Strona główna / Literatura światowa / Rabia

Aktualności

15.04.2020

Mądra Książka Roku 2019

Z przyjemnością informujemy, że nasze książki nominowano w konkursie Mądra Książka Roku 2019. 

Wywiady

20.07.2020

Astrologiczne bliźniaczki – od pełni zrozumienia do nienawiści...

Zapraszamy do przeczytania wywiadu z Agatą Kołakowską, autorką książki "Uśpione pragnienia".

Posłuchaj i zobacz

20.07.2020

Rozmowa z Wiktorem Krajewskim

Zapraszamy do wysłuchania wywiadu z Wiktorem Krajewskim autorem książki "Chciałbym nigdy cię nie poznać"
Niezwykle intymna książka o relacji z babcią. Wiktor Krajewski pokazuje emocje i porusza!

Bestsellery

TOP 20

  1. Perska kobiecość Laila Shukri
  2. Postscriptum Anna Karpińska
  3. Tajemnice hoteli Dubaju Marcin Margielewski

Fotogaleria

więcej »

Rabia

Halide Edip Adivar



Rabia, córka Tewfika, skończyła właśnie pięć lat. Podobnie jak inne dziewczynki o równie skromnym pochodzeniu miała w domu pewne obowiązki: przygotowywała kawę, zmywała naczynia, obierała ziemniaki i usługiwała starszym. Polewała również wodą z miedzianego dzbana dłonie i stopy imama, kiedy ów świątobliwy człowiek dokonywał ablucji. W jednym jednak aspekcie los jej różnił się zasadniczo od losu jej rówieśnic. Rygorystyczne zakazy nakładane przez imama czyniły z jej życia wyjątkowe pod względem ubóstwa i surowości doświadczenie. Nieciekawa i przygaszona egzystencja innych dziewczynek zawierała przynajmniej pewien element zabawy. W domu, w którym przyszła na świat Rabia, nikt się nigdy nie bawił.
– Lalki to bałwochwalcze próby tworzenia zakazanych wizerunków, ohyda w oczach Allaha! – pouczał wnuczkę imam. – Sama myśl o zabawie to zbrodnia i bunt przeciw Wszechmocnemu! – grzmiał.
Teologia imama była prosta. Na tamtym świecie człowiek trafia do jednego z dwóch miejsc. Do obu prowadzi określona droga, ludzie zaś mogą sobie wybrać tę, którą chcą podążać. Królestwo szczęśliwości należy do Boga, a wiedzie ku niemu droga wiecznych umartwień i skruchy. Natomiast miejsce wiecznego zatracenia to dziedzina szatana, do której prowadzą zabawa i przyjemności. Ojciec Rabii kroczył drogą Zła, toteż bawił się przez całe życie, zmierzając prosto do piekła. Rabia, jako wnuczka świątobliwego imama, winna się wystrzegać tej ścieżki.
Emineh całkowicie zgadzała się ze swoim ojcem. Z zazdrosną czujnością pilnowała, by jej dziecko nie uległo w tym najbardziej podatnym wieku złudnemu urokowi przyjemności. Wszelką skłonność do zabawy, którą mogło odziedziczyć po ojcu, należało bezlitośnie tępić.
Jednak maleńka córeczka Tewfika nie potrafiła oprzeć się pokusie. Z sąsiednich ogrodów dobiegało ją radosne podśpiewywanie dziewczynek huśtających się na huśtawkach albo bawiących lalkami. Rabia całym sercem pragnęła mieć własną lalkę. Kiedy matki nie było w domu, zrobiła szmacianą laleczkę z długimi włosami ze słomy kukurydzianej, dwiema czarnymi fasolkami w miejsce oczu i jednym czerwonym ziarnem fasoli jako ustami. Jednak choć ukryła zabawkę pod ciężką poduszką, jej poczynania nie umknęły uwadze Emineh, która natychmiast zaprowadziła córkę, nadal ściskającą lalkę w rączkach, przed oblicze dziadka.
