Strona główna / Literatura światowa / Ostatnia noc w Twisted River

Aktualności

06.12.2019

Bandera. Faszyzm, ludobójstwo, kult. Życie i mit ukraińskiego nacjonalisty

W czwartek 19 grudnia o godz.18:00 zapraszamy do Żydowskiego Instytutu Historycznego w Warszawie (ul. Tłomackie 3/5) na spotkanie wokół książki Grzegorza Rossolińskiego-Liebe "Bandera. Faszyzm, ludobójstwo, kult. Życie i mit ukraińskiego nacjonalisty".

Wywiady

06.12.2019

“Każdy pisarz ma szansę na bestseller”

Zapraszamy do przeczytania wywiadu z Małgorzatą Gutowską-Adamczyk, autorką książki "Cukiernia Pod Amorem. Jedna z nas"

Posłuchaj i zobacz

10.10.2019

Kim jest kobieta ze spaloną twarzą?

Zapraszamy do obejrzenia nagrania zapowiadającego najnowszą książkę Katarzyny Puzyńskiej "Pokrzyk".

Bestsellery

TOP 20

  1. Pokrzyk Katarzyna Puzyńska
  2. Cukiernia Pod Amorem. Jedna z nas Małgorzata Gutowska-Adamczyk
  3. Była arabską stewardesą Marcin Margielewski

Fotogaleria

więcej »

