Strona główna / Romans / Szepty w świetle księżyca

Aktualności

09.11.2021

Spotkanie online z Grażyną Jeromin-Gałuszką

We wtorek 9 listopada o godz. 20:00 zapraszamy na wirtualne spotkanie z Grażyną Jeromin-Gałuszką, autorką książki "Gdybyś wiedziała".

Wywiady

25.08.2021

"Tajemnica Wzgórza Trzech Dębów". Wywiad z Piotrem Borlikiem

Zapraszamy do przeczytania wyjątkowego wywiadu z Piotrem Borlikiem. Z autorem książki "Tajemnica Wzgórza Trzech Dębów" rozmawiał Marcin Waincetel z Lubimyczytac.pl.

Posłuchaj i zobacz

23.10.2021

Rozmowa z Kasią Bulicz-Kasprzak

Zapraszamy do wysłuchania podcastu z Kasią Bulicz-Kasprzak, autorką książki "Zielone pastwiska".

Bestsellery

TOP 20

  1. Billy Summers Stephen King
  2. Red, White & Royal Blue Casey McQuiston
  3. Dubaj krwią zbudowany Marcin Margielewski

Szepty w świetle księżyca

Judith McNaught

Rozdział piętnasty

Paul zapukał do drzwi pokoju Sloan parę minut przed siódmą. Poprosiła go, by wszedł do środka.
– Jestem prawie gotowa – zawołała, wychylając się z garderoby. Paul ubrany był w szary garnitur w paski, białą koszulę i krawat w czerwono-szary wzór. Sloan uznała, że wygląda znakomicie, ale nie była pewna, czy w ich sytuacji właściwe byłyby uwagi o jego wyglądzie. – Zostaw drzwi otwarte, aby nikt nie wyciągnął błędnych wniosków i nie doniósł Jej Wysokości – ostrzegła go.
Stojąc przed ogromnym lustrem w garderobie, porównywała swój wygląd z odbitką z polaroidu. Jasna, błękitnofioletowa, długa wąska spódnica miała rozcięcie do kolana, a dobrana kolorem góra wykończona była szerokim kołnierzem z kapturem, który według fotografii powinien być zsunięty z ramion. Sloan poczuła się trochę dziwnie z odkrytymi ramionami i próbowała podciągnąć kołnierz w górę, ale miękki jedwab zsuwał się z ramion, tak że zostawiła go w spokoju.
Znowu spojrzała na zdjęcie i umocowała pasek wokół talii, potem włożyła srebrne sandały, przypięła srebrne kolczyki i wsunęła bransoletkę, którą zobaczyła na fotografii, a potem także widoczny tam srebrny naszyjnik. Zdawało jej się, że jest obwieszona biżuterią, ale w dziedzinie mody czuła się neofitką, podczas gdy Sara była znawczynią, tak więc postanowiła kierować się jej radami z fotografii.
Reakcja Paula na jej widok była tak pochlebna, że Sloan od razu poczuła zadowolenie, że posłuchała zaleceń przyjaciółki.
– Wyglądasz zachwycająco – powiedział z uśmiechem wyrażającym pełną męską aprobatę. – Jak określić ten kolor?
– Nie wiem. Dlaczego pytasz?
– Gdyż jest dokładnie taki sam jak kolor twoich oczu.
– W takim razie określę go jako „błękitny” – odpowiedziała z uśmiechem.
U dołu schodów czekała pokojówka, by zaprowadzić ich do salonu, gdzie podawano obecnym koktajle i przekąski. Były to trzy osoby z rodziny i mężczyzna rozmawiający z Paris, zwrócony tyłem do drzwi.
Carter Reynolds, ujrzawszy ich, odstawił swój kieliszek na stolik do kawy i natychmiast podszedł.
– W samą porę – powiedział z powitalnym uśmiechem.
Przedstawił obcego mężczyznę jako Noaha Maitlanda. Sloan była zaskoczona, że w takiej trudnej dla rodziny sytuacji zaproszono gościa, ale gdy Noah Maitland się odwrócił, poczuła się jak olśniona nastolatka.
