Strona główna / Literatura faktu, historia / Saddam Husajn. Proces i egzekucja

Aktualności

05.07.2022

Spotkanie z Piotrem Borlikiem w Gdańsku

W poniedziałek 18 lipca o godz. 18:00 zapraszamy do Nadbałtyckiego Centrum Kultury (ul. Korzenna 33/35, Gdańsk) na spotkanie z Piotrem Borlikiem, autorem książki "Labirynt".

Wywiady

04.07.2022

"Gdy ją odnajdą". Wywiad z Lią Middleton

Zapraszamy do przeczytania wywiadu z Lią Middleton. Z autorką książki "Gdy ją odnajdą" rozmawiał Bartosz Soczówka.

Posłuchaj i zobacz

04.07.2022

Rozmowa z Marcinem Margielewskim

Nowy odcinek naszego podcastu to rozmowa Justyny Dżbik-Kluge z Marcinem Margielewskim, autorem książki "Wyrwana z piekła talibów".

Bestsellery

TOP 20

  1. Żadanica Katarzyna Puzyńska
  2. Wyrwana z piekła talibów Marcin Margielewski
  3. Arabska zdrajczyni Tanya Valko

Saddam Husajn. Proces i egzekucja

Michael Newton, Michael Scharf

Rozdział 4.
UDOWADNIANIE NIEWYOBRAŻALNYCH ZDARZEŃ
Akt oskarżenia

1 lipca 2004 roku, siedem miesięcy po schwytaniu, sześćdziesięciosiedmioletni Saddam Husajn został doprowadzony przed sędziego Irackiego Trybunału Narodowego i postawiony w stan oskarżenia. W praktyce zachodniej oznacza to albo pierwsze stawienie się oskarżonego przed sądem lub organem samorządu lokalnego, albo późniejszą rozprawę sądową, podczas której odczytuje się akt oskarżenia i wysłuchuje oświadczenia obrony. W tym wypadku chodziło o to, by poinformować Saddama o jego prawach oraz o tym, że został oskarżony o zbrodnie przed Irackim Trybunałem Narodowym. Czas naglił, ponieważ oficjalna okupacja Iraku dobiegała końca, a Irakijczykom zależało, by obalony dyktator i pozostali oskarżeni mogli zgodnie z prawem pozostać w areszcie po odzyskaniu niepodległości przez Irak.
Byłego przywódcę Iraku przywieziono z więzienia helikopterem do zaadaptowanego w pośpiechu budynku na terenie wielkiej amerykańskiej bazy wojskowej Camp Victory, leżącej niedaleko bagdadzkiego lotniska. W asyście dwóch irackich strażników więziennych i czterech miejscowych policjantów, zakutego w kajdanki i opasanego łańcuchem wprowadzono go na małą salę rozpraw. Miał na sobie ciemny garnitur, brązowe buty, zapiętą pod szyję świeżą, białą koszulę, był uczesany i ostrzyżony – nie przypominał już zabiedzonego Teda Kaczynskiego „Unabombera”10, jak w chwili pojmania w grudniu 2003 roku. Świat arabski nigdy przedtem nie był świadkiem podobnej sceny. Transmitowano ją z powtórkami przez następne 24 godziny bez przerwy. W tej części świata, gdzie przyzwyczajono się już do tyranów i despotów – patrzono, jak niepokonany dyktator staje przed sądem powołanym przez jego własnych obywateli.
