Strona główna / Literatura światowa / Romans / Serce nocy

Aktualności

08.10.2020

Ogłoszono finalistów National Book Awards

Powieść "LEAVE THE WORLD BEHIND" Rumaana Alama, która ukaże się nakładem naszego wydawnictwa w przyszłym roku, została właśnie finalistką prestiżowej nagrody literackiej National Book Awards.

Wywiady

10.09.2020

W "Postscriptum” Małgorzata spotka nadawcę listu, ale nie zdradzę..."

Zapraszamy do przeczytania wywiadu z Anną Karpińską autorką książki "Postscriptum".

Posłuchaj i zobacz

05.10.2020

Lara Gessler gościem Dzień Dobry TVN

Zapraszamy do wysłuchania wywiadu z Larą Gessler, autorką książki "Orzechy i pestki. Przewodnik mistyczno-kulinarny".

Bestsellery

TOP 20

  1. Nareszcie w Dudapeszcie Aleksander Daukszewicz, Krzysztof Daukszewicz
  2. Urodziłam dziecko szejka Marcin Margielewski
  3. To nie jest mój mąż Olga Rudnicka

Fotogaleria

więcej »

Serce nocy

Judith Lennox

Część pierwsza
PRZYJACIÓŁKI
Kwiecień 1936 – sierpień 1939

Rozdział 1


Kay Garland poznała Mirandę Denisow w domu przy Charles Street w Mayfair. Miranda była olśniewająco piękna, miała wysokie czoło, pięknie zarysowane kości policzkowe i pełne usta. Lśniące, kręcone czarne włosy, uczesane z przedziałkiem z boku, opadały jej na ramiona, a roziskrzone ciemne oczy kontrastowały z magnoliowo jasną cerą. Wyglądała na więcej niż szesnaście lat. Choć Kay, która nosiła głównie ubrania szyte w domu, a nieliczne klejnoty odziedziczyła po matce, niewiele wiedziała o tych sprawach, zauważyła, że sukienka Mirandy jest prosta, lecz wykwintna, droga i z gustownymi dodatkami. W sposobie bycia Miranda wydawała się sympatyczna i uprzejma, acz nieco powściągliwa.
Kay znalazła się w domu przy Charles Street po raz drugi. Ubiegała się o posadę damy do towarzystwa u panny Denisow, przeczytawszy ogłoszenie w rubryce „Oferty pracy” w „Timesie”. Podsunął jej to ogłoszenie Brian, znajomy, który pracował w antykwariacie przy Charing Cross Road. „Dżentelmen poszukuje dystyngowanej i wykształconej angielskiej damy w wieku 18–20 lat jako towarzyszki dla córki. Wymagana gotowość do odbywania podróży”. Kay nigdy nie wyjeżdżała dalej niż na wyspę Wight i pragnęła podróżować. Marzyła o podróżach.
Pierwszą rozmowę przeprowadziła z nią gospodyni Denisowów. Pani Ingram, sympatyczna kobieta pochodząca z Yorkshire, zadawała pytania dociekliwe i bezpośrednie. Miss Garland ma osiemnaście lat, nieprawdaż? Jakie otrzymała wykształcenie, do której szkoły uczęszczała? Czy cieszy się dobrym zdrowiem? Czy ktoś z jej rodziny chorował na gruźlicę? Matka panny Denisow, Angielka z pochodzenia – jak wyjaśniła pani Ingram – zmarła właśnie na gruźlicę.
Pani Ingram opisała Kay jej przyszłe obowiązki, na wypadek gdyby została zatrudniona jako dama do towarzystwa panny Denisow. Miałaby uczęszczać z panną Denisow na rozmaite lekcje i spotkania, a także odbywać z nią podróże. Nie musiałaby chodzić na wieczorne przyjęcia, tańce oraz oficjalne kolacje, gdyż ciotka panny Denisow, madame Lambert, pełniła funkcję przyzwoitki przy podobnych okazjach. Pan Denisow wymagałby również od przyjętej kandydatki kształcenia córki w zakresie języka angielskiego – godzina lub dwie codziennie rano powinny wystarczyć.
