Strona główna / Biografie, wspomnienia / Na tropach Wańkowicza ...po latach

Aktualności

30.05.2022

PIKNIK NA SKRAJU DROGI I INNE UTWORY z Nagrodą Nowej Fantastyki

Z przyjemnością ogłaszamy, że książka "Piknik na skraju drogi i inne utwory" Arkadija i Borisa Strugackich otrzymała Nagrodę „Nowej Fantastyki” w kategorii Wznowienie Roku.

Wywiady

04.07.2022

"Gdy ją odnajdą". Wywiad z Lią Middleton

Zapraszamy do przeczytania wywiadu z Lią Middleton. Z autorką książki "Gdy ją odnajdą" rozmawiał Bartosz Soczówka.

Posłuchaj i zobacz

01.08.2022

Rozmowa z Błażejem Torańskim

Nowy odcinek naszego podcastu to rozmowa Marcina Cichońskiego z Błażejem Torańskim, autorem książki "Kat polskich dzieci. Opowieść o Eugenii Pol".

Bestsellery

TOP 20

  1. Ziobranoc, Europo Aleksander Daukszewicz, Krzysztof Daukszewicz
  2. Kłamstwa arabskich szejków Marcin Margielewski
  3. Osiedle Sielanka. Bomba Małgorzata Gutowska-Adamczyk

Na tropach Wańkowicza ...po latach

Aleksandra Ziółkowska-Boehm

WŁASNYMI ŚCIEŻKAMI

Wańkowicz jest pisarzem apelującym do serc czytelniczych, pisarzem emocji, zdobywającym sympatię tymi właściwościami pióra, w których przejawia się sienkiewiczowska epika gawędziarza i facecjonisty, tradycja literatury jako malowniczej opowieści o niezwykłościach świata oraz – co jest nader istotne – nie zstępującym z zamierzonej linii, otwartym jednocześnie na wszelkie sprawy nowe, na wszystkie sprawy wrażliwym.
Nie ma chyba dla pisarza cenniejszych wartości niż sympatia i zainteresowanie czytelników, których to autor „Szczenięcych lat” uważał za mecenasów dzisiejszej literatury. Nie było chyba wśród pisarzy mu współczesnych takiego, który umiałby lepiej sprostać potrzebie wiedzy i potrzebie wzruszeń. Wańkowicz długo pozostanie mistrzem wtajemniczenia w powikłane sprawy polskiego losu. Każda jego książka była swego czasu wydarzeniem zarówno w życiu emigracyjnym, jak i krajowym; każda też wywoływała polemiki, dyskusje i protesty. „Na tropach Smętka” – w okresie okupacji ścigana i tropiona – zeszła do podziemia, budziła ducha oporu i nawoływała do wytrwania. Przy zasłoniętych szczelnie oknach ludzie jak słowa wyroczni odczytywali końcowe jej fragmenty:

Był górą Hermann von Salza, a potem los polski przeważył szalę Łokietkowi.
Był górą Winrych von Kniprode, a potem Bóg dał zwycięstwo Jagielle.
Był górą Wielki Kurfürst, gdy Polskę ze Szwedem zwojował, przecież hetman Gosiewski go starł.
Był górą Hindenburg, a przecież jego zwycięstwo uwieńczyło wspaniale zmartwychwstanie Polski.
Był górą dla Niemców plebiscyt, są oni górą teraz w Prusach Wschodnich…

Równocześnie jednak Wańkowicz miał inną cechę: lubił rzucać wyzwanie własnej popularności. Uwielbiany wprost po „Na tropach Smętka” i „Sztafecie” pisze „Znowu siejemy” – skierowane przeciw rządowi, którego efekty gospodarcze sławiła „Sztafeta”. Po drugim tomie „Bitwy o Monte Cassino”, tym razem kochany przez emigrację, piewca czynu wojennego wydaje „Kundlizm”, druzgocącą krytykę tejże emigracji. Nie tylko jej – powstaje także o podobnym charakterze „Klub trzeciego miejsca”. Wiesław Górnicki tak o tym pisał:

