Strona główna / Humanistyka / Kosmopolityzm. Etyka w świecie obcych

Aktualności

22.05.2019

Warszawskie Targi Książki

Zapraszamy Was na 10. Warszawskie Targi Książki, które odbędą się na stadionie PGE Narodowy od 23 do 26 maja!

Wywiady

06.05.2019

Bogactwo, orgie i handel ludźmi. Laila Shukri odkrywa tajemnice świata arabskiego.

Zapraszamy do przeczytania wywiadu z Lailą Shukri, autorką książki "Perska zmysłowość".

Posłuchaj i zobacz

24.04.2019

Niecenzurowana opowieść o początkach III RP.

Zapraszamy do obejrzenia nagrania zapowiadającego najnowszą książkę Jerzego Dziewulskiego i Krzysztofa Pyzi "Jerzy Dziewulski o kulisach III RP".

Bestsellery

TOP 20

  1. Smętarz dla zwierzaków Stephen King
  2. Arabski raj Tanya Valko
  3. Polska miłość Wojciech Młynarski

Fotogaleria

więcej »

Kosmopolityzm. Etyka w świecie obcych

Kwame Anthony Appiah

ROZDZIAŁ 4
Niezgoda moralna

Poprzez to, co gęste i rozmyte

Nie trzeba wychodzić z domu, żeby wejść w spór w kwestii wartości. W tłumie ludzi wychodzących z kina po seansie ktoś może zauważyć, że film Za wszelką cenę jest lepszy od filmu Bezdroża, ale jego towarzysz może się sprzeciwić. „Jak możesz traktować poważnie film, który opowiada o tym, że życie osoby z paraliżem rąk i nóg jest do tego stopnia pozbawione wartości, że powinno się ją zabić, jeśli o to poprosi?”. W ożywionej dyskusji po bijatyce w barze ktoś mówi, że świadek, który zainterweniował, wykazał się odwagą, inni, że zachował się bezmyślnie i powinien po prostu wezwać gliny. W szkolnej debacie poświęconej aborcji jeden uczeń twierdzi, że aborcja przeprowadzana od pierwszego do trzeciego trymestru ciąży jest złem zarówno dla płodu, jak i dla matki, ale powinna być legalna, jeśli matka się na nią zdecyduje. Inny uważa, że zabicie płodu nie dorównuje pod względem zła zabiciu dorosłego kota. Trzeci twierdzi, że każda aborcja jest morderstwem. Jeśli mamy zachęcać do kosmopolitycznego zaangażowania, do rozmów na tematy moralne między ludźmi należącymi do różnych społeczeństw, musimy spodziewać się tego rodzaju braku zgody: w końcu zdarza się ona w obrębie samych tych społeczności.
Jednak konflikty moralne ujawniają się na rozmaite sposoby. Zacznijmy od tego, że nasz słownik dotyczący ocen jest nadzwyczaj zróżnicowany. Niektóre pojęcia – „dobry”, „powinien” – są, jak często filozofowie to ujmują, raczej rozmyte [thin]. Wyrażają aprobatę, ale ich zastosowanie jest poza tym zupełnie nieograniczone: dobra ziemia, dobry pies, dobry argument, dobry pomysł, dobra osoba. Wiedza dotycząca tego, co słowa znaczą, nie mówi wiele na temat tego, do czego się one odnoszą. Oczywiście są pewne czyny, co do których trudno wyobrazić sobie, że są dobre. Jest tak dlatego, że nie można zrozumieć ich aprobaty, jednak nie dlatego, że w znaczeniu słowa „dobry” zawarte jest to, że – powiedzmy – wyrwanie jedzenia przymierającemu głodem dziecku nie wchodzi w grę.
Jednakże większa część naszego języka dotyczącego ocen jest znacznie „bardziej rozmyta” niż w przytoczonych przykładach. Przykładowo, żeby zastosować pojęcie „nieuprzejmości”, trzeba pomyśleć o czynie, który się krytykuje, jako o naruszeniu dobrych manier lub o braku właściwego zainteresowania uczuciami innych. Mówię „dziękuję” ironicznie, kiedy przypadkowo nadepniesz mi na nogę, zakładając, że postąpiłeś tak rozmyślnie. Jest to niegrzeczne. Dziękowanie jakiejś osobie za coś, co dla nas zrobiła, niegrzeczne nie jest. „Odwaga” jest określeniem zawierającym pochwałę. Ale jego znaczenie jest bardziej treściwe niż terminy takie jak „słuszny” czy „dobry”: bycie odważnym wymaga zrobienia czegoś, co uderza nas jako ryzykowne lub niebezpieczne, gdy ma się coś do stracenia. Otwarcie drzwi frontowych może być czynem odważnym: ale tylko jeśli cierpi się na agorafobię albo wie się, że do drzwi dzwonią tajne służby.
Pojęcia rozmyte są czymś w rodzaju niewiadomych. Kiedy pojęcia tego, co słuszne, i tego, co złe, rzeczywiście się stosuje, są gęsto wplątane w komplikacje konkretnych kontekstów społecznych. W tym sensie, jak twierdzi wybitny amerykański teoretyk polityki Michael Walzer, moralność nabiera gęstości. Dzieje się tak wówczas, kiedy usiłujemy znaleźć punkty porozumienia z innymi, powiedzmy, zaczynamy abstrahować od rozmytych pojęć, które mogą leżeć u podstaw tych gęstych*.
Pojęcia rozmyte wydają się uniwersalne; nie jesteśmy jedynymi ludźmi, którzy posiadają pojęcia tego, co słuszne i niesłuszne, dobra i zła; wydaje się, że każde społeczeństwo posiada również pojęcia odpowiadające pojęciom rozmytym. Nawet gęste pojęcia, takie jak nieuprzejmość i odwaga, są pojęciami, których całkiem sporo można odnaleźć wszędzie. Jednak nadal istnieją również bardziej gęste pojęcia, które w rzeczywistości są specyficzne dla konkretnych społeczeństw. A najbardziej podstawowy poziom niezgody pojawia się wtedy, kiedy jedna ze stron biorących udział w dyskusji przywołuje pojęcie, którego druga po prostu nie ma. Jest to ten rodzaj niezgody, kiedy walkę prowadzi się nie po to, by się zgadzać, ale po to, żeby po prostu zrozumieć.