Teraz, tydzień później, Kay została wezwana na pierwsze spotkanie z Mirandą Denisow. Liczba kandydatek zmniejszyła się do trzech, jak poinformowała pani Ingram, wprowadzając Kay do bawialni.
Pokój, w którym siedziała Miranda, był urządzony z wielkim przepychem. Sofy i krzesła miały wygięte czerwonobrunatne oparcia i poręcze wypolerowane do miękkiego, delikatnego połysku. Błękitno-złote adamaszkowe zasłony z lambrekinami ocieniały podłużne skrzydłowe okna. Na ścianach wisiały olejne obrazy, a na podłodze leżał piękny perski dywan. Na sofie zasiadała dama w średnim wieku, wystrojona w liliową szyfonową suknię; została przedstawiona Kay jako madame Lambert.
Po wzajemnej prezentacji wymieniono uprzejmości. Następnie madame Lambert badawczo przyjrzała się Kay.
– Wydaje się pani bardzo młodą osobą, jeśli wolno mi to powiedzieć, panno Garland.
– Oczywiście, że jest młoda, tante Soniu – wtrąciła Miranda z lekkim zniecierpliwieniem. – Gdybym pragnęła towarzystwa jakiejś zrzędliwej starej dziwaczki, poprosiłabym, aby papa zatrudnił kolejną guwernantkę. – Odwróciła się do Kay i po raz pierwszy uśmiechnęła. – Proszę mi opowiedzieć o sobie, panno Garland. Gdzie pani mieszka?
– W Pimlico, u ciotki.
– Ma pani jakąś posadę, prawda? Pani Ingram wspomniała mi o tym. Czy nie lubi pani swojej pracy?
Kay była obecnie zatrudniona jako guwernantka czworga dzieci u niejakiej pani Harrison. Dama ta nie należała do zwolenniczek przymusowej edukacji: dzieci powinny się uczyć tylko wówczas, gdy same tego chcą. Wysiłek, jaki Kay wkładała w próby zachęcenia Storme’a, Syrie, Lionela i Orlanda Harrisonów, by zechcieli się nauczyć czegokolwiek o Wojnie Dwóch Róż albo ułamkach złożonych, doprowadzał ją często do skrajnego wyczerpania.
– Nieszczególnie – przyznała. – Bardzo bym chciała robić coś innego.
– A co pani lubi robić?
– Moja droga Mirando…
Miranda zignorowała wtręt madame Lambert.
– Proszę mi powiedzieć, panno Garland.
– No cóż, lubię grać w tenisa i jeździć na rowerze…
– Na rowerze! Ach, jakże chciałabym pojeździć sobie na rowerze! Papa mi nie pozwala, mówi, że to nie przystoi damie.
Nie sposób sobie wyobrazić Mirandy Denisow, uznała Kay, z jej doskonale ułożonymi włosami, ubranej w kremową sukienkę z plisowanej wełny, jak śmiga rowerem przez kałuże – co Kay robiła nieustannie. Podjęła:
– Przepadam też za kinem i teatrem, no i za książkami, oczywiście. Potrafię godzinami szperać w antykwariacie, a pani? Och, a najbardziej chyba lubię po prostu rozmawiać, wie pani, takie rozmowy, które trwają aż do późnego wieczoru. Nie ma niczego milszego, prawda?
Zapadło milczenie. Kay poczuła lekki niepokój. „Odpowiadaj na pytania zwięźle i uprzejmie” – radziła jej ciocia Dot, gdy dzień wcześniej rozmawiały o tym spotkaniu. Być może, nie po raz pierwszy zresztą, nie zdołała powściągnąć języka.
Po chwili Miranda powiedziała:
– Sądzę, że bardzo dobrze pasujemy do siebie, czyż nie, panno Garland?
Kay poczuła dreszcz emocji.
– Czy to znaczy, że dostałam tę posadę?
– Ależ naturalnie.
– Mirando, chérie, twój ojciec… – Tante Sonia zmarszczyła brwi.
– Papie spodoba się panna Garland, jestem tego pewna, tante Soniu. – Miranda zbyła obawy ciotki pstryknięciem palcami. – Te inne były takie nudne. – W jej uśmiechu krył się jakiś porozumiewawczy błysk, gdy zerknęła na Kay. – Tak, wydaje mi się, że pasujemy do siebie.

