Strona główna / Literatura światowa / Mądrość Toskanii

Aktualności

28.10.2021

Małgorzata Gutowska-Adamczyk w Mińsku Mazowieckim

W czwartek 28 października o godz. 18:30 zapraszamy do Miejskiej Biblioteki Publicznej w Mińsku Mazowieckim (ul. Piłsudskiego 1a) na spotkanie z Małgorzatą Gutowską-Adamczyk, autorką książki "Osiedle Sielanka. Sąsiedzi".

Wywiady

25.08.2021

"Tajemnica Wzgórza Trzech Dębów". Wywiad z Piotrem Borlikiem

Zapraszamy do przeczytania wyjątkowego wywiadu z Piotrem Borlikiem. Z autorem książki "Tajemnica Wzgórza Trzech Dębów" rozmawiał Marcin Waincetel z Lubimyczytac.pl.

Posłuchaj i zobacz

16.10.2021

Rozmowa z Małgorzatą Gutowską-Adamczyk

Zapraszamy do wysłuchania podcastu z Małgorzatą Gutowską-Adamczyk, autorką książki "Osiedle Sielanka. Sąsiedzi".

Bestsellery

TOP 20

  1. Billy Summers Stephen King
  2. Red, White & Royal Blue Casey McQuiston
  3. Dubaj krwią zbudowany Marcin Margielewski

Mądrość Toskanii

Ferenc Máté

2

Jakość życia

Kiedy wspominam innym ludziom o Toskanii, zazwyczaj wydają z siebie smętne westchnienie. Kiedy dodaję niewinnie, że mieszkamy między wzgórzami i jesteśmy otoczeni winnicami oraz gajami oliwnymi, typową odpowiedzią są słowa: „Żyjecie moim marzeniem”.
Wszyscy wydają się mieć na myśli to samo – jakość życia: jego tempo, spokój, piękno, poczucie wspólnoty oraz naturalnie wino i jedzenie. Tak jak toskańskie wino i jedzenie jest zakorzenione w bezliku spraw niezwiązanych bezpośrednio z kuchnią i piwniczką, tak jakość życia wynika z wielu codziennych drobiazgów, które mają niebagatelny wpływ na wszystko.

Czas
Być może najwspanialszą rzeczą w Toskanii jest niespieszne tempo życia, które stanowi źródło przyjemności. Mieliśmy kiedyś drogiego naszym sercom przyjaciela, Nebbię, trovaroba – dosłownie „tego, co znajduje rzeczy” – pochodzącego z miasteczka Castelmuzio. Był niewiarygodnie miłą i opiekuńczą osobą o trzeźwym rozumie, która uwielbiała masakrować stare przysłowia. Jednego z nich używał w charakterze osobistego motta: „Nigdy nie odkładaj na jutro tego, co możesz odłożyć na pojutrze”.
Inny z naszych przyjaciół, Bill Thompson, opowiedział nam, czego nauczył się dwadzieścia lat temu, kiedy przeniósł się tutaj z Anglii z tytułem magistra gospodarki rolniczej i znajomością może dziesięciu słów po włosku. Zaczął pracować w pewnym majątku ziemskim ze współpracownikiem o imieniu Carlo, mającym na karku sześćdziesiąt pięć lat i zęby tak szczerbate, że wydawały się zakleszczać ze sobą. Pewnego dnia zaczęli okopywać drzewa oliwne motykami pamiętającymi chyba średniowiecze. Bill był młody i w dobrej formie, pracował z dużym zapałem, zostawiając wokół każdego z drzew okrągły wianek spulchnionej ziemi, szybko przechodząc od jednego drzewka do następnego. Przez jakiś czas Carlo pracował we własnym tempie, nucąc sobie pod nosem i od czasu do czasu zerkając na obcokrajowca. Wreszcie, po godzinie, kiedy Bill cały ociekał potem, Carlo zbliżył się do niego i delikatnie chwycił za ramię.
–Fermo (Przestań) – powiedział. Zabrał mu motykę i pokazał następne drzewo. – Po tym tutaj będzie tamto, a po tamtym następne – mówił, wskazując równocześnie na drzewa w lesie. – A potem jeszcze wiele innych. – Wreszcie wrócił na swoje miejsce pracy i bez słowa zabrał się do pielenia.
Billowi odebrało mowę. Przez chwilę przyglądał się Carlowi, wtedy nadeszło objawienie. „Jeśli potrafię cieszyć się tym jednym drzewem, to, do cholery, odniosłem nie lada sukces”.
Toskańczycy już tak mają.
Dlatego jeśli zaczepicie jakiegoś, to niemal zawsze spojrzy na was z wyczekującym uśmiechem na twarzy, nie dlatego, że na waszych zaniepokojonych twarzach rysuje się coś interesującego lub mądrego, ale dlatego, że Toskańczycy, nauczeni doświadczeniem – całymi wiekami doświadczeń, które są już w nich genetycznie zakodowane – zdają sobie sprawę, że każda chwila, jeśli dać jej szansę, może się okazać tą najwspanialszą w życiu.
Niewielu Toskańczyków zrezygnuje z pięciodaniowego obiadu. W końcu ich umiłowanie życia nakazuje, by każdy posiłek był równie dobry jak zwykle.

