Strona główna / Literatura polska / Przebudzenie

Aktualności

08.10.2020

Ogłoszono finalistów National Book Awards

Powieść "LEAVE THE WORLD BEHIND" Rumaana Alama, która ukaże się nakładem naszego wydawnictwa w przyszłym roku, została właśnie finalistką prestiżowej nagrody literackiej National Book Awards.

Wywiady

10.09.2020

W "Postscriptum” Małgorzata spotka nadawcę listu, ale nie zdradzę..."

Zapraszamy do przeczytania wywiadu z Anną Karpińską autorką książki "Postscriptum".

Posłuchaj i zobacz

05.10.2020

Lara Gessler gościem Dzień Dobry TVN

Zapraszamy do wysłuchania wywiadu z Larą Gessler, autorką książki "Orzechy i pestki. Przewodnik mistyczno-kulinarny".

Bestsellery

TOP 20

  1. Nareszcie w Dudapeszcie Aleksander Daukszewicz, Krzysztof Daukszewicz
  2. Urodziłam dziecko szejka Marcin Margielewski
  3. To nie jest mój mąż Olga Rudnicka

Fotogaleria

więcej »

Przebudzenie

Irena Matuszkiewicz

- Mam wielkie zmartwienie – szepnęła Róża. – Moja przyjaciółka jest umierająca, a przełożona nie chce mnie puścić do domu. Gdyby matka albo siostra, to co innego, na przyjaciółkę, podobno, nie należy się dzień wolny. Muszę jechać, rozumiesz, muszę!
- Rzeczywiście kłopot – przyznała zmartwiona Jadzia.
- Wymyśliłam coś! – powiedziała Róża nieco żywszym głosem. – Potrzebna mi tylko twoja pomoc. Śpisz pod oknem, więc wieczorem przywiążemy sznur do wezgłowia, w nocy, jak panna Agata zaśnie, po cichu zejdę po sznurze na dół. To tylko pierwsze piętro, dam radę. Przez ogrodzenie też przeskoczę, nie ma obawy. Ty zamkniesz okno i zwiniesz sznur.
- A jak wrócisz?
Róża zastanowiła się przez chwilę i wyglądało to tak, jakby w ogóle nie uwzględniała powrotu. Westchnęła ciężko.
- Ojciec mnie przywiezie i wszystko wytłumaczy matce przełożonej. To co, pomożesz mi?
- Kiedy?
- Dzisiejszej nocy. Tylko nie mów nikomu, nawet Klarze, błagam!
- Agnieszka i Marysia wiedzą?
Róża wylała wodę do zlewu i zaczęła starannie wycierać ręce.
- Dzisiaj w nocy, pamiętaj – powiedziała, wychodząc z łazienki.
Jadzia wciąż stała nad swoją miską. Serce waliło jej z każdą minutą głośniej. Dzięki Klarze wiedziała więcej, niż Róża mogła podejrzewać. Właściwie wiedziała wszystko, nawet to, że umierająca przyjaciółka zamieni się tej nocy w przystojnego mężczyznę, który… Który co? Niestety, tego najważniejszego właśnie nie wiedziała: kim był, co zamierzał ani też, jak ta cała awantura skończy się dla Róży i dla niej, dla Jadzi. Trzymała ręce w miednicy i czuła się tak, jakby to nie ręce, lecz głowa była pod wodą. Listopadowa zawierucha za oknem nie pomagała w zebraniu myśli, tylko przypominała o dodatkowych kłopotach. Szatnie na dole były zamknięte, Róża nie mogła wynieść palta ani kaloszy, co znaczyło, że wymknie się z pensji w papuciach, mundurku i bez pieniędzy, bo pieniądze trzymała w depozycie panna Agata. Jak na nową drogę życia i psią pogodę było to stanowczo za mało. Praktyczna Jadzia aż się wzdrygnęła, przewidując anginę, katar i licho wie, co jeszcze, chociaż stokroć gorsza od chorób wydawała się niesława czekająca Różę po takiej ucieczce.