– Kimże jesteś, aby tworzyć podobne wizerunki? – zagrzmiał imam głosem drżącym z wściekłości, po czym wpadł do kuchni i cisnął przeklętą zabawkę w ogień buzujący pod kotłem, w którym gotowała się bielizna; akurat był wtorek, dzień prania.
To, co wydarzyło się potem, było jeszcze straszniejsze. Imam zabrał wnuczkę do swojego pokoju i wyciągnąwszy dyscyplinę, pamiątkę po czasach, kiedy uczył dzieci w szkole, wychłostał ją z urzędową powagą. Później, chociaż jej maleńkie ciało pokryło się siniakami, a twarz spuchła od płaczu, kazał jej uklęknąć i modlić się po arabsku o przebaczenie, dopóki nie rozbolało jej gardło.
W odróżnieniu od swoich rówieśnic Rabia nie została posłana, kiedy skończyła sześć lat, do szkoły przy meczecie. Gorzkie doświadczenia jej matki stanowiły dla imama wystarczającą przestrogę. Sam nauczy wnuczkę czytać. Szybko zresztą odkrył, że dziewczynka cechuje się niezwykłą inteligencją. Kiedy zaś polecił jej wyuczyć się wersetów z Koranu, które stanowiły część ich codziennych modlitw, musiał przyznać, że ma wyjątkowo dobrą pamięć. Emineh wspominała też, że córka potrafi zaśpiewać popularne piosenki, których nie mogła słyszeć więcej niż dwa razy. Rabia miała słodki głos i wyjątkowy słuch muzyczny.
– Czemu nie wykształcić by jej na hafisa? – zaproponował w końcu imam, ku wielkiemu zadowoleniu córki. Któż byłby lepiej predestynowany do tego zadania niż sam imam, on, który przyuczył już tak wielu chłopców i tyle dziewcząt, by byli hafisami, czyli śpiewającymi Koran, znającymi całą księgę na pamięć?
Wczesnym rankiem i późnym popołudniem każdego dnia Rabia zjawiała się w pokoju imama, gdzie klęcząc na twardych deskach, uczyła się pod przewodnictwem dziadka długich ustępów Koranu na pamięć oraz poznawała właściwy sposób ich intonacji. W ten sposób rozpoczęła się jej kariera jako śpiewającej Koran.
Początkowo miała trudności z zapamiętaniem tak rozbudowanych fragmentów w obcym jej języku. Poza tym imam przeraził ją śmiertelnie, oznajmiając, że jeśli kiedykolwiek zdarzy się jej pomylić, zostanie skazana na wieczny ogień. Z biegiem czasu jednak harmonia arabskich wersetów, śpiewanych w precyzyjnie synkopowanym rytmie religijnej pieśni, zaczęła urzekać ją coraz bardziej. Imam patrzył, jak wnuczka kołysze się w przód i w tył, monotonnie śpiewając tym swoim cudownym głosem, tak niskim i czystym jak na jej wiek, zaniepokoił się jednak, kiedy dostrzegł w jej złocistych oczach coś na kształt radości. Czyżby dziewczynka czerpała z tego zajęcia przyjemność Purytanizm imama graniczył z sadyzmem, choć on sam uważał, że w swoim dążeniu do wykorzenienia wszelkich przejawów ludzkiej radości wypełnia jedynie boską wolę. Natychmiast przerwał wnuczce, po czym z detalami opisał jej raj i piekło.
Niezależnie od trudów nauki pod okiem dziadka, Rabia rozwijała w sobie coraz większą powściągliwość. Ciągłe pouczenia imama, że radość to rzecz wstrętna Bogu, wzmocniły w niej tylko skłonność do powagi. Ta zewnętrzna stateczność i opanowanie stanowiły do pewnego stopnia przejaw instynktu samozachowawczego, podobnie jak ma to miejsce w wypadku ptaków czy owadów, które przybierają barwę otoczenia, aby uniknąć zagrożenia. Takie nastawienie znalazło swoje odbicie na jej młodej twarzyczce. Jako dziewięciolatka Rabia miała już głębokie zmarszczki między brwiami i bruzdy wyżłobione przez cierpienie w kącikach różowych ust.
