Strona główna / Kryminał/Sensacja/Thriller / Zawrócić

Aktualności

05.07.2022

Spotkanie z Piotrem Borlikiem w Gdańsku

W poniedziałek 18 lipca o godz. 18:00 zapraszamy do Nadbałtyckiego Centrum Kultury (ul. Korzenna 33/35, Gdańsk) na spotkanie z Piotrem Borlikiem, autorem książki "Labirynt".

Wywiady

04.07.2022

"Gdy ją odnajdą". Wywiad z Lią Middleton

Zapraszamy do przeczytania wywiadu z Lią Middleton. Z autorką książki "Gdy ją odnajdą" rozmawiał Bartosz Soczówka.

Posłuchaj i zobacz

04.07.2022

Rozmowa z Marcinem Margielewskim

Nowy odcinek naszego podcastu to rozmowa Justyny Dżbik-Kluge z Marcinem Margielewskim, autorem książki "Wyrwana z piekła talibów".

Bestsellery

TOP 20

  1. Żadanica Katarzyna Puzyńska
  2. Wyrwana z piekła talibów Marcin Margielewski
  3. Arabska zdrajczyni Tanya Valko

Zawrócić

George Pelecanos

Alex wyjrzał przez szybę. Świat na zewnątrz był jakby lekko przechylony i kręcił mu się przed oczami. Zamrugał, żeby wirowanie ustało. Czuł, jak pot ścieka mu po piersi pod koszulką. Stali na czerwonym przy Bulwarze. Byli na środkowym pasie, co znaczyło, że dalej mogą jechać tylko prosto. Nigdy jeszcze nie był „tam”, w Heathrow Heights, i z tego, co wiedział, jego kumple też nie. Zastanawiał się półprzytomnie, czemu Billy jest na tym pasie. Przypomniała mu się wczorajsza rozmowa Billy’ego z Pete’em i pomyślał: Teraz Billy pokaże nam, że się nie boi.
PGC grało „Rocket Man”. Piosenka przypomniała Alexowi jego dziewczynę, Karen. Karen mieszkała na ulicy Lovejoy, w okolicy, którą Billy nazywał „Żydłówkiem”, bo pełno tam było przedstawicieli narodu wybranego. Wiosną Alex i Karen urwali się ze szkoły i pojechali oberżynowego koloru valiantem Karen do Great Falls, gdzie pływali w zatoczce i pili ciepłe budweisery, opalając się na głazach. W drodze powrotnej Karen oddała mu kierownicę. W radiu leciał „Rocket Man”, a ona siedziała obok niego z twarzą oblepioną kosmykami czarnych włosów, paliła papierosa, dygocząc w swojej górze od bikini i wilgotnych dżinsach, strzepywała popiół do popielniczki, śpiewała razem z wokalistą i co jakiś czas uśmiechała się do Alexa. Miała zimnego ojca i macochę, która jej nienawidziła, i dlatego czuł, że musi ją chronić. Był ciekaw, czy na tym właśnie polega miłość, i uznał, że chyba rzeczywiście kocha Karen. Pomyślał: Teraz powinienem z nią być.
– Co zrobimy, jak już tam będziemy? – spytał Pete siedzący z przodu, na miejscu dla pasażera.
– Zabawimy się z nimi – powiedział Billy. – Trochę podymimy.
Alex chciał powiedzieć: „Wysadźcie mnie tutaj”. Ale koledzy nazwaliby go cykorem i ciotą, gdyby to zrobił.
Kiedy zapaliło się zielone światło, wyjrzał przez przednią szybę.
Przecięli Bulwar i znaleźli się po drugiej stronie, na drodze biegnącej w dół, wzdłuż torów kolejowych. Minęli wiadukt nad torami i wjechali do dzielnicy walących się domów i samochodów, po których widać było, że należą do biedoty. Na chodniku, przed budynkiem, który wyglądał jak wiejski sklep, stało trzech czarnych chłopaków. Dwaj byli bez koszulek, trzeci w białym T-shircie z numerem wypisanym markerem. Alex zauważył, że jeden z tych, którzy zdjęli koszulki, ma na twarzy bliznę. Pete i Billy opuścili szyby.
– Byłeś tu kiedyś, serio? – zapytał Pete.
Alex słyszał podniecenie w jego zacinającym się głosie. Pete chwilę grzebał w papierowej torbie, którą miał pod nogami, i wyjął jeden z placków wiśniowych Hostess. Zerwał papierek.
– Nie. – Billy obserwował grupę czarnych chłopaków, patrzących bykiem na nadjeżdżający samochód. Byli chudzi, mieli płaskie klatki piersiowe i brzuchy, szerokie bary i umięśnione ramiona.
– W razie czego wiesz, jak się stąd zmyć, co? – upewnił się Pete.
– Nie zmyć. Wyjechać – odparł Billy i wyłączył radio. – Ja siedzę za kierownicą. Ty rób swoje.
– Co się tak wleczesz?
– Żebyś nie chybił.
– Nie chybię, za chuja.
– Billy – powiedział Alex. Jego głos był cichy i ani Billy, ani Pete się nie odwrócili.