Wysoki, opalony, z czarnymi włosami, miał uśmiech, który mógł ogrzać pokój, oczy w kolorze zimnej stali, a jego modulowany baryton miał niemal muzyczne brzmienie. Miał tyle seksapilu i wyglądał tak cudownie w świetnie skrojonym ciemnym garniturze z krawatem w paski, że podając mu rękę, Sloan poczuła zamęt myśli.
– Niewątpliwie w tej rodzinie są same piękne kobiety – powiedział, a jego ciepłe, pełne podziwu szare oczy utkwione były w jej twarzy.
Sloan wybąkała słowa powitania, po czym dodała szybko: – Dziękuję – kwitując jego komplement. Pospiesznie uwolniła rękę z jego uścisku i odwróciła oczy. Był ucieleśnieniem „idealnego mężczyzny” Sary.
W drodze do jadalni ojciec szepnął jej cicho:
– Paris i Noah są prawie zaręczeni.
– Tworzą piękną parę – szczerze powiedziała Sloan, przyglądając się Paris idącej z Noahem. Poczuła lekki żal, że Sara traci taką okazję, ale zanim rozpoczęła się kolacja, miała poważniejsze kłopoty, gdyż wraz z Paulem stali się głównym tematem rozmowy przy stole.
– To pamiętna chwila dla całej rodziny – rozpoczął ojciec, ogarniając wzrokiem cały stół, ale szczególnie patrząc na Noaha Maitlanda, siedzącego z drugiej strony stołu, naprzeciw Sloan.
– Sloan, opowiedz nam o sobie!
– Niewiele jest do opowiadania – odpowiedziała, zauważając, że Noah Maitland skupił na niej całą uwagę. – Od czego mam zacząć?
– Zacznij od swojego zawodu – podsunął jej Carter. – Czym się zajmujesz?
– Jestem projektantką wnętrz.
– W tej rodzinie nie brak też kobiet o artystycznych zainteresowaniach – wtrącił Noah Maitland, spoglądając z uśmiechem na Paris.
– Ja nie mam artystycznych skłonności – szorstko wykrzyknęła siedząca u szczytu stołu Edith. – Czy byłaś w college’u? – skierowała pytanie do Sloan.
– Tak.
– Co studiowałaś?
Nadszedł czas, aby się przedstawić jako pusta, niezbyt inteligentna dziewczyna, jak sobie tego życzył Paul Richardson.
– Studiowałam wiele przedmiotów – oświadczyła Sloan, starając się nie odbiegać zbyt daleko od prawdy, tak aby przypadkiem w przyszłości nie powiedzieć czegoś zgoła przeciwnego. – Nie mogłam się zdecydować, co chcę robić w życiu.
Zamilkła, bo właśnie podano zupę.
Tymczasem prababka nie odczuwała potrzeby jedzenia.
– Jakie miałaś wyniki? – spytała.
– Niezłe.
– Czy jesteś dobra jako dekoratorka wnętrz?
Miała małą satysfakcję, poprawiając starszą panią.
– Projektantka wnętrz – powiedziała.
Paul Richardson włączył się i czule uśmiechając się do Sloan, powiedział:
– Sądzę, że jest bardzo dobra.
Ta opinia nie wystarczyła, aby przekonać Edith Reynolds.
– Słyszałam, że wszyscy dekoratorzy wnętrz są homoseksualistami – oznajmiła. – Chciałabym mieć świadomość, że obecnie kobiety, takie jak ty i Paris, wybierają coś poważniejszego, by wypełnić sobie życie.
Sloan rzuciła okiem na Paris, aby zobaczyć, jak jej milcząca siostra przyjmuje tę niezbyt subtelną krytykę, która dotyczyła ich obydwu. Jednakże jeżeli nawet Paris coś czuła, nie okazała tego.
Ubrana w suknię w stylu sarongu, z ciemnymi włosami upiętymi w górze głowy wyglądała pięknie, egzotycznie, a wyraz jej twarzy wskazywał na opanowanie.
– A jaki zawód należałoby wybrać? – spytała Sloan siwą damę.
– Ja wybrałabym zawód doradcy podatkowego – oświadczyła Edith. – Jestem przekonana, że robiłabym to lepiej i znalazła więcej możliwości niż mój doradca.