Przez wzgląd na bezpieczeństwo transmisje telewizyjne pokazywały jedynie tył głowy sędziego i nie podawały jego nazwiska, jednak już parę miesięcy później cały świat dowiedział się, że mężczyzną, który tego lipcowego dnia w Bagdadzie odczytał Saddamowi jego prawa i listę zarzutów, był trzydziestopięcioletni Ra’id Dżuhi. Ten młody prawnik o sylwetce piłkarza ukończył prawo w Bagdadzie i był uprzednio sędzią nowo utworzonego irackiego sądu karnego. Sędzia Ra’id zwrócił na siebie uwagę amerykańskich władz, kiedy w 2003 roku podczas służby w Nadżafie odważnie podpisał akt oskarżenia w sprawie o morderstwo szyickiego watażki Muktady as-Sadra. Gdy wieść o tym dostała się do wiadomości publicznej, młody sędzia i jego rodzina znaleźli się w wielkim niebezpieczeństwie i zostali przetransportowani do strefy międzynarodowej w Bagdadzie, gdzie pozostali aż do zakończenia procesu dżudżailskiego. Ra’id Dżuhi był człowiekiem opanowanym i dobrze mówił po angielsku, dlatego stał się oczywistym kandydatem na przewodniczącego śledztwa.
Kiedy autorzy spytali go, dlaczego zgodził się pełnić funkcję sędziego śledczego w tak sensacyjnym, pełnym wyzwań i niebezpiecznym procesie, sędzia Ra’id odpowiedział po prostu:
– To jest moja praca, moja odpowiedzialność i mój społeczny obowiązek. – Po czym dodał: – Wielu Irakijczyków myślało, że nie ma już prawa, zasad ani porządku, a my chcieliśmy z powrotem zaprowadzić praworządność i sprawiedliwość w Iraku.
Na następne pytanie o to, jak się czuł, stając twarzą w twarz z najbardziej bezwzględnym dyktatorem na świecie, jedynie wzruszył ramionami i odparł:
– Starałem się traktować go jak zwykłego oskarżonego w normalnej sprawie karnej.
Strażnicy zdjęli Saddamowi kajdanki i spokojnie podprowadzili go do krzesła naprzeciw sędziego Ra’ida, siedzącego po drugiej stronie stołu. Dyktator i sędzia zasiedli naprzeciw siebie, w odległości około 2,5 metra, oddzieleni niską barierką. Od pierwszych chwil w powietrzu wisiało napięcie. Widać było, że Saddam, który prawdopodobnie spodziewał się natychmiastowej egzekucji, był bardzo niespokojny. Jednak podczas tej dwudziestosześciominutowej sesji, będącej swoistą „przedpremierą” późniejszego procesu, dyktator przechodził od zdenerwowania do wrogości, a jednocześnie wykazał się znajomością prawa i nawet poczuciem humoru. Korespondent CNN Christiane Amanpour, będący jednym z trzech reporterów uprawnionych do obserwowania procesu, stwierdził, że Saddam wyglądał jak własny cień i był na zmianę to przygnębiony, to butny.
Na prośbę sędziego o podanie do akt swego imienia i nazwiska Saddam powiedział:
– Jestem Saddam Husajn, prezydent Iraku.
– Były prezydent Iraku – poprawił go sędzia Ra’id.
– Nie. Obecny. Aktualny! Taka jest wola ludu – upierał się oskarżony.
Gdy rozpoczęło się przesłuchanie, Saddam zażądał wyjaśnień, z ramienia jakiej władzy jest przesłuchiwany. Sędzia objaśnił, że sądzący go trybunał został powołany podczas amerykańskiej okupacji.