Ostatnia noc w Twisted River

John Irving

Rozdział 1
POD KŁODAMI


Młody Kanadyjczyk, który nie mógł mieć więcej niż piętnaście lat, za długo się wahał. Jego stopy znieruchomiały na chwilę na kłodach dryfujących w dorzeczu powyżej zakrętu rzeki; zanim ktokolwiek zdążył chwycić jego wyciąg­niętą dłoń, znalazł się pod wodą. Jeden z drwali, próbując złapać długie włosy chłopaka, zanurzył rękę w lodowatej wodzie, gęstej od kory prawie jak zupa. Naraz dwie kłody zwarły się na przedramieniu niedoszłego wybawcy, łamiąc mu nadgarstek. Ruchomy dywan kłód zamknął się nad młodym Kanadyjczykiem, który nie wypłynął na powierzchnię: z brunatnej wody nie wyłoniła się nawet jego ręka ani but.
Z chwilą gdy pnie tworzące zator popłynęły swobodnie, flisacy musieli być w ciągłym ruchu: gdyby przystanęli na sekundę lub dwie, nie mieliby szans w starciu z prądem. Podczas spływu drewna człowiek mógł zostać zmiażdżony, zanim miał okazję utonąć, ale utonięcia były bardziej powszechne.
Na brzegu, skąd kucharz i jego dwunastoletni syn słyszeli przekleństwa drwala ze złamanym nadgarstkiem, od razu stało się jasne, że ktoś doznał poważniejszego uszczerbku niż niedoszły wybawca, który uwolnił rękę i odzyskał równowagę na dryfujących pniach. Pozostali flisacy nie zwracali na niego uwagi; drobnymi, szybkimi krokami podążali w stronę brzegu, wołając zaginionego chłopca po imieniu, i drągami popychali przed sobą płynące kłody. Ich głównym celem było bezpieczne dotarcie na brzeg, jednakże syn kucharza miał nadzieję, iż próbują utworzyć szczelinę, dzięki której młody Kanadyjczyk mógłby wydostać się na powierzchnię. Odstępy między kłodami pojawiały się jednak przypadkowo. Chłopiec, znany jako Angel Pope z Toronto, zniknął bez śladu.
– Czy to Angel? – zapytał ojca dwunastolatek. Ciemno­brązowe oczy i wyraz uroczystej powagi na twarzy czyniły go łudząco podobnym do nieszczęśnika, który utonął, lecz rodzinne podobieństwo łączące go z wiecznie czujnym ojcem nie pozostawiało najmniejszych wątpliwości. Kucharza otaczała aura tłumionego lęku, jakby żył w ciągłym strachu przed najgorszymi z możliwych katastrof, co poniekąd znajdowało odzwierciedlenie w powadze syna; ba, chłopiec do tego stopnia przypominał ojca, iż paru drwali wyraziło zdziwienie, że nie utyka.
Kucharz wiedział aż nazbyt dobrze, że to młody Kanadyjczyk znalazł się pod kłodami. Sam ostrzegał przecież drwali, że Angel jest jeszcze zielony; to nie on powinien likwidować zator. Ale pewnie chłopak był nadgorliwy albo flisacy w pierwszej chwili nie zwrócili na niego uwagi.
Zdaniem kucharza Angel Pope był również zbyt niedoświadczony (i niezdarny), by pracować w pobliżu głównej piły w tartaku. Był to obszar zastrzeżony dla tracza, człowieka z wieloletnią praktyką i doświadczeniem w tej dziedzinie. Praca z heblarką też wymagała doświadczenia, choć nie stwarzała wielkiego ryzyka.
Do bardziej niebezpiecznych i wymagających mniejszych kwalifikacji zadań należała praca na pomoście, skąd wtaczano kłody do tartaku i na lawetę piły, albo wyładowywanie pni z ciężarówek. Przed nastaniem epoki ładowarek mechanicznych bale rozładowywano poprzez zwolnienie blokad znajdujących się po bokach ciężarówek, co pozwalało uporać się z całym ładunkiem naraz. Blokady jednak czasem zawodziły i zdarzało się, że ludzie, którzy usiłowali je otworzyć, kończyli pod stertą spadających pni.
Zdaniem kucharza, Angel w ogóle nie powinien znaleźć się w pobliżu ruchomych kłód. Tymczasem drwale przepadali za młodym Kanadyjczykiem tak samo jak on i jego syn, a Angel narzekał, że znudziła mu się praca w kuchni. Marzyło mu się coś, co wymagało większego wysiłku, najlepiej pod gołym niebem.
Powtarzający się szczęk drągów trącających kłody na chwilę ustąpił miejsca okrzykom flisaków, którzy zauważyli drąg Angela, około pięćdziesiąt metrów od miejsca, w którym zniknął chłopiec. Dryfował na powierzchni w pewnej odległości od kłód, zniesiony przez prąd.
Kucharz widział, że flisak ze złamanym nadgarstkiem wyszedł na brzeg z drągiem w drugiej ręce. Znajome brzmienie przekleństw oraz splątane włosy i broda mężczyzny nie pozostawiały wątpliwości: był to Ketchum, który o zdradliwości spływu wiedział niejedno.
Był kwiecień; od ostatnich roztopów i początku pory błota minęło niewiele czasu, ale w dorzeczu lód odpuścił dopiero niedawno i na stawach Dummer pojawiły się płynące z prądem pierwsze kłody. Rzeka była lodowata i powoli toczyła swe wezbrane wody, a wielu drwali miało gęste brody i długie włosy, które w połowie maja miały zapewnić im symboliczną ochronę przed czarnymi muchami.
Ketchum leżał na wznak niczym niedźwiedź wyrzucony na brzeg. Ruchoma masa pni przepływała obok. Wyglądało to tak, jakby spływ był szalupą, a drwale, którzy jeszcze nie dotarli na brzeg, rozbitkami na morzu, tyle że owo morze z zielonkawobrunatnego w mgnieniu oka stało się sinoczarne dzięki zabarwieniu skał z dna rzeki.
– Psiakrew, Angel! – wrzasnął Ketchum, nie ruszając się z miejsca. – Powiedziałem „Przebieraj nogami, Angel. Musisz przebierać nogami!”. Psiakrew.
Wątły pokład kłód nie był szalupą dla Angela, który z pewnością utonął albo został zmiażdżony w dorzeczu poniżej zakrętu rzeki, chociaż drwale (w tym Ketchum) doszli za spływem przynajmniej do miejsca, gdzie Twisted wpadała do zbiornika
Pontook przy Tamie Nieboszczki. Zbiornik tworzyła tama Pontook na rzece Androscoggin; kiedy pnie wpływały do Androscoggin, dalej napotykały sortownie na obrzeżach Mediolanu. W Berlinie Androscoggin na przestrzeni niecałych pięciu kilometrów zwężała się o sześćdziesiąt metrów; dwie papiernie rozdzielały rzekę przy sortowniach w Berlinie. Istniało podejrzenie, że Angel Pope z Toronto zmierza w tym właśnie kierunku.