Strona główna / Literatura światowa / Tajemnice

Aktualności

19.06.2020

Spotkania z Tanyą Valko

Zapraszamy na spotkania autorskie z Tanyą Valko w dniach 8-9 lipca 2010 r.

Wywiady

26.02.2020

"Uwielbiam móc pisać w piżamie"

Zapraszamy do przeczytania wywiadu z Kelly Irvin, autorką serii "W krainie amiszów"

Posłuchaj i zobacz

10.06.2020

Przemysław Staroń o książce "Sposób na matmę" Vanessy Vakharia

Zapraszamy do obejrzenia nagrania w którem Przemysław Staroń (Nauczyciel Roku 2018) opowiada m. in. o książce "Sposób na matmę" Vanessy Vakharia.

Bestsellery

TOP 20

  1. Red, White & Royal Blue Casey McQuiston
  2. Aksamitka Grażyna Jeromin-Gałuszka
  3. Franka. W obcym domu Wioletta Sawicka

Fotogaleria

więcej »

Tajemnice

Deirdre Purcell

Lepiej niż w snach
 
Tego dnia raz jeszcze spotkałam się z Coleyem pod naszym drzewem. Wujek Samuel został co prawda u nas – miał wyjechać dopiero razem z bliźniakami – lecz po odjeździe Samuela młodszego i jego gości Thomas i James przenieśli się do swojego dawnego pokoju. Marjorie i Johanna również wróciły do swoich sypialni, zostawiając mnie samą, bez trudu mogłam więc wymknąć się z Whitecliff. Wszyscy domownicy, deklarując zmęczenie, udali się wcześniej niż zwykle do łóżek. Proponując Coleyowi spotkanie, dokładnie taki rozwój wydarzeń przewidywałam. Choć nie spałam za wiele poprzedniej nocy i powinnam być zmęczona, to w owym czasie w razie potrzeby potrafiłam wykrzesać z siebie niespożyte pokłady energii.
Po powitalnym pocałunku i uścisku ogarnęła nas niezrozumiała nieśmiałość. Sądzę, że w ciągu dnia zdaliśmy sobie sprawę z wagi naszej decyzji – tak było z całą pewnością w moim wypadku. Coley przyniósł koc, na którym mogliśmy usiąść. Objął mnie ramieniem, lecz tym razem nie czuliśmy palącego pożądania. Przez dłuższą chwilę żadne z nas się nie odzywało; patrzyliśmy po prostu na morze. Zastanawiałam się, w jaki sposób poruszyć temat naszej ucieczki, i sądzę, że Coley myślał wówczas o tym samym.
Wieczór był suchy, zimny i dość ciemny, ponieważ księżyc skrył się za poszarpaną chmurą, przezroczystą jak muślin, która jednak przyćmiewała blask. Na następny dzień zapowiadano deszcz i niemal dało się go już wyczuć w powietrzu. Aż wstrząsnął mną dreszcz.
– Zimno ci? – spytał Coley i przytulił mnie mocniej.
– Nie, nie zimno. Jest mi dobrze.
Drżenie po chwili minęło. Byłam znacznie lepiej przygotowana na tę pogodę niż dziś rano. Na sukience miałam gruby wełniany sweter, na nogach skarpetki i półbuty. Było mi ciepło i dobrze.
– Co się działo, kiedy wróciłaś do domu? – zapytał w końcu.
Opowiedziałam mu całą sytuację ze wszystkimi szczegółami.
– Jesteś pewna, że się nie domyślili?
– Niemal pewna. W ciągu dnia mama spojrzała na mnie ukradkiem parę razy i nie odzywała się do mnie wcale, ale to zrozumiałe. Szkoda, że nie widziałeś, w jakim stanie weszłam do kuchni. Zły humor mamy pewnie miał wiele wspólnego z błotem na jej drogocennych sandałach. Udało mi się je jednak wyczyścić, tak że wyglądają teraz jak nowe. Cały dzień pracowałam w domu, więc nikt nie miał powodu na mnie narzekać. Z pewnością jutro wszystko wróci do normy.
– Jesteś prawdziwym skarbem, wiesz? – powiedział Coley, całując mnie w policzek. – Będziesz wspaniałą gospodynią.
Sprawdziłam, czy się ze mną nie drażni, lecz w ciemności nie udało mi się dojrzeć wyrazu jego oczu.
– Skoro już zacząłeś ten temat – odparłam trzeźwo – musimy ustalić pewną rzecz. Wierzę, że dasz radę nas utrzymać, lecz kobiety nie siedzą teraz w domu, gotując i sprzątając. Wojna to zmieniła. Ja też mam zamiar pracować. Jestem równie zdrowa i silna jak ty.