Wańkowicz żywił dziwaczną i trudno u nas zrozumiałą ambicję, aby wszystko dosłownie: sławę, podróże, wysokie zarobki, uznanie czytelników
– zawdzięczać tylko sobie samemu i nikomu poza tym. To pisywanie do endeków na złość socjalistom i do „Robotnika” na złość endekom! To szukanie rozmowy z Rydzem, akurat po Wrześniu, kiedy ciążyło na Wańkowiczu piętno „sanatora”, i ujawnienie ropiejących wrzodów w Gdyni, kiedy mu zarzucano „niedostatek postawy państwotwórczej”, czyli szkalowanie piłsudczyków, czyli bezeceństwa, czyli zdradę narodową, bo u nas to leci ciurkiem. To pisywanie dobrze o Anglikach, kiedy emigracja wrze wobec nich wrogością, i publikowanie „Opierzonej rewolucji” akurat w tej chwili, kiedy ziemiaństwo kanonizuje go na piewcę dawnych dobrych czasów.
Był też Wańkowicz atakowany częściej i ostrzej niż którykolwiek chyba z pisarzy polskich ostatniego półwiecza. Nie szczędzono mu w Polsce i na emigracji żadnego epitetu, jakie zna język polski. Zawiść, głupota i nikczemność bezustannie wloką się za nim, uważanym powszechnie za pogodnego i beztroskiego gawędziarza.

Dla wielu krytyków twórczość Wańkowicza jest czymś wyjątkowym. Na czym owa wyjątkowość polega?


ZAANGAŻOWANIE. RELATYWIZM

Pisarz twierdził, że w życiu nie napisał nic niezaangażowanego. „Pisarz zaangażowany musi wierzyć w to, co pisze, szczerze kochać, szczerze nienawidzić”. Przy innej okazji rozszerza to:

Zaangażowanie jest jednym z fundamentów pracy pisarskiej, z tym wszakże, że nie można go uprzednio zakładać, podejrzane jest postanowienie napisania książki zaangażowanej. Pisarz nie jest socjologicznie pomyślany bez czytelników. Znaczna część jego działalności odbywa się publicznie. Współżycie z nimi to zaangażowanie. Pisarz nosi w sobie chęć zmierzenia się nie tylko z czytelnikami, ale i ze sprawdzianem czasu. W dialogu z przyszłymi pokoleniami żadna instrukcja nie zastąpi odpowiedzialności. Najwartościowsze jest więc zaangażowanie „z siebie” – i dopiero ono daje wielki przywilej pisarzowi na wyrażenie swoich pasji. Ale konieczny jest też relatywizm. Tu bowiem tylko pozorny paradoks: pisarz może być apolityczny wskutek zbyt silnego zaangażowania. Bo wtedy pasjonuje go generalna chemia procesów, a nie aptekarska receptura. A świat jest skomplikowany. Dlatego jestem przeciwny jednokierunkowości i – będąc za zaangażowaniem płynącym z siebie – jestem za eklektyzmem.

W innym miejscu tego wywiadu pisarz twierdzi, że nie szuka

zasługi w patriotycznych rzeczach bardzo krytycznych. Zostawiam je ocenie rodaków. A jedyną skromną zasługą, którą sobie przypisuję, jest to, że w tych czasach straszliwych uproszczeń, końskich okularów, które się wkłada ludziom na oczy, starałem się zawsze pokazać drugą stronę medalu.

Na temat relatywizmu pisarza wypowiedział się dosyć sceptycznie jego biograf, Mieczysław Kurzyna:

Relatywizm. Kryje się w nim i chęć zobaczenia każdej sprawy z jeszcze jednej, mało oczekiwanej strony, i awersja do dogmatów, protest bujnej natury, która nie chce z niczego rezygnować, od niczego raz na zawsze się odcinać. Ale w istocie pisarz w tym demonstracyjnym chwaleniu się relatywizmem przesadza. Tak, w wielu kwestiach podstawowych jest wierny imponderabiliom, i to tym najwcześniejszym, wyniesionym z rodzinnego domu i konspiracji niepodległościowej: ojczyzna, uznanie dla pracy, respekt wobec prawdziwej wiedzy, szacunek dla prostego człowieka, podziw dla tych, co własnym trudem osiągają szczyty, oto zasadnicze zręby tej postawy. Dla relatywizmu pozostawione zostały obszary bardziej abstrakcyjne, te, w których można sobie – jak mówi Wańkowicz – popięknoduszyć.

Wańkowicz pisał w jednej ze swoich ostatnich książek:

Byłoby dla mnie rzeczą wręcz niemożliwą, gdyby doszukiwano się, że jeden styl cywilizacyjny pochwalam więcej, inny mniej. Wzruszam ramionami, jeśli ktoś lubi psy, a nie lubi kotów. Bo każde zwierzę ma kształt celowy, zamknięty w sobie, niepowtarzalny. Nawet ropucha. Nie lubię, kiedy ktoś przenosi jeden kwiat nad drugi, bo każda roślina jest cudem doskonałym. Nawet pokrzywa, perz, kąkol, oset. I wszystko to – zwierzęta, rośliny i ludzie – czemuś wspólnemu jest potrzebne, każde na swój sposób.

