Strona główna / Kryminał/Sensacja/Thriller / Porzucone ofiary

Aktualności

08.10.2020

Ogłoszono finalistów National Book Awards

Powieść "LEAVE THE WORLD BEHIND" Rumaana Alama, która ukaże się nakładem naszego wydawnictwa w przyszłym roku, została właśnie finalistką prestiżowej nagrody literackiej National Book Awards.

Wywiady

10.09.2020

W "Postscriptum” Małgorzata spotka nadawcę listu, ale nie zdradzę..."

Zapraszamy do przeczytania wywiadu z Anną Karpińską autorką książki "Postscriptum".

Posłuchaj i zobacz

05.10.2020

Lara Gessler gościem Dzień Dobry TVN

Zapraszamy do wysłuchania wywiadu z Larą Gessler, autorką książki "Orzechy i pestki. Przewodnik mistyczno-kulinarny".

Bestsellery

TOP 20

  1. Nareszcie w Dudapeszcie Aleksander Daukszewicz, Krzysztof Daukszewicz
  2. Urodziłam dziecko szejka Marcin Margielewski
  3. To nie jest mój mąż Olga Rudnicka

Fotogaleria

więcej »

Porzucone ofiary

Jeffery Deaver

Dom Feldmanów nie zrobił dobrego wrażenia na Brynn McKenzie. Uznała, że jest w nim coś złowieszczego. Podczas gdy domy sąsiadów nadawały się na plan filmowy dramatu rodzinnego, posiadłość Emmy i Stevena wyglądała jak żywcem wyjęta z horroru na podstawie powieści Kinga. Pasjami oglądali je z Keithem.
Jedyny w okolicy trzypiętrowy budynek w stylu Tudorów. Biała oblicówka z pewnością pamiętała lepsze czasy. Brynn spodobał się duży ganek. Przypominał jej dom dzieciństwa w Eau Claire. Uwielbiała siadać wieczorami na huśtawce, słuchać śpiewu brata i jego gry na poobijanej gitarze. Siostra flirtowała ze swoim aktualnym chłopakiem. Rodzice rozmawiali, rozmawiali i rozmawiali… Dom, w którym zamieszkała po ślubie z Keithem, również miał spory, ładny ganek. Jej obecne miejsce zamieszkania było o wiele skromniejsze.
Spojrzała z uznaniem na ogród. Projekt i wykonanie musiało niemało kosztować. Dom otaczały starannie skomponowane skupiska krzewów derenia, ligustru i mocno przyciętych drzewek lagerstroemii. Jej mąż zawsze doradzał swoim klientom, żeby nie okaleczali w ten sposób swoich mirtowców.
Zaparkowała na okrągłym placyku przed domem. Dostrzegła przez okno poruszenie w środku, jakiś cień mignął za zasłoną. Wyszła z auta i wciągnęła w płuca chłodne, świeże powietrze pachnące kwiatami i dymem z kominka.
Jej uszy zarejestrowały swojskie kumkanie żab i gęganie przelatujących dzikich gęsi. Pokonała trzy stopnie prowadzące na ganek. Wyobraziła sobie Joeya zeskakującego na deskorolce.
Dobrze, że z nim porozmawiała. Na pewno będzie teraz nieco ostrożniejszy… Miała na nogach wygodne i niemodne sznurowane półbuty, które stukały głucho o deski. Zadzwoniła do drzwi. Nikt nie otwierał.
Ponownie nacisnęła dzwonek. Zajrzała przez okno do salonu. Jedyny ruch, jaki zaobserwowała, to przyjemne migotanie płomieni w kominku. Zastukała głośno w szybę.