– Pewnie, że jesteś! – Usiłował pocałować mnie raz jeszcze.
– Nie teraz, Coley. – Odepchnęłam go. – Ja naprawdę tego chcę. Jestem nowoczesną kobietą.
– To prawda.
– Coley, czy traktujesz mnie poważnie? – zaczynałam się denerwować. – Nie lubię, jak ze mnie żartujesz.
– Co? – zapytał zaskoczony. – Powiedziałem przecież, że możesz pracować.
– Dokładnie to mam na myśli! – wykrzyknęłam. – Nie potrzebuję twojego pozwolenia. Żyjemy w połowie dwudziestego, a nie dziewiętnastego wieku! Kobiety w całej Wielkiej Brytanii pracują w fabrykach. Kobiety w Ameryce prowadzą własne firmy, na miłość boską...
– Wiem to wszystko. I nie chcę się z tobą kłócić. Czy ja się sprzeciwiam?
Umilkliśmy na chwilę, zaskoczeni naszą pierwszą sprzeczką.
– To dla mnie ważne – powiedziałam już spokojniej.
– Pracuj, jeśli sobie tego życzysz! Nie kłóćmy się. To nie jest coś, nad czym warto by się dziś dłużej zastanawiać.
– Chyba jeszcze nad niczym nie zastanawialiśmy się dłużej – zauważyłam.
Słysząc jeszcze echa niedawnej kłótni, spojrzeliśmy na siebie nawzajem.
– Co z tego? – Coley wzruszył ramionami. – To początek podróży przez całe życie. Przygody! Poznanie się nawzajem to połowa tej przyjemności. A my właśnie się pokłóciliśmy po raz pierwszy.
Wyciągnął rękę, przykrył nią moją pierś i delikatnie ścisnął przez gruby sweter.
– Violet Shine, czy wiesz, jaka jest najprzyjemniejsza część kłótni?
Pragnęłam, by dotknął również drugiej piersi, co też uczynił. Pochyliłam się ku niemu.
– Jaka?
– Godzenie się – odparł miękko. – A teraz zastanawiam się, jak by to zrobić.
Księżyc, choć przyćmiony, rozświetlił uśmiech Coleya i w ciągu paru sekund zdzieraliśmy już z siebie ubrania.
– Czy to normalne? – zapytałam, gdy było po wszystkim i już kompletnie ubrani leżeliśmy na kocu. Moja głowa spoczywała na piersi Coleya, on zaś wsparł brodę o moje czoło i objął mnie ramionami. Czułam się tak bezpiecznie, jak musi czuć się ptak w dobrze ukrytym gnieździe.
– Czy co jest normalne? – Jego głos wydawał się senny.
– Że robimy to tak często. Drugi raz tego samego dnia.
– Przecież tak samo jak ty nie wiem, co jest normalne. Czy będziemy to nadal robić w wieku siedemdziesięciu lat? Nie potrafię sobie w ogóle wyobrazić, jak starsi ludzie to robią, a ty? – zapytał ze śmiechem.
– Ja też nie. – Również nie potrafiłam się powstrzymać od śmiechu. – Ale w takim razie zapewne sądzisz, że w naszym wieku to zupełnie normalne, co?
– Tak mi się wydaje. A tobie?
– Mnie też.
– W takim razie pewnie jest normalne.
– Ale to grzech...
– Tak.
– Czy martwisz się, że to grzech, Coley? Czy katolicy nie są surowi pod tym względem?
– A czyż ja się zachowuję jak surowy katolik?
– Nie.
– To dobrze. A czy wy, protestanci, nie jesteście równie surowi?
– Tak naprawdę to nie wiem. W szkółce niedzielnej uczyliśmy się o grzechu pierworodnym i tak dalej, lecz w kościele pastor nie mówi za dużo o grzechu. Mówi raczej o tym, że wszyscy powinni być dobrzy i inne takie.
– Cóż – odparł stanowczo Coley. – Nie widzę w tym nic złego. I z całą pewnością nie czuję się grzesznikiem.
– Ja też nie. A przecież gdyby było w tym coś złego, z pewnością byśmy to czuli, prawda? Czy nie po to mamy sumienie? Na przykład wstrętnie się czułam, okłamując mamę dziś rano, zawsze tak się czuję, kiedy kłamię. Lecz nie czuję się wstrętnie, kiedy się kochamy. A jeszcze mniej teraz, kiedy już przyrzekliśmy sobie być razem na wieki. – Daleka od poczucia winy pocałowałam Coleya beztrosko. – Cóż, a może by tak jeszcze raz?