– Niestety, Sloan nie ma talentu do liczb – z dumą powiedział Paul, lekko dotykając dłoni Sloan.
– Interesujesz się sportem? – spytał ją Carter. – Grasz w golfa?
– Nie.
– W tenisa?
Sloan grała w tenisa, ale wiedziała, że im nie dorównuje.
– Trochę. Nie za bardzo.
Teraz Carter zwrócił się do Paula:
– A ty grasz?
– Trochę.
– Spotkajmy się jutro rano o dziewiątej; razem z Paris podciągniemy was w tenisie. Korzystając z pobytu tutaj, powinnaś wziąć parę lekcji golfa. Paris gra doskonale. – Spojrzał na Paris, mówiąc: – Czy zechcesz zabrać Sloan jutro po południu do klubu? Sprawdź, aby miała wszystko, co potrzeba, i daj jej wskazówki.
– Oczywiście – natychmiast odpowiedziała Paris, rzucając w stronę Sloan układne spojrzenie.
– Nie lubię golfa – przyznała się Sloan.
– To dlatego, że nie grasz – dowodził. – Masz jakieś hobby? Co robisz z wolnym czasem?
– Ja... hm... czytam. – Sloan czuła się przyparta do muru.
– Co czytasz? – spytał z pewnym niezadowoleniem w głosie.
– Czasopisma – odpowiedziała Sloan, chcąc zwiększyć jego niezadowolenie. – Lubię „House and Garden”. A ty, Paris?
Siostra spojrzała zaskoczona, że włączono ją do dyskusji, ale odpowiedziała:
 – Tak, bardzo lubię. – Sloan była pewna, że skłamała.
– Masz jakieś inne zainteresowania? – pytał dalej Carter.
Sloan uznała, że to przesłuchanie trwa zbyt długo. Była głodna, złamała więc kawałek bułki.
– O jakich zainteresowaniach myślisz?
– Na przykład sprawy publiczne? – naciskał.
Spuszczając oczy i tłumiąc śmiech, Sloan posmarowała masłem bułkę, zanim odpowiedziała.
– Przepadam za sprawami publicznymi – wyznała. – Oglądam kanał rozrywkowy w telewizji kablowej, aby dowiedzieć się, kto ma jakiś romans. Czy raczej „z kim”? – Udając niewinne pomieszanie, podniosła oczy i uchwyciła wyraz niesmaku na twarzy Maitlanda, zanim zdążył to ukryć. Właśnie uznał, że jestem kompletną idiotką, stwierdziła z odrobiną żalu.
Widocznie Carter postanowił, że nie należy jej dalej zawstydzać, a jednocześnie nudzić pozostałych, bo zwrócił się do Maitlanda:
– Co myślisz o najbliższych zmianach na rynku?
Gdy Sara wymawiała słowo „rynek”, miała na myśli wprowadzenie nowych produktów w centrach projektowania w Dallas i Nowym Jorku, co odbywało się dwa razy do roku.
– Na rynku Dallas królowały w tym roku kolory różowy i złoty – odpowiedziała z udawanym zachwytem, doskonale wiedząc, że Carter miał na myśli rynek giełdowy. – A na rynku w Nowym Jorku widziałam naprawdę boską tkaninę z nowym wzorem zainspirowanym barwami dżungli.
– Będziesz miała okazję mówić o tym później – powiedział Carter.
Z mieszaniną ulgi, rozbawienia i upokorzenia Sloan zrozumiała kryjące się za tymi słowami polecenie, aby zamilkła. Trochę się martwiła, że zapewne przesadziła w roli, którą sobie narzuciła. Jednak gdy spojrzała na Paula i zobaczyła jego szeroki uśmiech, zrozumiała, że zachowywała się nawet lepiej, niż oczekiwał.
Zadowolona, że nie musi tym się przejmować, skupiła uwagę na kolacji składającej się z ośmiu dań, jednocześnie słuchając ożywionej dyskusji ojca z Noahem Maitlandem o ekonomii światowej. Panowie zasadniczo różnili się w wielu punktach, ale obaj wykazywali tak dogłębną znajomość tych zagadnień, że zafascynowało to Sloan i wzbudziło jej podziw.
