Strona główna / Literatura światowa / Romans / Portret w bieli

Aktualności

30.09.2019

Film o Grzesiuku na Festiwalu Filmu Polskiego w Ameryce

Z radością informujemy, że film dokumentalny o Stanisławie Grzesiuku "Grzesiuk. Ferajna wciąż gra” w reżyserii Jarosława Wiśniewskiego został zakwalifikowany do 31. Festiwalu Filmu Polskiego w Ameryce, który odbędzie się w dniach 9-24 listopada w Chicago.

Wywiady

11.07.2019

"Mówimy o trylogii, na którą należy patrzeć całościowo"

Zapraszamy do przeczytania wywiadu z Piotrem Borlikiem, autorem książek "Boska proporcja", "Materiał ludzki" i "Białe kłamstwa".

Posłuchaj i zobacz

10.10.2019

Kim jest kobieta ze spaloną twarzą?

Zapraszamy do obejrzenia nagrania zapowiadającego najnowszą książkę Katarzyny Puzyńskiej "Pokrzyk".

Bestsellery

TOP 20

  1. Była arabską stewardesą Marcin Margielewski
  2. Białe kłamstwa Piotr Borlik
  3. I tak nie przestanę Cię kochać Jacek Skowroński, Maria Ulatowska

Fotogaleria

więcej »