– Hej! Powoli! Daj mi zebrać siły! – Lecz wtulił się we mnie.
– Chcę cię zobaczyć nagiego, Coley – wyszeptałam, kiedy udało mi się zebrać na odwagę.
– Ale pod warunkiem, że ty też będziesz naga.
Uśmiechnął się ponownie, a we mnie krew zawrzała tak mocno, że ciężko mi było oddychać. Zaczęliśmy się rozbierać. Coley uważał, że ponieważ mieliśmy się tak naprawdę zobaczyć po raz pierwszy, nie powinniśmy się spieszyć. Pragnęliśmy zapamiętać każdą sekundę. Choć to był mój pomysł, cieszyłam się z osłony nocy – pomimo całej naszej namiętności i tego, co się między nami przed chwilą wydarzyło, nie byłam pewna, czy odważyłabym się to zrobić w świetle dnia.
– A teraz stańmy naprzeciw siebie, dobrze? – Głos Coleya brzmiał tak, jakby coś ściskało go za gardło.
Wstałam. Patrząc na koc, ujrzałam dwie gołe stopy i muskularne łydki mojego ukochanego. Zamknęłam oczy.
– Och, Violet. – Oddychał gwałtownie. – Jesteś tak piękna, najwspanialsza, najpiękniejsza ze wszystkich kobiet na świecie. Jesteś znacznie piękniejsza i wspanialsza niż w moich marzeniach.
Pogłaskał moje włosy i choć nadal nie odważyłam się na niego spojrzeć, pochyliłam głowę, przytrzymując nią jego dłoń na moim ramieniu.
– Czy wiesz, że kiedy przychodziłem do was z ojcem płacić czynsz – ciągnął – robiłem to ze względu na ciebie. Za każdym razem modliłem się, żebyś była w domu.
Ukląkł przede mną i otoczył ramionami moją talię, a głowę oparł mi na piersiach.
– Zakochałem się w tobie, jak miałaś zaledwie dziewięć lat. – Kiedy to mówił, jego głos wibrował na mojej skórze. – Chcę, żebyś to wiedziała. Ja miałem jedenaście, a ty dziewięć lat. Kiedy cię zobaczyłem, wyglądałaś jak wróżka lub Alicja w krainie czarów, miałaś białą sukienkę z dużą błękitną szarfą i uśmiechałaś się jak... jak wschodzące słońce. Wtedy zrozumiałem, że nie mogę bez ciebie żyć.
Teraz mogłam otworzyć oczy. W ciemności jego plecy, łydki, policzek – o ile widziałam – były blade.
– Nie wiedziałam.
– Skąd mogłaś wiedzieć? – Popatrzył na mnie. – Widziałaś tylko wiejskiego chłopaka w zabłoconych butach i z brudną twarzą. Dzierżawiliśmy waszą ziemię, Violet. Oczywiście, że nigdy mnie nie widziałaś. Myślałaś, że jestem głupim wieśniakiem, niemym obszarpańcem, któremu należy okazać grzeczność, bo tak zostałaś wychowana. Byłaś grzeczna dla wszystkich. Widziałem, że nie mam najmniejszych szans być z tobą. Na przykład tamtego popołudnia, gdy przyszłaś tu i zobaczyłaś mnie po drugiej stronie płotu, nie wiedziałaś nawet, kim jestem.
– Ale byłeś taki... taki... – szukałam właściwego słowa – ...taki ostry. Sądziłam, że jesteś zarozumiały.
– Umierałem w środku. Nie wiedziałem, jak się zachować ani co powiedzieć. Nie śniłem nawet o tym, że będę z tobą sam na sam i będę z tobą rozmawiał.
Głos mu się załamał. Przytuliłam mocniej Coleya, przyciskając jego głowę do piersi, i lekko go kołysałam. Sądziłam, że płacze, i w odpowiedzi łzy pociekły również po mojej twarzy.
Byłam wzruszona, przejęta, targały mną nieznane wcześniej emocje. Nie istniało nic więcej, nic więcej się nie liczyło – tylko stworzony przez nas zaklęty krąg.
– Ciii, kochanie, ciii. Jestem tutaj. Przepraszam, jeśli cię zraniłam, zignorowałam czy obraziłam. Będę to naprawiać przez resztę życia. Nie musisz się już martwić. Zawsze będziemy razem.
Obejmował mnie w pasie tak mocno, że obawiałam się utraty równowagi.
– Ostrożnie, kochanie. – Zrobiłam krok w tył i kątem oka dostrzegłam obok nas jakiś ruch. Odwróciłam się, aby sprawdzić, co to.
Obok nas stał tata.