Pomóc, nie pomóc, pomóc, nie pomóc, mruczała Jadzia przebierając palcami pod wodą. Wyszło, że nie pomagać, co trochę ją uspokoiło, jednak nie rozwiało wątpliwości. Koniecznie chciała z kimś porozmawiać, najlepiej z Klarą lub z Agnieszką. Jak na złość obie były na dodatkowych kompletach. Przez moment, przez jeden jedyny momencik, pomyślała o pannie Agacie. Gdyby jej powiedziała, może udałoby się zapobiec nieszczęściu, bo nieszczęście wydawało się nieuniknione. Otrząsnęła się gwałtownie. Wśród uczennic donosicielstwo traktowane było jako największe przewinienie, równe kradzieży. Starsze uczennice uczulały młodsze i żadna donosicielka nie miała na pensji życia. Jadzia nie chciała się znaleźć na marginesie, otoczona ogólną niechęcią i wzgardliwym milczeniem.
Do łazienki weszły dwie rozchichotane panienki i trzeba było wreszcie opłukać miskę i wytrzeć ręce. Los najwyraźniej jej sprzyjał. Na korytarzu natknęła się na grupę panienek wracających z kompletów. Dała znak Agnieszce, a Klarę pociągnęła za rękę. Nikt nie zauważył, że znikają w niszy okiennej, gdzie od biedy mogły się na krótko schować. Agnieszka wydawała się mocno znękana i nieskora do rozmowy.
- Znasz plany Róży? – spytała Jadzia bez zbędnych wstępów. – Tylko mi nie mów o umierającej przyjaciółce, szkoda czasu. Widziałam już tę przyjaciółkę na spacerze, kiedy ratowała Różę z omdlenia.
- O czym ty mówisz? – zdziwiła się Klara.
Na wyjaśnienia nie było czasu. Jadzia dała znak, że powie później i patrzyła ponaglająco na Agnieszkę.
- To znaczy, że rozmawiała z tobą? – westchnęła Agnieszka.
- Ona chyba uważa mnie za głupią, jeżeli myśli, że uwierzę w takie bajeczki – szeptała gorączkowo Jadzia.- Wybiera się do domu w papuciach, bez mantla, bez pieniędzy, na dodatek ciemną nocą. Chce uciec, tyle wiem sama, i liczy na moją pomoc, tyle zdążyła powiedzieć. Jednak to, co wymyśliła, nie trzyma się kupy. Taki eine kleine zajączek przez pole gelaufen.
- Co takiego?
- Byle jaki plan, to miałam na myśli.
- Więc o to chodzi! – mruknęła Klara. – Plan może byle jaki, dla Róży jednak wygodny. Ona chce się wydostać z budynku za wszelką cenę, reszta jej nie interesuje. A ten mężczyzna będzie czekał pod bramą?
- W dorożce – szepnęła Agnieszka. - Dla niej to sprawa życia i śmierci. Myślisz, że nie próbowałyśmy z Marysią przemówić jej do rozumu! Równie dobrze mogłyśmy gadać do ściany. Nie wyjdzie przez okno, to wyfrunie drzwiami... Czy tam odwrotnie.
- Oknem chce uciekać dzisiaj, jak jej nie wypuścimy, może do jutra oprzytomnieje. Może jemu znudzi się czekanie?
Agnieszka z powątpiewaniem pokręciła głową.
- To trwa już rok. W tym czasie Rudolf zdążył się oświadczyć i rodzice zdążyli mu odmówić. Raz na zawsze. Mają dla Róży innego kandydata, powiązanego interesami z fabryką ojca. Nie wiem, jak twoi, w każdym razie moi rodzice, uważają się za nieomylnych. Róży też, i to jest najgorsze. Gdyby był choć cień nadziei… ale nie ma.
- To Niemiec? – spytała Klara.
- Dlaczego tak myślisz?
- Wanda by powiedziała, że to taki niemiecki reumatyzm – uśmiechnęła się przelotnie. – Wielki zdobywca bierze, co chce, bo i tak mu się wszystko należy.