We wstępie do „W kościołach Meksyku” już w roku 1927 pisał podobnie:

Narody są jak włókna drzewa, zdarzenia ich dziejowe jak tego drzewa słoje.
Jakże śmieszny wydaje się człowiek, zbliżający się do nich ze szkiełkiem mędrca, krytykujący, gorszący się, chwalący.
A drzewo rośnie… Rośnie tak czy owak, nawarstwiają się słoje, poszerza się, wyciąga ku słońcu, szumi gęstą koroną.
Dlatego jednako drodzy mi są Cortez i Montezuma, wicekrólowie Hiszpanii i autochtoni, Juarez i Maksymilian, Calles i arcybiskup del Rio.
Wszyscy oni ręką Najwyższego Przeznaczenia byli i są powołani do tego, aby pełniło się Wielkie Dzieło Życia, którego fundamentem jest walka.

„W kościołach Meksyku”, właśnie dzięki postawie bezstronnej, spokojnej i mądrej ocenie jednego z dramatów dziejowych, jest książką interesującą. Zaglądając w stosunki polityczne meksykańskie, Wańkowicz potrafi znaleźć obiektywny punkt obserwacji. Anatol Stern napisze, że w utworze znać „obiektywizm, niemal aż do fanatyzmu”.
Brak jakiegokolwiek nastawienia, duża powściągliwość i ostrożność w formułowaniu sądów cechuje również „Opierzoną rewolucję”. Kazimierz Wyka zauważył, że Wańkowicz „daleki jest od mieszczańskiego sceptycyzmu i żółci, na człowieka w Rosji patrzy okiem życzliwym i nieuprzedzonym”. Nie można tego powiedzieć o „Sztafecie”, o rozdziale „Fanfara zaolziańska”, gdzie autor, jak sam później przyzna, uległ pisarskiemu chciejstwu.
Pisarz powtarza w swoich wypowiedziach, że nigdy nie szukał tematu do swoich książek, że pisał zawsze o tym, co jego samego ciekawiło, niepokoiło, pasjonowało:

Nigdy i w przeszłej, i w późniejszej twórczości nie zastanawiałem się nad wyborem tematu. Brałem ten, który mnie interesuje, szukałem odpowiedzi. Okazywało się potem, że akurat te same pytania drążyły czytelników.

Rzeczywiście, Wańkowicz odznaczał się zawsze szczególną umiejętnością reagowania na zamówienie społeczne, potrafił być zawsze pisarzem aktualnym. Urodzony na styku kultur, cywilizacji i epok, sam nazywa nasz czas międzyepoką; pisząc w okresie kryzysu tradycyjnych form literackich, nie poszedł ani utartą ścieżką powieści historycznej dowolnego stylu, ani nie wciągnął się w literaturę, która jest „ucieczką od życia” – wybrał nową, własną drogę. Tematy dla swego pisarstwa czerpał z rzeczywistości, z dziejów. Nie fabuła, wywodząca się z wyobraźni, lecz właśnie kipiące życie przyciąga jego uwagę. Wańkowicz wyrastał niejako wszędzie tam, gdzie działy się sprawy o znaczeniu historycznym, jak sam pisze, był reporterem idącym za zdarzeniami trzech epok. Przykładem może służyć zbiór publicystyki całego życia w książce „Przez cztery klimaty”. Szczególnie interesujące są dwa rozdziały: „Na polskich wirach” i „Na pisarskich rozdrożach”. W pierwszym Wańkowicz pisze o polskim stylu życia, kompleksach, sposobie myślenia, reakcjach, zachowaniach, o niejako organicznych wadach, utrudniających i egzystencję codzienną, i bytowanie w historii. Pisarz ceni w naszej literaturze te nurty i kierunki, które zwracały się zawsze ku najważniejszym sprawom narodu. Uparcie i z odwagą podejmuje wszystkie najbardziej drażliwe zagadnienia aktualne, mocuje się z kanonami prawdy, która jest jeszcze świeża, namacalna, żywa w świadomości ogółu. I tę najbardziej palącą współczesność przetwarza w dziele literackim.
(…)

* Przypisy zostały pominięte