Mając lat jedenaście Rabia zakończyła studia nad Koranem. Oficjalni egzaminatorzy poświadczyli jej gruntowną znajomość Świętej Księgi i umiejętność śpiewania jej w nieskazitelnie poprawny sposób, w rezultacie czego dziewczynka została zaliczona w poczet śpiewających Koran jako najmłodsza członkini grupy.
Wkrótce po owym oficjalnym egzaminie zwróciła na siebie oczy wszystkich, częściowo dzięki pogłoskom, że zdała go wyśmienicie, a częściowo ze względu na swój śpiew, jako że tego pierwszego ramadanu przez cały miesiąc występowała w Nowym Meczecie. Wierni często odwiedzający tę świątynię mieli więc okazję podziwiać jej drobną postać siedzącą w kącie, z jasną twarzyczką otoczoną mgiełką welonu z białego muślinu i szczupłymi dłońmi spoczywającymi bez ruchu na kolanach, podczas gdy jej smukłe ciało kołysało się w przód i w tył, a głos wzbijał w górę przejmująco, tęsknie. Ci, których urzekł jej śpiew, zasięgnęli informacji i wkrótce wiedzieli już, gdzie dziewczyna mieszka. Od tej pory zapraszano ją do najmożniejszych domów, aby śpiewała na rozmaitych uroczystościach religijnych, czy to prywatnych, czy publicznych. Do rąk imama trafiały spore sumy pieniędzy, a sama Rabia czerpała niezwykłą wręcz dumę i radość z zainteresowania, z jakim się spotykała.
Pośród wiernych, którzy słyszeli jej śpiew w Nowym Meczecie, była też żona Selima Paszy, czołowa postać arystokratycznej części Sinekli-Bakkal. Sabiha Hanim cieszyła się powszechną sympatią z powodu hojnie rozdawanej jałmużny, ale budziła również spore kontrowersje swoimi ekstrawagancjami. Otaczała się specjalną świtą złożoną z rozmaitych artystów, których angażowała i odprawiała z równą łatwością. Poza tym miała liczne grono przyjaciół, zarówno między bogaczami, jak i wśród biedaków, którzy odwiedzali ją często i bez żadnych ograniczeń, choć reszta mieszkańców Sinekli-Bakkal zjawiała się w jej domu tylko raz do roku, aby złożyć życzenia z okazji święta Bajram.
Emineh nie zaskarbiła sobie względów Sabihy Hanim. Poza kontaktami niezbędnymi ze względów towarzyskich, dama ta nie zwracała na córkę imama żadnej uwagi. Nie było to jednak spowodowane jej niezliczonymi kaprysami i fanaberiami, jak sądziła Emineh. Sabiha Hanim śledziła karierę Tewfika od jego najwcześniejszego dzieciństwa z zainteresowaniem i rozbawieniem. Jako młoda kobieta często zatrzymywała swój powóz na widok małego chłopca bawiącego się z kolegami na ulicy. Niejednokrotnie wdawała się z nim w życzliwą pogawędkę, wsuwając mu przy okazji kilka błyszczących monet do ręki. Później poznała też historię jego dziwnego zauroczenia Emineh i jej zakończenie. To właśnie w owym okresie szukała ucieczki od monotonii codziennego życia we wspaniałych popisach komediowych, którymi Tewfik zabawiał całe miasto.