– To znaczy, że reprezentuje pan koalicję? – zapytał Saddam.
– Nie – bez śladu emocji odpowiedział młody sędzia, nie podnosząc nawet głosu – jestem Irakijczykiem i reprezentuję iracki wymiar sprawiedliwości.
Następnie sędzia Ra’id przedstawił listę głównych zarzutów, wysuwanych przeciwko byłemu dyktatorowi, która obejmowała ataki na wioski kurdyjskie, masowe mordy podczas dławienia powstań, zamachy polityczne oraz inwazję na Kuwejt. Saddam siedział, biernie przysłuchując się odczytywanej liście, kiedy jednak sędzia wspomniał o Kuwejcie – wybuchł:
– Jak można Saddama (odnosił się do siebie w trzeciej osobie) sądzić za Kuwejt? Bronił honoru Iraku i jego odwiecznej wyższości nad tymi psami!
Kiedy zaś sędzia Ra’id poinformował, że proces będzie przeprowadzony zgodnie z prawem irackim, były dyktator odparł:
– Więc teraz użyjecie praw ustanowionych przez Saddama przeciwko Saddamowi?
Gdy sędzia zapytał, czy stać go na opłacenie prawnika, oskarżony odpowiedział z sarkazmem:
– Amerykanie twierdzą, że mam w Szwajcarii ukryte miliony – jakże mam nie mieć pieniędzy na prawnika? – Po czym dodał z uśmiechem: – Nie chciałbym nikogo niepokoić, ale chyba wiecie, że gracie w spektaklu reżyserowanym przez tego kryminalistę Busha.
Kiedy rozprawa dobiegała już końca, sędzia Ra’id wręczył Saddamowi do podpisania oświadczenie, że został poinformowany o zarzutach i zna swoje prawa. Saddam odmówił jednak, twierdząc, że nie podpisze niczego pod nieobecność prawników. Jego żona i córki zatrudniły już bowiem dwudziestoosobowy zespół zagranicznych obrońców, najlepszych, jakich tylko można było sobie wyobrazić.
Pod koniec przesłuchania Saddam zapytał sędziego:
– Skończył już pan?
– Tak – odpowiedział sędzia Ra’id, na co Saddam wykrzyknął:
– Chalas! (co znaczy: „Koniec”).
Scena ta powtarzała się zasadniczo jeszcze jedenaście razy, gdy sędzia Ra’id odczytywał akty oskarżenia każdemu z pozostałych najważniejszych działaczy partii Baas. W ciągu najbliższych kilku miesięcy sędzia przesłuchiwał oskarżonych, zawsze w obecności prawników, i sporządził pełne dossier, czyli akta zawierające ponad tysiąc stron zeznań świadków oraz dokumentów obciążających Saddama i resztę oskarżonych – wiele z nich nosiło podpis byłego dyktatora. W systemie irackim zadaniem sędziego śledczego jest zebranie wszystkich dostępnych dowodów, bez względu na to, czy obciążają one, czy też oczyszczają podejrzanego. Sędzia Ra’id przyznał później autorom, że podczas śledztwa w sprawie Dżudżailu cały czas przechowywał przynajmniej cztery kopie akt, poukrywane w różnych miejscach, ponieważ obawiał się, że ataki bombowe, rakiety czy pożar mogłyby zaburzyć bieg śledztwa. Jedna z kopii znajdowała się w archiwalnej jednostce ewidencyjnej SEU, druga w Irackim Trybunale Narodowym, pozostałe dwie zaś trzymano w zmienianych co tydzień skrytkach. (…)