- Myślisz, że Polacy są inni?
- Dajcie spokój – zdenerwowała się Jadzia. – Zaraz nas ktoś nakryje. Wiesz coś o tym mężczyźnie?
- No… jest Niemcem, ale urodzonym w Polsce. Wiem o nim tyle, co Róża powiedziała. Ona jest zakochana i widzi same zalety. Takich idealnych mężczyzn chyba nie ma? Zresztą sama nie wiem.
- Musicie wybić jej z głowy nocną ucieczkę – powiedziała kategorycznie Klara. – Nie rozumiem, dlaczego uparła się, żeby skakać przez okno, narażać pannę Agatę i Jadzię, zamiast… bo ja wiem… oddalić się niepostrzeżenie w czasie spaceru.
- Podobno wszystko jest przygotowane do ślubu.
- Dzisiaj? – zdziwiła się Jadzia. - To ona do ślubu wybiera się w mokrym mundurku, do tego w środku nocy? I co, zapomniała nawet, że jako niepełnoletnia musi mieć zgodę rodziców?
- Jest pełnoletnia.
- To ile lat ona jest stara?
- Jaskólska, ty mnie nie denerwuj! – fuknęła Agnieszka. – Po polsku pytamy, ile ma…
- Przestańcie! – syknęła Klara. – Potem sobie powtórzycie składnię, teraz musimy coś wymyślić na dzisiejszy wieczór. Róża ma swoje lata, chce uciekać, to niech ucieka, tylko nie może pogrążać innych. Cała sala odcierpi, przydzielą nam nową opiekunkę i nocniki do pokoju, żebyśmy na moment nie zostały same. Jadzię wyrzucą z pensji za współudział. Nikt jej nie uwierzy, że nie czuła, jak Róża po niej spaceruje.
- Jakby zamknęła okno i schowała sznurek, kto wie, czy by się nie udało. – Agnieszka nagle zachichotała. – Mogłybyśmy wmówić siostrom, że to cud na pensji. Takie porwania żywcem nie zdarzają się codziennie. I to od razu do nieba miłości. Bardzo reumatyczne wydarzenie, bardzo!
Zaczęły się krztusić ze śmiechu i zasłaniać rękami usta. Tak były przygniecione powagą wydarzeń, że tylko śmiech mógł rozładować wielkie napięcie. Na moment straciły czujność i nie zauważyły, kiedy tuż obok wyrosła siostra Alberta. Wszystkie zakonnice poruszały się niemal bezszelestnie i zawsze nadchodziły w najmniej oczekiwanym momencie. Był to jeden z niezaprzeczalnych uroków pensji, choć uczennice doprowadzał do szału.
- Co to za sekrety, moje panny?
Siostra Alberta nawet mówiąc cicho, głos miała ostry jak brzytwa.
Spoważniały w jednej sekundzie.
- Przepytujemy się, siostrzyczko, z dat historycznych – wyjaśniła Agnieszka. Patrzyła na siostrę słodko i niewinnie. - W sali lekcyjnej nie można rozmawiać, w naszej sali koleżanki też się uczą, więc my… My tutaj.
- Wy tutaj łamiecie regulamin, tyle widzę – powiedziała siostra Alberta. – Ciekawam, jaka to data historyczna tak bardzo was rozbawiła.
- 1907 rok. – wypaliła Jadzia, jeszcze nie bardzo wiedząc, dlaczego. Ciągnęła jednak z przejęciem. – Wtedy to nasz krajan, Paweł Gackowski, zamieszkał w wozie cygańskim, żeby pokazać Prusakom, że lekceważy sobie ich zakazy. To było naśladowanie z Drzymały. Nie dali Prusacy postawić im prawdziwych domów, to…
- Nie rozumiem, co w tym śmiesznego?
- Miny Prusaków, proszę siostry! – wykrzyknęła Agnieszka. - Wyobraziłyśmy sobie te miny.
Siostra uwierzyła czy nie, w każdym razie nie wyglądała już na zagniewaną. Rozłożyła szeroko ręce, i - niczym kwoka kurczaki - zagoniła panny do sali.