Strona główna / Biografie, wspomnienia / Dr House. Biografia Hugh Lauriego i przewodnik po serialu

Aktualności

24.06.2019

Spotkanie z Tanyą Valko w Warszawie

W środę 26 czerwca o godz. 18.00 zapraszamy do Biblioteki Publicznej w Dzielnicy Wola m.st. Warszawy, wypożyczalnia nr 51 (ul. Bielskiego 3) na spotkanie z Tanyą Valko, autorką książki "Arabski raj".

Wywiady

14.06.2019

"Dzieciństwo to mityczny okres w życiu większości z nas"

Zapraszamy do przeczytania wywiadu z Lucyną Olejniczak, autorką książki "Księżniczka".

Posłuchaj i zobacz

18.06.2019

Jak kochali powstańcy?

Zapraszamy do obejrzenia nagrania zapowiadającego najnowszą książkę Agnieszki Cubały "Miłość '44. 44 prawdziwe historie powstańczej miłości".

Bestsellery

TOP 20

  1. Arabski raj Tanya Valko
  2. In vitro. Rozmowy intymne Małgorzata Rozenek-Majdan
  3. Miłe Natalii początki Olga Rudnicka

Fotogaleria

więcej »

Dr House. Biografia Hugh Lauriego i przewodnik po serialu

Paul Challen

Człowiek renesansu

Próbując podsumować karierę Hugh Lauriego i odkryć, czym się wyróżnia na tle pozostałych aktorów pracujących obecnie w filmie i telewizji (i jakie miejsce zajmuje w panteonie gwiazd, które mieliśmy okazję kiedykolwiek widzieć na ekranie), dochodzi się do wniosku, że w jego zawodowym i prywatnym życiu na pierwszy plan wybija się pięć ważnych kwestii.
Mają one związek z różnymi aspektami jego osobowości, jego zainteresowaniami na scenie i poza nią, oraz faktem, że udało mu się zrobić dużą karierę aktorską po obydwu stronach Atlantyku. W znacznej części są one również pochodną oficjalnego wizerunku, jaki Hugh świadomie stworzył – tego, w jaki sposób o sobie mówi i co o nim wiedzą miliony fanów.
Nie przywiązując specjalnej wagi do kolejności, wymieńmy więc najważniejsze aspekty życia Hugh Lauriego:
1) Hugh Laurie jako aktor ogarnięty depresją, pozbawiony wiary we własny talent: Laurie walczy z depresją od bardzo dawna i mówi zupełnie otwarcie o swoim problemie oraz próbach zwalczenia go za pomocą terapii. W jego przypadku dochodzi nawet do tego, że gdy się go pyta o jego niezwykłe talenty, staje się przesadnie skromny i samokrytyczny – oczywiście zawsze w dowcipny sposób, z mieszanką typowej brytyjskiej skromności i postawy rodem ze skeczu komediowego. Skeczu, w którym za niezwykle zabawne uważa się ośmieszenie samego siebie przez założenie idiotycznego kobiecego przebrania lub oberwanie tortem w twarz.
Bawiąc się w psychologa amatora, powiedzielibyśmy, że Hugh nigdy do końca nie uporał się z potrzebą zadowolenia swojego odnoszącego sukcesy, ale zawsze skromnego ojca. To byłoby jednak trochę zbyt proste. Jakiekolwiek są tego powody, trudno nie docenić jego trzeźwej skromności. Na przykład gdy wypowiada się tak, jak w wywiadzie do magazynu „Extra” na wieść o nominacji do Emmy w 2005 roku – „To takie wspaniałe uczucie […] częściowo dlatego, że nigdy nie byłem do końca przekonany, że powinienem zostać aktorem”. Szczególnie, jeżeli pamięta się o tym, że słowa te wypowiada prawdopodobnie jeden z najlepiej opłacanych aktorów telewizyjnych.
2) Hugh Laurie jako miły facet, który tylko przypadkiem gra w telewizji drania: Ta cecha wiąże się ściśle z pierwszą. Znaczna część atrakcyjności serialu Dr House wynika z tego, że główny bohater jest niechętnym ludziom zrzędą, w jakiś sposób odnoszącym sukcesy w zawodzie, w którym najważniejszą rzeczą jest pomaganie ludziom – a nie ich obrażanie. Nie jest bez znaczenia, że chociaż uważamy postępowanie
dr. House’a względem pacjentów i kolegów za podłe, robi to w sposób, który nieustannie nas śmieszy.
Kontrast między domniemanymi „dobrymi” zamiarami właściwymi dla wykonywanego zawodu a „złymi” intencjami osoby wykonującej tę pracę sięga jeszcze głębiej, jeżeli weźmie się pod uwagę oficjalny wizerunek Hugh Lauriego. Widzom podoba się również to, że jeden z najbardziej zrzędliwych bohaterów w historii telewizji jest w prawdziwym życiu, według wszelkich oznak, miłym, przyjaznym facetem z żoną i trójką dzieci.
Gdy słyszymy, jak Hugh z własnym, nieamerykańskim akcentem opowiada inteligentne dowcipy w czasie jakiejś uroczystości wręczenia nagród albo w programie Saturday Night Live, odczuwamy niemal ulgę. Potwierdza bowiem w ten sposób, że mimo całego realizmu postaci
dr. House’a, wcielanie się w tego bohatera jest jedynie jego kreacją aktorską. Jak mówi sam Hugh, umiejętność grania Amerykanina w przekonujący sposób jest wynikiem „zmarnowanej młodości, spędzonej na [oglądaniu] zbyt wielu programów telewizyjnych i filmów”.