Portret w bieli

Nora Roberts

Rozdział pierwszy

Pierwszego stycznia Mac obróciła się, żeby walnąć w budzik, i wylądowała na twarzy na podłodze swojego studia.
– Cholera. Szczęśliwego Nowego Roku.
Leżała nieprzytomna i otumaniona, dopóki nie przypomniała sobie, że nie dotarła na górę do sypialni, a budzik pochodził z komputera, który nastawiła na dwunastą w południe.
Zmusiła się, żeby wstać, i poczłapała do kuchni.
Dlaczego ludzie musieli pobierać się w sylwestra? Dlaczego chcieli urządzać oficjalne przyjęcie w czasie przeznaczonym na pijackie maratony i, prawdopodobnie, na przygodny seks? I jeszcze musieli wciągać w to rodzinę oraz przyjaciół, nie wspominając już o fotografach.
Oczywiście kiedy o drugiej nad ranem przyjęcie wreszcie dobiegło końca, mogła pójść do łóżka jak każdy normalny człowiek, zamiast spędzać następne trzy godziny na przeglądaniu zdjęć ze ślubu Hines–Myers.
Ale, kurczę, niektóre wyszły naprawdę dobrze. A kilka wspaniale.
Albo wszystkie były do niczego, a ona oceniała je w oparach euforii.
Nie, to były dobre zdjęcia.
Wsypała trzy łyżeczki cukru do filiżanki czarnej kawy i wypiła ją, stojąc przy oknie i wyglądając na biały koc śniegu, który okrywał ogrody i trawniki Brown Estate.
Odwaliły wczoraj kawał dobrej roboty, pomyślała. I może Bob Hines i Vicky Myers wezmą z nich przykład i wykonają kawał dobrej roboty przy swoim małżeństwie.
Tak czy inaczej, wspomnienia tego dnia nie znikną. Chwile, te ważne i te trochę mniej, zostały utrwalone. Ona teraz to wszystko poprawi, dopracuje i wyszlifuje. Bob i Vicky będą mogli wrócić do swojego wielkiego dnia w przyszłym tygodniu albo za sześćdziesiąt lat.
To, pomyślała, ma taką moc jak słodka, czarna kawa w chłodny, zimowy dzień.
Otworzyła szafkę, wyjęła pudełko markiz i jedząc ciastko, powtórzyła plan na dzisiejszy dzień.
Ślub Clay–McFearson (Rod i Alison) o osiemnastej, co oznaczało, że panna młoda z druhnami przyjadą o trzeciej, a pan młody z asystą o czwartej. Mac miała więc wolne do drugiej, czyli do rozpoczęcia ostatniej odprawy bojowej.
Wystarczy jej czasu, żeby wziąć prysznic, ubrać się, przejrzeć notatki i dwukrotnie sprawdzić sprzęt. Kiedy wczoraj oglądała prognozę pogody, zapowiadali słońce i zero stopni. Powinna więc zrobić kilka ładnych zdjęć podczas przygotowań przy naturalnym świetle i może uda jej się namówić Alison – jeśli ta lubi wyzwania – na portret na balkonie, ze śniegiem w tle.
Mac przypomniała sobie, że matka panny młodej, Dorothy („mów mi Dottie”) należała do upierdliwych i wymagających klientek, ale dadzą sobie z nią radę. Jeśli Mac się nie uda, to Parker na pewno. Parker potrafiła dać sobie radę z każdym i ze wszystkim.
Determinacja i zapał przyjaciółki sprawiły, że w przeciągu pięciu lat działania „Przysięgi” stały się jedną z najlepszych agencji ślubnych w stanie. W ten sposób Parker obróciła tragedię śmierci rodziców w nadzieję, a przepiękny wiktoriański dom i oszałamiające ogrody Brown Estate w kwitnący i wyjątkowy biznes.
A w dodatku, pomyślała Mac, przełykając ostatni kęs markizy, sama także miałam w tym swój udział.
Przeszła przez studio w kierunku schodów prowadzących do sypialni i łazienki i zatrzymała się przed jednym ze swoich ulubionych zdjęć. Promieniejąca szczęściem panna młoda, z uniesioną twarzą, rozłożonymi ramionami, stojąca w deszczu płatków róż.
Okładka „Nowoczesnej Panny Młodej”, pomyślała Mac. Ponieważ jestem aż tak dobra.
W grubych skarpetach, flanelowych spodniach i koszulce weszła po schodach, żeby przeobrazić się ze zmęczonego markizożercy w piżamie w eleganckiego fotografa weselnego.
Zignorowała niepościelone łóżko – po co je ścielić, skoro i tak znowu je rozkopie? – i nieład panujący w sypialni. Gorący prysznic, do spółki z cukrem i kofeiną, pomógł jej oczyścić umysł z ostatnich pajęczyn snu i skupić się na czekającej dzisiaj pracy.
Miała oblubienicę zainteresowaną oryginalnymi zdjęciami, pasywno-agresywną matkę panny młodej, której wydawało się, że wie najlepiej, pana młodego zakochanego tak bez pamięci, że zrobiłby wszystko, aby uszczęśliwić przyszłą żonę. I zarówno pan, jak i panna młoda byli naprawdę fotogeniczni.