Poza składkami na fundusz emerytalny w wydziale policji Sloan wpłacała także stały procent ze swej pensji na prywatne konto emerytalne, nalegając, aby matka robiła to samo. Podczas deseru do tego stopnia była pod wrażeniem logicznego rozumowania Noaha Maitlanda, że postanowiła zmienić swoją strategię inwestowania. Tymczasem Edith Reynolds sięgnęła po laskę i wstała, zanim zabrano ostatni talerzyk deserowy ze stołu przykrytego lnianym obrusem.
– Dla mnie czas na odpoczynek – ogłosiła.
Paul i Noah wstali, by jej pomóc, ale gestem ich z tego zwolniła.
– Nie muszę być traktowana jak inwalidka – oznajmiła szorstko. – Jestem zdrowa jak wy.
Wbrew temu oświadczeniu, oparła się ciężko na lasce i z najwyższym trudem dźwignęła na nogi. Sloan uświadomiła sobie, że to raczej siła woli niż sprawność mięśni pozwoliły starszej pani pokonać przestrzeń olbrzymiego pokoju.
W drzwiach zatrzymała się i przyjrzała grupie siedzącej wokół barokowego stołu pod imponującym żyrandolem. Sloan oczekiwała, że białowłosa matrona będzie życzyć dobrej nocy. Ona tymczasem warknęła:
– Nie zapomnijcie pogasić świateł.
 Sloan szybko spuściła oczy, by ukryć rozbawienie.
Odejście Edith okazało się sygnałem do natychmiastowego ukończenia posiłku.
– Przepraszam bardzo, ale muszę was pożegnać, bo mam coś do zrobienia – powiedział Carter, wstając.
– Sądzę, że pospaceruję trochę – oświadczył Paul, odsuwając ciężkie krzesło Sloan. – Ty też, Sloan?
– Z rozkoszą – odpowiedziała, rozpaczliwie chcąc się wydostać z jadalni.
Nie można było nie zaprosić pozostałej pary, ale Sloan odetchnęła z ulgą, gdy odmówili.
W ogrodzie nie odzywali się do siebie, póki nie znaleźli się koło pola golfowego, gdzie już nie mogli być słyszani z domu. Wtedy Sloan spojrzała na Paula z nieukrywaną wesołością.
– Nie chcę mi się wierzyć, że jestem spokrewniona z tymi ludźmi – powiedziała.
– Ja też nie wierzę – przyznał, chichocząc.
– Moja prababka musi w prostej linii pochodzić od Czyngis-chana – dodała.
– Ze względu na pozory powinienem trzymać cię za rękę albo objąć ramieniem, gdyby ktoś nas obserwował. Co wolisz?
– I jedno, i drugie mi odpowiada – powiedziała Sloan tak skupiona na swoich wrażeniach, że prawie nie zauważyła, iż wziął ją za rękę.
– A moja siostra! Jest całkiem pozbawiona życia. Nic dziwnego, że ludzie uważają ją za zimną i dumną.
– Sądzisz, że rzeczywiście jest taka?
– Jeszcze nie wiem.
– A co myślisz o ojcu?
– To pierwsze wrażenie, jeszcze niepełne. Sądzę jednak, że rozumiem, co w nim widziała moja matka. Miała wtedy zaledwie osiemnaście lat... a on ma tyle uroku i jest taki przystojny! Wyobrażam sobie, jak ją to olśniło.
– A co myślisz o Maitlandzie?
Pytanie zaskoczyło Sloan, bo przecież Noah nie był członkiem rodziny i Paul nie interesował się nim zawodowo.
– Przystojny – odrzekła po chwili.
– Niewątpliwie mu się podobałaś. Początkowo nie mógł oderwać od ciebie oczu.
– Masz na myśli, zanim odkrył, że jestem kompletną idiotką – odpowiedziała z żalem.
Paul spontanicznie wypuścił jej dłoń ze swojej ręki i objąwszy ramieniem, lekko pocałował.
– Byłaś doskonała.
Zaskoczona szczerością jego tonu, Sloan spojrzała na oświetlony księżycem profil Paula.
– Dziękuję – powiedziała, po raz pierwszy czując, że jest jego partnerką.