Deszcz wciąż padał, kiedy po skończonej rozmowie Kay wyszła od Denisowów. Narastało w niej radosne podniecenie, gdy spieszyła do domu, by podzielić się nowiną z ciocią Dot.
Ciocia Dot pracowała w czasopiśmie dla kobiet, gdzie odpowiadała na listy czytelniczek pod pseudonimem Kuzynka Freda. Wiele z jej korespondentek straciło narzeczonych lub mężów podczas pierwszej wojny światowej. Niektóre żyły w ubóstwie i osamotnieniu. Gdy Kay była młodsza, ciocia Dot czytała jej czasami ich listy. Niezależnie od tego, na czym polegał problem, Kay zawsze radziła, by wzięły sobie psa. Sama bardzo chciała mieć pieska, lecz nie mogła, ponieważ musiałby przez cały dzień siedzieć sam w domu. Ciocia Dot odpisywała zazwyczaj autorkom listów, że praca jest najlepszym balsamem dla znękanej duszy i że czułość i zrozumienie można znaleźć w przyjaźni. Następnie zdejmowała okulary, przecierała je, wzdychała i mówiła: „Biedactwo. Samotność to straszna rzecz, Kay”.
Choć ciocia Dot nigdy nie wyszła za mąż, postępowała zgodnie z własnymi zaleceniami i miała mnóstwo znajomych i przyjaciół. Kolacje w jej domu w Pimlico były pełne rozmachu, a przy niewielkim stole w jadalni zasiadało czasami nawet dwanaście osób. Ciocia Dot miała znajomych w rozmaitym wieku i różnej narodowości. Należały do nich zarówno jej koleżanki z redakcji czasopisma, jak i członkowie przeróżnych stowarzyszeń propagujących pacyfizm, socjalizm oraz Ligę Narodów, które wspierała. Przychodzili artyści, powieściopisarze i poeci, wielu z nich klepało biedę. Zjawiała się terapeutka z Austrii, właściciel włoskich delikatesów, a także francuskie małżeństwo, które Dot poznała w Étaples, gdzie pracowała w czasie wojny jako pielęgniarka, a które na początku lat dwudziestych przeprowadziło się do Londynu i założyło niedużą szkołę; od uczniów wymagano, by w poniedziałki, środy i piątki mówili wyłącznie po francusku. Kay opuściła tę szkołę w wieku lat dwunastu z biegłą znajomością języka francuskiego. Oprócz starych znajomych przy stole mogła się znaleźć kobieta, z którą Dot nawiązała rozmowę w sklepie, albo dziewczyna, którą Kay poznała na górnym piętrze autobusu. Wszyscy oni przychodzili do cioci Dot na kolację.
Dni, które nastąpiły po rozmowie Kay w sprawie posady, wypełniło pośpieszne pranie, szycie i pakowanie. Miranda miała wyruszyć do Paryża w następnym tygodniu wraz z pozostałymi domownikami – dowiedziała się Kay od pani Ingram. Pan Denisow przebywał już w Paryżu i oczekiwał, by wszyscy przyjechali do niego, gdy tylko kwestia osoby towarzyszącej dla Mirandy zostanie rozstrzygnięta. Najprawdopodobniej, dodała pani Ingram, nie zamierza w najbliższej przyszłości wracać do Londynu.
Był kwiecień, zimny i wietrzny w Londynie, lecz na kontynencie zapewne kwitła wiosna. Kay wygrzebała bawełniane sukienki, lekki płaszcz przeciwdeszczowy, cienkie spodnie, kostium kąpielowy oraz gumowy czepek do pływania. Ciocia Dot uszyła jej na maszynie wieczorową suknię. Należało zacerować pończochy i rękawiczki, a także wyszukać jakiś elegancki kapelusz, na wypadek gdyby Kay miała chodzić z Denisowami do kościoła.
Składając wymówienie dotychczasowej pracodawczyni, Kay z najwyższym trudem stłumiła pełen satysfakcji uśmiech. Kilka dni później, pierwszy raz opuszczając dom, by podjąć pracę u Denisowów, poczuła nagłe ukłucie w sercu i mocno uścisnęła ciocię Dot.