Kątem oka dostrzegła cień, ale tak jak i za pierwszym razem rzucał go ogień. Większość pomieszczeń była nieoświetlona, światło paliło się tylko w jednym pokoju na dole i w korytarzu na górze.
Może domownicy siedzieli w jadalni. W takim ogromnym domu z pewnością można nie usłyszeć dzwonka, pomyślała.
Z góry dobiegł gardłowy okrzyk. Spojrzała w szarzejące niebo. Dzieliły je między sobą ptaki i ssaki: kaczki wracające na jezioro i kilka polujących nietoperzy. Uśmiechnęła się. Kiedy ponownie zajrzała przez okno, zauważyła coś dziwnego. Za fotelem leżał plecak i aktówka z wyrzuconą zawartością. Po podłodze walały się dokumenty, książki i długopisy. Wyglądało to tak, jakby ktoś czegoś szukał.
Poczuła dziwny ucisk w żołądku. Przerwane połączenie z policją, pomyślała. Włamywacz odkrywa, że ofiara zawiadomiła policję, i telefonuje jeszcze raz, żeby zgłosić pomyłkę.
Brynn McKenzie sięgnęła po broń.
Obejrzała się przez ramię. Nie słyszała rozmowy ani kroków. Zaczęła się wycofywać do samochodu po telefon komórkowy. Nagle jej wzrok przyciągnęła lśniąca kałuża krwi w kuchni. Co robić? – pomyślała. Drżącą dłonią złapała za klamkę. Zamek był wyłamany. Wejść do środka czy wrócić po telefon? Krew wyglądała na świeżą. W domu znajdowały się trzy osoby. Ani śladu intruzów. Ktoś mógł być ranny, niekoniecznie martwy. Telefon poczeka.
Pchnęła drzwi i weszła do środka, rozglądając się na boki. Nie odezwała się, nie chciała ujawniać swojej obecności. Patrzyła tylko uważnie wokół, kręciło jej się w głowie.
Zajrzała do sypialni po lewej stronie, w której paliło się światło. Wzięła głęboki oddech i weszła do środka. Trzymała broń blisko siebie, żeby nikt nie mógł jej wyrwać. Zgodnie z instrukcjami Keitha zapamiętanymi ze szkolenia na temat technik operacyjnych. Poznali się na tym szkoleniu.
W sypialni nikogo nie było. Omiotła spojrzeniem zmiętą pościel i akcesoria do udzielania pierwszej pomocy na podłodze. Broda jej drżała, kiedy wchodziła do salonu, gdzie beztrosko płonął ogień w kominku. Próbując zachowywać się jak najciszej, weszła na dywan i obeszła pusty plecak, aktówkę i rozsypane dokumenty. Były to głównie akta spraw prowadzonych przez prawniczkę.
Ruszyła dalej. Na progu kuchni stanęła jak wryta. Wpatrywała się w ciała dwojga młodych ludzi leżące na podłodze. Mieli na sobie eleganckie służbowe stroje ciemne od krwi. Oboje zginęli od strzałów w głowę. Kobieta miała również ranę na szyi. To z jej ciała wypłynęła kałuża krwi. Mężczyzna poślizgnął się i upadł podczas panicznej ucieczki. Świadczyła od tym smuga krwi. Jego żona odwróciła się przed śmiercią. Leżała na brzuchu z ręką wygiętą pod dziwnym kątem, jakby próbowała dotknąć rany na szyi.
Brynn zastanawiała się, gdzie jest druga kobieta. Czyżby udało jej się uciec? A może morderca zabrał ją na górę? Przypomniała sobie światło na piętrze. Czy sprawcy opuścili miejsce zbrodni? Odpowiedź na to pytanie przyszła chwilę później.
– Hart? – rozległ się szept. – W wozie nie ma kluczyków. Zabrała je.