Niesława Tewfika i jego wygnanie głęboko ją zraniły. Ponieważ tak się złożyło, że wszystkie wyroki banicji przechodziły przez ręce Selima Paszy, który zawiadywał ministerstwem Zaptieh – innymi słowy odpowiadał za utrzymanie porządku i spokoju w imperium – Sabiha Hanim próbowała uzyskać ułaskawienie dla młodego aktora. Jednak Pasza nie był człowiekiem, który pozwoliłby, aby osobiste przekonania miały wpływ na jego decyzje w trakcie rozważania pozytywnych i negatywnych aspektów jakiejkolwiek sprawy. Kiedy Tewfik opuścił Stambuł, Sabiha Hanim miała wrażenie, że wraz z nim skończył się też turecki teatr. Dopiero co otwarte współczesne sceny, ze swoimi tłumaczonymi z obcych języków sztukami, odgrywanymi z cudzoziemskim akcentem i opisującymi życie cudzoziemców, miały w sobie zbyt wiele sztuczności, aby stanowić dla niej atrakcję. Za co winą obarczała oczywiście Emineh.
Poza tym Sabiha Hanim była coraz starsza. Całe jej otoczenie oczekiwało, że skłoni się ku modlitwie i życiu świątobliwemu. Ciągle ktoś czynił aluzje, że powinna już odwrócić swoje myśli od życia doczesnego ku lepszemu światu. Jednak jaki miał być ten przyszły świat Raczej paskudny, uważała Sabiha Hanim. W każdym razie jej kojarzył się z ohydnymi, pełzającymi robakami, cuchnął nieprzyjemnie wilgotną ziemią. Kiedy imam głosił w meczecie kazanie o piekielnych mękach, pociła się ze strachu, a później, nocą, nie mogła zasnąć. Niebo, o którym mówił imam, też nie znajdowało w jej oczach aprobaty. Wydawało się niewyobrażalnie nudne. Jednak bez żadnej religii nie zaznałaby spokoju. W rezultacie zaczęła szukać takiego wyznania czy nawet herezji, które oferowałyby przyjemniejszą wizję życia pozagrobowego. Mimo podeszłego wieku ciągle miała w sobie niespożyte pokłady energii i pragnęła żyć, a przede wszystkim śmiać się z tą samą pasją co zawsze. W swoich poszukiwaniach odpowiedniej religii zaczęła uczęszczać do rozmaitych tekke, czyli zakonów, które nie były postrzegane jako ortodoksyjne.
Szczególnie przypadł jej do gustu zakon tańczących derwiszów, wolny od wszelkiego rodzaju makabrycznej teologii. Religijne tańce i subtelny humor dawnych szejków w podejściu do życia, zarówno tu na ziemi, jak i po śmierci, wyjątkowo ją pociągały. Wyglądało na to, że w niebie obiecywanym przez ów zakon mógł też istnieć śmiech. Sabiha Hanim przyłączyła się do tej grupy i w rezultacie zyskała dla młodych ludzi ze swojego konaku nauczyciela muzyki w osobie świątobliwego derwisza i wielkiego muzyka, Vehbiego Efendiego.
Kiedy po raz pierwszy ujrzała Rabię jako wschodzącą gwiazdę meczetów, nie wierzyła własnym oczom. Czy ta cudowna śpiewaczka mogła być tym samym nieśmiałym, nijakim stworzonkiem, które pojawiało się wraz z matką w święto Bajram i całowało skraj jej sukni Sabiha Hanim natychmiast się wyprostowała i zmierzyła dziewczynkę krytycznym spojrzeniem. Bez wątpienia to opuszczone dziecko otrzymało boski dar. Jakim cudem znosiła atmosferę panującą w domu imama Nic dziwnego, że śpiew tej kruszyny miał w sobie zaskakujący tragizm, niepokojący i trudny do uchwycenia smutek!
– Paszo – powiedziała starsza dama po kilku wizytach w Nowym Meczecie – chcę, aby wnuczka imama przychodziła mi śpiewać wieczorami. Zorganizuj to tak, by mogła się tu pojawiać bez swojej matki.
Prośba nie była trudna do spełnienia. Imam z radością przystał na taką propozycję; Pasza płacił hojnie. Służący miał się zjawiać po Rabię i odprowadzać ją do domu w te wieczory, kiedy Sabiha Hanim życzyła sobie posłuchać jej śpiewu.