Ostatni element sprawiał, że praca Mac będzie zarówno przyjemnością, jak i wyzwaniem. Czy uda jej się zabrać państwa młodych w fotograficzną podróż, która będzie wspaniała, a jednocześnie będzie należała tylko i wyłącznie do nich?
Kolorystyka panny młodej, pomyślała, robiąc w pamięci notatki, kiedy myła krótkie, postrzępione rude włosy. Srebro i złoto. Elegancka, lśniąca.
Widziała już kwiaty i tort – dzisiaj czekały tylko na ostatnie poprawki – kotyliony i obrusy, stroje obsługi, czepeczki. Miała kopię repertuaru orkiestry, z zaznaczonym pierwszym tańcem pary młodej, tańcem matki z synem i ojca z córką.
I tak, pomyślała, przez kilka następnych godzin jej świat będzie się obracał wokół Roda i Alison.
Wybrała strój, biżuterię i makijaż z niemal taką samą starannością, z jaką naszykowała sprzęt. Obładowana wyszła na dwór, żeby pokonać niedużą odległość, która dzieliła domek przy basenie od dużego domu.
Śnieg lśnił jak pokruszone diamenty na futrze gronostaja, powietrze było zimne i czyste jak górski lód. Mac koniecznie musiała zrobić kilka zdjęć na zewnątrz, w dziennym i wieczornym świetle. Zimowy ślub, biały ślub, śnieg pokrywający ziemię, szron lśniący na drzewach, skapujący z nagich wierzb nad stawem. I stary, wysoki i rozłożysty, fantazyjny wiktoriański dom, z łamanymi dachami, łukowatymi i okrągłymi oknami, miękki błękit na tle szarej kopuły nieba. Tarasy i szeroki portyk świętowały zimę girlandami świateł i morzem zieleni.
Mac często obserwowała budynek, idąc, jak teraz, żwirowanymi alejkami. Uwielbiała linie domu, jego krzywizny i kanty, delikatny odcień bladej żółci i kremowej bieli na miękkim, subtelnym błękicie.
Kiedy dorastała, Brown Estate był jej domem nie mniej niż własny. A w sumie bardziej, przyznała sama przed sobą, ponieważ u niej w domu rządziły chimeryczne kaprysy matki. Rodzice Parker byli ciepli, otwarci, kochający
i – uznała teraz Mac – zrównoważeni. Ofiarowali jej w burzliwym dzieciństwie cichy port.
Kiedy oboje zginęli prawie siedem lat temu, nosiła żałobę po nich tak samo jak przyjaciółka.
Teraz Brown Estate był jej domem. I miejscem pracy. Życiem. I to dobrym, pod każdym względem. Co mogło być lepsze od robienia tego, co kochasz – i to razem z najlepszymi przyjaciółkami, jakie kiedykolwiek miałaś?
Weszła tylnym wejściem, powiesiła w sionce sprzęt do robienia zdjęć na zewnątrz i poszła zajrzeć do królestwa Laurel.
Jej przyjaciółka i wspólniczka stała na stołku i pedantycznie układała srebrne lilie na pięciu piętrach weselnego tortu. Każdy kwiat rozkwitał na złotym liściu akantu, co razem dawało lśniący, pełen elegancji efekt.
– Pierwsza klasa, McBane.
Laurel pewnym ruchem położyła kolejną lilię. Włosy w kolorze słońca zwinęła w niedbały węzeł, który bardzo pasował do jej trójkątnej twarzy. Przy pracy mrużyła w skupieniu oczy, błękitne jak niezapominajki.
– Tak się cieszę, że zgodziła się na lilię pośrodku zamiast lukrowych figurek państwa młodych. To ona nadaje cały szyk. Poczekaj, aż ją położymy, kiedy już go przewieziemy do sali balowej.
Mac wyjęła aparat.
– To będzie dobre zdjęcie na stronę internetową. Mogę?
– Oczywiście. Przespałaś się choć trochę?
– Położyłam się dopiero o piątej, ale spałam do południa. A ty?
– Poszłam spać o wpół do trzeciej, wstałam o siódmej, żeby dokończyć tort dla pana młodego, desery i to. Cholernie się cieszę, że następny ślub mamy dopiero za dwa tygodnie. – Zerknęła przez ramię. – Nie mów Parker, że to powiedziałam.
– Jest na górze, jak przypuszczam.
– Była już tutaj dwa razy. Pewnie wszędzie była ze dwa razy. Chyba słyszałam, jak wchodziła Emma. Może obie są teraz na górze.
– Też tam idę. A ty?
– Za dziesięć minut. Przyjdę punktualnie.
– W świecie Parker punktualnie to za późno. – Mac się uśmiechnęła. – Spróbuję odwrócić jej uwagę.
– Po prostu powiedz jej, że pewnych rzeczy nie da się przyśpieszyć. I że MPM dostanie za ten tort tyle komplementów, że da nam święty spokój.