Jakość otoczenia
Możliwe, że toskański spokój częściowo pochodzi od wiekowych osad i miast, których domy, kościoły i sztuka przetrwały niewzruszone długie stulecia; oraz z otoczenia, które w większości od dawien dawna pozostało niezmienione. Bez trudu można tu znaleźć kilkusetletnie drzewa oliwne i winnice pamiętające czasy Etrusków.
Historia, rozciągająca się tak swobodnie wstecz, potrafi wprowadzić w spokojne zamyślenie i ukoić świadomością, że tak wiele się już wydarzyło i wydarzy się jeszcze więcej, gdy nas już nie będzie. Nasze wysiłki, duże i małe, doskonale dopasują się do reszty; może uda się nam tu i ówdzie dodać kilka cegiełek, może nawet dobudować cały pokój albo ławeczkę w wąwozie przy strumieniu, z której będzie można przyglądać się grzmiącej i pieniącej się między kamieniami wodzie podążającej do morza. Jednocześnie, jeśli całe życie poświęciliśmy rodzinie, to też dobrze, wcale nie musimy robić niczego więcej.
Spojrzenia w tył i w przód wymagają od nas tylko jednego, byśmy robili to, w czym jesteśmy najlepsi, w ten sposób nasze dzieło przetrwa najdłużej. Jeśli budujemy dom, to naturalnie najlepiej jest użyć najlepszych materiałów – ściany wznieść z kamienia, dachówkę położyć ceramiczną, a orynnowanie wykonać z miedzi. Bez względu na to, czy budujemy sklep mięsny, czy aptekę, to podłogi i blaty wykonuje się z marmuru, nie na pokaz, ale by przeżyły nas, nasze dzieci i dzieci naszych dzieci. Nawet okna, drzwi i krany wybiera się z wielką uwagą, ponieważ jeśli się zepsują i trzeba je będzie wymienić, będzie to nic innego jak, no cóż, jak marnowanie życia i czasu.

Toskańczycy dążą do perfekcji, nawet gdy chodzi o przedmioty codziennego użytku. Ubrania, meble, urządzenia wszelkiej maści, samochody, wszystko ma służyć jak najdłużej. Podczas gdy Amerykanie mają w zwyczaju co trzy lata wymieniać samochody, to nowe samochody w naszej okolicy – nawiasem mówiąc, raczej zamożnej – trzyma się trzy razy dłużej.
Uwielbiam żeglowanie i często odwiedzam toskańskie mariny. Moja pierwsza wizyta odebrała mi mowę. Pomosty wykonane były z drewna tekowego, a narzędzia, okucia, skrzynki i relingi ze stali nierdzewnej, co bez wątpienia gwarantowało solidność i długowieczność. W miasteczkach na wzgórzach, gdzie przez kilka lat szalała epidemia asfaltowania starych brukowanych ulic, teraz na nowo układa się wielkie skalne płyty. W końcu jeśli pierwsza kamienna nawierzchnia wytrzymała tysiąc lat, to druga powinna osiągnąć co najmniej taki sam wynik.
[…]

Zdrowie
Wiele tomów poświęcono już diecie śródziemnomorskiej, nie tylko na omówienie prostoty oraz niezliczonych nowych smaków, ale również zbawiennego wpływu na zdrowie. Stosowanie oliwy w dużych ilościach, jako jedynego tłuszczu, ogromne ilości spożywanych warzyw, chleba, roślin strączkowych, owoców oraz makaronu w połączeniu z drobiem, rybami i z rzadka czerwonym mięsem uznano za bardzo ważne w utrzymaniu dobrego stanu zdrowia aż do późnej starości.
Jednak samo tylko jedzenie nie może odpowiadać za długowieczność i witalność Toskańczyków. Każdy wiejski dom i prawie każdy dom w mieście ma swój własny spory ogród. Toskańczycy bez ogródka przy domu często starają się zdobyć skrawek ziemi tuż poza miastem, gdzie mogą do woli uprawiać dorodne cudeńka wyłącznie za pomocą zwykłej łopaty i motyki. Przydomowy ogród nie zbiera jednak wszystkich zasług za dobre odżywianie i kondycję, bądź co bądź całe życie przebywa się tutaj w otoczeniu, które sprzyja zdrowiu.
Wyrzucenie samochodów z miejskich ulic przypomniało ludziom, ile przyjemności można czerpać z chodzenia, nierzadko można się natknąć na osiemdziesięciokilkulatków wesoło pakujących zakupy – nie robi się tutaj zakupów raz w tygodniu, większość rzeczy kupuje się świeże codziennie – i kroczących w górę najbardziej stromych średniowiecznych uliczek.
Obsesja na punkcie robienia wszystkiego samodzielnie sprawia, że mężczyźni zachowują sprawność fizyczną długo po przejściu na emeryturę, a kobiety, których prawdziwym królestwem jest dom, przebywają w ciągłym ruchu, utrzymując tam należyty porządek. Naprawdę nie potrafię przypomnieć sobie sytuacji, abym po zawitaniu do toskańskiego domu zastał panią domu przed telewizorem; są przecież wiecznie zajęte tym czy tamtym. Nebbia, wieczny kawaler, pewnego razu wchodząc do domu i widząc gospodynię zaciekle szorującą podłogę, mruknął:
–Mężczyźni stawiają domy, ale kobiety… – westchnął – sprawiają, że czuję się w nich nieswojo.
Kiedy zapytałem kilka kobiet, czy zamiast zajmowania się domami nie wolałyby pracować gdzieś w mieście, znakomita większość z nich spoglądała na mnie, jakbym zwariował. Muszę przyznać, że praca w domu między przyjaciółmi i rodziną, przyrządzanie niezapomnianych posiłków i opiekowanie się najbliższymi wydaje się o wiele przyjemniejsza niż większość zawodów.

