszałek Pétain oraz premier rządu Pierre Laval zgodzili się na deportację w pierwszej fazie [dans un premier temps] Żydów bezpaństwowców, zarówno ze strefy okupowanej, jak i z Państwa Francuskiego”. Aresztowanie Żydów w obu strefach należało więc do policji francuskiej.
Jak zanotował Dennecker 6 lipca, w rozmowie z Eichmannem Laval sam zaproponował, żeby deportacją objąć nie tylko bezpaństwowców (Żydów pochodzących z Niemiec, Polski, Czechosłowacji, Rosji, Litwy, Łotwy i Estonii), ale również mieszkające w Państwie Francuskim dzieci poniżej szesnastego roku życia. Premier dodał, że los dzieci ze strefy okupowanej go nie interesuje. Dannecker zapisał też, iż druga faza deportacją ma objąć Żydów naturalizowanych po 1919 albo 1927 r.
Takie porozumienie zadowalało obie strony. Niemcom zależało na przeprowadzeniu wywózek z Holandii i Francji, czyli pierwszych masowych wysiedleniach z krajów zachodnich. Nie mieli tam wystarczająco licznej policji, więc musieli polegać na lokalnych siłach porządkowych. Laval konsekwentnie prowadził politykę kolaboracji z Niemcami, licząc na przyszły traktat pokojowy i na ważne miejsce Francji w Europie pod rządami Rzeszy. Zamierzał jednak jak najdłużej dostarczać Niemcom bezpaństwowców, by odwlec decyzję o deportacji Żydów francuskich, której – jak przypuszczał – opinia publiczna łatwo nie zaakceptuje. Po raz kolejny wydawało się, że Hitler jest na prostej drodze do zwycięstwa.
(…)

Przypisy zostały pominięte.