Rozdział 5.
BŁĘDY PROCESU
Początek

(…)
Saddam wkroczył na salę sądową jako ostatni z ośmiu oskarżonych i jako jedyny miał wcześniej zdjęte kajdanki. Kiedy znalazł się w polu widzenia, po galeriach przeszedł szmer; widzowie ze zdziwieniem obserwowali, jak współoskarżeni i obrońcy wstają z miejsc, okazując szacunek obalonemu przywódcy. Jego obecność na ławie oskarżonych nadawała wagi całemu przedsięwzięciu i wzmagała odczuwane napięcie. Podczas jednej z przerw w obradach tamtego dnia Taha Jasin Ramadan podszedł do Saddama i ucałował go w czoło na znak lojalności i szacunku. Dlatego też sąd zdecydował, że odtąd były dyktator zawsze będzie wchodził na salę pierwszy, żeby zapobiec powtarzaniu się tych symbolicznych przejawów respektu. Za kulisami Saddam próbował też zdominować pozostałych oskarżonych przy każdej okazji. Wszyscy byli osadzeni w osobnych celach w więzieniu w bazie Camp Cropper, jednak podczas procesu mieli możliwość spotkania się w celi wydzielonej na palarnię. Wiele razy Saddam atakował tam innych współoskarżonych za ich wypowiedzi w sądzie, które mu się nie podobały.
Kiedy Saddam przechodził koło głównego oskarżyciela, Dżafara al-Musawiego, wymamrotał pod nosem z pogardą i potępieniem iracką obelgę: szrudżi. Oskarżyciel był potężnym mężczyzną o siwiejącej brodzie i dumnym sposobie bycia, a jego silna osobowość szła w parze z imponującą sylwetką. W oczach Irakijczyków podczas procesu miał on w pewnym sensie status porównywalny do gwiazdy rocka. Szrudżi jest słowem używanym w irackim slangu na określenie ludzi pochodzących z południa i wschodu Bagdadu. Tereny te leżą w pobliżu granicy irańskiej i są zamieszkiwane przez szyitów, stanowiących w irackim społeczeństwie większość. Zdominowany przez sunnitów reżim używał tego słowa dla poniżenia swych szyickich wrogów. Wyraz ten ma zabarwienie szydercze i dyskryminujące, sugerował więc, że Dżafar stał niżej i był niecywilizowanym durniem. Rzucając obelgę, Saddam chciał zastraszyć oskarżyciela, i prawie mu się to udało. Dżafar był tak rozsierdzony, że niemal odmówił powrotu na salę rozpraw, jeśli Saddam nie zostanie zmuszony do przeprosin. Dopiero perswazje prawników RCLO nakłoniły go do okazania wyższości i zignorowania obrazy. Na szczęście Dżafar zdawał sobie sprawę z tego, że jeśli wyładuje złość na byłym dyktatorze na samym początku procesu, przyczyni się do zaburzenia jego przebiegu. Nie okazał więc na zewnątrz swego zdenerwowania i zachował zimną krew, wygłaszając do sędziów drobiazgową i, jak na irackie standardy, przydługą mowę początkową.
Saddam dołączył do pozostałych oskarżonych w strefie oddzielonej drewnianą balustradą pośrodku sali rozpraw. Kiedy usiadł – stał się takim samym podsądnym w sprawie karnej jak cała reszta. W kraju, w którym jego słowo i wola były równoznaczne z prawem, został postawiony przed sądem statutowo zobowiązanym do stosowania prawa. Była to scena, którą w cierpieniu, a często tuż przed śmiercią, wyobrażało sobie tysiące Irakijczyków. W odróżnieniu od innych oskarżonych, ubranych w tradycyjne stroje, Saddam miał na sobie elegancki granatowy garnitur, jednak strażnicy nie pozwolili mu nałożyć krawata ani paska od spodni, prawdopodobnie w obawie, że będzie próbował popełnić w celi samobójstwo. Gęste czarne włosy miał starannie uczesane, trzymał się prosto i szedł pewnym krokiem. Jego pojawienie się przykuło Irakijczyków do telewizorów i wielu z nich ze wzruszeniem obserwowało rozpoczęcie procesu. Była to pełna dramaturgii scena.
Chcąc stworzyć pozory łączności z wyznawcami islamu na całym świecie, Saddam miał w ręku Koran, co wywołało pomruki niezadowolenia u tysięcy rodzin, które stały się ofiarami jego okrutnego reżimu. Na rozprawie jawnej 14 grudnia 2005 roku obserwatorzy kiwali z niedowierzaniem głowami, kiedy podczas zeznań świadka z Dżudżailu Saddam przerwał mu, i podnosząc rękę, poprosił o przerwę na modlitwę. Sędzia Rizgar oddalił prośbę. Były prezydent był ateistą do szpiku kości, a rzeczywistość, jaką wykreował jego reżim, urągała zasadom islamu. Nie przeszkadzało mu to jednak w cytowaniu fragmentów Koranu, aby podtrzymać iluzję jednoczenia się z obserwatorami procesu na arabskich ulicach. Kiedy sędzia Rizgar poprosił go o podanie nazwiska – Saddam zacytował werset Koranu i były to pierwsze słowa wypowiedziane przez niego w sądzie. (…)