Służba zdrowia we Włoszech daje obywatelom poczucie bezpieczeństwa i spokoju. Usługi medyczne są bezpłatne, dzięki czemu znika konieczność zamartwiania się o opłacanie ubezpieczenia albo ryzykowania bankructwa w razie poważnej choroby. Są jeszcze dwie rzeczy, które pozwalają Toskańczykom przechodzić wszelkie ubytki na zdrowiu z wielką godnością i spokojem. Po pierwsze, mam na myśli podstawową opiekę zdrowotną. I w miastach, i na wsi urzędują lekarze rejonowi. Ponieważ ludzie żyją w rozproszeniu, i mówię tutaj nie tylko o Montalcino, ale również o osadach w rodzaju Sant’Angelo oraz Camigliano, doktor Talenti przyjeżdża do każdej miejscowości trzy razy w tygodniu i otwiera malutki punkt pomocy medycznej, by chorzy nie musieli fatygować się do niego.
W razie potrzeby zawsze można umówić się na wizytę domową – co może być w naszych czasach uznawane za coś zupełnie nieprawdopodobnego. Jeśli tylko ktoś jest obłożnie chory, nawet jeśli w grę wchodzi zwykła grypa, doktor Talenti przyjedzie na miejsce z nieodłącznym uśmiechem na twarzy i weźmie sprawy w swoje ręce. Nie tylko jego obecność ma zbawienny wpływ na samopoczucie pacjentów, czasem wystarczy sama świadomość, że może nas odwiedzić, jeśli tylko trzeba.
Istnieje jeszcze inna stara tradycja wciąż kultywowana przez miejscowych. Jeśli zachodzi konieczność hospitalizacji, to wedle zwyczaju jeden z członków rodziny towarzyszy choremu. Tym, którzy zostają na noc, często zapewnia się miejsce noclegowe. Chyba nie muszę tłumaczyć, jak w chwilach potrzeby obecność kogoś bliskiego potrafi dodać otuchy, zwłaszcza najmłodszym i najstarszym.

Jedzenie
Mimo wszystko chyba nic nie opisze lepiej dobrego życia niż toskańska kuchnia. Najwyższa jakość nie dotyczy wyłącznie domowego jedzenia oraz własnoręcznie wyhodowanych owoców i warzyw; wystarczy pójść do zwykłej piekarni, sklepu mięsnego, a nawet supermarketu, aby przekonać się o tym, jak wielką wagę przykładają miejscowi do dobrego odżywiania się.
Naturalnie wszystko ma swoją cenę – wiejskie kurczaki i cielaki wolne od chemii rosną dwa razy dłużej niż zwierzęta hodowane na fermie, do tego zjadają dwa razy więcej karmy i wymagają dwa razy więcej uwagi hodowcy, co musi więcej kosztować. Ręcznie wypiekany chleb, który jest chrupiący i świeży cały dzień, jest dużo droższy od paczkowanego. Jednak wszystko, za co płacimy, z czym mamy styczność każdego dnia, zwraca się w dwójnasób. Kiedy jemy najlepszy chleb, jaki można wypiec, najlepszą szynkę prosciutto, najsmaczniejsze i dojrzałe owoce oraz warzywa, czujemy się dobrze, czujemy własną wartość, czujemy, że ktoś troszczy się i dba o to, co jemy.
Kiedy traktuje się mnie jak króla w zwykłej trattoria – i wcale nie mam na myśli łaszącej się obsługi, raczej dobre i uczciwe jedzenie z dodatkiem dwóch magicznych składników: miłości oraz zaangażowania – to kiedy wrócę do pracy po południu, wedle wszelkiego prawdopodobieństwa włożę w nią tyle samo miłości i zaangażowania. To działa właśnie tak, nie inaczej. Zaangażowanie rodzi zaangażowanie, jakość rodzi jakość, w ten sposób tworzą się podwaliny pod kulturę, w której ludzie nie wykonują byle jakiej pracy, ponieważ nie wiedzą jak. Kiedy jakość wnika głęboko w kulturę, dążenie do niej staje się odruchowe i zmienia się w styl życia, co w konsekwencji rodzi niezastąpioną jego jakość.