3) Hugh jako wesołek z brytyjskich komedii, który uważa, że jego pobyt w Ameryce to jedna wielka zabawa: Laurie myśli trochę jak komik, a humor w dużej mierze bierze się z zauważania różnic i wyolbrzymiania ich w zabawny sposób. Dlatego nigdy nie bronił się przed podkreślaniem swojego uczucia zagubienia, towarzyszącego mu jako Anglikowi, który przybył do dawnej kolonii i niemal wbrew sobie zrobił zawrotną karierę. Jak powiedział w czasie internetowego czatu zorganizowanego przez „USA Today”: „Usiłowałem spędzić trochę czasu [przygotowując się do roli] w amerykańskich szpitalach, jednak wszystko działo się tak szybko, że ostatecznie musiałem udawać. Ale przecież na tym właśnie polega zawód aktora!”
Brytyjscy krytycy wspominają minione czasy, gdy Laurie był młodym, początkującym aktorem, który brał wszystkie, nawet nieco upokarzające role, byleby tylko iść do przodu. Lubią przy tym sugerować, że jego nowe życie – przez część z nich nazywane „stworzeniem siebie na nowo” – jako amerykańskiego gwiazdora, było możliwe jedynie dzięki doświadczeniom zebranym na poligonie brytyjskiej komedii w latach osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych.
4) Hugh jako sportowiec, a przynajmniej były zawodnik: Nietrudno przecenić wpływ sportu na Hugh i twierdzić, że sukcesy odniesione w sporcie i w aktorstwie są ze sobą połączone związkiem przyczynowo-
-skutkowym. Jeśli jednak mamy być szczerzy, niezwykle trudno byłoby dowieść, że osiągnięcia w tych dwóch bardzo różnych dziedzinach nie są wynikiem jakiejś jednej cechy osobowości – zapału czy determinacji, która w końcowym rozrachunku umożliwiła osiągnięcie wspaniałych rezultatów na obydwu polach. Trudno sobie wyobrazić, by Hugh w jakimkolwiek kontekście wypowiadał na swój temat wiele pozytywnych stwierdzeń. Aktor dopuszcza jednak myśl, że sukcesy w wioślarstwie („byłem w tym całkiem dobry”) i przed kamerą („mój wygląd nie jest zbyt miły dla oka, głos mam też niezbyt przyjemny, więc musiałem wymyśleć coś, co można by określić mianem gry aktorskiej”) mogą być wynikiem tych samych cech charakteru: zapału i oddania.
I w końcu: 5) Hugh jako człowiek renesansu: Ludzie często rozmawiający o sukcesie – i sposobach jego osiągnięcia – uwielbiają dyskutować o tym, czy odpowiednią drogą życiową jest wybranie tylko jednego zainteresowania i pracowanie przez całe życie nad osiągnięciem w tej jednej dziedzinie mistrzostwa. Historia zna wielu skupionych wyłącznie na swojej dziedzinie geniuszy i pełno jest opowieści o tym, jak inne obszary ich życia zwykle na tym cierpią (Einstein i jego skarpetki nie do pary, Bobby Fischer i jego szalone poglądy polityczne, i tak dalej).
Przeciwna szkoła myślenia utrzymuje, że najlepszym sposobem jest iść przez życie, doskonaląc wiele różnych umiejętności, starając się zachować równowagę, a nie specjalizować się w jednej wybranej dziedzinie. Hugh w pewnym momencie swojego życia bardzo intensywnie zajmował się sportem, osiągając wyniki pozwalające mu zająć miejsce wśród najlepszych na świecie. Już sam ten fakt wielu wystarczyłby, aby określić go mianem człowieka renesansu, ale prawdą jest również, że także w węższym obszarze działań artystycznych Hugh odniósł sukces na kilku różnych polach. Nikt nie zaprzeczy, że w aktorstwie wspiął się na dużo większe wyżyny niż w literaturze, reżyserii i muzyce, jednak to, że jest nie tylko jednym z najlepszych aktorów, ale również poczytnym pisarzem i spełnionym muzykiem, robi duże wrażenie.
Naturalnie cynicy mogą zarzucić, że udało mu się odnieść sukces w innych dziedzinach właśnie dlatego, że jest znanym aktorem (pamiętamy uwagę wydawcy o tym, jak trudno jest sprzedać książkę autora, który nie ukrywa się pod pseudonimem, nie mówiąc już o książkach wydanych pod fałszywym nazwiskiem). Jednak gdy czyta się prozę Lauriego i słucha jego gry – zarówno w serialu Dr House, jak i z zespołem Band From TV – trzeba być niezwykle zblazowanym, żeby utrzymywać, iż nie jest to przejaw olbrzymiego talentu ukrytego w tym konkretnym ciele i umyśle.
Jak mogliśmy się często przekonać przy okazji jego kolejnych dokonań, Hugh potrafi, jak nikt inny, podsumować swoją wielopłaszczyznową karierę. W wywiadzie przeprowadzonym w 2002 roku dla „Chicago Sun-Times”, porównał swoją osobę do złotej rączki. Powiedział:

Jestem dosyć dobry w wielu rzeczach, ale doskonały – jeszcze w żadnej. Jestem dosyć dobrym pisarzem. Nie piszę jak Martin Amis, choć bardzo bym chciał. Ale potrafię lepiej od niego zagrać rolę teatralną. Jednak nie potrafię odegrać roli tak dobrze, jak Kenneth Branagh, ale umiem lepiej od niego grać na fortepianie. Nie potrafię jednak grać na fortepianie tak dobrze, jak Dr John. Ale być może umiem lepiej od niego gotować.

Za wcześnie jeszcze na to, żeby się zastanawiać, jak Laurie będzie oceniany w przyszłości – za wiele lat, gdy wielbiciele, osoby rozdające nagrody „za całokształt osiągnięć” czy twórcy godzinnych filmów dokumentalnych o słynnych ludziach zbiorą się i zaczną analizować jego karierę. Wiele zależy od tego, jak potoczą się losy Dr. House’a w kolejnych sezonach i czy Lauriemu uda się uniknąć zaszufladkowania jako specjalisty od roli gderliwego lekarza.
Dwie rzeczy są pewne. Pierwszą jest fakt, że Lauriemu udało się podbić amerykański rynek telewizyjny, który nie był dotychczas zbyt przychylny dla aktorów brytyjskich. W dodatku dokonał tego, wcielając się w postać, która w niczym nie przypomina innych bohaterów znanych z historii telewizji.
Druga rzecz – zdołał to wszystko osiągnąć, nie tracąc ani na chwilę poczucia humoru, najczęściej wykorzystywanego w kontekstach autoironicznych. To poczucie humoru zjednało mu rzesze fanów, którzy doceniają, że jest odświeżającą alternatywą wobec wszystkich tych gwiazd wydających się traktować siebie zdecydowanie zbyt poważnie.
Jak zawsze najlepiej będzie, jeżeli ostatnie słowo pozostawimy Hugh Lauriemu. Poproszony o podsumowanie swojego życia i kariery, odpowiedział:

Wciąż idę przed siebie spokojnym krokiem i nie znam wszystkich odpowiedzi. Nigdy nie znałem. Tak mogłoby brzmieć moje epitafium: „Po prostu nie wiem”. Bo, bądźmy szczerzy, któż je zna? Ewentualnie to epitafium mogłoby jeszcze brzmieć: „Tu spoczywa Hugh Laurie. Zawsze po sobie sprzątał”.

Przełożył Bogumił Bieniok