– To może zadziałać.
Mac wyszła, ale zajrzała jeszcze do holu przy wejściu i ogromnej bawialni, gdzie miała się odbyć ceremonia. Zauważyła, że Emmaline i jej elfy już zabrały się do pracy, zdjęły dekoracje po poprzednim ślubie i przygotowały nowe. Każda panna młoda miała swoją własną wizję, a dzisiejsza chciała mnóstwa srebrnych i złotych wstążek i girland kontrastujących z lawendowo-kremowym wystrojem sylwestra.
Kominek w bawialni był przygotowany i zostanie rozpalony przed przyjazdem gości. Przykryte białym materiałem krzesła, ozdobione srebrnymi kokardami, ustawiono w równe rzędy. Emma udekorowała już półkę nad kominkiem złotymi świecami w srebrnych świecznikach i ogromnymi bukietami ulubionych białych lilii panny młodej w wysokich, smukłych wazonach ze szkła.
Mac obeszła cały pokój, planując ujęcia, sprawdzając światło i robiąc kilka ostatnich notatek, po czym ruszyła schodami na drugie piętro.
Tak jak się spodziewała, znalazła Parker w sali konferencyjnej, otoczoną mnóstwem niezbędnych rzeczy: laptopem, palmtopem, stertą segregatorów, telefonem komórkowym i krótkofalówką ze słuchawkami. Gęste, kasztanowe włosy związała w długi ogon – prosty i lśniący – pasujący do jej kostiumu w gołębim kolorze, który doskonale wtopi się w tło i uwydatni kreację panny młodej.
Żaden szczegół nie mógł umknąć uwagi Parker.
Nie podniosła wzroku, tylko nie przerywając pracy na laptopie, zatoczyła palcem kółko w powietrzu. Znając ten sygnał, Mac podeszła do ekspresu i nalała im obu po kubku kawy. Usiadła, położyła na kolanach swoją teczkę i otworzyła notes.
Parker z uśmiechem odchyliła się na krześle i wzięła kubek do ręki.
– To będzie udany ślub.
– Bez wątpienia.
– Drogi są przejezdne, pogoda ładna. Panna młoda już wstała, zjadła śniadanie i poszła na masaż. Pan młody był w siłowni i na basenie. Catering przyjechał na czas. Wszystkie druhny potwierdziły swoje przybycie. – Zerknęła na zegarek. – Gdzie Emma i Laurel?
– Laurel kończy tort, który jest niesamowity. Nie widziałam Emmy, ale zaczęła już dekorować bawialnię. Wygląda to ślicznie. Chcę zrobić kilka zdjęć na zewnątrz. Przed i po.
– Nie trzymaj panny młodej za długo na śniegu przed ślubem. Nie chcemy, żeby miała czerwony nos i kichała na potęgę.
– Być może będziesz musiała trzymać z dala ode mnie MPM.
– Już to zanotowałam.
Wbiegła Emma, z dietetyczną colą w jednej ręce i teczką w drugiej.
– Tink ma kaca i nie przyszedł, więc brakuje mi rąk do pracy. Załatwmy to szybko, dobrze? – Opadła na krzesło, a czarne loki zatańczyły jej na ramionach. – Apartament panny młodej i bawialnia są gotowe. Foyer i schody już prawie. Bukiety, kwiaty do sukni i butonierek sprawdzone. Zaczęliśmy główny hol i salę balową. Muszę tam wracać.
– Dziewczynka z kwiatami?
– Zapachowe kule z białymi różami, srebrno-złota wstążka. Wianek – róże i biała kaszka – czeka na fryzjerkę. Jest przecudny. Mac, chciałabym, żebyś zrobiła kilka zdjęć bukietów, jeśli zdążysz. Jeśli nie, sama zrobię.
– Już idę.
– Dzięki. MPM…
– Ja się nią zajmę – powiedziała Parker.
– Muszę… – Emma urwała, bo do pokoju weszła Laurel.
– Nie spóźniłam się – ogłosiła.
– Nie ma Tinka – poinformowała ją Parker. – Emmie brakuje ludzi.
– Mogę pomóc. Muszę jeszcze położyć główną ozdobę na torcie i ozdobić desery, ale mam trochę czasu.
– Powtórzmy rozkład dnia.
– Chwileczkę. – Emma uniosła puszkę dietetycznej coli. – Najpierw toast. Szczęśliwego Nowego Roku dla nas, czterech cudownych, niesamowitych i bardzo seksownych kobiet. Najlepszych kumpelek na świecie.
– Do tego mądrych i super ekstra. – Laurel uniosła butelkę wody. – Za fajne kumpelki i wspólniczki.
– Za nas. Za przyjaźń i poczwórny umysł – dodała Mac – i fantastyczną robotę, jaką odwaliłyśmy w „Przysięgach”.
– I za dwa tysiące dziewiąty. – Parker uniosła kubek z kawą. – Cudowne, niesamowite, seksowne, mądre, ekstra superfajne najlepsze kumpelki na świecie będą miały najlepszy rok w życiu.
– Cholerna racja. – Mac stuknęła się kubkiem z resztą. – Za śluby, wtedy, teraz i zawsze.