Sprawy rodzinne

Niekiedy wartości rodzinne splatają się z nieznanymi zwyczajami i układami. Na przykład wszędzie ludzie mają wyobrażenia dotyczące odpowiedzialności za swoje dzieci. Kto jednak jest moim dzieckiem? Dorastałem w dwóch społeczeństwach, postrzegających rodzinę w dość odmienny sposób. Po części dlatego, że te społeczeństwa – społeczeństwo Akanów w Ghanie oraz angielski świat krewnych mojej matki – były ze sobą w kontakcie przez kilka stuleci, różnice te się zmniejszają. Pozostaje jednak istotna różnica.
Rozważmy występujące u Akanów pojęcie abusua. Jest to grupa ludzi, których łączą wspólni przodkowie, pozostający do siebie w relacji miłości i obowiązku – z grubsza rzecz ujmując, im bliżsi w czasie są wspólni przodkowie, tym silniejsze więzi. Krótko mówiąc, wygląda to jak rodzina. Jednakże między abusua a rodziną zachodzi istotna różnica. Przynależność do abusua zależy wyłącznie od tego, kim jest matka. To, kim jest ojciec, jest bez znaczenia. Jeśli jesteś kobietą, twoje dzieci należą do twojej abusua, a zatem są w niej również potomkowie twoich córek i ich córek, i tak aż do końca świata. Członkostwo w abusua jest wspólne jak mitochondrialne DNA, przenoszone wyłącznie przez kobiety. Tak więc należę do tej samej abusua co dzieci mojej siostry, ale nie do tej, co dzieci mojego brata. A ponieważ nie jestem związany z moim ojcem poprzez kobietę, on również nie jest członkiem mojej abusua.
W skrócie koncepcja rodziny w kulturze Akanów jest tym, co antropolodzy nazywają rodziną matrylinearną. Jakieś sto lat temu w większości przypadków brat matki – najstarszy wuj ze strony matki, czyli w fa – odgrywałby rolę, jakiej oczekiwano by od ojca w Anglii. Wraz z matką dziecka był odpowiedzialny za zagwarantowanie, że dzieci jego siostry – słowo na określenie ich to w fase – mają co jeść, w co się ubrać i zostały wykształcone. Wiele zamężnych kobiet mieszkało z braćmi i składało regularne odwiedziny mężom. Rzecz jasna, mężczyzna interesował się swoimi dziećmi, jednak jego obowiązki wobec dzieci były stosunkowo mniejsze: w rzeczywistości odpowiadały obowiązkom angielskiego wuja.
Przyjezdni często są dość zdziwieni, że słowo, którego w sposób najbardziej naturalny używałoby się w odniesieniu do brata lub siostry – a którym jest nua – jest również słowem stosującym się do dzieci sióstr matki. I rzeczywiście czasem ludzie powiedzą w ghandyjskim angielskim, że ktoś jest „moją siostrą, trochę ojcem, trochę matką”, o czym można by pomyśleć, że to o dwa określenia za dużo. (Jeśli, z drugiej strony, ktoś opowiada, że jakaś kobieta jest jego młodszą matką, odwołuje się do najmłodszej siostry swojej matki).
Kiedy byłem dzieckiem, wszystko to się zmieniało. Więcej mężczyzn mieszkało ze swoimi żonami oraz dziećmi i nie utrzymywało dzieci sióstr. Ale mój ojciec nadal otrzymywał przysyłane ze szkoły informacje o wynikach w nauce dzieci swoich sióstr, wysyłał im kieszonkowe, omawiał z ich matkami kwestie dotyczące ich wykształcenia, opłacał rachunki za dom rodzinny swojej abusua. Regularnie jadał również posiłki ze swoją ulubioną siostrą, podczas gdy jego dzieci oraz żona– czyli my – jadaliśmy razem w domu.
Krótko mówiąc, istnieją rozmaite sposoby organizowania życia rodzinnego. To, który z nich uważa się za sensowny, zależy w znacznej mierze od pojęć, na których się wychowywało. Tak długo, jak społeczeństwo ma sposób przypisywania obowiązku wyżywienia dzieci, który sprawdza się i jest zrozumiały, wydaje mi się, że byłoby czymś dziwnym twierdzić, że jeden sposób jest słuszny, a wszystkie inne są niesłuszne. Czujemy, i prawidłowo, że ojciec, który zalega z płaceniem na utrzymanie swoich dzieci, postępuje źle. Wielu Aszantów, zwłaszcza w przeszłości, czułoby to samo w przypadku zalegającego z opłatami w fa. Kiedy zrozumie się ten system, prawdopodobnie zaakceptuje się to: i nie stanie się tak dlatego, że porzuci się któreś ze swoich podstawowych zobowiązań moralnych. W tym przypadku istnieją rozmyte uniwersalne wartości – te dotyczące bycia dobrym rodzicem – ale ich wyrażanie jest w wysokim stopniu partykularne, gęsto splecione z lokalnymi zwyczajami oraz oczekiwaniami, jak również faktami dotyczącymi układów społecznych.
(…) 

* M. Walzer, Thick and Thin: Moral Arguments at Home and Abroad, University of Notre Dame Press, Notre Dame 1994.