Torino był już na miejscu i czarne chłopaki powoli podeszły do samochodu, który zrównał się z nimi. Twarz Billy’ego była napięta do granic wytrzymałości. Wychylił się w stronę okna pasażera i wrzasnął: „Smacznego, jebane czarnuchy!”, a Pete wziął zamach jak przy uderzeniu z bekhendu i rzucił. Placek odbił się od nagiego do pasa chłopaka z blizną na twarzy i Pete uchylił się, by uniknąć ciosu zadanego przez otwarte okno. Billy wcisnął gaz do dechy, rechocząc radośnie, fordem zarzuciło i wystrzelił naprzód. Alex poczuł, że krew odpływa mu z twarzy.
Usłyszeli w tyle gniewne okrzyki. Minęli domy, skrzyżowanie, bardzo stary kościół i na końcu drogi zobaczyli barierkę w paski, a za nią, obok torów kolejowych, gęsty las i pnącza w letniej, zielonej szacie.
– To zawrotka – powiedział Alex, jakby zdziwiony.
– Jaka zawrotka? – odburknął Billy. – Ślepa ulica.
Zawrócił na trzy, najpierw wrzucił wsteczny, potem jedynkę i ruszył ulicą z powrotem. Młodzi mężczyźni stali na środku drogi, nie szli ku nim, już nie krzyczeli. Ten bez koszuli, który dostał plackiem, wyglądał, jakby się uśmiechał.
Billy zerwał bandanę z głowy i jego czarne włosy rozsypały się swobodnie. Na skrzyżowaniu skręcił w lewo i z piskiem opon minęli kolejne zdewastowane domy, starą czarną kobietę z pieskiem, aż dotarli do rozjazdu w kształcie litery T. Samochód umilkł i spojrzeli na boki. Droga po prawej kończyła się rondem. Po lewej była następna barierka w paski i las. Wszyscy trzej zamyślili się nad swoją głupotą i pechem i żaden nie odezwał się ani słowem.
Billy zawrócił i pojechał do głównej ulicy.
Na skrzyżowaniu zatrzymał się i spojrzał w lewo. Dwaj chłopcy stali na środku drogi, w takim odstępie, że ford nie zmieściłby się między nimi. Trzeci był na chodniku. Na ganek sklepu wyszła starsza czarna kobieta w okularach.
Pete sięgnął do klamki.
– Pete – ostrzegł Billy.
– Pierdolić to – rzucił Pete. Otworzył drzwi, wyskoczył, zamknął drzwi za sobą i uciekł, ile sił w nogach. Popędził w stronę lasu na końcu ulicy; podeszwy jego adidasów odrywały się od ziemi, kiedy odbił w lewo i nie zwalniając kroku, wpadł na tory kolejowe.
Alex patrzył, jak Pete znika za drzewami, i kotłowała się w nim zazdrość i poczucie zdrady. On też chciał dać nogę, ale nie mógł. Nie tylko z lojalności wobec Billy’ego. Przede wszystkim podejrzewał, że nie zdąży dobiec do torów. Nie był tak szybki jak Pete. Dogonią go, a to, że próbował uciec, tylko pogorszy sytuację. Może Billy jakoś przemówi im do rozsądku. Może ich przeprosi i ci na ulicy przekonają się, że to był tylko głupi żart.
– Nie mogę zostawić samochodu taty – powiedział Billy bardzo cicho. Dodał gazu i ruszył drogą w stronę, z której przyjechali.
Jest w wieku moich rodziców, pomyślał Alex, wpatrzony w starszą kobietę w okularach, która stała na ganku przed sklepem. Ona nie dopuści, żeby coś się stało. Serce mu zamarło, kiedy na jego oczach odwróciła się i weszła z powrotem do środka.
Billy zwolnił i zatrzymał wóz kilkanaście metrów od czarnych chłopaków. Ustawił dźwignię zmiany biegów w położeniu „park”. Wysiadł, zostawiając otwarte drzwi. Alex patrzył, jak idzie w stronę tamtych, którzy otoczyli go na ulicy. Usłyszał jego przyjazny głos, pytający: „Może się jakoś dogadamy?”. Zobaczył, jak unosi dłonie, jakby w geście kapitulacji. Jeden z nagich do pasa chłopaków wyprowadził błyskawiczny prawy prosty i głowa Billy’ego odskoczyła do tyłu. Zatoczył się i podniósł rękę do ust. Opuścił dłoń – była zakrwawiona – i wypluł krew ze śliną na ziemię.
– Zęby mi wybiłeś – powiedział. – Zadowolony?
Odwrócił się i machnął na Alexa, wciąż siedzącego z tyłu torino.
– Uciekaj! – krzyknął, z krwią i bólem na twarzy.
Alex pchnął fotel kierowcy i wysiadł. Wylądował lekko na asfalcie i odwrócił się. Ktoś złapał go od tyłu i rzucił do przodu. Alex potknął się i upadł na kolana i ręce. Usłyszał za sobą kroki i potężny kopniak w krocze oderwał go od ziemi. Całe powietrze uciekło mu z płuc. Kiedy nabrał tchu, zwymiotował piwem i żółcią. Dyszał rozpaczliwie i patrzył na swoje parujące wymiociny na asfalcie. Przewrócił się na bok i zamknął oczy.
Kiedy je otworzył, zobaczył nadlatującą nogę, która uderzyła go jak młot.
– Zastrzel skurwysyna!
– Nie.
– Zastrzel go!
– Nie, stary, nie…
– Zrób to!
Alex otrzymał następny cios, który coś mu pogruchotał. Miał wrażenie, że oko obluzowało się i wyskoczyło.
Rozwalili mi twarz. Tato…
Wystrzał poniósł się echem po ulicach Heathrow Heights.