Nie potrafiła dokładnie określić, skąd dochodził. Przywarła do ściany. Wytarła prawą dłoń o lewe ramię i mocno chwyciła rękojeść broni.
Po chwili usłyszała głos innego mężczyzny, zgadywała, że to właśnie Hart. Zwrócił się do niej stanowczym tonem:
– Proszę pani, wiemy, że pani tu jest. Proszę nam dać kluczyki do auta. Potrzebny nam tylko samochód. Nic pani nie zrobimy.
Uniosła broń lufą do góry. Pracowała w policji od piętnastu lat i cztery razy strzeliła do człowieka. Niezbyt wiele, niemniej większość funkcjonariuszy nie musi tego robić wcale w całej swojej karierze. To była część jej pracy, podobnie jak zatrzymywanie nietrzeźwych kierowców i pocieszanie maltretowanych żon. Czuła napięcie, przerażenie i dziwną satysfakcję.
– Proszę się nie bać! – wołał Hart. – Jeśli nam pani nie ufa, proszę po prostu rzucić kluczyki. Inaczej sami po nie przyjdziemy. Bardzo nam zależy na samochodzie.
Brynn nacisnęła kontakt w kuchni i zgasło światło. Ciemność rozjaśniał jedynie ogień z kominka i poświata z sypialni.
Usłyszała gorączkowe szepty. Spotkali się. Nadal nie wiedziała, gdzie są i ilu ich jest. Dwóch czy może więcej. Nie mogła oderwać wzroku od zwłok na podłodze. Zastanawiała się, gdzie jest przyjaciółka Feldmanów.
Hart odezwał się ponownie, wyjątkowo łagodnym tonem:
– Widziałaś tych ludzi w środku? Chyba nie chcesz, żeby spotkał cię ten sam los? Nie bądź głupia i daj kluczyki. Bardzo proszę. Wiedziała, że zginie, jeśli się ujawni. Powinna im powiedzieć, że jest policjantką i że wezwała posiłki? Nie, nie wyjdzie z ukrycia. Wpatrywała się w ciemne okna, w których odbijało się wnętrze salonu. Wciągnęła gwałtownie powietrze na widok mężczyzny w drzwiach. Wślizgnął się ostrożnie do środka. Był wysoki, mocno zbudowany, długowłosy, ubrany w ciemną kurtkę i długie buty. Trzymał pistolet w… Na chwilę zbił ją z tropu odwrócony obraz. W prawej dłoni. Druga ręka była jakby bezwładna, chyba został ranny. Zniknął z jej pola widzenia, ale nadal był w salonie.
Zesztywniała, ściskała gotową do strzału broń. Nie odrywała wzroku od odbicia w szybie.
Strzelaj, powiedziała sobie. Możesz zyskać przewagę jedynie przez zaskoczenie. Wykorzystaj swoją szansę. Facet jest w salonie, dzieli cię od niego najwyżej sześć metrów. Stań w progu, oddaj serię, potem skryj się za framugą. Możesz go zastrzelić. Zrób to. Teraz.
Ruszyła w kierunku salonu. Gwałtownie złapała oddech, słysząc za plecami wołanie. Dochodziło z jadalni.
– Słuchaj, paniusiu! Lepiej nas posłuchaj.
Zobaczyła chudego mężczyznę w wojskowej kurtce, z krótkimi jasnymi włosami, tatuażem na szyi i wrednym spojrzeniem. Wszedł przez drzwi balkonowe ze strzelbą podniesioną na wysokość ramienia.
Strzelili równocześnie. Ona oddała celniejszy strzał. Napastnik musiał się uchylić, Brynn nie. Policjantka trafiła w krzesło tuż obok Lewisa, Lewis w sufit. Posypał się biały tynk.
Wyczołgał się przez balkon.
– Hart! Ona ma spluwę.
Nie słyszała dokładnie jego słów, wciąż ogłuszona hukiem wystrzałów. Zajrzała do salonu. Nie było w nim Harta. Zatrzymała się przed kuchennymi drzwiami. Nie potrafiła tak po prostu wyjść, skoro przyjaciółka Feldmanów mogła nadal przebywać w domu.
Jestem z policji! – krzyknęła. – Halo! Czy ktoś tu jest? Na górze? Cisza. Zadrżała, patrząc w okno. Była pewna, że ktoś do niej celuje.
Halo? Żadnej odpowiedzi.
Jest tu ktoś? Najdłuższe dwadzieścia sekund w jej życiu. Postanowiła się wycofać. Nikomu nie pomoże, jeżeli zginie.
Trzeba wezwać pomoc. Wybiegła tylnymi drzwiami, sapiąc ze strachu i wysiłku. Nikogo nie zauważyła na podwórzu. Z kluczykami w lewej dłoni ruszyła do samochodu.
Zapadał zmierzch. W półmroku dostrzegła sylwetkę jednego z przestępców. Biegł odwrócony do niej plecami, pod osłonę krzewów. To był ten ranny, Hart. Nie zdążyła do niego strzelić.
Omiotła wzrokiem teren w poszukiwaniu drugiego mężczyzny, po czym rzuciła się biegiem w stronę auta. Usłyszała szelest liści za sobą i natychmiast przypadła do ziemi. Rozległ się strzał z dubeltówki. Kula trafiła w forda. Brynn oddała dwa strzały w kierunku krzewów, łamiąc zasadę numer jeden, aby nigdy nie oddawać ognia w ciemno. Szczuplejszy mężczyzna zniknął za węgłem domu.
Otworzyła samochód, ale nie wsiadła. Stała z bronią wymierzoną w miejsce, gdzie zniknął Hart. Stanowiła łatwy cel. Usiłowała uspokoić oddech i rękę.
No, dalej, dalej… Mam tylko dwie sekundy…
Hart podniósł się na nogi. Dzieliła ich na tyle niewielka odległość, że dostrzegła zdumienie na jego twarzy. Nie spodziewał się, że będzie czekała. Z kolei Brynn zakładała, że on wyłoni się w innym miejscu. Nim zdążyła ponownie wycelować i strzelić trzy razy, zdołał się schować. Miała nadzieję, że jednak go trafiła. A teraz musiała uciekać.
Wskoczyła do wozu i skoncentrowała się na kluczykach i stacyjce. Nie rozglądała się na boki. Zapaliła silnik, przesunęła dźwignię zmiany biegów i nadepnęła pedał gazu. Samochód ruszył do tyłu. Obejrzała się. Ścigali ją obaj, nie trafiła Harta. Lewis oddał niecelny strzał.
– Panie Boże, ratuj – szepnęła. Nigdy nie potrzebowała boskiej pomocy tak bardzo, jak teraz.
Kilka razy uczestniczyła w kursie pościgów policyjnych. Często korzystała ze zdobytych umiejętności, łapiąc kierowców przekraczających prędkość lub ścigając przestępców na autostradzie. Tym razem znalazła się w odwrotnej sytuacji, to ona była ścigana. Nigdy nie przygotowywała się na coś podobnego. Jednak godziny ćwiczeń nie poszły na marne, wiedziała, co robić. Przez chwilę rozważała, czy zawrócić, czy też jechać dalej na wstecznym biegu. Nawet pięć sekund zwłoki mogło ją wiele kosztować. Nadal za nią biegli. Postanowiła jechać tyłem, póki się wystarczająco nie oddali.
Okazało się, że podjęła słuszną decyzję. Znajdowali się bliżej, niż sądziła. Kule uszkodziły przednią szybę. Docisnęła pedał gazu tak bardzo, jak to było możliwe, by nie stracić kontroli nad samochodem. Obserwowała drogę przez brudne boczne okno. Groziło jej uderzenie w drzewo albo skałę po prawej stronie drogi. Gdyby za bardzo zjechała w lewo, spadłaby ze skarpy do jeziora.
Zwolniła nieco, utrzymywała prędkość pięćdziesięciu kilometrów na godzinę. Skrzynia biegów wydała zgrzyt protestu, prawdopodobnie nie wytrzyma długo takiego obciążenia. Będzie trzeba odwrócić samochód, a wąska dróżka uniemożliwiała taki manewr. Brynn postanowiła przejechać czterysta metrów i skorzystać z podjazdu sąsiedniej posiadłości, nie miała wyboru.
Bolał ją kark od ciągłego oglądania się przez ramię.
– Cholera – zaklęła, widząc, że zniknął jej telefon komórkowy. Musieli go zabrać, kiedy szukali kluczyków. Zdała sobie sprawę, że wciąż ściska w dłoni broń. Trzymała palec na spuście. Odłożyła glocka na siedzenie.
Wyjrzała przez przednią szybę. Ani śladu napastników. Od podjazdu numer dwa dzieliło ją dwieście metrów. Przyspieszyła.
Obie szyby po stronie kierowcy rozprysły się na milion kawałków. Duży kawałek szkła przebił prawy policzek Brynn, straciła trzonowy ząb, zaczęła się dusić krwią i wybitym zębem. Oczy zaszły jej łzami, nie widziała drogi.
Zdołała otrzeć oczy i wypluć ząb. Kierownica była śliska od krwi. Brynn nie zdołała jej obrócić przy skręcie. Samochód zaczął się toczyć w dół zbocza, do jeziora. Wyrzuciło ją z siedzenia, nie mogła dosięgnąć stopą hamulca. Auto zatrzymało się pionowo na półce skalnej dwa metry niżej. Pistolet uderzył ją w ucho. Leżała w poprzek na tylnych siedzeniach. Po chwili balansowania nad przepaścią honda wpadła do jeziora, wypełniając się od razu wodą. Oszołomiona Brynn wylądowała na koniec na podłodze pod przednim siedzeniem.
– Joey, Joey! – krzyczała rozdzierająco. Do jej płuc zaczęła przedostawać się lodowata woda.